Ekspert: rosyjska eskalacja narasta, a Polska wciąż nieprzygotowana
Rosja systematycznie testuje granice reakcji NATO, a incydenty na wschodniej flance będą się mnożyć - ostrzega Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego w dziedzinie obronności i polityki zagranicznej. W rozmowie z Kamilą Baranowską wskazał, że polski rząd buduje atmosferę zagrożenia, lecz nie idą za tym realne działania przygotowujące obywateli na sytuacje kryzysowe.
Bezpośrednim tłem rozmowy były dwa niedawne zdarzenia: rosyjski dron znaleziony na plaży nad Bałtykiem oraz atak na pociąg jadący z Kijowa do Warszawy w rejonie granicy polsko-ukraińskiej. W reakcji premier Donald Tusk zwołał odprawę w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, zapowiedział poderwanie lotnictwa i postawienie w gotowość naziemnej obrony powietrznej.
„Wyszliśmy już ze sfery hybrydowej”
Meitz podkreślił, że ostatnie wydarzenia nie są zaskoczeniem. „Rosja od dłuższego czasu eskaluje i od dłuższego czasu też testuje NATO. Testuje przede wszystkim, jaką odpowiedź udzieli NATO na te wszystkie wydarzenia, które się dzieją” - powiedział.
Zdaniem eksperta Moskwa sprawdza, gdzie leży próg reakcji Sojuszu. „Rosja przede wszystkim chce się dowiedzieć, w jaki sposób my będziemy reagować, ale też gdzie jest ten próg bólu, w którym miejscu NATO przestanie w końcu mówić o tym, że to jest jakieś działanie hybrydowe” - zaznaczył. Jego zdaniem prędzej czy później musi dojść do zderzenia obu podmiotów.
Meitz apeluje o odejście od pojęcia wojny hybrydowej, którym opisuje się sytuację od 2022 roku. „Ciężko jest powiedzieć, że dzisiaj sytuacja jest taka sama, jak była w 2022 roku, no bo nie jest. Widzimy, że ten poziom eskalacji rośnie” - mówił. Zastrzegł przy tym, że nie chodzi o straszenie: „To nie jest pełnoskalowa wojna, natomiast toczą się działania poniżej progu wojny, ale uważam, że wyszliśmy już z tej sfery hybrydowej”.
Ekspert wskazał, że Polska pozostaje względnie bezpieczna, natomiast poważniejsze ryzyko dotyczy państw bałtyckich. „Martwi mnie sytuacja na Litwie, na Łotwie, tam gdzie wiadomo, że te możliwości odpowiedzi też są dużo mniejsze niż u nas” - ocenił. Odpowiedź na zagrożenia powinna być jego zdaniem koordynowana w ramach NATO, a nie podejmowana przez Polskę samodzielnie.
Werbalne deklaracje bez działań
Meitz najostrzej ocenił rozdźwięk między retoryką rządu a jego działaniami. „Z jednej strony rząd buduje atmosferę grozy (…). Z drugiej strony nie widać nic poza PR-owymi sztuczkami, co by przygotowywało ludzi na tę sytuację” - stwierdził.
Przywołał wypowiedzi ministra Radosława Sikorskiego zapowiadającego, że w razie ataku Polska „zmiażdży Rosję”, oraz podobne deklaracje minister Sobkowiak-Czarneckiej. Zdaniem eksperta nie przekładają się one na realne przygotowanie społeczeństwa. „Nie mam przekonania, że obywatele Polski są na to gotowi i że też rząd dba o to, żeby ich odpowiednio przygotować” - powiedział.
Jako przykład niedostatecznej komunikacji wskazał poradnik dotyczący plecaka ewakuacyjnego. „To dobrze, że to się wydarzyło. Natomiast za tym nie poszły w zasadzie żadne kolejne ruchy (…). Mam wrażenie, że rząd uważa, że sprawę załatwił” - ocenił.
Meitz zwrócił uwagę na chaos towarzyszący niedawnemu incydentowi z rakietą na Lubelszczyźnie oraz na ograniczenia systemu alertów RCB opartego na SMS-ach. Jako punkt odniesienia podał doświadczenia niemieckie: „To jest systemowy alarm, który mówi o tym, że doszło do jakiegoś zdarzenia (…). Nawet jak telefon jest wyciszony (…), to ten telefon zaczyna po prostu bardzo głośno działać”.
Ekspert postulował, by edukacja obronna trafiła do szkół, wykorzystując istniejący program klas mundurowych. Sugerował, aby Ministerstwo Edukacji wspólnie z Ministerstwem Zdrowia dokonało „krytycznej analizy programu klas mundurowych” i przeniosło jego elementy do klas ogólnych. „Każda sytuacja kryzysowa, czy brak dostępu energii, czy przerwa w dostawach, będzie wymagała reakcji społecznej” - argumentował.
Pobór, rezerwy i pozycja Polski w regionie
W kontekście przygotowań obronnych Meitz odniósł się do dyskusji wywołanej wypowiedzią byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka na temat ewentualnej reakcji Polski w razie zagrożenia państw bałtyckich. Ocenił, że stwierdzenie o koncentracji wojska na obronie polskiego terytorium „nie jest kontrowersyjne”, ale nałożyła się na nie polityka.
Ekspert powiązał niechęć do deklarowania wysłania wojsk poza granice z pozycją Polski na arenie międzynarodowej. „Fakt, że my jako Polacy, ale też polska klasa polityczna deklaruje, że nie wyśle tych wojsk, jest jedną z przyczyn, dlaczego na przykład jesteśmy poza tą grupą E3” - stwierdził, przypominając, że nawet Niemcy pośrednio zadeklarowały udział w ewentualnej stabilizacji Ukrainy.
