Bryłka: Polska zapłaci wysoką cenę za członkostwo Ukrainy w UE
Europosłanka Konfederacji Anna Bryłka w rozmowie w kanale Otwartym oceniła, że Polska jest nieprzygotowana na akcesję Ukrainy do Unii Europejskiej, a napięcia między Warszawą a Kijowem eskaluje sam prezydent Wołodymyr Zełenski. Polityk wskazała na zagrożenia dla sektora rolnego, słabą pozycję negocjacyjną polskiego rządu w Brukseli oraz postępującą dekompozycję prawicowej sceny politycznej przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.
Rezolucja o Ukrainie i sprawa Wołynia
Bryłka sprostowała powszechne w polskich mediach interpretacje niedawnej rezolucji Parlamentu Europejskiego. Dokument dotyczył raportu w sprawie Ukrainy za 2025 rok, jej akcesji do UE oraz zmian gospodarczych, a poprawki odnoszące się do rzezi wołyńskiej i napiętych relacji polsko-ukraińskich były jedynie dodatkiem.
Ostatecznie przyjęto poprawkę Koalicji Obywatelskiej, koncentrującą się na napięciach dwustronnych. Poprawka samej Bryłki, mówiąca wprost o ludobójstwie na Wołyniu i domagająca się zaprzestania gloryfikacji banderyzmu, została odrzucona - także głosami polskich posłów spoza jej ugrupowania. „Ja rozumiem, że my się możemy tam nie zgadzać w jakichś sprawach, ale jeśli coś jest dobre, no to trzeba to poprzeć” - zaznaczyła europosłanka.
Zdaniem Bryłki napięcia między Warszawą a Kijowem stały się przedmiotem kuluarowych rozmów w Parlamencie Europejskim. Politycy z innych państw członkowskich zaczęli dopytywać polskich deputowanych o źródło konfliktu, co paradoksalnie zwiększyło rozpoznawalność zbrodni wołyńskiej w Europie Zachodniej. „Ta wiedza nie była nigdy powszechna, ta zbrodnia nigdy nie była znana” - zauważyła.
Sprzeciw wobec członkostwa Ukrainy w UE
Europosłanka zadeklarowała stanowczy sprzeciw wobec przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej, argumentując to interesem gospodarczym Polski. Wskazała, że Kijów już dziś korzysta z uprzywilejowanej pozycji: ma dostęp do wspólnego rynku bez obowiązku przyjmowania unijnej legislacji i bez płacenia składki członkowskiej.
Największe zagrożenie widzi w sektorze rolno-spożywczym. Ukraina do 2028 roku może eksportować żywność bez konieczności spełniania unijnych norm, a jej moce produkcyjne - zdaniem Bryłki - są praktycznie nieograniczone. Symbolem tej presji ma być ekspansja koncernu MHP, który przejmuje kolejne zakłady drobiarskie w Unii. „Za chwilę nawet polski duży sektor drobiarski zostanie wypchnięty przez giganta ukraińskiego MHP” - ostrzegała.
Bryłka wymieniła również inne obszary rozbieżnych interesów: sektor transportowy, energochłonny, politykę spójności i budżet unijny. Przypomniała, że rozszerzenie UE o tak duży kraj wymusi zmiany w podejmowaniu decyzji - w praktyce likwidację jednomyślności, także w polityce zagranicznej. „Państwa naszego regionu będą mogły być swobodnie przegłosowywane” - oceniła.
Osobnym problemem pozostaje korupcja w ukraińskich strukturach władzy. Europosłanka wskazała na sprawy związane z byłym szefem gabinetu prezydenta Andrijem Jermakiem oraz Timurem Mindiczem, który - jak stwierdziła - „uciekł do Izraela przez Polskę”. Przypomniała też o próbie ograniczenia niezależności antykorupcyjnego NABU.
Rolnictwo pod presją i błędy polskiego rządu
Bryłka skrytykowała decyzję rządu Donalda Tuska z października ubiegłego roku o zgodzie na zwiększone bezcłowe kontyngenty na import towarów rolno-spożywczych z Ukrainy. Wskazała, że kontyngent na cukier wzrósł z 20 tys. do 100 tys. ton, a znacząca część tego wolumenu trafia do państw najbliższych granicy - przede wszystkim do Polski.
Utrzymane od września 2023 roku embargo na cztery ukraińskie produkty (pszenicę, rzepak, kukurydzę i słonecznik) uznała za niewystarczające. „Jak Ukraina traci możliwość eksportu na przykład jakiegoś zboża, no to za chwilę będziemy mieć mąkę, czy olej, czy inny towar końcowy” - wyjaśniła. Wskazała, że ochroną powinny być objęte również miód, drób i jaja.
Podczas debaty w komisji handlu zagranicznego PE - jak relacjonowała - jedynie ona i posłanka z Węgier broniły prawa państw członkowskich do krajowych embarg. Reszta posłów zarzucała im łamanie prawa unijnego i żądała konsekwencji finansowych ze strony Komisji Europejskiej. Każdy sprzeciw wobec importu z Ukrainy bywa też - według Bryłki - kwalifikowany przez posłów Europy Zachodniej i państw bałtyckich jako „dezinformacja rosyjska”.
