Powrót

Trump luzuje sankcje na rosyjski diesel. Ekspert ostrzega przed powrotem do biznesu z Moskwą

Donald Trump ogłosił porozumienie umożliwiające import rosyjskiego oleju napędowego i wydał oficjalną decyzję luzującą restrykcje na pół roku - bez żadnych ustępstw ze strony Rosji. Jak ocenił w Kanale Otwartym dr Szymon Kardaś z ECFR i Uniwersytetu Warszawskiego, to sygnał powrotu do logiki „biznes ponad wszystko", który otwiera Kremlowi kolejne okienko możliwości i rodzi poważne konsekwencje dla Europy.

Porozumienie dieslowe: efekt PR, nie rynkowy

Trump przedstawił umowę jako własny sukces, uzasadniając ją wzrostem cen diesla w Stanach Zjednoczonych. Prezydent wskazał na ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie jako przyczynę ograniczenia podaży paliwa na rynku. Zapowiedział import 300 tysięcy ton natychmiast, 500 tysięcy w listopadzie, następnie milion, a później kolejne 3 miliony ton, o ile pozwoli na to kondycja rosyjskich rafinerii.

Zdaniem Kardasia wolumeny te nie mają znaczenia dla stabilizacji rynku. „Jeśli mówimy o tych 300 tysiącach, które miałyby się pojawić natychmiast, to jest konsumpcja diesla w Stanach Zjednoczonych na kilkanaście godzin" - stwierdził ekspert. Cały zsumowany wolumen, około 4,8 miliona ton, pokryłby amerykańskie potrzeby najwyżej na tydzień czy dwa.

W skali globalnego eksportu diesla ilość ta wygląda jeszcze skromniej - stanowiłaby zaledwie około 1,45 procent sumarycznego światowego eksportu tego paliwa w 2025 roku. Co istotne, sam Trump zmienił narrację: w rozmowie z dziennikarzami przyznał, że Ameryka tego paliwa nie potrzebuje, a wiadomość jest raczej „dla świata".

Rosja odniosłaby z transakcji ograniczoną korzyść finansową. Przy realizacji całego wolumenu Moskwa zarobiłaby, według szacunków Kardasia, od dwóch do dwóch i pół miliarda dolarów. „To nie są jakieś szalone kwoty, ale wiadomo, że nikt nie pogardzi, szczególnie w warunkach sankcyjnych" - zaznaczył.

Interes ekipy, nie interes państwa

Kardaś wskazał na kluczowe rozróżnienie: interes Donalda Trumpa i jego najbliższego otoczenia nie pokrywa się z interesem Stanów Zjednoczonych rozumianych szerzej. To właśnie przez ten pryzmat, jak argumentował, należy odczytywać logikę negocjacji z Rosją prowadzonych przez takich wysłanników jak Jared Kushner czy Steve Witkoff.

Ekspert przypomniał, że administracja Trumpa odeszła od narracji administracji Bidena, dla której podział na ofiarę i agresora był jednoznaczny. „Fakty są takie, że Ukraina jako suwerenne państwo została napadnięta przez Federację Rosyjską" - podkreślił. Tymczasem Trump prezentuje wojnę jako „niepotrzebny" konflikt dwóch mocarstw, w którym Ukraina i tak nie ma szans.

Prowadzący rozmowę Grzegorz Ślubowski zwrócił uwagę, że nie oczekuje od amerykańskiej administracji kierowania się moralnością, lecz interesem państwa - który przez lata był zbieżny z interesem polskim. Problem w tym, że obecna polityka wydaje się służyć wąskiej grupie. „Jest grupa amerykańskich oligarchów, skupionych wokół Donalda Trumpa, która widzi konkretny interes" - ocenił Kardaś.

Ekspert odrzucił też hipotezę o „odwróconym Kissingerze", czyli próbie przeciągnięcia Rosji na stronę USA w rywalizacji z Chinami. Taka kalkulacja, jego zdaniem, dowodziłaby niezrozumienia realiów. Między Moskwą a Pekinem istnieje bowiem „bardzo daleko idąca wspólnota interesów" dotycząca wizji wielobiegunowego porządku światowego.

Nord Stream i aktywa Łukoila na stole

Z przecieków medialnych wynika, że przedmiotem rozmów amerykańsko-rosyjskich jest reaktywacja gazociągu Nord Stream przez enigmatycznych amerykańskich inwestorów. Kardaś nazwał tę koncepcję ekonomicznie nieracjonalną z punktu widzenia samych Stanów Zjednoczonych.

Logika jest prosta: amerykański sektor energetyczny korzysta na tym, że Europa odcięła się od rosyjskiego gazu i zwiększa import amerykańskiego LNG. Tymczasem rurociągiem Nord Stream może płynąć wyłącznie gaz rosyjski. „Rozmawiamy o amerykańskich inwestorach, którzy wkładają pieniądze w reaktywację Nord Streamu i handlują rosyjskim gazem z Europejczykami" - wyjaśnił ekspert, wskazując na sprzeczność z interesem amerykańskiego eksportu.

Technicznie naprawa rur jest wykonalna - trzy z czterech nitek obu gazociągów są uszkodzone. Kluczowe pozostaje jednak stanowisko Niemiec, przez których terytorium przebiega lądowy odcinek infrastruktury. Rządy po wybuchu wojny, zarówno Scholza, jak i Merza, nie wykazują woli reaktywacji. Zmianę mogłoby przynieść jedynie dojście do władzy na poziomie federalnym AfD, co eksperci oceniają sceptycznie.

