Powrót

"Obywatel Vigilante" podpala Europę. Musk promuje film o mścicielu polującym na imigrantów

Amerykański film "Obywatel Vigilante" w reżyserii Uwe Bolla, z Armiem Hammerem w roli głównej, stał się jednym z najgłośniejszych zjawisk politycznych ostatnich tygodni w Europie. Obraz o mścicielu rozprawiającym się z imigrantami został w Niemczech zablokowany drogą administracyjną, a jego promocję na platformie X podjął Elon Musk. Krytycy oceniają film jako słaby warsztatowo, ale masowa widownia i polityczne emocje wokół produkcji sprawiają, że staje się on wyznacznikiem nastrojów w zachodniej Europie. O tym zjawisku w Kanale Otwartym rozmawiali Grzegorz Jankowski i doktor Łukasz Jasina.

Film, którego oficjalnie nie da się obejrzeć

"Obywatel Vigilante" to współczesna wariacja na temat "Życzenia śmierci" z Charlesem Bronsonem i "Brudnego Harry'ego" - filmów o samotnych mścicielach porządkujących zdegenerowane miasta. Główny bohater w brutalny sposób rozlicza się z nielegalnymi imigrantami łamiącymi zasady, a następnie z urzędnikami, prokuratorami i sędziami, którzy według filmu ich chronią.

Zdaniem Jasiny film jest źle zrobiony warsztatowo, pełen dłużyzn i rozwiązań urągających zasadom montażu. - To zrealizowana po 50 latach parodia "Brudnego Harry'ego" i "Życzenia śmierci" - ocenił krytyk. Reżyser Uwe Boll od lat cieszy się w środowisku filmowym reputacją jednego z najsłabszych twórców kina gatunkowego, choć jego obrazy zyskują status kultowych.

Mimo miażdżących recenzji film jest oglądany masowo. - To, że tak masowo jest oglądany, to nie jest przypadek. On dotyka jakiejś emocji społecznej, która jest skrywana na Zachodzie - stwierdził Jasina. Produkcja pokazuje nielegalną imigrację jako główny problem Europy, a poprawność polityczną jako mechanizm chroniący sprawców przed odpowiedzialnością.

Niemiecka blokada i interwencja Muska

W Niemczech film nie został formalnie zakazany, lecz zablokowany administracyjnie - nie przyznano mu kategoryzacji wiekowej, co uniemożliwia jego oficjalną emisję. - Film nie został zakazany. Film został bardzo ładnie uwalony przez niemiecką biurokrację - wyjaśnił Jasina.

W tym momencie do gry wszedł Elon Musk, udostępniając produkcję na platformie X. Właściciel Tesli i SpaceX otwarcie popiera Alternatywę dla Niemiec i podobne ruchy w Europie. Zdaniem Jasiny działanie Muska nie było w pełni zaplanowaną strategią. - On gdzieś tam usłyszał o tym filmie i postanowił go zapromować, kiedy dowiedział się, że niemiecka biurokracja ten film blokuje. A potem cała sprawa potoczyła się już trochę bez niego - ocenił krytyk.

Efektem jest sytuacja bezprecedensowa: film, który nigdy nie trafił do niemieckiej oficjalnej dystrybucji, dociera do milionów widzów poza tradycyjnymi kanałami. - Ludzie w zachodniej Europie dowiedzą się, że mogą w internecie w różnych przestrzeniach takich filmów szukać. Nie będą już tylko w Amazonie czy w Netflixie - zauważył Jasina. Według niego to potencjalny początek rewolucji dystrybucyjnej w Europie Zachodniej, gdzie widzowie - w przeciwieństwie do mieszkańców krajów postsowieckich - nie mają nawyku korzystania z nieoficjalnych źródeł.

Armie Hammer, kanceling i powrót do gry

Rolę główną gra Armie Hammer - aktor, który przed kilku laty zniknął z Hollywood po skandalu obyczajowym. Hammer wysyłał do kobiet wiadomości z fantazjami o charakterze kanibalistycznym, co zakończyło jego karierę na okres kilku lat. Po odsunięciu od dużych produkcji przez pewien czas pracował jako menedżer w hotelach na Bahamach.

