NATO ujawnia plan obrony: zablokować, osłabić, złamać Rosję
Głównodowodzący sił NATO w Europie, generał Alexus Grynkewich, podczas Warsaw Security Forum w Warszawie przedstawił publicznie „teorię zwycięstwa" sojuszu - scenariusz powstrzymania i pokonania Rosji w razie jej agresji. Zdaniem Justyny Gotkowskiej, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, wystąpienie to oznacza przełom w dotychczasowej komunikacji strategicznej NATO wobec Moskwy i wewnątrz samego sojuszu.
Trzy etapy: blokada, ograniczenie, złamanie
Grynkewich - używający w NATO tytułu SACEUR - ujął plan w trzech punktach: block, blunt i break. „Zablokowanie sił przeciwnika, ograniczenie rosyjskiego manewru i jeśli trzeba będzie, złamanie rosyjskiego systemu wojennego" - relacjonuje Gotkowska. Ostatni etap oznacza, jak podkreśla, uderzenia w kluczowe zdolności wojskowe Rosji w głębi jej terytorium, tak by złamać machinę wojenną przeciwnika.
Generał nie użył tak dosadnych sformułowań, lecz ich sens - zdaniem ekspertki - jest jednoznaczny i tak został odczytany. Pierwszy etap opiera się na zdolnościach wywiadowczych sojuszu, pozwalających wcześnie wykryć intencje rosyjskie. To umożliwia szybkie rozmieszczenie sił w państwach bałtyckich czy w Polsce i zablokowanie agresji już na terytorium państw członkowskich.
Drugi etap to osłabienie natarcia - zniszczenie sił biorących bezpośredni udział w działaniach przeciwko sojuszowi, również po rosyjskiej stronie granicy. Trzeci, najdalej idący, to uderzenia głębokie: na centra dowodzenia, obronę powietrzną i systemy rakietowe „nie tylko bezpośrednio przy granicy z państwami członkowskimi NATO, ale głęboko na rosyjskim terytorium".
Gotkowska zwraca uwagę, że plany te istniały wcześniej. Po 2022 roku sojusz przyjął trzy regionalne plany obronne - dla Europy Północnej, Środkowej oraz Południowo-Wschodniej. Nowością jest ich publiczne zakomunikowanie przez najwyższego wojskowego NATO.
Dlaczego teraz i dlaczego w Warszawie
Zdaniem ekspertki wystąpienie było starannie zaplanowane - zarówno co do miejsca, jak i czasu. „Absolutnie było to przemówienie przemyślane (…). I miało ono zostać wygłoszone nie w Berlinie, nie w Paryżu, nie w Londynie, tylko na wschodniej flance z oczywistych względów" - ocenia. Takie przemówienie wymagało zgody politycznej całego sojuszu, co czyni je uzgodnionym stanowiskiem wszystkich sojuszników.
Kontekstem jest narastająca agresja rosyjska poniżej progu artykułu 5: sabotaż, ataki na infrastrukturę krytyczną, dezinformacja, ataki cybernetyczne, a także drony wchodzące w przestrzeń powietrzną państw NATO i rakiety manewrujące - jedna z nich eksplodowała na terytorium Polski. Gotkowska wskazuje, że większość sojuszników nie spodziewa się dużej operacji zbrojnej w trakcie wojny na Ukrainie, lecz nie wyklucza ograniczonych uderzeń rakietowych czy dronowych o niejednoznacznej interpretacji.
Ekspertka wiąże zmianę komunikacji również z doświadczeniem wojny rosyjsko-ukraińskiej. Jej zdaniem przekonała ona zachodnie społeczeństwa, że „wojny wyłącznie stosując defensywne środki, czyli broniąc się na własnym terytorium, się nie wygra". Elementy ofensywne zaczęły wchodzić do zachodniego dyskursu o bezpieczeństwie, mimo wcześniejszych oporów, zwłaszcza w Europie Zachodniej.
Istotne, jak zaznacza Gotkowska, były granice tego przekazu. Grynkewich podkreślił, że NATO pozostaje sojuszem defensywnym i nie dąży do obalenia reżimu Putina. „Celem sojuszu (…) ma być wyłączenie rosyjskiej maszyny wojennej, a nie zagrożenie samej władzy obecnego reżimu" - relacjonuje ekspertka. Ten komunikat był adresowany zarówno do Moskwy, jak i do państw sojuszu, które mogłyby mieć obiekcje wobec ofensywnego scenariusza.
Słowa poparte ćwiczeniami
Gotkowska podkreśla, że wystąpienie było elementem szerszego działania, a nie odosobnionym przemówieniem. Towarzyszyły mu ćwiczenia pokazujące Rosji zdolność sojuszu do zniszczenia rosyjskich systemów - w obwodzie królewieckim, a jej zdaniem również na Białorusi.
Odbyły się ćwiczenia sił powietrznych w polskiej przestrzeni powietrznej wokół obwodu królewieckiego oraz manewry na dalekiej północy. Amerykanie przerzucili systemy Typhon dalekiego zasięgu z pociskami Tomahawk do Trondheim w Norwegii, sygnalizując zdolność zagrożenia rosyjskim siłom strategicznym na Półwyspie Kolskim.
Reakcja Moskwy - zdaniem ekspertki - potwierdziła, że sygnały zostały odczytane. Pojawiły się rosyjskie groźby, w tym dotyczące użycia broni jądrowej, oraz noty ambasadorów. „Rosja zrozumiała sygnały wysyłane jej przez państwa NATO (…) i próbuje w tej chwili, moim zdaniem niezbyt udolnie, zastraszyć elity polityczne i społeczeństwa" - ocenia Gotkowska. Jej zdaniem sojusz tej presji retorycznej nie powinien ulec.
Sprzeczne sygnały z Waszyngtonu
Komunikat z Warszawy zbiegł się z odmiennymi decyzjami prezydenta USA Donalda Trumpa. W tym samym okresie amerykańska administracja otworzyła możliwość importu rosyjskiego oleju napędowego, a prezydent naciskał na Ukrainę, by zaprzestała ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną.
Gotkowska rozdziela te dwie kwestie. Decyzję w sprawie paliw wiąże nie z wystąpieniem Grynkewicha, lecz z wyborami śródokresowymi do Kongresu i poszukiwaniem winnych wzrostu cen surowców. „Prezydent Trump musi znaleźć winnego i w tej chwili znalazł winnego w prezydencie Zełenskim i w Ukrainie, która atakuje rosyjskie rafinerie" - ocenia. Jej zdaniem źródłem presji na ceny jest trudna do zakończenia operacja przeciwko Iranowi na Bliskim Wschodzie.
Ekspertka przewiduje, że republikanie mogą przegrać wybory zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie, a odpowiedzialność za porażkę zostanie przerzucona na najsłabsze ogniwo - Ukrainę. Wypowiedzi Trumpa są jednak, jak zaznacza, kontestowane w Kongresie, również w partii republikańskiej.
Jednocześnie Gotkowska przypomina, że w połowie września Trump zapowiedział w mediach społecznościowych możliwość ustanowienia stałej bazy sił amerykańskich w Polsce. Jej zdaniem świadczy to o świadomości narastającej agresji rosyjskiej także w Białym Domu. Administracja - jak ocenia - jest fragmentaryczna i podzielona: obok wojskowych realistycznie oceniających zagrożenie działa obóz dążący do ograniczenia obecności USA w Europie oraz grupy biznesowe gotowe do interesów z Rosją. Mimo to, podkreśla, do tej pory „administracja Trumpa żadnego dealu poważnego z Rosją kosztem Ukrainy nie zrobiła" - sprzedaż broni i przekazywanie danych wywiadowczych Ukrainie trwają.
Ile w tym planie realnej siły
Na pytanie o zdolność NATO do realizacji scenariusza Gotkowska odpowiada ostrożnie. W powietrzu sojusz ma - jej zdaniem - przewagę nad Rosją: „jeżeli chodzi o siły powietrzne, NATO tutaj rzeczywiście ma wyższość". Siły powietrzne, wspólnie z wojskami lądowymi i marynarką, mają odegrać kluczową rolę w blokowaniu rosyjskich działań.
Krytyczna pozostaje szybkość przerzutu wojsk lądowych do państw bałtyckich. NATO rozmieszcza tam brygady wielonarodowe: w Estonii - brytyjską, na Łotwie - mieszaną z udziałem Kanadyjczyków, Francuzów i Polaków, na Litwie - niemiecką, która w przyszłym roku ma zostać rozmieszczona na stałe. Niemcy są - jak zaznacza ekspertka - jedynym poza USA państwem, które stać na utrzymanie takiej brygady na wschodniej flance.
Gotkowska ocenia, że jeśli sojusz pozostanie zjednoczony i uruchomi artykuł 5, Rosja uwikłana w wojnę na Ukrainie „szans z NATO w takim starciu obecnie, jak i w perspektywie roku, nie ma". Decydujący ma być etap przedkryzysowy, w którym sprawdzi się realność planów przerzutu sił.
Największe ryzyko: działania poniżej progu wojny
Zdaniem ekspertki najpoważniejszym wyzwaniem nie jest otwarta agresja na państwa bałtyckie, lecz pojedyncze ataki trudne w interpretacji. Chodzi o uderzenia dronowe lub pociskami manewrującymi na infrastrukturę krytyczną, zakłady zbrojeniowe czy elektrownie, które Rosja mogłaby przedstawiać jako przypadkowe lub ukraińskie.
„Trafi w zakład produkcyjny zbrojeniowy, trafi w elektrownię, trafi w składy paliw i z naszej perspektywy będzie jasne, że to są celowe działania" - opisuje Gotkowska scenariusz. Rosyjska komunikacja mogłaby jednak tłumaczyć takie incydenty błędem środków walki radioelektronicznej lub działaniem Ukrainy. Odpowiedź sojuszu może wówczas okazać się niejednoznaczna, bo poszczególne państwa będą gotowe reagować z różną stanowczością.
To - w ocenie ekspertki - główne zagrożenie: „bo będzie ono rozbijało spójność polityczną sojuszu ". Gotkowska zwraca uwagę, że nie wiadomo, czy NATO dysponuje planami i zgodą polityczną na szybką, spójną odpowiedź na tego typu prowokacje. Jej zdaniem potrzebny byłby drugi komunikat - o jedności sojuszu w reagowaniu na działania poniżej progu artykułu 5.
Warszawskie wystąpienie Grynkewicha wpisuje się w szerszy zwrot NATO ku planowaniu obronnemu, porzuconemu po zimnej wojnie i wznawianemu stopniowo od lat 2014-2016. Jednocześnie pozostaje otwarte pytanie o kształt amerykańskiej obecności w Europie, która zależeć będzie od zapowiadanego przeglądu sił USA na kontynencie. Jak podsumowuje Gotkowska, dyskusja o ofensywnych środkach wobec Rosji „zaczyna się toczyć najbardziej poważnie niż do tej pory" - lecz prawdziwym testem dla sojuszu będzie nie teoria zwycięstwa, a reakcja na rosyjskie prowokacje poniżej progu wojny.