Dziesiątki tysięcy Marokańczyków sforsowały hiszpańską Ceutę
W ciągu doby dziesiątki tysięcy młodych mężczyzn z Maroka przedostały się drogą morską do Ceuty - hiszpańskiej eksklawy na afrykańskim wybrzeżu. Według danych hiszpańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do piątkowego południa granicę przekroczyło około 50 tysięcy osób, co odpowiada niemal 40 procentom stałej ludności miasta. Zdaniem gościa Kanału Otwartego, Jędrzeja Bieleckiego z „Rzeczpospolitej”, nie była to spontaniczna fala migracyjna, lecz operacja zaplanowana na szczeblu rządowym w Rabacie.
Morska trasa i wyrok Sądu Najwyższego
Kluczowe znaczenie miał sposób, w jaki migranci dostali się do Ceuty. Wcześniejsze próby forsowania granicy prowadziły przez ląd, przez systemy zasieków bronione przez Guardia Civil. Tym razem migranci wybrali morze, omijając umocnienia i lądując bezpośrednio na plaży.
Bielecki wiąże to z niedawnym orzeczeniem hiszpańskiego Sądu Najwyższego. Sąd uznał tak zwane pushbacki - natychmiastowe odpychanie osób bez wszczynania procedur azylowych - za nielegalne w przypadku ludzi przedostających się drogą morską. „Oni doskonale o tym wiedzieli, to było bardzo dobrze przygotowane” - ocenił rozmówca. Wybrano moment, w którym po stronie morskiej zebrała się krytyczna liczba osób.
Podczas przeprawy zginęło blisko 30 osób. Cieśnina w pobliżu Gibraltaru ma silne prądy, co czyni tę trasę wyjątkowo niebezpieczną.
„Hiszpanie są przekonani”, że akcję zorganizowało Maroko
Filmy przedstawiające migrantów dowożonych ciężarówkami wskazują, że przeprawa była koordynowana. Zdaniem Bieleckiego odpowiada za nią władza Maroka, króla Mohammeda VI. „Hiszpanie są przekonani” - podkreślił, powołując się na tamtejszych ekspertów.
Według relacji, po ogłoszeniu wyroku Sądu Najwyższego wysłannicy Rabatu jeździli po marokańskich miasteczkach i namawiali młodych ludzi do wyjazdu w stronę Ceuty. „To jest ten moment, jedźcie” - miano im mówić. Bielecki zwrócił uwagę, że wielu z migrantów ma na koncie wyroki więzienia i zostało objętych coroczną królewską procedurą ułaskawień; w ubiegłym roku dotyczyła ona 20 tysięcy osób. W kraju o rozbudowanym aparacie policyjnym służby „doskonale wiedzą, kto jest kim”.
Wbrew wcześniejszym porozumieniom marokańska straż graniczna nie interweniowała - jak relacjonował Bielecki, „cofnęła się po prostu i pozwalała tym ludziom się przedostać”.
Wątek Trumpa, energia i historyczny wzorzec
Rozmówca wskazał kilka możliwych celów operacji. Pierwszym jest napięcie na linii Madryt-Waszyngton. Hiszpania utrzymuje złe relacje z Donaldem Trumpem, podczas gdy Maroko cieszy się jego poparciem. Premier Pedro Sánchez odmówił udziału hiszpańskich baz w operacji irańskiej, nie zgodził się na podniesienie wydatków obronnych do 5 procent PKB na szczycie NATO, a reprezentacja Hiszpanii unikała wspólnego zdjęcia z Trumpem podczas finału mistrzostw świata w Nowym Jorku. Bielecki nazwał to „teorią trochę spiskową, ale prawdopodobną”, w której Waszyngton uderza w słaby punkt Hiszpanii poprzez Maroko.
Drugim tłem jest rywalizacja energetyczna. Sánchez podpisał niedawno w Algierii kontrakty gazowe, a Algieria i Maroko pozostają skłóconymi rywalami. Trzecim - historyczny wzorzec. W 1975 roku, po śmierci Franco, ojciec obecnego króla uruchomił tak zwany Zielony Marsz i 300 tysięcy ludzi zajęło Saharę Zachodnią, co doprowadziło do faktycznej aneksji. Zdaniem Bieleckiego Mohammed VI powtarza ten schemat wobec Ceuty i Melilli, zaczynając od zmiany struktury ludnościowej.
Pułapka państwa prawa
Ceuta liczy około 80 tysięcy mieszkańców i dysponuje ośrodkami dla uchodźców przewidzianymi dla około 500 osób. Przybyłych migrantów nie można natychmiast wydalić - po dotarciu na terytorium wchodzą w procedury państwa prawa, otrzymują obrońców i czekają na decyzje.
Bielecki opisał to jako konfrontację „autorytarnego kraju, który ma tajną policję, z państwem demokratycznym, gdzie wszystko jest jak gdyby na wizji”. Odmowa zapewnienia podstawowych warunków sanitarnych wywoła skandal, a użycie siły wobec bezbronnych ludzi jest niemożliwe. „Nie można do tych ludzi strzelać” - podkreślił, zwracając uwagę na dylemat między rządami prawa a realną zmianą składu etnicznego regionu.
Znamienne jest, że Madryt wezwał na dywanik ambasadora Włoch, lecz nie ambasadora Maroka. Hiszpania obawia się, że otwarty konflikt spotęguje falę migracyjną i skieruje ją na przykład na Wyspy Kanaryjskie.
Reakcja Europy i strefa Schengen
Sytuacja wywołała reakcje w całej Unii. Włochy i Finlandia zapowiedziały debatę nad zawieszeniem strefy Schengen, a Francja chce wzmocnić kontrole graniczne. Bielecki zastrzegł jednak, że część tych deklaracji wynika z polityki wewnętrznej - Giorgia Meloni przed wyborami musi rywalizować z ugrupowaniem położonym na prawo od niej.
Rozmówca ocenił, że głównym problemem Europy jest „poczucie braku kontroli”. Jednocześnie przypomniał, że kontynent zmaga się z katastrofą demograficzną: w Hiszpanii, podobnie jak w Polsce, przypada około jednego dziecka na kobietę, przy progu 2,1 potrzebnym do utrzymania społeczeństwa. „Bez imigracji Europa nie funkcjonuje” - stwierdził, wskazując, że ludność Hiszpanii wzrosła do 50 milionów właśnie dzięki napływowi ludzi.
Bielecki podkreślił różnicę między migracją latynoamerykańską, która integrowała się w Hiszpanii stosunkowo łatwo dzięki wspólnemu językowi i religii, a migracją z Afryki Północnej. Zwrócił też uwagę na demografię samego Maroka: 50 lat temu liczyło 12 milionów mieszkańców, dziś około 40 milionów. Do tego dochodzi presja klimatyczna - rekordowe upały i pożary w Andaluzji pokazują, że przy dalszym wzroście temperatur fala migracyjna może objąć miliony ludzi.
Model duński i przyszłość Unii
Jako przykład skutecznej polityki Bielecki wskazał Danię - pięciomilionowy kraj bez kolonialnej przeszłości, gdzie lewica uznała problem migracji za realny i wprowadziła restrykcyjne przepisy przy zachowaniu demokracji. Kluczem było porozumienie ponadnarodowe, wieloletnie i niezależne od bieżących sporów ideologicznych.
Rozmówca ostrzegł, że Unia znajduje się na zakręcie. „Nigdy nie było takiego udziału partii antyeuropejskich w głównych krajach, jak to jest obecnie” - ocenił, wskazując na AfD w Niemczech, Rassemblement National we Francji oraz VOX w Hiszpanii, który może po raz pierwszy od śmierci Franco wejść do rządu. Za najbardziej prawdopodobny scenariusz uznał przejęcie władzy przez Marine Le Pen we Francji, gdzie żyje 7 milionów muzułmanów, których nie udało się zintegrować.
W kontekście polskim Bielecki podkreślił, że kraj nie ma doświadczeń kolonialnych ani polityki integracyjnej, a w Warszawie może przebywać nawet pół miliona migrantów. Przypomniał, że dla Polski, będącej „przykładem wyjątkowego sukcesu” w Unii, rozpad Wspólnoty byłby tragedią.
Bankructwo polityki i wywiadu
Wydarzenia w Ceucie Bielecki określił jako „bankructwo polityki prowadzonej wobec Maroka” oraz porażkę hiszpańskiego wywiadu. Madryt przez lata wychodził Rabatowi naprzeciw, nie stawiając warunków - symbolem tej uległości ma być przyznanie Maroku współorganizacji mistrzostw świata w 2030 roku bez żądań demokratyzacji czy walki z korupcją.
Rozmówca nie widzi łatwego wyjścia. Zwrócił uwagę na skalę problemu, przywołując dysproporcję rozwoju między Maroko a Hiszpanią jako 1 do 5. Ostrzegł też, że jeśli migranci „poczuli krew” i dotarli do Ceuty, mogą próbować przedostać się dalej - na Półwysep Iberyjski, w tym w rejony turystyczne stanowiące filar hiszpańskiej gospodarki.
Zdaniem Bieleckiego celem operacji jest przede wszystkim przejęcie Ceuty i Melilli oraz umocnienie władzy Mohammeda VI dzięki poparciu Trumpa i silnej pozycji energetycznej Rabatu. Dla Europy oznacza to konieczność samodzielnego zdefiniowania nowej równowagi między rządami prawa a kontrolą migracji - w obliczu presji, na którą, jak podsumował rozmówca, kontynent nie jest przygotowany.