Aktor pochodzi z rodziny Hammerów - słynnej dynastii biznesowej, która przez dekady prowadziła interesy z Leninem, Stalinem i Breżniewem. - To jest dokładnie ta sama rodzina - potwierdził Jasina. Zdaniem krytyka Hammer jest dziś osobą pełną resentymentu, a udział w filmie Bolla stanowił dla niego jedyną szansę powrotu do zawodu.

- Ten film jednak okaże się sukcesem w tym sensie, że zarobi dużo pieniędzy, ale nie da ciągle Armie Hammerowi szansy na powrót do panteonu, który stracił pięć lat temu - prognozuje Jasina. Aktor, którego karierę zbudowały role w "The Social Network" u Davida Finchera, u Clinta Eastwooda w "J. Edgarze" i w "Tamtych dniach, tamtych nocach", staje się dziś - według Jasiny - "Charlesem Bronsonem naszych czasów", ikoną buntu przeciwko hollywoodzkiemu establishmentowi.

Resentyment, którego nie da się już ukryć

Sukces filmu Jasina wiąże z realnymi zmianami społecznymi w Europie Zachodniej. W Wielkiej Brytanii toczy się debata o uprzywilejowaniu mniejszości kosztem białej większości, na fali sprawy Henry'ego Nowaka i wcześniejszych afer związanych z gwałtami dokonywanymi przez pakistańskie gangi. We Francji podobne dyskusje trwają od lat, podskórnie obecne są też we Włoszech i Hiszpanii.

Sam film oparto luźno na autentycznym wydarzeniu - sprawie gwałtu na nieletniej w Hamburgu, którego sprawcy pochodzenia imigranckiego zostali uniewinnieni. Podobne przypadki miały miejsce podczas karnawału w Kolonii, w Berlinie i Lipsku. - Media centralne nigdy nie poświęcały im dużej ilości czasu - zauważył Jasina.

Do tego dochodzi specyficzna struktura niemieckiego rynku medialnego. - W życiu nie ma bardziej państwowych, schematyzowanych mediów jak w Niemczech. Żaden inny kraj w Europie taki nie jest - ocenił krytyk. W Niemczech nie istnieje ani jeden prywatny ogólnokrajowy kanał radiowy czy telewizyjny na skalę porównywalną z państwowymi, co pogłębia poczucie, że informacja jest kontrolowana.

Efektem jest rosnąca podejrzliwość wobec elit. - Niemcy rzeczywiście czują, że może istnieć jakiś spisek, który odbiera im prawo do informacji - stwierdził Jasina. Podobne mechanizmy zadziałały wcześniej w Wielkiej Brytanii po skandalach związanych z ukrywaniem przestępstw seksualnych.

Republika Weimarska w tle

Jasina przywołuje analogię historyczną - Republikę Weimarską lat 20., która przez system swoich ograniczeń i cenzury pompowała ruchy skrajne. - Republika Weimarska sto lat temu także powoli dążyła bardzo mocno w kierunku swojego upadku, pomagając i pompując różnego rodzaju ruchy poprzez także ograniczenia - ocenił.

Niemieckie elity, jego zdaniem, nie potrafią wyjść naprzeciw społecznym lękom. Angela Merkel weszła do polityki jako polityk wywodzący się z nizin społecznych, ale ostatecznie okazała się oderwana od problemów większości. Decyzja o otwarciu granic w 2015 roku była podjęta pod wpływem emocji i przekonania o gospodarczej sile Niemiec - dziś obie te przesłanki uległy erozji.

Wschodnie Niemcy - landy postkomunistyczne - pozostają szczególnie podatne na przekaz Alternatywy dla Niemiec i skrajnej lewicy. Ogromne środki wpompowane w odnowę zabytków Drezna, Görlitz czy Poczdamu nie przełożyły się na zmianę sytuacji ekonomicznej regionu. - Niemcy czują się rzeczywiście upokorzeni w bardzo wielu wypadkach - ocenił Jasina.

