Powrót

Nadchodzi Super El Niño. Profesor Malinowski ostrzega przed skutkami dla cen żywności

Formujące się obecnie zjawisko El Niño może osiągnąć rekordową skalę i zaburzyć dwa kolejne sezony wegetacyjne w kluczowych regionach produkcji żywności na świecie - ostrzega prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery z Uniwersytetu Warszawskiego i współtwórca portalu Nauka o klimacie. W rozmowie z Jakubem Wiechem na Kanale Otwartym wskazał, że konsekwencje sięgną daleko poza Pacyfik - od cen żywności po niepokoje społeczne w krajach najuboższych.

El Niño to zespół zjawisk obejmujących oddziaływanie atmosfery i oceanu na obszarze równikowego Pacyfiku, stanowiącym około jednej trzeciej globu. Ciepła woda przemieszcza się wówczas w kierunku Ameryki Południowej, a u wybrzeży Peru ustaje wynoszenie chłodnych wód głębinowych. Obecnie temperatura powierzchni oceanu w tym rejonie jest o 4-5 stopni Celsjusza wyższa od średniej. - Zamiast takiej wody, jak czasem bywa w Bałtyku latem, mamy taką wodę jak na Karaibach - porównał profesor.

Ta różnica oznacza znacznie silniejsze parowanie i konwekcję, a w konsekwencji zaburzenia w skali globalnej cyrkulacji atmosferycznej. Na wschodnim wybrzeżu Pacyfiku, zwłaszcza w Ameryce Południowej, należy spodziewać się obfitych opadów i powodzi. Z kolei w Azji Południowo-Wschodniej i Australii - susz. Malinowski przypomniał, że dwa lata temu wzrost temperatury Morza Śródziemnego o 3-4 stopnie wywołał w regionie powódź o niespotykanej wcześniej skali.

Skala obecnego zjawiska nie jest jeszcze przesądzona, ale anomalie temperatur u wybrzeży Peru już biją rekordy. Nakładają się na nie inne nietypowe sygnały: rekordowo ciepłe wody u wybrzeży Meksyku, w okolicach Korei i Japonii oraz w Zatoce Biskajskiej i na Morzu Śródziemnym. Na antropogeniczny trend ocieplenia nakłada się wewnętrzna zmienność klimatu, a samo El Niño w cieplejszym klimacie - jak wskazują analizy - staje się silniejsze i dłuższe. Typowy cykl trwa około roku, ale może wydłużyć się do półtora.

Dla Polski bezpośrednie skutki pogodowe będą trudne do wychwycenia. Realne zagrożenie ma charakter pośredni i gospodarczy. - Obawiam się poważnych skutków dla produkcji żywności w skali globu - przyznał profesor. Powołał się na analizy banku HSBC, które wykazują korelację między indeksem El Niño a cenami żywności w kolejnym roku lub dwa lata później. Jeśli prognozy o rekordowej skali zjawiska się sprawdzą, te zależności mogą być wyjątkowo silne.

Malinowski zwrócił uwagę, że globalizacja, paradoksalnie, czyni współczesne społeczeństwa bardziej wrażliwymi na takie wstrząsy niż w przeszłości. W zglobalizowanym łańcuchu dostaw zakłócenie w jednym ogniwie rozprzestrzenia się znacznie szerzej. Naukowiec przypomniał też kontekst: ograniczoną produkcję nawozów w wyniku wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz utrudnienia w eksporcie surowców z rejonu Zatoki Perskiej. Najnowszy raport IPCC wyróżnia odrębną kategorię zagrożeń powiązanych - łączących ekstremalne zjawiska z brakiem odporności gospodarek.

Konsekwencje społeczne mogą okazać się najpoważniejszym skutkiem. - Każde niestabilności na rynku żywności, szczególnie w krajach biednych, których nie bardzo stać na kompensację przez sprowadzanie żywności, będzie niosło skutki polityczne - ostrzegł Malinowski. Zapytany wprost, czy grozi nam wzrost głodu na świecie, odpowiedział krótko: - Myślę, że tak. I związany z tym wzrost kolejnych niepokojów społecznych.