Meitz opowiedział się za powrotem do debaty o poborze i budowie rezerw. „Mam naprawdę szczerą nadzieję, że ten pobór coraz bardziej wchodzi do debaty, bo uważam, że to jest ważne. Poza poborem mamy też oczywiście kwestię budowy rezerw” - powiedział.
Rozmowy pokojowe: „zbyt skomplikowane, by się udało”
Odnosząc się do rozmów na linii USA-Rosja, ekspert ostudził oczekiwania na szybkie zakończenie wojny. Przypomniał wizyty przedstawicieli amerykańskiej administracji w Moskwie i Kijowie, po których „nie doszło do żadnego przesunięcia w żadną stronę”.
Zdaniem Meitza rosyjska eskalacja przebiega równolegle do negocjacji, a nie jest ich bezpośrednią pochodną. „Rosja niezależnie od prowadzonych rozmów z Amerykanami i tak eskaluje cały czas” - ocenił. Zwrócił uwagę, że pozycja Rosji jest trudniejsza niż w 2022 roku, gdyż ukraińskie ataki na infrastrukturę osłabiają mit „specjalnej operacji wojskowej” toczącej się z dala od terytorium rosyjskiego.
Ekspert sceptycznie ocenił szanse na porozumienie przed listopadem. „To jest chyba zbyt skomplikowane, żeby się udało” - stwierdził. Wskazał, że każda ze stron musiałaby się czegoś zrzec, a prezydent Wołodymyr Zełenski będzie „grał bardzo wysoko”, choć - jak dodał - „nie bardzo ma wyjście”. Meitz podkreślił jednocześnie, że bez pomocy zewnętrznej Ukraina nie byłaby w stanie prowadzić wojny długo.
Kryzys niemieckiej chadecji
Znaczącą część rozmowy poświęcono sytuacji w Niemczech. Meitz wskazał, że największym problemem nie jest rosnące poparcie AfD, lecz „dramatyczna sytuacja CDU”. Przed wyborami w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie chadecja może po raz pierwszy w powojennej historii nie wejść do parlamentu kraju związkowego, z sondażowym poparciem na poziomie 6-7 proc.
Ekspert zwrócił uwagę na rekordowo niskie notowania kanclerza Friedricha Merza. Wskazał na dziedzictwo polityki Angeli Merkel w kwestiach migracyjnych i klimatycznych, trudne rządy koalicyjne CDU z SPD oraz gospodarcze skutki wojny i utraty taniej energii z Rosji.
Meitz ostrzegł przed jednoznaczną oceną stosunku niemieckich partii do Rosji. Podkreślił, że AfD, podobnie jak Sojusz Sahry Wagenknecht, otwarcie wzywa do współpracy z Moskwą, kierując się interesem gospodarczym Niemiec. Jednocześnie zaznaczył, że pozostałe partie „nie są prorosyjskie, bo jest taka inna sytuacja międzynarodowa”, ale po ewentualnym zamrożeniu wojny „Niemcy będą pierwszym krajem, który będzie dalej pracował z Rosją”.
Ekspert opowiedział się za pragmatyzmem w relacjach międzynarodowych i przeciwko wykluczaniu kogokolwiek z dyskursu. „Nie ma w polityce międzynarodowej przyjaciół ani wrogów wiecznych. Są tylko interesy” - stwierdził, wskazując na możliwe pola współpracy z AfD w kwestiach polityki klimatycznej i migracyjnej na poziomie Unii Europejskiej.
Obecność USA i ryzyko incydentu ze śmiertelnymi ofiarami
Meitz odniósł się do amerykańskiego przeglądu strategicznego obecności wojsk w Europie. Ocenił, że Stany Zjednoczone ograniczą swoją obecność, ale nie wycofają się całkowicie, gdyż bazy takie jak Ramstein pozostają kluczowe logistycznie. Postulował przesunięcie sił amerykańskich bardziej na wschód oraz przekształcenie obecności w Polsce z rotacyjnej w stałą - najlepiej poprzez relacje bilateralne.
Zapytany o granice eskalacji, ekspert nie wykluczył incydentu ze śmiertelnymi ofiarami po stronie polskiej. „Uważam, że nie możemy tego wykluczyć obecnie” - powiedział, wskazując na możliwe naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez dron lub uzbrojoną rakietę. Podkreślił, że odpowiedź powinna być uzgodniona w ramach sojuszu.
Meitz zwrócił uwagę na strategiczny paradoks: Rosja, choć osłabiona i niezdolna do prowadzenia dwóch operacji jednocześnie, eskaluje wobec NATO, by zniechęcić państwa europejskie do wspierania Ukrainy. „Chodzi przecież też o to, żeby kraje NATO zniechęcić do wsparcia Ukrainy” - ocenił, przewidując, że Moskwa będzie warunkować ustanie prowokacji od zaprzestania pomocy Kijowowi.
Rozmowa wpisuje się w szerszy kontekst ostrzeżeń płynących ze strony rządu i sojuszników, w tym niedawnego spotkania Tomasza Siemoniaka z dyrektorem CIA Johnem Ratcliffe'em. Meitz apelował, by rząd i Pałac Prezydencki obniżyły temperaturę sporu o bezpieczeństwo i współpracowały w kontaktach z administracją USA. Jak zaznaczył, rząd ma dziś z Waszyngtonem relacje trudniejsze niż prezydentura.