Dlaczego część Zachodu wciąż fascynuje się Putinem i Rosją
Były polityk Alternatywy dla Niemiec Naoch Krieger wstąpił do rosyjskiej armii, by bronić Rosji przed Zachodem - to jeden z najświeższych przykładów zjawiska, które od lat intryguje badaczy i dziennikarzy. Paweł Reszka, publicysta tygodnika "Polityka" i autor książek o Rosji, w rozmowie w kanale Otwartym analizuje mechanizmy uwodzenia zachodnich elit przez Kreml, sytuację na froncie ukraińskim oraz narastające problemy wewnętrzne Rosji Władimira Putina.
Uwodzenie Zachodu - od pieniędzy po fascynację "trzecim Rzymem"
Krieger, czeczen naturalizowany w Niemczech, został wcześniej wyrzucony z AfD za zbyt bliskie kontakty z Ramzanem Kadyrowem - czeczeńskim namiestnikiem, którego Reszka opisuje jako bandytę narzucającego własne prawa nie tylko w Czeczenii, ale i w Rosji. "Jak podpadniesz Ramzanowi Kadyrowowi, to albo od razu przeproś, albo przyjdą i poproszą cię, żebyś przeprosił" - mówi publicysta. Nawet dowódcy polowi walczący w okopach potrafili, według niego, zostać zmuszeni do przeprosin z pistoletem przy głowie.
Reszka wymienia kilka wzorcowych przykładów zachodnich polityków, którzy związali się z Kremlem. Gerhard Schröder, socjaldemokratyczny kanclerz Niemiec, w ostatnich dniach urzędowania podpisał umowę na Nord Stream 2, a następnie został konsultantem Gazpromu. Reszka dodaje wątek osobisty: Schröder adoptował dzieci z Rosji, w czym pomagał mu Putin, co stworzyło "zobowiązanie, coś takiego, co wiąże".
Innym przykładem jest Silvio Berlusconi. "Putin fajnie ten kraj poukładał, że te wybory niby są, a on i tak je zawsze wygrywa" - tłumaczy Reszka źródło fascynacji włoskiego premiera. Berlusconi, choć bogaty i popularny, zawsze mógł przegrać wybory, natomiast Putin skonstruował system, w którym takie ryzyko nie istnieje. Do listy dochodzi Karin Kneissl, była szefowa austriackiego MSZ z Wolnościowej Partii Austrii, która zaprosiła Putina na swoje wesele, a dziś mieszka w Rosji, gdzie kieruje instytutem stworzonym prawdopodobnie specjalnie dla niej.
Wartości tradycyjne jako marka eksportowa
Reszka zwraca uwagę na paradoks: Putin przyciąga zarówno lewicę, która widzi w Rosji spadkobierczynię Związku Radzieckiego, jak i prawicę, która widzi w niej ostoję konserwatyzmu. "Cały Putin, cała Rosja, mogą uwodzić i tych z lewej strony, i z prawej" - mówi publicysta. Sam Putin, jak zauważa, jest schizofreniczny: stoi na straży wartości rodzinnych jako rozwodnik, jest orędownikiem prawosławia jako były komunista, głosi wartości tradycyjne, bombardując sąsiada.
Publicysta przyznaje jednak, że osobiście spotykał w Rosji ludzi z Zachodu - z Holandii, Niemiec, Polski - którzy autentycznie wierzyli, że Putin broni ich przed "zgniłą Europą". "Ja spotkałem na dalekiej północy Rosji człowieka z Holandii, który się tam przeprowadził, ożenił się z miejscową dziewczyną, ponieważ właśnie uważał, że mu się tam dużo lepiej żyje" - relacjonuje. Zdaniem Reszki to zjawisko przypomina mechanizm "towarzyszy podróży" opisany niegdyś przez Lenina - zachodnich intelektualistów pomagających sowieckiej propagandzie, jak Bruno Jasieński, który zginął rozstrzelany po przeprowadzce do ZSRR.