Europosłanka wskazała na strukturalną słabość polskiej dyplomacji w Brukseli. Za symptomatyczne uznała, że po ogłoszeniu wyników negocjacji Komisji z Ukrainą 30 czerwca minister rolnictwa Stefan Krajewski zadeklarował „zaskoczenie” - mimo że Polska sprawowała wtedy prezydencję w Radzie UE, a wygaśnięcie rozporządzenia liberalizującego handel było znane od miesięcy. „Dużo to mówi o stanie polskiej obecności na forum unijnym” - skomentowała.
Relacje z Ukrainą i błędy z początku wojny
Zdaniem Bryłki naprawa relacji z Kijowem będzie trudna, ponieważ pozycja Polski jest coraz słabsza. „O ile na początku wojny Ukraina bardzo mocno potrzebowała Polski, o tyle teraz Ukraina już nie potrzebuje Polski” - oceniła. Jako model wskazała pragmatyczną politykę Węgier za rządów Wiktora Orbána - konfrontację na poziomie politycznym połączoną ze współpracą w wymiarze praktycznym.
Za błąd polskich rządów uznała specustawę ukraińską i przyznanie uchodźcom szerokiego zakresu świadczeń socjalnych, w tym 800 plus. „Pomoc uchodźcom tak, ale nie przywileje” - powtórzyła stanowisko swojego środowiska. Wskazała, że początek wojny był jedynym momentem, w którym Warszawa mogła stawiać Kijowowi realne warunki, w tym dotyczące ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej.
Odpowiedzialnością za obecne napięcia Bryłka obarczyła jednoznacznie prezydenta Ukrainy. „To nie my nazwaliśmy jednostkę wojskową imieniem bohaterów UPA, tylko prezydent Zełenski” - podkreśliła. Odnosząc się do wizyty przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w Kijowie, gdzie otrzymała order określony przez Zełenskiego jako „nieodbieralny”, oceniła, że była to demonstracja wymierzona w prezydenta Karola Nawrockiego.
Europosłanka przyznała jednocześnie, że agresja w przestrzeni publicznej wobec Ukraińców w Polsce zdarza się, ale nie ma charakteru masowego. Podkreśliła, że potępia każdy jej przejaw, niezależnie od tego, kogo dotyczy.
Dekompozycja prawicy i strategia wyborcza
Znaczącą część rozmowy Bryłka poświęciła sytuacji na polskiej prawicy. Wskazała, że dochodzi do „dehegemonizacji” tego obozu - Prawo i Sprawiedliwość traci monopol na prawicowego wyborcę, a rywalami stały się Konfederacja z ok. 15-procentowym poparciem oraz partia Grzegorza Brauna z wynikiem przekraczającym próg wyborczy.
Główny problem PiS-u europosłanka widzi w kryzysie tożsamości. „Oni nie wiedzą, jaką partią chcą być” - stwierdziła, wskazując na różne twarze partii reprezentowane przez Przemysława Czarnka i Mateusza Morawieckiego. Publiczne wezwanie Czarnka do wytłumaczenia się z wypowiedzi oceniła jako sygnał, że kandydat na premiera nie jest samodzielny.
Bryłka nie wierzy w trwały rozłam w PiS. „Nawet jak tu dojdzie do jakiegoś rozejścia, to pewnie przed samymi wyborami będzie wielkie zjednoczenie” - prognozowała, dodając, że rozwód mógłby zepchnąć poparcie ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego w okolice 20 procent.
W sprawie paktu senackiego zadeklarowała otwartość Konfederacji, zastrzegając jednak, że skuteczność takiego porozumienia wymaga udziału wszystkich formacji prawicowych, także partii Brauna. „To jest wybór między tym, żeby mieć senatora albo tego senatora nie mieć” - podsumowała, przypominając, że w niektórych okręgach kandydat wspólnej prawicy osiągnąłby lepszy wynik niż kandydat KO.
Perspektywa 2027 roku
Bryłka nie wykluczyła, że Donald Tusk utrzyma władzę po wyborach parlamentarnych w 2027 roku. Wskazała, że premier dysponuje mocnym atutem w postaci poparcia Komisji Europejskiej i braku sporów o środki unijne, co pozwoli mu zaprezentować w kampanii szereg inwestycji.
Aferę w Szpitalu Południowym uznała za istotny problem rządu, ale wątpi, by jej efekt utrzymał się do wyborów. „Pamięć wyborców jest bardzo krótka” - zaznaczyła. Zwróciła uwagę, że temat kampanii może wyznaczyć czynnik zewnętrzny - od ochrony zdrowia po ceny paliw czy kwestię ukraińską.
Europosłanka stanowczo odrzuciła zarzuty o gotowość Konfederacji do koalicji z Koalicją Obywatelską. „Nie widzę płaszczyzny do współpracy z Koalicją Obywatelską” - zadeklarowała. Wskazała jednocześnie, że w Parlamencie Europejskim to PiS ma więcej wspólnych głosowań z KO niż Konfederacja. Za punkty niepodlegające negocjacjom uznała sprzeciw wobec przekazywania kolejnych kompetencji Unii Europejskiej.
Rozmowa nakreśliła obraz polskiej sceny politycznej u progu wyborczego cyklu 2027 roku: prawicy zdekomponowanej, gdzie PiS traci pozycję hegemona, oraz obozu rządzącego, który - mimo kolejnych afer - dysponuje instytucjonalnym wsparciem Brukseli. W tle pozostaje kwestia ukraińska, coraz wyraźniej przenikająca zarówno politykę zagraniczną, jak i wewnętrzną Polski, i mogąca stać się jednym z głównych tematów nadchodzącej kampanii.