Chiny narzucają agendę. Pyffel: świat dwóch biegunów stał się faktem
Wizyta Donalda Trumpa w Pekinie potwierdziła, że Stany Zjednoczone akceptują rolę jednego z kilku biegunów światowej polityki, a Chiny przejmują inicjatywę w globalnej rywalizacji - ocenia Radosław Pyffel z Instytutu Sobieskiego, twórca podcastu „Cyfrowa Sicz". W rozmowie w „Kanale Otwartym" analityk wskazał, że Pekin osiąga swoje cele bez ponoszenia kosztów, które w demontaż dotychczasowego ładu wkładają Rosja i Iran.
Trump przyjął chińską narrację
Zdaniem Pyffla, listopadowa wizyta amerykańskiego prezydenta w Pekinie miała „sensacyjny przebieg" - Trump przyjął chińską narrację i ułatwił zadanie gospodarzom, choć geopolitycznie nie zmieniło się nic. Strona amerykańska potwierdziła, że stanowisko wobec Tajwanu pozostaje bez zmian, mimo że Trump otworzył dyskusję na ten temat.
Delegacja miała charakter wybitnie probiznesowy. Towarzyszyli jej Jensen Huang z Nvidii, którego - jak relacjonuje Pyffel - sfotografowano jedzącego kluski na pekińskim deptaku Wangfujing, oraz Elon Musk z synem. - Trump pokazał, jak może wyglądać świat, w którym istnieją co najmniej dwa bieguny. Występował na równi z Xi, komplementował go, mówił, że kocha Chiny - ocenia analityk.
Z amerykańskiego punktu widzenia prezydent „poszedł z tym za daleko". Wkrótce po nim do Pekinu przyleciał Władimir Putin, co pozwoliło chińskim mediom przedstawić stolicę jako centrum światowej polityki, gdzie kolejno przybywają przywódcy największych mocarstw.
Strategia siedzenia na wzgórzu
Pyffel posługuje się klasycznym chińskim obrazem: Pekin „siedzi na wzgórzu i obserwuje walczące tygrysy". Demontaż ładu regionalnego dokonuje się przez innych aktorów - Rosję w Europie i Iran na Bliskim Wschodzie - którzy ponoszą ogromne koszty militarne, ludzkie i wizerunkowe.
- Rosja wzięła na siebie ogromny ciężar demontażu ładu regionalnego w Europie. Kilkaset tysięcy ludzi zostało przemielonych na froncie ukraińskim. A ilu Chińczyków zginęło w czasie tego rozdania geopolitycznego? Na razie żaden - podkreśla rozmówca.
Jednocześnie Pekin kontroluje łańcuchy dostaw, które czynią konfrontację z nim ryzykowną. W ostatnich sporach handlowych Trump groził cłami sięgającymi 100 procent, ale wycofał się, gdy Chiny zasugerowały odcięcie dostaw metali ziem rzadkich. - Cały czas wygląda to tak, że Trump grozi, po czym Chińczycy coś powiedzą, i Trump się wycofuje - komentuje analityk.
„Jesteśmy dopiero w połowie drogi"
Pyffel zwraca uwagę, że w przeciwieństwie do zachodnich komentatorów Chińczycy nie uznają gry za rozstrzygniętą. W 2021 roku, na stulecie partii komunistycznej, Xi Jinping ogłosił dopiero osiągnięcie statusu społeczeństwa średniego dochodu i zamknięcie pierwszego etapu.
Drugi etap zakłada przejście do społeczeństwa wysoko rozwiniętego i samowystarczalnego technologicznie. W ogłoszonej w marcu kolejnej pięciolatce Pekin wskazuje robotykę, sztuczną inteligencję, zieloną energię oraz gospodarkę cyfrową jako priorytety. Do 2030 roku 12 procent gospodarki ma być wytwarzane przez roboty zarządzane przez algorytmy sztucznej inteligencji.
- Ostatnie dziesięć lat i osiągnięcie przez Chiny przewagi w branży automotive, w sztucznej inteligencji, w branży kosmicznej, w biomedycynie - to była rozgrzewka. Teraz Chińczycy chcą przycisnąć gaz i osiągnąć skalowalność oraz komercjalizację - twierdzi ekspert.
Pekin planuje też racjonowanie eksportu kluczowych komponentów. Według Pyffla nawet zawartość 0,1 procent metali ziem rzadkich w produkcie ma wymagać certyfikatu zezwalającego na wywóz.
Xi Jinping jako architekt zmiany
Pyffel uznaje Xi Jinpinga za kluczowego architekta transformacji. Przywódca skupił władzę, wyeliminował rywali i przeprowadził czystki w armii - z siedmiu członków Centralnej Komisji Wojskowej pozostało dwóch. Jednym z bodźców mogła być amerykańska operacja sił specjalnych w Wenezueli, która pokazała, jak nowoczesna armia powinna funkcjonować.
Analityk podkreśla hybrydowy charakter chińskiego systemu - łączącego elementy konfucjanizmu z marksizmem - i przestrzega przed odnoszeniem go do polskich doświadczeń z komunizmem PRL. - To nie jest komunizm Jaruzelskiego. Tam są tradycje biurokracji na wysokim poziomie, kompetentnego państwa, merytokracji, egzaminów konfucjańskich - wyjaśnia.
Europa bez pola manewru
Próba zaproponowania przez Emmanuela Macrona nowego układu, w którym Chiny pełniłyby rolę „geopolitycznego stabilizatora", równoważącego Rosję i dbającego o klimat, została odrzucona. Po wizycie francuskiego prezydenta Pekin nałożył cła na francuskie towary spożywcze.
- Chińczycy nie są geopolitycznym Świętym Mikołajem. Jeżeli widzą, że jest taka okazja, że można docisnąć, to wykorzystują i układają się z pojedynczymi państwami Unii Europejskiej - ocenia Pyffel. Pekin nie jest promotorem Unii jako całości.
W kontekście Polski analityk zwraca uwagę na epizod z poprzedniego roku - wizytę chińskiego ministra spraw zagranicznych, presję wywieraną przez Xi Jinpinga na uspokojenie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej oraz wypowiedzi Radosława Sikorskiego sugerujące postrzeganie Chin jako „gwaranta pokoju". Tę koncepcję - twierdzi Pyffel - Pekin ostatecznie odrzucił.
„Imperium debat" bez sprawstwa
Pyffel krytycznie ocenia polską debatę geopolityczną. - Jesteśmy imperium debat. Sobie dyskutujemy: a może tak, a może tak. A może już ktoś się nami zaopiekuje. Musimy to sami zrobić - mówi.
Jego zdaniem polskie elity wciąż funkcjonują w realiach świata sprzed 1989 roku - zjednoczonego Zachodu, Pax Americana, prymatu demokracji liberalnej i nieobecności globalnego Południa jako gracza. Wszystkie cztery filary się rozsypały, a Warszawa zachowuje się, jakby wciąż istniały.
Kontekst
Rozmowa odbyła się w momencie, gdy w Sankt Petersburgu - bojkotowanym przez Zachód przez dekadę po aneksji Krymu - pojawiły się ponownie delegacje amerykańska i niemiecka. Zdaniem Pyffla luka technologiczna, którą musiałby pokonać Zachód, by uniezależnić się od chińskich komponentów, sięga od pięciu do piętnastu lat - przy założeniu „super optymizmu". To okno, w którym ważą się losy globalnej rywalizacji, a tempo dyktuje Pekin.