Rosja w Polsce - sukces socjotechniki
Reszka odnotowuje głęboką zmianę nastrojów w Polsce. Zdjęcia zniszczonego ostatnimi bombardowaniami Kijowa, które opublikował na Facebooku, wywołały reakcje, jakie kilka lat temu byłyby nie do pomyślenia. "Ludzie mówili, że to jest fajnie" - mówi. Wśród komentujących znalazł się między innymi asystent posła partii uważanej za mainstreamową, nie zaś ugrupowań skrajnych.
Publicysta tłumaczy tę zmianę zderzeniem monokulturowego społeczeństwa z falą migracji. Jeszcze dekadę temu w Polsce mieszkało około stu tysięcy obcokrajowców - dziś jest to ponad milion, głównie Ukraińców, do których dochodzą Białorusini. "Nawet jeśli to migracja, która jest bardzo korzystna, budzi jakiś niepokój, lęk. A politycy robią badania i wykorzystują ten lęk" - ocenia Reszka. Zamiast łagodzić emocje, część polskiego mainstreamu je podsyca, kiedy premier osobiście zajmuje się deportacjami po bójce na stadionie, a minister spraw wewnętrznych - kierowcą, który wjechał samochodem na Morskie Oko.
Zdaniem Reszki to sukces rosyjskiej socjotechniki: udało się przekierować wrogość Polaków z Rosji na Ukrainę. Krytykuje jednocześnie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego za budowanie panteonu narodowego odwołującego się do UPA. "Nie jest tak, że wszyscy Ukraińcy uważają, że UPA była fajna. (…) Ale teraz nie jest dobry czas, żeby się obnosić z takimi poglądami" - mówi. Zełenski, osłabiony aferą korupcyjną, walczy o polityczne przetrwanie, konsolidując społeczeństwo wokół historii.
Front się nie rusza, logistyka szwankuje
W ocenie Reszki front praktycznie stoi. Rosjanie zdobywają Konstantyniwkę "z gigantycznymi stratami", ale przed nimi pas twierdz Donbasu: Drużkiwka, Kramatorsk, Słowiańsk. "Oni mogą nie mieć sił, żeby to zrobić" - ocenia publicysta. Ukraińcy zaczęli precyzyjnie atakować rosyjską logistykę frontową: dostawy paliwa, żywności, amunicji i środków opatrunkowych są coraz trudniejsze.
Wojna doszła również w głąb Rosji. Sam mer Moskwy Siergiej Sobianin przyznał, że w ostatnim ataku na stolicę leciało 450 dronów. Rafineria w granicach Moskwy została trafiona, a w Petersburgu paliło się w trakcie forum ekonomicznego, gdy obecny był Putin. Według analiz portalu The Insider - opartych na autorskim systemie Yona zbierającym dane z mediów, blogów i Telegrama - większość Rosji objęta jest już ograniczeniami w tankowaniu, oficjalnymi lub faktycznymi.
Konsekwencje odczują zwykli Rosjanie. "Nie będzie sezonu turystycznego" - ocenia Reszka. Krym, oczko w głowie kremlowskiej propagandy od 2014 roku, jest praktycznie odcięty. "Tam paliwa nie ma. Nie da się dojechać na Krym, bo ciągle są przeprawy niszczone albo atakowane" - mówi. Dla półwyspu żyjącego z turystyki to katastrofa.
Nastroje w Rosji: od dumy do zniecierpliwienia
Reszka relacjonuje rozmowę z urzędnikiem administracji jednej z republik Kaukazu, regionu dostarczającego wielu rekrutów. Przed wojną głównym problemem republiki były kiepskie drogi i częste odcięcia prądu. "Teraz jak rekruci wracają z wojny, ci którym udało się przeżyć, bo wielu wraca w czarnych workach, widzą, że drogi są jeszcze gorsze i że prądu nie ma częściej, i benzyny nie ma" - cytuje rozmówcę.
Początkowo wojna paradoksalnie poprawiła sytuację przeciętnego Rosjanina - zbrojeniówka płaciła więcej, kontraktowi żołnierze otrzymywali wypłaty, fundusz stabilizacyjny sfinansował pierwsze lata konfliktu. "Wygrywaliśmy i wygramy. Nie przeciw tej Ukrainie, którą czapkami, ale przeciwko całemu Zachodowi. Duma" - tak Reszka streszcza dominujący nastrój sprzed miesięcy. Dziś propaganda ma coraz mniej materiału: nie zdobyto żadnego miasta obwodowego, a Putin ogłosił zdobycie Konstantyniwki, którą - jak ripostował Zełenski, proponując tam spotkanie - Rosjanie wciąż muszą opanować.
Publicysta zwraca uwagę, że Rosjanom nie przeszkadza korupcja - filmy Aleksieja Nawalnego, choć oglądały je dziesiątki milionów widzów, nie wstrząsnęły opinią publiczną. "Car kradnie, bo to może jak już ukradł, to nie będzie kradł więcej" - ironizuje. Czego jednak Rosjanie nie wybaczają, to przegrywanie wojny.
Elity, bunt i granice cierpliwości Putina
Reszka nie wierzy w bunt społeczny, dopuszcza natomiast pucz elit - "takie płucze na Kremlu", jak nazywa je odwołując się do rosyjskiej historii. Wskazuje na moment, gdy Jewgienij Prigożyn szedł na Moskwę: "Zabrakło miejsca najpierw w rejsowych samolotach do Turcji, Kazachstanu, potem w czarterach, potem już nie można było wynająć ani kupić samolotu". Wszyscy uciekali, a Putin zobaczył, kto realnie chce go bronić.
Kreml, według Reszki, przygotowuje wymianę elity. Dzieci wpływowych rodzin trafiają do specjalnych batalionów, gdzie dowódcy dbają o ich bezpieczeństwo, ale wracają z "pieczątką uczestnika specjalnej operacji" - przepustką do awansu. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow niedawno przyznał wprost, że to wojna, choć oficjalna nomenklatura mówi o SWO. Weterani mają dostać dostęp do uniwersytetów i preferencyjnych kredytów hipotecznych.
Problem w tym, że nowa elita bywa bardziej putinowska niż sam Putin - a jednocześnie stara jest niepewna. Do tego dochodzi kurczący się budżet wojenny i konflikty z prezes banku centralnego. "Jak nie będzie płacił, to kto będzie wojował? Nikt za tę Rosję nie będzie wojował" - ocenia Reszka. Częściowa mobilizacja z 2022 roku pokazała, że bez pieniędzy nie ma ochotników - były wyłącznie kolejki uciekających na granicy.
Kontekst: gra o wyjście z wojny
Reszka ocenia, że obie strony wciąż wierzą w militarne zwycięstwo, co blokuje negocjacje. Powołuje się na relacje z otoczenia Romana Abramowicza: podczas jego wczesnych misji między Kijowem a Moskwą Zełenski miał uznać, że idzie mu zbyt dobrze, by iść na ustępstwa, a Putin odpowiedział symetrycznie. Dziś sytuacja Rosji jest "znacznie gorsza niż była", ale nie na tyle, by Kreml uznał się za pokonanego.
Kluczowe pytanie brzmi, czy Putin ma realny obraz sytuacji. "On cały czas mówi: nacieramy na całym froncie. To jest nieprawda" - mówi Reszka. Ci sami generałowie, którzy zapewniali go o trzydniowym marszu na Kijów i entuzjastycznym przyjęciu w Charkowie, dziś raportują sukcesy niewidoczne na mapie. Pytanie, jak Putin miałby przedstawić rosyjskiemu społeczeństwu wynik trzyipółletniej wojny, w której nie zdobyto nawet miasta obwodowego, pozostaje bez odpowiedzi - i to ono, zdaniem publicysty, może zdecydować o dalszym losie zarówno wojny, jak i samego prezydenta Rosji.