Łatwiejszym do realizacji scenariuszem jest sprzedaż zagranicznych aktywów Łukoila amerykańskim inwestorom. Opcja pojawiła się po tym, jak w październiku 2025 roku Amerykanie nałożyli sankcje na dwie największe rosyjskie spółki naftowe - Rosnieft i Łukoil. Kardaś nazwał ten ruch zaskakującym po miesiącach „kluczenia" Trumpa.

Łukoil posiada rozległy portfel aktywów za granicą - udziały w projektach wydobywczych na Bliskim Wschodzie, w Azji Centralnej, Afryce i zachodniej hemisferze, a także stacje benzynowe. Jeden z pierwszych pomysłów zakładał przejęcie tych aktywów przez firmę traderską Gunvor, powiązaną w przeszłości z Giennadijem Timczenką. Amerykanie szybko zasygnalizowali brak zgody na taką transakcję, traktowaną jako środek przejściowy służący rosyjskim interesom.

Rosja zbiera dywidendy bez ustępstw

Zdaniem Kardasia Moskwa już odebrała pierwszą „miękką" dywidendę polityczną. Trump dziękuje Rosji za stabilizujący wpływ na rynki, nawet jeśli efekt jest znikomy, i jednocześnie wzmacnia presję na Kijów, przedstawiając Wołodymyra Zełenskiego jako stronę niekonstruktywną.

Najpoważniejszym konkretem porozumienia dieslowego jest oficjalna decyzja luzująca restrykcje na import rosyjskich surowców na pół roku. Zamiast wykorzystać instrument przyznany przez Kongres - ustawę umożliwiającą nakładanie nowych sankcji - administracja wybrała kierunek przeciwny.

Ekspert przywołał też doniesienia „Financial Times", według których Amerykanie zaczęli naciskać na Europejczyków w sprawie poluzowania ograniczeń dotyczących zamrożonych rosyjskich aktywów. „Rosjanie, nie wykonując żadnego kroku będącego jakimkolwiek ustępstwem w wojnie z Ukrainą, nagle dostają taki prezent" - ocenił.

Kardaś zastrzegł jednak przed nadinterpretacją. „Nie przesadzajmy, ale na pewno z rosyjskiego punktu widzenia pojawiło się znowu dość poważne okienko możliwości" - powiedział. Odrzucił tezy o „sprzedaniu Ukrainy" czy nowej Jałcie, podkreślając, że sygnały pozostają niepokojące, lecz niczego jeszcze nie przesądzają.

Powrót do zależności? Lekcja z 2022 roku

Na pytanie, czy Polska powinna rozważyć udział w konsorcjum Nord Stream - co sugerował Grzegorz Braun - Kardaś odpowiedział ostrzeżeniem przed powtórzeniem błędów. Przypomniał, że w 2021 roku udział Rosji w imporcie gazu do Unii Europejskiej wynosił 45 procent, niemal wyłącznie rurami Gazpromu.

Gdy w 2022 roku Rosja zaczęła ograniczać i odcinać dostawy, także do Niemiec, unijny rachunek importowy za gaz wzrósł z 80-paru miliardów do ponad 200 miliardów. „Myśmy ponieśli gigantyczny koszt tego, że kraj, od którego byliśmy w tak dużym stopniu uzależniony, postanowił ograniczyć bądź odciąć dostawy" - przypomniał ekspert.

Kardaś podkreślił, że natura rosyjskiego państwa się nie zmieniła. „To Rosjanie nas przekonywali przez lata, że są wiarygodnym partnerem. I oczywiście dla Niemiec przez pięć dekad byli wiarygodnym partnerem" - zaznaczył, przestrzegając przed „następowaniem na te same grabie".

Zarazem ekspert zaznaczył, że rosnącej zależności od amerykańskiego LNG nie można zrównywać z zależnością od Rosji. Relacje między Trumpem a amerykańskimi firmami energetycznymi różnią się od relacji między Kremlem a Gazpromem, a ryzyka - choć realne - pozostają znacznie mniejsze. Unia Europejska wciąż jest jednak uzależniona od importu gazu na poziomie 85 procent, a nadchodząca zima może być trudniejsza ze względu na wyższe ceny i wypadnięcie Kataru z rynku.

Czynnik czasu działa na korzyść Moskwy

Kardaś ocenił, że niebezpieczeństwo powrotu do biznesu z Rosją rośnie wraz z czasem trwania wojny. Pierwsze lata przyniosły zaskakującą dla Moskwy konsolidację Zachodu, lecz zmęczenie konfliktem i jego rosnące koszty przesuwają akcenty.

Zdaniem eksperta fundamentalnym problemem jest niesłabnąca determinacja Rosji mimo olbrzymich strat na froncie i kosztów gospodarczych. Potencjał niezadowolenia społecznego okazał się niewielki, a próg wytrzymałości rosyjskiego społeczeństwa - zupełnie inny niż na Zachodzie.

Ryzyko dotyczy nie tylko energetyki. Kardaś wskazał na sport, gdzie część federacji wycofuje się z wykluczenia rosyjskich zawodników. „Im dłużej będziemy w tym trwali, tym więcej" - ostrzegł, prognozując nasilenie głosów wzywających do normalizacji relacji z Moskwą.

Rozmowę na Kanale Otwartym prowadził Grzegorz Ślubowski. Gościem był dr Szymon Kardaś z European Council on Foreign Relations oraz Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizujący się w problematyce energetycznej i rosyjskiej. Na zakończenie ekspert polecił film Andrieja Zwiagincewa „Minotaur" jako wnikliwy, choć pesymistyczny portret współczesnej Rosji - państwa, które, jak podsumował, trzeba traktować jako poważne wyzwanie na wielu poziomach.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter