Spór o Trybunał wkracza na ulicę. Kto jest sędzią?
Maciej Berek, do niedawna minister w rządzie Donalda Tuska, złożył ślubowanie na sędziego Trybunału Konstytucyjnego przed marszałkiem Sejmu, a nie przed prezydentem Karolem Nawrockim. Głowa państwa kwestionuje ważność tej czynności, prezes Trybunału Bogdan Święczkowski nie wpuścił Berka do części sędziowskiej budynku, a przed siedzibą TK gromadzili się demonstranci i politycy prawicy. Spór o Trybunał wszedł w nową, ostrą fazę - oceniła w programie Kanału Otwartego dziennikarka Kamila Baranowska.
Ślubowanie bez prezydenta
Berek wygłosił formułę ślubowania „wobec prezydenta", choć Karola Nawrockiego na uroczystości nie było. Prezydent nie wyznaczył terminu odebrania przysięgi, kwestionując zarówno formalne aspekty kandydatury Berka, jak i sam sposób przeprowadzenia procedury wyboru przez Sejm.
Nawrocki nie pozostawił wątpliwości co do swojego stanowiska. „Nie wiem, przed kim przysięgał pan minister Berek, ale z całą pewnością nie przed prezydentem RP" - oświadczył. Dodał, że skoro nie dopełniono „oczywistej dla studentów pierwszego roku studiów" formalności, czyli złożenia ślubowania w bezpośrednim sąsiedztwie prezydenta i wobec niego, „najlepiej w Pałacu Prezydenckim", to Berek „z całą pewnością nie jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego".
Strona rządowa przedstawia odmienną interpretację. Sejm dokonał wyboru, a ten wybór jest wiążący - ślubowanie odbierane przez prezydenta to wyłącznie formalność, której głowa państwa nie może blokować bezterminowo. W tym ujęciu nieobecność Nawrockiego nie ma znaczenia prawnego.
Argument Komisji Weneckiej
Sam Berek nie czekał na rozstrzygnięcie sporu i po uroczystości mówił już o sobie jako o członku składu Trybunału. „Sędziowie Trybunału, szczególnie my, którzy tutaj jesteśmy, zrobimy wszystko, aby Trybunał jako organ państwa zaczął spełniać swoją funkcję" - zapowiedział.
Istotnego argumentu dostarczyła stronie rządowej Komisja Wenecka. W niedawnej opinii uznała ona za dopuszczalne odebranie ślubowania od sędziego Trybunału bez obecności prezydenta, gdy ten odmawia tej czynności lub ją opóźnia. Pałac Prezydencki z tą oceną się nie zgadza.
Spór prawny nałożył się na konflikt polityczny i uliczny. Przed wejściem do Trybunału zaczęli gromadzić się ludzie deklarujący obronę instytucji przed Berkiem, którego nie uznają za prawowitego sędziego. Pojawili się m.in. Antoni Macierewicz i Jarosław Kaczyński, który tam przemawiał; doszło do przepychanek z policją zabezpieczającą budynek. Wydarzenia na żywo relacjonowała Telewizja Republika, wzywająca widzów do mobilizacji.
Berek nie wszedł do części sędziowskiej
Gdy Berek przyjechał do Trybunału w asyście funkcjonariuszy, nie został wpuszczony do części sędziowskiej. Prezes Święczkowski oznajmił, że „osoby, które nie złożyły ślubowania, próbowały wtargnąć do części sędziowskiej Trybunału", i wyjaśnił: „Uniemożliwiłem im to z uwagi na fakt, iż nie mieli mojej zgody na przebywanie w części, gdzie urzędują sędziowie".
Święczkowski podkreślił zakres swoich uprawnień. „To ja decyduję, kto będzie orzekał, kto nawiązał stosunek służbowy, a kto nie" - stwierdził. To prezes Trybunału przydziela sprawy do orzekania, więc nawet obecność Berka w budynku nie przesądza o jego realnej roli, jeśli nie otrzyma spraw.
Obie strony okopały się na swoich stanowiskach, a w sporze brakuje instytucji odwoławczej zdolnej go rozstrzygnąć. Każda ze stron powołuje się na własną interpretację prawa i konstytucji. Jak zauważa Baranowska, o „resecie konstytucyjnym”, wskazywanym jako jedyna droga do kompromisu, nikt nie chce dziś słyszeć - do takiego rozwiązania nawołuje jedynie m.in. Krzysztof Bosak i środowisko Mateusza Morawieckiego, lecz żaden z dwóch największych obozów nie ma w nim interesu.
Scenariusz siłowego przejęcia
W przestrzeni publicznej krąży scenariusz, który opozycja przedstawia jako nieunikniony. Zakłada on usunięcie Święczkowskiego z Trybunału pod pretekstem postawionych mu zarzutów. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek informował, że prezes TK ma usłyszeć zarzut przekroczenia uprawnień z okresu, gdy pełnił funkcję prokuratora krajowego.
Zmiana prezesa nie jest jednak prosta. Doprowadzić do niej może wyłącznie zgromadzenie ogólne sędziów, a jego zwołanie leży w gestii samego prezesa - który nie ma interesu, by inicjować procedurę mogącą zakończyć się jego odwołaniem. Pojawiają się spekulacje, że nowym prezesem miałby zostać właśnie Berek.
Spekuluje się również, że Donaldowi Tuskowi zależy na „odbiciu" Trybunału przed 15 października - rocznicą wyborów - by przedstawić elektoratowi przejęcie kluczowej instytucji jako symboliczny sukces.
Zdaniem Baranowskiej żadne z rozważanych rozwiązań nie zapowiada odbudowy wiarygodności Trybunału ani zakończenia trwającego od lat sporu. Jeśli Berek nie zostanie dopuszczony do orzekania, strona rządząca będzie mówić o naruszeniu prawa i ignorować orzeczenia TK. Jeśli dojdzie do siłowego przejęcia, role się odwrócą - to PiS i prezydent przestaną uznawać nowy skład. Pat będzie trwał, a zbliżający się rok wyborczy, w którym emocje odgrywają główną rolę, sprzyja raczej ich podgrzewaniu niż próbie wyjęcia Trybunału spod politycznego sporu.