Amerykańska tradycja mściciela w europejskim kontekście

"Obywatel Vigilante" wpisuje się w długą tradycję amerykańskiego kina o samotnych mścicielach. - W Hollywood istnieje bardzo potężna tradycja takich filmów, w których mściciel chodzi po dużym mieście i zabija ludzi, którzy niszczą stabilność tego miasta - zauważył Jasina. "Życzenie śmierci" z Bronsonem powstało w czasach, gdy Nowy Jork był dewastowany przez przestępczość, a późniejsze filmy o Rambo i Rockym pomogły Reaganowi wygrać wybory.

Różnica polega na tym, że amerykańska tradycja indywidualnego mściciela nie pasuje do europejskiego myślenia o roli państwa. - My w Europie w jeszcze większym stopniu przyzwyczailiśmy się bazować na naszym państwie. Tutaj państwo zawsze wkraczało - wyjaśnił Jasina. Przesłanie filmu - "robię to, dopóki wy tego nie robicie" - trafia w moment, w którym niemieckie państwo według wielu obywateli przestaje wypełniać swoje podstawowe funkcje.

Cenzura z nowego kierunku

Zjawisko "Obywatela Vigilante" ma według Jasiny szerszy wymiar cywilizacyjny. - Cenzura zaczyna przychodzić rzeczywiście z innego kierunku, niż się jej spodziewaliśmy. Już nie z totalitaryzmu, nie z komunizmu, nie z jakichś konserwatywnych spisków, ale właśnie z tego liberalnego świata, którego przez lata byliśmy beneficjentami - także jako dziennikarze - stwierdził.

Krytyk odrzuca teorie spiskowe o świadomej "wielkiej wymianie" ludności. - Jako człowiek, który jest historykiem, nie mam żadnych dowodów, które mogłyby mnie przekonać do takiej teorii - zastrzegł. Wskazuje jednak, że elity mimo osiemdziesięciu lat liberalno-demokratycznej polityki nie potrafią odpowiedzieć na społeczne lęki.

Do tego dochodzi zjawisko religijne. - Europa się zateizowała - zauważył Jasina. - Weszła prawica cholera wie na czym bazująca, właśnie na okrucieństwie, mściwości, taka bardzo neonazistowska w tym sensie, bo hitleryzm też nie był chrześcijański. Bohater filmu Bolla nie ma w sobie chrześcijańskiego współczucia - jest właścicielem klubów, dla którego liczą się własność i pieniądze.

Co dalej?

Jasina prognozuje, że w najbliższych dwóch latach Alternatywa dla Niemiec odniesie sukces w wyborach lokalnych, a następnie w wyborach federalnych planowanych na 2028 lub 2029 rok. Film Bolla może być jednym z elementów tego procesu - nie dlatego, że kogoś przekonuje bezpośrednio, ale dlatego, że daje widowni poczucie, iż "istnieją tacy jak oni".

- Ludzie nie z analiz, nie z kanałów politycznych wyciągają swoje wnioski. Ze sztuki bardzo mocno je wyciągają - podkreślił Jasina. Sukces komercyjny "Obywatela Vigilante" otwiera też drogę do finansowania podobnych produkcji przez prywatnych inwestorów, poza państwowymi funduszami filmowymi, które dotąd kontrolowały europejski rynek gatunkowy.

Sam fakt, że polskie media głównego nurtu podjęły temat obrazu warsztatowo słabego, potwierdza jego polityczne znaczenie. - Niewątpliwie ten film dotyka pewnych emocji. Choćby z tego powodu warto o nim mówić - podsumował Jasina. Zdaniem krytyka o "Obywatelu Vigilante" będziemy jeszcze rozmawiać jako o produkcji otwierającej mainstreamową dyskusję o niezadowoleniu społecznym w Europie oraz o granicach państwowej kontroli nad popkulturą w erze globalnych platform streamingowych.