Chiny w centrum polskiej polityki. Eksperci: brakuje strategii, rośnie ryzyko
Polska nie ma spójnej strategii wobec Chin, choć Pekin staje się jednym z kluczowych punktów odniesienia globalnej polityki i coraz mocniej wpływa na bezpieczeństwo Europy Środkowej - ocenili wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Jakub Jakóbowski i profesor University of Florida Andrew Michta podczas debaty Instytutu Wolności w Piwnicy Wolności w Warszawie. Dyskusję poprowadził Igor Janke.
Obaj eksperci zgodzili się, że dotychczasowe podejście Warszawy - traktowanie relacji z Chinami głównie w kategoriach dwustronnej wymiany handlowej - jest anachroniczne. Chiny wpływają dziś na Polskę pośrednio: przez Rosję, przez politykę przemysłową Unii Europejskiej i przez rywalizację ze Stanami Zjednoczonymi. To one, zdaniem rozmówców, powinny wyznaczać ramy myślenia o polityce zagranicznej.
"Przedkopernikańskie" myślenie o świecie
Jakóbowski określił polską perspektywę jako "przedkopernikańską". Warszawa wciąż postrzega świat przez pryzmat Europy i Rosji, tymczasem punktem odniesienia globalnej polityki są dziś Stany Zjednoczone i Chiny. "Rozmawiając z Chińczykami, zawsze mówię, że mamy jednego wspólnego sąsiada" - powiedział, wskazując na Rosję.
Zdaniem eksperta OSW to właśnie relacja chińsko-rosyjska definiuje dziś zdolność Moskwy do prowadzenia wojny. "Rosja bez Chin dzisiaj nie mogłaby funkcjonować. To, jak Rosja działa, do czego się posuwa, jak długo może wytrzymać, wynika z tego, jaka jest jej relacja z Chinami" - stwierdził. Chiny wchodzą także w każdą istotną debatę unijną - od polityki klimatycznej, przez rynek wewnętrzny, po zasady głosowania.
Jakóbowski przypomniał, że po 2008 roku Polska podjęła - jego zdaniem największy po 1989 roku - wysiłek dyplomacji ekonomicznej wobec Chin. Zakończył się on porażką: polski eksport do Chin plasuje się dziś "między Łotwą a Finlandią". Paradoksalnie ekspert uznaje to za korzystne. "Mieliśmy strasznego farta, że nie związaliśmy się tak głęboko" - powiedział, wskazując, że Niemcy i Francja, które osiągnęły większe zyski, tkwią dziś w zależności trudnej do zerwania.
Chiny jako mocarstwo w Europie
Andrew Michta postawił tezę mocniejszą: Chiny są zagrożeniem dla wszystkich zachodnich demokracji, bo dążą do zmiany systemu zarządzania w stosunkach międzynarodowych. "Chińczycy chcą stworzyć koncepcję rządzenia i prosperity, która będzie miała pozytywne odebranie, zwłaszcza wśród państw globalnego południa" - powiedział.
Amerykański politolog zwrócił uwagę, że Chiny - mimo geograficznej odległości - funkcjonują dziś jako mocarstwo obecne w Europie. Wskazał na inwestycje w porty (Hamburg, greckie porty), przejęcia w sektorze IT i konsekwencje dla europejskiego przemysłu. Niemiecki przemysł samochodowy jego zdaniem umiera nie tylko z powodu drogiej energii, ale też trwającego cztery dekady transferu technologii do Chin.
Michta przedstawił geopolityczny wymiar tej rywalizacji. Historia pokazuje przewagę mocarstw morskich nad lądowymi. Chińska Belt and Road, sieć połączeń przez Eurazję do Afryki, ma odwrócić ten porządek. "Jeżeli Chińczykom uda się doprowadzić do tego, że mocarstwo lądowe zacznie dominować nad mocarstwem morskim, historia zmieni się dramatycznie" - powiedział.
Cztery dekady deluzji Zachodu
Michta ostro skrytykował zachodnie elity za oddzielenie polityki ekonomicznej od bezpieczeństwa narodowego po zimnej wojnie. Winę przypisał administracji Billa Clintona, która rozmontowała system ograniczeń eksportu technologii i wpuściła Chiny do WTO jako "kraj rozwijający się". "To jakbyście wzięli lisa i wpuścili do kurnika, mówiąc: kury sobie poradzą. Kury sobie nie poradziły" - stwierdził.
Przez czterdzieści lat Zachód przekazywał do Chin klejnoty swojej technologii dla arbitrażu pracy. "Globalizacja to była chciwość, która maskaradowała jako ideologia" - ocenił Michta. Przypomniał, że w szczytowym momencie w amerykańskich uczelniach studiowało około 370 tys. chińskich studentów kierunków STEM. Jedna na pięć amerykańskich korporacji obecnych w Chinach była zmuszana do przekazywania własności intelektualnej w zamian za dostęp do rynku.
Efekt jest wymierny. Dziesięć lat temu USA produkowały ponad 34 proc. globalnej wytwórczości przemysłowej, dziś 17 proc. - dokładnie tyle, ile wynosi obecnie udział Chin, który jeszcze niedawno był o połowę mniejszy. "Jeżeli nie odetniemy tych ludzi od naszego rynku, w 2050 roku będą mieć 40-50 procent. I wtedy jest saayonara, my dear friends" - powiedział Michta.
Raport OSW o chińskich samochodach
Jakóbowski omówił raport OSW dotyczący inteligentnych samochodów chińskich, który wpłynął na decyzję Sztabu Generalnego WP o wykluczeniu tych pojazdów z jednostek wojskowych. Kluczowa była analiza chińskich regulacji wewnętrznych.
"Same Chiny uważają - i są na to dowody - że samochód podłączony do internetu jest fundamentalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa ChRL, dla bezpieczeństwa obywateli, dla tajemnic państwowych" - wskazał ekspert. Tesle były wyrzucane z chińskich lotnisk i instytucji rządowych, a policja zatrzymywała je, gdy urzędnicy przejeżdżali przez Pekin. Chińscy producenci są zobowiązani do przekazywania danych do satelitarnego systemu Beidou, także w celach wojskowych.
Jakóbowski podkreślił, że polska decyzja została podjęta samodzielnie i wpłynęła zwrotnie na debatę w USA. Chris Miller, autor "Wojny o chipy", opublikował w "Financial Times" artykuł powołujący się na polski przykład jako argument przeciw otwieraniu amerykańskiego rynku na chińskie samochody. "Podejmujemy decyzje sami. I na końcu okazuje się, że wychodzimy jako dużo poważniejszy partner" - ocenił.
Kalkulacja Pekinu wobec Rosji
Wicedyrektor OSW przedstawił, jak - na podstawie kilkudziesięciu rozmów z chińskimi partnerami po lutym 2022 roku - postrzega chińską kalkulację strategiczną. "Chiny potrzebują Rosji do konfrontacji z Ameryką. My potrzebujemy Ameryki do konfrontacji z Rosją" - streścił.
W tej optyce Polska jest widziana jednoznacznie jako wschodnia flanka NATO, część amerykańskiej sieci sojuszniczej razem z Japonią, Koreą Południową i Australią. Dopóki trwa konfrontacja chińsko-amerykańska, Pekin będzie wspierał Moskwę - bo żaden inny kraj (Wenezuela, Iran) nie oferuje takiej strategicznej wartości jak Federacja Rosyjska: gotowa do walki z Zachodem, uzbrojona nuklearnie i coraz bardziej zależna od Chin.
Konsekwencja praktyczna jest, zdaniem Jakóbowskiego, jasna. "Wszystkie aspekty współpracy, które dotykają kwestii bezpieczeństwa - infrastruktura krytyczna, port, telekomunikacja, samochód wjeżdżający do wrażliwych miejsc - po prostu będą zamknięte" - powiedział. Corocznie zbiera się ponad 60 komisji chińsko-rosyjskich, w tym o współpracy systemów satelitarnych Beidou i GLONASS w zastosowaniach wojskowych.
Cena decouplingu i spór o "de-risking"
Obaj rozmówcy różnili się w ocenie unijnej koncepcji "de-riskingu". Jakóbowski bronił jej jako pragmatycznej - argumentując, że wyjście z zależności kosztuje i konieczne jest ustawienie priorytetów. Przywołał przykład sektora farmaceutycznego: spośród stu substancji czynnych stosowanych w lekach pediatrycznych w Polsce produkuje się tylko trzy do pięciu, w Europie - kilkanaście. "Czy powinniśmy na to wydać pieniądze? Uważam, że tak" - powiedział.
Michta był bardziej kategoryczny. "Nie ma czegoś takiego jak complex interdependence. Jest tylko dependence" - stwierdził. Bezpieczeństwo narodowe określił jako nieredukowalną funkcję państwa. "Jeżeli stawiacie państwo w sytuacji zależności od potencjalnie wrogiego mocarstwa, elity polityczne nie wypełniają swojej pracy" - powiedział, dodając, że dotyczy to Stanów Zjednoczonych, Polski i Niemiec w równym stopniu.
Amerykański politolog przypomniał, jak wysokie są stawki: koreańska ropa i broń, cyfrowe łańcuchy dostaw, port Pusan, przez który przechodzi 40 procent uzbrojenia trafiającego do Polski. Podkreślił też, że w przypadku wojny lub blokady Cieśniny Tajwańskiej Federacja Rosyjska dostanie w tym stuleciu jedyną szansę na uderzenie w NATO.
Co może zrobić Polska
Odpowiadając na pytanie o polską rolę w rywalizacji USA-Chiny, Michta wskazał na Europę. "Zajmijcie się Europą. Na to powinno pójść 80-90 procent konwencjonalnych zdolności bojowych Sojuszu Północnoatlantyckiego" - powiedział. Jego zdaniem, jeśli Europa realnie się uzbroi, a Stany zapewnią parasol nuklearny i zdolności wysokiego poziomu, Rosja nie zaryzykuje agresji, nawet gdyby Chiny wywołały kryzys na Indo-Pacyfiku.
Jakóbowski zaznaczył, że polska administracja - szczególnie na poziomie dyrektorów departamentów - coraz lepiej rozumie kwestię chińską. "Widzę, że w dyskusjach unijnych o Chinach nasze państwo zaczyna odgrywać konstruktywną rolę" - ocenił. Podkreślił też potrzebę bezpośredniej rozmowy z Pekinem: "Chińczycy lubią poważną rozmowę, w której się poważnie mówi, o co nam chodzi".
Ekspert OSW wskazał na dwa czynniki wymagające pilnego przemyślenia: Rosję i przemysł. Ostrzegł też przed technologicznymi zależnościami, które budują się codziennie - od chińskich falowników w 1,2 mln polskich instalacji fotowoltaicznych po platformy e-commerce eliminujące małe i średnie firmy z rynku.
Kontekst
Debata odbyła się w momencie, gdy Unia Europejska dyskutuje o narzędziach ograniczania obecności chińskich komponentów w infrastrukturze krytycznej, a dyrektywa NIS 2 przekazuje kompetencje w sprawie dostawców wysokiego ryzyka państwom członkowskim. Polska w tym roku, powołując się na rekomendację Sztabu Generalnego, wykluczyła chińskie samochody z jednostek wojskowych - jako pierwsze państwo Unii Europejskiej.
Uczestnicy dyskusji zgodzili się, że rywalizacja z Chinami wymaga długoterminowych, kosztownych decyzji dotyczących odbudowy zdolności przemysłowych, farmaceutycznych i technologicznych Zachodu. Zgodzili się też co do jednego - czas iluzji o "końcu historii" i samoregulującym się globalnym rynku definitywnie się skończył.