Powrót

Brodski, wolność i imperializm. Dwie twarze rosyjskiej inteligencji

Nowa biografia Josifa Brodskiego autorstwa Gleba Moriewa, wydana w tym roku w Moskwie przez wydawnictwo Nowy Przegląd Literacki, stała się punktem wyjścia do rozmowy o kondycji rosyjskiej inteligencji. W programie „Rosja, przyszłość i przeszłość" na Kanale Otwartym gość i współprowadzący, dr Michał Patryk Sadłowski z Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską Uniwersytetu Warszawskiego, omówił z prowadzącym Grzegorzem Ślubowskim wczesny okres życia noblisty - i postawił pytanie, czy każdy rosyjski inteligent nosi w sobie „gen imperialny".

Książka Moriewa, rosyjskiego dziennikarza i historyka kultury mieszkającego dziś w Berlinie, koncentruje się na Brodskim z czasów radzieckich - przed wymuszoną emigracją. Jak zauważył Sadłowski, jest to „książka napisana przez emigranta o emigrancie". Jej największą zaletą ma być pokazanie mechanizmu, w którym władza totalitarna zwalcza literatów i poetów, obawiając się, że ci „finalnie doprowadzą do złamania systemu". Najbardziej uderzające jest to, że aparat uderza w twórców już na początku ich drogi - gdy mają siedemnaście, osiemnaście czy dziewiętnaście lat.

Pokolenie destalinizacji

Brodski, urodzony w 1940 roku w inteligenckiej rodzinie o korzeniach sowiecko-żydowsko-rosyjskich, przeżył blokadę Leningradu jako dziecko. Świadomość polityczną kształtował jednak później - w okresie destalinizacji, gdy radziecka młodzież obserwowała zarazem zniesienie kultu jednostki i trwałość państwa totalitarnego.

To pokolenie, wychowane w - jak ujął to Sadłowski - „stalinowsko-cieplarnianych warunkach" miejskiej inteligencji, zaczęło fascynować się Stanami Zjednoczonymi. Mechanizm był prosty: skoro za Stalina Amerykę przedstawiano jako największe zło, a destalinizacja wskazała na Stalina jako źródło zła, Zachód zyskał status obiektu kultu. Sadłowski rozpoznawał podobne postawy współcześnie - fascynację amerykańskim stylem życia, konsumpcją i ubiorem, którą obserwował choćby wśród dzieci elity w Rostowie nad Donem.

Kluczową rolę w formacji poety odegrała Anna Achmatowa. To ona, przedstawicielka przedrewolucyjnej inteligencji petersburskiej, dostrzegła talent Brodskiego i wzmocniła w nim poczucie wolności osobistej. „Bolszewicy czy Sowieci starali się wytrzebić to, co było przed rewolucją. Nie zdołali wszystkiego, a to, co zostało, czyli Achmatowa, pozwoliło temu pokoleniu zakiełkować w sposób swobodny" - tłumaczył Sadłowski.

Poeta jako alternatywa dla władzy

Postalinowskie poluzowanie reżimu umożliwiło powstanie alternatywnej kultury. Powstawały zjednoczenia młodych artystów, pomyślane jako preludium do wstąpienia w szeregi partii - ale wielu twórców nie chciało iść dalej tą ścieżką. Z tej przestrzeni wyrósł Brodski.

Jego bunt przybrał też formę dramatyczną. Jako dwudziesto- lub dwudziestojednolatek, wraz ze starszym kolegą Olegiem Szachmatowem, planował porwanie samolotu w Samarkandzie, w uzbeckiej republice radzieckiej, i ucieczkę do Iranu - gdzie znajdowała się baza amerykańska. Plan nie został zrealizowany, ale zaważył na dalszych losach poety.

Z biografii wyłania się koncepcja poety jako postaci równej władzy. Brodski przejął ją - zdaniem Sadłowskiego - od Puszkina: obok oficjalnej władzy, dysponującej prestiżem i aparatem bezpieczeństwa, istnieje literatura o „mocy moralnej". Człowiek formalnie podporządkowany reżimowi w rzeczywistości słucha poety.

Prowadzący dostrzegł w tym klucz do zrozumienia postawy, którą obserwował przez sześć lat w Petersburgu. Dla tamtejszej inteligencji, dla której - jak mówił - Brodski „jest panem Bogiem", charakterystyczne było życie „poza systemem". Ludzie ci chodzili do teatrów i kin, czytali książki, pili kawę, ale wojnę w Ukrainie traktowali jak odległe wydarzenie. „Oni udają, że ta wojna ich nie dotyczy, nie widzą tego, co się dzieje. Nie chcą tego widzieć po prostu" - relacjonował prowadzący.

