Ekonomista: epoka łatwych podwyżek w Polsce się kończy
Słabnąca dynamika płacy minimalnej, ochłodzony rynek pracy i niska produktywność małych firm sprawiają, że w najbliższych latach walka o wyższe wynagrodzenia będzie trudna - ocenił Sebastian Sajnóg z Polskiego Instytutu Ekonomicznego w programie „Biznes Otwarty" prowadzonym przez Pawła Blajera. Ekonomista wskazał, że dotychczasowy model gospodarki oparty na taniej sile roboczej wyczerpuje się, a bez wzrostu inwestycji i innowacyjności nierówności płacowe między regionami i firmami pozostaną trwałym elementem polskiego krajobrazu.
Wynagrodzenie jako cena pracy
Punktem wyjścia rozmowy było pytanie o to, czym wynagrodzenie jest w ujęciu ekonomicznym, a nie wyłącznie z perspektywy domowego budżetu. Sajnóg przyznał, że płacę można traktować jak cenę pracy, kształtowaną przez popyt i podaż na rynku.
Do tego mechanizmu dołożył jednak kategorię kluczową - produktywność pracy. Jak tłumaczył, chodzi o to, „jak bardzo efektywni jesteśmy w tej pracy, ile jesteśmy w stanie wykonać i z tego właśnie też powodu, ile ktoś nam jest w stanie zapłacić".
Ekonomista zaznaczył przy tym, że polski rynek nie jest w pełni wolny. „To nie są Stany Zjednoczone" - podkreślił, wskazując na regulacyjną rolę płacy minimalnej, której znaczenie w ostatnich latach wyraźnie rośnie.
Spłaszczenie płac przez rosnącą płacę minimalną
Według Sajnóga w ciągu ostatniej dekady doszło w Polsce do znacznego spłaszczenia rozkładu wynagrodzeń. Płaca minimalna rosła mocniej, niż wynikałoby to z prostego algorytmu jej ustalania.
Ekonomista przytoczył konkretne dane. W ciągu dziesięciu lat relacja płacy minimalnej do średniego wynagrodzenia w całej gospodarce wzrosła o około 10 punktów procentowych. „Dziesięć lat temu było to 40 kilka procent. Teraz jest to 52 procent" - podał.
Spłaszczenie oznacza, że różnica między wynagrodzeniami pracowników wykwalifikowanych a osobami zarabiającymi najmniej systematycznie malała. Jak wyjaśniał Sajnóg, podwyżka płacy minimalnej uruchamia reakcję łańcuchową - gdy skraca się dystans do pensji specjalistów, ci również zgłaszają się do pracodawcy po podwyżkę. Dlatego dyskusja o płacy minimalnej dotyczy w praktyce wszystkich pracujących, a nie tylko najniżej zarabiających.
Model taniej siły roboczej się wyczerpuje
Sajnóg nie ukrywał, że sednem problemu jest struktura polskiej gospodarki. Przez lata Polska grała „kartą taniej siły roboczej", korzystając z niskich wynagrodzeń i dobrze wykształconych pracowników, co nie wymuszało dużych inwestycji w produktywność.
Ten model, zdaniem ekonomisty, powoli się kończy. „Wydaje się, że to paliwo powoli się wyczerpuje" - ocenił. Dodał, że część technologicznie zacofanych przedsiębiorstw produkcyjnych może być zmuszona do zakończenia działalności, a uwolnione zasoby powinny trafić do bardziej efektywnych części gospodarki.
Problem pogłębiają wyzwania demograficzne. Sajnóg wskazał, że dzisiejsi sześćdziesięciolatkowie, urodzeni w latach sześćdziesiątych, będą odchodzić na emeryturę. W ciągu dekady z rynku pracy może ubyć nawet około dwóch milionów osób. Bez uzupełnienia tej luki - imigrantami lub technologią - gospodarce grozi deficyt pracowników.
Ekonomista łączy to z gotowością firm do wdrażania nowych rozwiązań. Jak podkreślił, dotychczasowy model opierał się na roli „polskiego podwykonawcy" prostych działań w przemyśle, co nie wymuszało innowacji. Większe firmy łatwiej adaptują nowe technologie, co pogłębia dysproporcje wobec mniejszych przedsiębiorstw.
Mediana zamiast średniej - dokładniejszy obraz
Istotnym wątkiem rozmowy były dane o wynagrodzeniach. Sajnóg zwrócił uwagę, że od dwóch lat Główny Urząd Statystyczny publikuje co miesiąc dane o medianie płac, sięgające poziomu gmin - w sumie blisko 2500 gmin w Polsce.
Ekonomista ostrzegł przed nadinterpretacją średniej krajowej, która przekracza obecnie 9,5 tysiąca złotych brutto. „Bierzemy pod uwagę zarówno te osoby, które zarabiają bardzo mało, jak i te, które zarabiają bardzo dużo, nawet miliony złotych, i sumujemy te osoby razem do jednego worka" - tłumaczył. Rozkład wynagrodzeń jest przy tym silnie nierówny, z dużą grupą osób zarabiających blisko minimalnej i niewielkim „ogonem" zarabiających bardzo dużo.
Mediana dzieli pracujących na pół. Spośród około 17 milionów osób pracujących w gospodarce narodowej połowa zarabia poniżej tej kwoty, a połowa powyżej. Szczegółowe dane ujawniają też silną zależność od wielkości firmy - w mikroprzedsiębiorstwach zatrudniających do dziewięciu osób mediana wynagrodzeń plasuje się na poziomie płacy minimalnej.
„Jeżeli chcemy zarabiać więcej, to powinniśmy pracować w dużym mieście, w dużym przedsiębiorstwie powyżej 250 osób" - podsumował Sajnóg. Różnice między regionami również pozostają znaczne.
Szara strefa wciąż obecna
Ekonomista zastrzegł, że obraz zaburza zjawisko płacenia „pod stołem", wciąż obecne zwłaszcza w mikroprzedsiębiorstwach. PIE podjął próbę oszacowania skali tego procederu.
„Dla chcącego nie ma nic trudnego, a Polak generalnie potrafi" - skomentował Sajnóg. Jak wskazał, czasem na nieoficjalnej wypłacie zależy pracownikowi, który chce zachować świadczenia społeczne, czasem to pracodawca wymusza wypłatę części pensji poza systemem.
Głównym powodem pozostaje poziom opodatkowania pracy. Łączne obciążenie wynagrodzenia z umowy o pracę podatkami i składkami ekonomista oszacował na około 40 procent. Zaznaczył, że ukrywanie wynagrodzenia oznacza niższe składki, a w konsekwencji słabsze zabezpieczenie emerytalne pracownika. Dodał, że po zmianach wprowadzonych Polskim Ładem za nieoficjalne zatrudnienie grożą wysokie kary, a pracownik informujący urząd jest chroniony - odpowiedzialność spada na pracodawcę.
Podatki i polityka płacowa
Sajnóg odniósł się także do klina podatkowego. Jego zdaniem na tle państw Unii Europejskiej i OECD poziom opodatkowania pracy w Polsce nie jest najwyższy, choć nie można go uznać za niski.
Ekonomista przypomniał, że próba reformy przy Polskim Ładzie zakończyła się niepowodzeniem. „Było to źle zaprojektowane" - ocenił, dodając, że nieudana zmiana zraziła zarówno obywateli, jak i polityków do dalszych reform. Obecnie dyskutowane są korekty kwoty wolnej od podatku oraz nowy próg w PIT.
W Polsce obowiązują dwie podstawowe stawki PIT - 12 i 32 procent. Sajnóg zwrócił uwagę, że w wielu krajach Europy Zachodniej progi podatkowe są bardziej rozłożone, przez co przejście do wyższej stawki następuje łagodniej.
Perspektywa: trudne negocjacje i presja na płacę minimalną
W krótkim horyzoncie, obejmującym najbliższe dwa-trzy lata, Sajnóg nie spodziewa się dużych podwyżek. Podwyżka płacy minimalnej, stanowiąca impuls do negocjacji, jest niska, a pozycja pracowników - słaba.
„Mamy dość ochłodzony rynek pracy. Myślę, że rzeczywiście walka o duże podwyżki może być ciężka" - ocenił ekonomista. Mediana płac będzie w jego opinii rosła wolniej, a nierówności pozostaną trwałym elementem polskiej gospodarki.
Sajnóg przestrzegł jednak przed uproszczoną reakcją polityczną. Dalsze podnoszenie płacy minimalnej, by zmniejszyć dystans między najniżej a przeciętnie zarabiającymi, oznacza - jego zdaniem - koncentrację na skutkach, a nie na przyczynach. Zamiast tego potrzebne są działania wymuszające inwestycje i wzrost produktywności, „aby te przedsiębiorstwa mogły z siebie same zapłacić więcej".
Rozmowa, prowadzona poza bieżącym sporem politycznym, pokazała napięcie między oczekiwaniami pracowników a możliwościami najmniejszych firm. Zdaniem Sajnóga przyszłość wynagrodzeń zależy od tego, czy polska gospodarka zdoła przejść od modelu taniej siły roboczej do modelu opartego na inwestycjach, innowacyjności i wyższej produktywności - a ta transformacja dopiero się rozpoczyna.