Powrót

Myślecki: rozłam w PiS to początek końca układu POPiS

Wojciech Myślecki - współtwórca Solidarności Walczącej, naukowiec i strateg, który przed laty wprowadzał do konspiracji nastoletniego wówczas Mateusza Morawieckiego - w rozmowie w kanale „Układ Otwarty" prowadzonym przez Igora Janke ocenił, że odejście byłego premiera z Prawa i Sprawiedliwości nie jest kolejnym epizodycznym rozłamem, lecz zapowiedzią głębokiej przebudowy polskiej sceny politycznej. Rozmowę nagrano w czwartek, dzień przed zapowiadanym „piknikiem" nowego stowarzyszenia Morawieckiego, na którym miał on wygłosić programowe wystąpienie.

Rozłam głębszy niż poprzednie

Myślecki od pierwszych zdań zajął jednoznaczne stanowisko. „Ja zdecydowanie uważam, że to jest początek bardzo wielkich przemeblowań na polskiej scenie politycznej" - powiedział. Zaznaczył, że podobne procesy zachodzą w innych państwach, a analogii szukał we Włoszech i na Węgrzech.

Prowadzący przypomniał, że PiS przeżyło już wiele rozłamów, z których „prawie żadne nie przetrwało", i pytał, czy obecny kryzys naprawdę jest inny. Myślecki odpowiadał, powołując się na przykład włoski: gwałtowny zanik wielkich partii powojennych - chadecji i socjalistów Pietra Nenniego - które „zniknęły w przeciągu trzech miesięcy". Podkreślił jednak zasadniczą różnicę. We Włoszech proces przeprowadziły ukształtowane elity i tak zwane głębokie struktury państwa, których - jego zdaniem - Polska nie posiada.

„My nie mamy tych elit. Niestety nasza historia praktycznie to są ciągłe wybijanie albo degradowanie polskich elit" - mówił, wskazując na skutki II wojny światowej i okresu PRL. Dlatego, jak twierdzi, w Polsce rozpad dotychczasowego układu dokona się „procesem naturalnym", bez sterowania z zaplecza państwowego.

Janke zwrócił uwagę na istotne zastrzeżenie: zarówno we Włoszech, jak i na Węgrzech przełom poprzedziły wielkie skandale i głęboka korupcja państwa. „U nas nie ma w tej chwili, polskie państwo nie jest tak skorumpowane, nie ma takich potężnych zarzutów, nie ma mafii" - zauważył prowadzący, pytając, czy porównanie w ogóle jest zasadne. Myślecki przyznał, że skala niezadowolenia jest w Polsce mniejsza, ale utrzymał, że we wszystkich przypadkach mamy do czynienia z „różnymi metodami rozpakowania poprzedniej sceny politycznej".

Węgierska analogia i przestroga

Znaczną część rozmowy zajęła analiza porównawcza z Węgrami. Myślecki przypomniał, że Viktor Orbán doszedł do władzy po skandalu ujawnionych nagrań z narad rządu socjalistów, którzy „w sposób cyniczny i otwarty mówili, że oszukiwali, ludzi okłamywali". Orbán, jego zdaniem, wszedł do polityki z gotowym planem porządkowania państwa, ale z czasem - jak ocenił rozmówca - „wpadł w tą pułapkę, że wciągało go jak bagno".

Rozmówca odniósł się także do Pétera Magyara, dawnego polityka z obozu Orbána, który - według Myśleckiego - obserwował od wewnątrz „erozję etyki politycznej" premiera Węgier. Myślecki wyraził jednak przekonanie, że i Magyar wpadnie w „pułapkę prostych rozwiązań pozakonstytucyjnych i pozaustawowych".

W tym kontekście padła krytyka pod adresem obecnej większości rządzącej w Polsce. Myślecki zarzucił jej instrumentalne traktowanie ustawy zasadniczej: „większość konstytucyjna nie uprawnia do tego, żeby traktować w konstytucji ścierkę do ścierania kurzu". Podkreślił, że konstytucja „ma istotne znaczenie dla powagi prawnej republikańskiej państwa".

Trwałość duopolu POPiS

Sednem diagnozy Myśleckiego jest teza o trwałości układu, który określa mianem „POPiS". Jego zdaniem duopol Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości od lat kontrolował polską scenę polityczną, dysponując łącznie „grubo powyżej 50 procent" poparcia.

Genezę tego układu rozmówca wywiódł od Okrągłego Stołu, który - w jego ocenie - od początku okroił polską demokrację z twardej opozycji, takiej jak Solidarność Walcząca. „Już nim żeśmy rozpoczęli marsz do demokracji, już był po prostu antydemokratyczny" - stwierdził, dodając, że opozycja konstruktywna, siadając do rozmów, „porzuciła zasady etyczne".

Myślecki argumentował, że duopol jest najtrwalszą formułą polityczną, wymagającą jednak podsycania „bardzo ostrych różnic podziałowych w sferze emocjonalnej". Efektem - jak twierdzi - jest degeneracja debaty publicznej, w której dominują inwektywy zamiast sporu o rzeczywiste problemy państwa. „Nie prowadzi się u nas sporu wokół utraty podmiotowości politycznej" - mówił.

Jako ilustrację przytoczył anegdotę: po jego wykładzie w Szkole Głównej Handlowej o zmianie wielkiej strategii Stanów Zjednoczonych - z polityki dominacji na „offshore balancing" - znajomy poseł miał pytać kolegów z różnych klubów, czy o tym wiedzą. „Okazało się, że nikt nic nie wiedział (…), bo ich to nic nie obchodzi. No co to za klasa polityczna jest?" - relacjonował Myślecki.

Rola Morawieckiego: współtwórca systemu

Prowadzący konsekwentnie konfrontował rozmówcę z faktem, że Mateusz Morawiecki był jednym z filarów krytykowanego układu - najdłużej urzędującym premierem PiS, wcześniej wicepremierem, współtwórcą jego polityki i języka. Janke przywołał zarzuty krytyków: że Morawiecki sam obsadzał stanowiska swoimi ludźmi, a jego jedyną motywacją jest „niebywała ambicja".

Myślecki nie kwestionował, że były premier ponosi polityczną odpowiedzialność za sukcesy i porażki tego okresu. Bronił go jednak, odwołując się do przysłowia, którym miał scharakteryzować Morawieckiego pewien socjolog: „jeśli wejdziesz między wrony, to krakaj jak i one". Cechą inteligencji - argumentował - jest umiejętność rozpoznania mechanizmów otoczenia i adaptacji do nich.

Rozmówca opisał Morawieckiego jako polityka dobrze wykształconego, rozumiejącego globalne procesy gospodarcze i finansowe, który wszedł do „dojrzałego środowiska politycznego z charyzmatycznym i takim autorytarnym przywódcą, jakim jest Jarosław Kaczyński". Przywołał własne, dawne spory z byłym premierem - o konieczność „ścinania głów aparatu partyjnego" oraz o ministra Zbigniewa Ziobrę, o którym Myślecki miał publicznie powiedzieć, że „pasuje do rządu Morawieckiego jak siodło do krowy".

Na pytanie o kłamstwo w polityce Myślecki rozróżnił kłamstwo osobiste od „kłamstwa politycznego", polegającego na przedstawianiu faktów i liczb „bądź całkowicie zmanipulowanych, bądź jednostronnie ujętych". Porównując Morawieckiego z Donaldem Tuskiem, ocenił, że były premier robił to „bez wdzięku" - „po nim to widać, że on kłamie".

Punkt zwrotny: spór o rozliczenia

Za moment przełomowy Myślecki uznał odmowę wewnętrznego rozliczenia porażki wyborczej z 2023 roku. Według niego Morawiecki chciał narzucić kierownictwu PiS debatę nad przyczynami przegranej mimo - w ocenie rozmówcy - licznych sukcesów gospodarczych, reform cyfryzacyjnych, poradzenia sobie z pandemią COVID-19 oraz reakcji na rosyjską agresję na Ukrainę.

Kaczyński miał tę debatę odrzucić: „nie będzie żadnych rozliczeń, teraz jest konsolidacja, zdobędziemy władzę". To, zdaniem Myśleckiego, „był początek końca zgody Mateusza na kontynuację linii politycznej PiS-u jeden do jednego".

Rozmówca wskazał również na największy - w jego opinii - grzech obu głównych partii: traktowanie gospodarki państwowej jako „folwarku partyjnego". Chodzi o obsadzanie spółek działaczami zamiast fachowców, co „zabija naturalne awanse wewnątrz wielkich układów korporacyjnych państwowych". Jak ujął to obrazowo: awansujący w energetyce specjalista „musi mieć certyfikat dostępu do pana prezesa", a stanowisko obejmuje „jakiś radny, który nie ma zielonego pojęcia o gospodarce".

Myślecki twierdził też, że co najmniej połowa ministrów rządu Morawieckiego „nie zajmowała się tym, co do nich należało, tylko żeby Mateuszowi się nic nie udało". Miał mu o tym mówić sam były premier. Przy okazji ujawnił, że jeden z ministrów spraw wewnętrznych „zbierał jakieś haki" na Morawieckiego i jego otoczenie.

Stowarzyszenie, ultimatum i determinacja

Zdaniem Myśleckiego podstawowym scenariuszem Morawieckiego była reforma PiS i przejęcie w nim władzy - co jednak uznał za niewykonalne. „Nie ma możliwości przejęcia jakiejkolwiek władzy bez zmiany prezesa", a Kaczyński „w swoich planach najbardziej ekstrawaganckich nie ma takiego projektu pod tytułem zmiana prezesa". Tożsamość partii i jej lidera są, według rozmówcy, nierozerwalne.

Powołanie stowarzyszenia Morawiecki miał przedstawiać jako miejsce debaty i budowania nowej myśli politycznej. Myślecki ocenił, że koncepcja zakładała warianty: zaplecze reformy PiS albo - w razie usunięcia z partii - narzędzie kontynuacji działalności. Kaczyński odczytał to jako próbę zakładania partii i „postawił ultimatum", nie doceniając jednak determinacji Morawieckiego. Rozmówca odwołał się do konspiracyjnej przeszłości byłego premiera, który jako nastolatek był bity przez milicję i nie ujawniał, gdzie ukrywa się jego ojciec.

Racja stanu zamiast polityki partyjnej

Myślecki przekonywał, że Morawiecki nie zamierza już prowadzić polityki partyjnej w dotychczasowym rozumieniu, lecz zdefiniować politykę „na poziomie racji stanu" - rozumianej jako trwałość, bezpieczeństwo, podmiotowość i tożsamość wspólnoty państwowej.

Za priorytety uznał bezpieczeństwo i podmiotowość Polski, które określił jako „najbardziej zagrożone". Zapowiedział, że Morawiecki pracuje nad esejem lub książką o wielkiej strategii Rzeczypospolitej, którą - jak zaznaczył - były premier zamierza opublikować jeszcze jesienią. W tym kontekście Myślecki wielokrotnie odwoływał się do generała Rajmunda Andrzejczaka, byłego szefa Sztabu Generalnego, ceniąc jego erudycję strategiczną. Zastrzegł jednak, że o ewentualnym udziale generała w nowym ruchu „trzeba jego zapytać".

Drugim priorytetem miałoby być uporządkowanie wymiaru sprawiedliwości. Myślecki opisał obecny stan jako „chaos", w którym „jeden sędzia drugiego nie uznaje". Jego zdaniem naprawa władzy sądowniczej wymaga większości konstytucyjnej i ponadpartyjnego konsensusu - a Morawiecki miałby go szukać, „nawet tymczasowej, ad hoc" większości.

Na pytanie, czy były premier jest w stanie usiąść do rozmów z obecną większością rządową i Donaldem Tuskiem w sprawach fundamentalnych dla bezpieczeństwa, Myślecki odpowiedział twierdząco: „Mateusz jest w stanie w tej chwili siąść do rozmów o kwestii bezpieczeństwa Polski".

Spór o Ukrainę jako przykład błędu

Ilustracją nowego podejścia miał być, według Myśleckiego, sposób prowadzenia sporu polsko-ukraińskiego. Rozmówca uznał eskalację tego konfliktu za „uderzenie w podmiotowość" Polski i zaproponował przeniesienie go z płaszczyzny bilateralnej na międzynarodową.

Argumentował, że rzeź wołyńska „spełnia wszystkie parametry ludobójstwa", a rząd polski powinien jednoznacznie zadeklarować sprzeciw wobec ludobójstwa „niezależnie kto to robił i na kim". Jednocześnie postulował ustanowienie medalu „Sprawiedliwy wśród Narodów Ukraińskich" dla zweryfikowanych przez IPN Ukraińców, którzy ratowali Polaków. „Odcięlibyśmy się od naszych skrajnych układów politycznych, które rozdmuchują konflikt, od działalności siatek rosyjskich" - mówił, krytykując polityków kierujących się wyłącznie kalkulacją słupków poparcia.

Nowe pokolenie i prognoza

Myślecki przedstawił Morawieckiego jako „game changera" - czynnik zmieniający reguły gry na scenie politycznej. Nawet gdyby były premier się wycofał, rozpad dotychczasowego układu - jego zdaniem - i tak by nastąpił. Morawiecki jedynie przyspiesza i definiuje ten proces.

Program nowej formacji miałby być, według rozmówcy, oparty na pokoleniach cyfrowych - generacji Y i Z, „natywnych" użytkownikach świata cyfrowego. To oni, w ocenie Myśleckiego, „przeprowadzą Polskę z transformacji pookrągłostołowej na postokrągłostołową", co oznaczałoby koniec wszystkich formacji powstałych od 1989 roku.

Rozmówca odróżnił organizację polityczną Morawieckiego od szerszego procesu społecznego - narastającej świadomości złego stanu państwa. Ci ludzie, twierdził, „nie będą się gromadzić w partii tylko Mateusza, ale będą oddziaływać na innych polityków". Przywołał przykład Winstona Churchilla, który wygrał wojnę, a przegrał wybory, by wskazać, że elektorat sięga po „polityków mocnych" dopiero w chwili realnego zagrożenia.

Padły też konkretne prognozy. Myślecki przewidywał, że w październiku klub Morawieckiego będzie liczył 60-70 osób, przy czym nowi posłowie mieliby napłynąć nie z PiS, lecz z innych partii. Zastrzegł jednak wielokrotnie, że „partiami się nie interesuje", zajmując się „procesami wielkimi politycznymi". Co do wyniku wyborczego, strzelał - jak sam przyznał - „intuicyjnie": ugrupowanie miałoby zdobyć „dużo więcej niż 15 procent", a bez niego nie powstałby żaden rząd po następnych wyborach.

Prowadzący zapowiedział, że tę prognozę łatwo będzie zweryfikować. Rozmowa odbyła się w kontekście publikowanego wcześniej sondażu, wedle którego - jak przytoczył Janke - około 34 procent Polaków rozważa poparcie nowej partii, choć rozmówcy zgodzili się, że ugrupowanie liczy sobie zaledwie „jeden dzień". Myślecki na zakończenie zapowiedział, że chętnie wróci do studia, by rozwinąć temat wielkiej strategii dla Polski.