Sadłowski dodał, że wielu rosyjskich inteligentów postrzega taką postawę jako wartość. Przekonani, że zaangażowanie polityczne sprowadzi represje - aresztowanie, zniszczenie rękopisu - uznają, że lepiej „przeżyć dla siebie i też dla Rosji". Pracując dobrze w swoim zawodzie, wierzą, że „nadal robią coś dobrego", nie popierając reżimu, lecz nie angażując się w politykę. Prowadzący nazwał to „małym sabotażem, którego nikt nie widzi".

Plama na życiorysie

Obraz Brodskiego jako obrońcy wolności komplikuje jeden utwór. W 1991 lub 1992 roku poeta napisał wiersz „Na niepodległość Ukrainy". Prowadzący ocenił go jednoznacznie: „Jego zdaniem Władimir Sołowjow mógłby „spokojnie cytować” ten wiersz w swoich programach w rosyjskiej telewizji państwowej" - tak „szowinistyczny" i „imperialistyczny" jest jego wydźwięk.

Choć Brodski darzył szacunkiem polską kulturę, Ukrainę traktował - według prowadzącego - jak prowincję bez znaczenia, używając pod adresem Ukraińców pogardliwego określenia „chachły". Przytoczono też relację pisarki Oksany Zabużko, która miała usłyszeć od Brodskiego w Nowym Jorku, na wiadomość, że pochodzi z Ukrainy, lekceważące pytanie: „Gdzie to jest?".

Za inteligentem miłującym wolność krył się więc - zdaniem prowadzącego - rosyjski imperialista. Sadłowski przyznał rację, lecz umieścił postawę poety w szerszym kontekście. Brodski ukształtował się jako poeta „nie sowiecki, ale rosyjski", a rozpad Związku Radzieckiego odebrał jako cios w ogólnorosyjską wspólnotę opartą na języku Puszkina. Wiersz był reakcją na to rozbicie.

Gen imperialny czy brak czasu na refleksję?

Sadłowski wskazał na nierozwiązany od czasów Imperium Rosyjskiego problem tożsamości. Jedni uznawali Rosjan, Ukraińców i Białorusinów za „trójjedyny naród", inni - za jeden naród ogólnorosyjski, w którym język rosyjski miałby pełnić funkcję języka wspólnego. Związek Radziecki, mimo formalnej federalizacji, ten problem „spetryfikował", zachowując dominację rosyjskości.

W tej dezorientacji badacz upatruje jednej z przyczyn wojny. „Putin wykorzystał dezorientację co do tożsamości nie tylko większości ludności, ale też tej inteligencji" - stwierdził. Dla środowiska Brodskiego i Achmatowej - ta ostatnia urodziła się w Odessie - Ukraina była przestrzenią imperialną, rosyjską, a nie odrębną ziemią. Inteligencja, zdaniem Sadłowskiego, „nie miała czasu tego przemyśleć".

Badacz ostrzegł zarazem przed uproszczeniami. Sprzeciwił się „kancelowaniu" postaci na podstawie jednego epizodu i apelował o czytanie Brodskiego w kontekście jego epoki i środowiska. Podobny mechanizm dostrzegł w etykietowaniu Aleksieja Nawalnego jako imperialisty - co, jego zdaniem, jest częściowo efektem rosyjskich działań informacyjnych, pomijających ewolucję poglądów opozycjonisty.

Rozmówcy zgodzili się, że obecnie dokonuje się „ostateczne wydzielenie się rosyjskiej inteligencji od ukraińskiej". Zarazem wciąż żyją ludzie o tożsamości postsowieckiej, patrzący na świat „w sposób humanistyczny", nieuznający granic - co bywa mylone z proputinizmem. Sadłowski przywołał uwięzionego polityka Lwa Szlosberga oraz sprawę rosyjskiego dziennikarza Leonida Ragozina, wydalanego z Łotwy, których krytyka Ukrainy płynie - jak zaznaczył - z pozycji humanistycznych, a nie politycznych.

Obaj dostrzegli też cień tej formacji. Część emigrantów, wyjechawszy na Zachód, zaczyna go krytykować i żyje „w bańce", niezdolna wesprzeć realnego ruchu politycznego - inaczej niż twórcy kultury w Polsce czy państwach bałtyckich u schyłku lat 80. Brodski pozostaje dla tego środowiska symbolem - twórcą, który żył „poza systemem", lecz w którego życiorysie zapisała się także imperialna plama. Zapowiedziano kontynuację rozmowy o rosyjskiej inteligencji i jej patriotach w kolejnych odcinkach.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter