Powrót

Lachowski: Ukraińska pamięć o Wołyniu wciąż zniekształcona sowieckim dziedzictwem

Reporter Mateusz Lachowski, wieloletni korespondent relacjonujący wojnę w Ukrainie, wskazuje, że współczesna ukraińska narracja historyczna - zwłaszcza wokół rzezi wołyńskiej i UPA –nadal opiera się na fundamentach położonych przez sowiecką historiografię. W rozmowie omówił także zaniechania polskiej polityki wobec Kijowa, sytuację na froncie, stan elektrowni w Czarnobylu i Zaporożu oraz nastroje społeczne po niemal czterech latach pełnoskalowej wojny.

Podręczniki i „tragedia wołyńska”

Zdaniem Lachowskiego w ukraińskich podręcznikach szkolnych wydarzenia z lat 1943-1944 opisywane są jako „tragedia wołyńska” - jako wzajemne mordy Polaków i Ukraińców, w których odpowiedzialność UPA jest rozmyta. „Upa była częściowo odpowiedzialna, ale ogólnie to raczej trochę jak taki zryw ludowy po tym, że wcześniej byli gnębieni Ukraińcy” - tak, według reportera, brzmi dominująca wykładnia w programach dla szkół ogólnokształcących.

UPA jest natomiast prezentowana przede wszystkim przez pryzmat późniejszej walki z sowietami, trwającej według tej narracji nawet do lat 60. „Wszyscy ci dowódcy UPA zginęli, poza Kukiem, zabici przez sowietów albo zostali wywiezieni w łagrach” - relacjonuje Lachowski treść podręcznikowego przekazu. Wątek zbrodni na Polakach schodzi w tym ujęciu na dalszy plan.

Sowiecka matryca i punkty zwrotne

Reporter wskazuje, że Związek Sowiecki „świetnie dzielił Ukraińców i Polaków” i konsekwentnie wycinał z historii niewygodne fakty - w tym masowe wywózki Polaków na Sybir w latach 1940-1941. Ten sposób opowiadania o przeszłości, jego zdaniem, w części ukraińskich ośrodków akademickich jest wciąż obecny.

Za punkt zwrotny Lachowski uznaje pomarańczową rewolucję z 2004 roku i decyzję prezydenta Wiktora Juszczenki o uznaniu Stepana Bandery za bohatera Ukrainy - to na tę decyzję odpowiedzią była rezolucja Parlamentu Europejskiego. „Za Kuczmy jeszcze tego nie było” - zaznacza. Kolejnym momentem przełomowym była rewolucja godności i aneksja Krymu w 2014 roku, po których stosunek do państwa rosyjskiego uległ „drastycznej” zmianie.

Lachowski przypomina jednocześnie o zaniechaniach po stronie polskiej: przez trzy dekady po 1989 roku Warszawa nie prowadziła aktywnej polityki historycznej wobec Kijowa - nie wydawała książek, nie powoływała instytutów, nie edukowała. Wyjątkiem miała być kadencja Aleksandra Kwaśniewskiego, którego kancelaria doprowadziła do otwarcia cmentarza w Porycku (Pawliwce), ekshumacji i spotkania obu prezydentów w 60. rocznicę zbrodni. „Wielkie słowa uznania należą się prezydentowi Kwaśniewskiemu” - mówi reporter.

II Rzeczpospolita bez sentymentu

Lachowski nie unika wątków niewygodnych dla polskiej strony. Przypomina, że w II RP Ukraińcy byli „obywatelami drugiej kategorii”, mieli zamknięty dostęp do części uczelni, a maksymalnym pułapem kariery urzędniczej bywało stanowisko listonosza. Podobnie traktowano ludność żydowską. Zastrzega jednocześnie, że nie tłumaczy to zbrodni z lat 40.

Czarnobyl i Zaporoże pod presją

Osobny wątek rozmowy dotyczył ukraińskiej infrastruktury jądrowej. Lachowski potwierdza, że w lutym ubiegłego roku rosyjski dron uderzył w Arkę osłaniającą sarkofag w Czarnobylu. Instalacja, zbudowana m.in. ze środków Unii Europejskiej, Banku Światowego i rządu USA, została poważnie uszkodzona przez wielodniowy pożar wewnątrz konstrukcji.

„Ta arka przestała spełniać swoje zadania” - mówi reporter, powołując się na rozmowy z pracownikami elektrowni, w tym zastępcą kierującego obiektem, pracującym tam od 1987 roku. Osłona miała zabezpieczać sarkofag przez kilkaset lat; obecnie, według instytucji międzynarodowych, odbudowa jest niemożliwa w warunkach trwającej wojny. Podwyższone promieniowanie utrzymuje się, ale - jak zapewnia Lachowski - nie doszło do skażenia.

Elektrownia w Zaporożu pozostaje pod rosyjską kontrolą, obsługiwana przez dawny personel, z okresowymi kontrolami MAEA. Reaktory nie produkują energii, są utrzymywane w stanie chłodzenia. Podobny status ma Czarnobyl, podłączony do sieci wyłącznie w celach monitoringu.

Front: Donbas na lata

Pytany o perspektywy zajęcia Donbasu przez Rosjan, Lachowski jest kategoryczny: to kwestia lat, nie miesięcy. Konstantynówka broni się od ponad pół roku, a jej zdobycie - z uwagi na wielkość i topografię - miałoby być łatwiejsze niż aglomeracji Kramatorsk-Słowiańsk. „Żeby zająć cały Donbas, 100 tysięcy żołnierzy będzie mało, moim zdaniem” - szacuje, mówiąc o zabitych po stronie rosyjskiej.

Armia ukraińska liczy według jego danych około 800 tysięcy żołnierzy, z czego około pół miliona jest zaangażowanych na froncie. Rotacje są rzadkie, szczególnie na pierwszej linii, gdzie żołnierze przez trzy miesiące pozostają w okopach, a zaopatrzenie i ewakuacja odbywają się za pomocą dronów naziemnych i powietrznych. „To jest wojna, którą w NATO nie do końca rozumiemy” - ocenia.

Kijów, według Lachowskiego, będzie unikał obniżania wieku poborowego. Argumentem jest demografia: kraj ma dziś, według różnych szacunków, 25-27 milionów mieszkańców, a strata mężczyzn poniżej 25. roku życia grozi wymieraniem narodu. Prezydent Wołodymyr Zełenski ma prowadzić konsultacje w sprawie zachęt dla emigrantów do powrotu, ale reporter szacuje, że wróci najwyżej 15-20 procent.

Afera Midas i nastroje społeczne

Lachowski odniósł się także do wpływu afery korupcyjnej - nazywanej „taśmami Midas” - na notowania prezydenta. Według informacji, do których dotarł, poparcie dla Zełenskiego „drastycznie spadało”, jednak polska decyzja o odebraniu mu orderu paradoksalnie „bardzo pomogła” głowie państwa w rankingach wewnętrznych.

W badaniach zaufania społecznego z ostatnich lat prowadzenie utrzymywał generał Wałerij Załużny - ponad 60 procent - przed szefem wywiadu wojskowego Kyryłem Budanowem i prezydentem Zełenskim, oscylującym między 50 a 60 procent.

Zmęczony kraj, otwarty finał

Reporter podkreśla drastyczne wyniszczenie ukraińskiego społeczeństwa: rozbite rodziny, żołnierzy pogardzających „uchylantami”, masowe wymiany jeńców obejmujące setki osób przy każdej transzy oraz traumę, z której kraj „będzie się leczył przez lata po wojnie”. Rok temu liczył jeszcze na letnie rozmowy pokojowe; dziś nie wierzy, by doszło do nich przed wiosną.

Mimo to bilans, jaki podsumowuje, jest dwuznaczny: Ukraina zachowała kontrolę nad Kijowem, Charkowem, Odessą i Kramatorskiem, a walki toczą się na terytorium, którego utrzymania w lutym 2022 roku nie zakładali ani zachodni analitycy, ani administracja Joego Bidena. „Za to wszystko Ukraina płaci najwyższą cenę w postaci krwi” - konkluduje Lachowski.