Gibała wygrywa pierwszą turę w Krakowie. Koniec dominacji dużych partii?
Łukasz Gibała wygrał pierwszą turę przyspieszonych wyborów prezydenckich w Krakowie, wyprzedzając kandydatów popartych przez rządzącą koalicję i przez PiS. Do drugiej tury, zaplanowanej na 11 października, wchodzi z senator Koalicji Obywatelskiej Moniką Piątkowską. Wynik komentowany był w programie „Kanał Otwarty” przez Igora Janke i Kamilę Baranowską jako możliwy sygnał głębszej zmiany na polskiej scenie politycznej.
Wyniki pierwszej tury
Głosowanie odbyło się po tym, jak w referendum odwołano dotychczasowego prezydenta Krakowa, Aleksandra Miszalskiego. Zwyciężył Łukasz Gibała, startujący w wyborach na prezydenta miasta po raz czwarty - i, jak zauważono w rozmowie, najbliższy tym razem realnego zwycięstwa również w dogrywce.
Monika Piątkowska, wspólna kandydatka Koalicji Obywatelskiej i PSL-u, uzyskała 29,9 procent. Wynik okazał się lepszy od pierwszych badań exit poll, które w niedzielny wieczór wskazywały na 24 i 26 procent. „W jednym mieście wyniki badań z tak dużym błędem to duża wpadka” - komentowała Baranowska rozbieżność między sondażami a rzeczywistym rezultatem.
Trzeci był Michał Drewnicki, kandydat PiS, z poparciem 17,5 procent. Czwarte miejsce zajęła Aleksandra Owca z Partii Razem - niespełna 7 procent, przed Darią Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy (niespełna 5 procent) i Michałem Klimkiem z Konfederacji Korony Polskiej (4 procent). Stawkę zamykał Sławomir Pietrzyk z Socjaldemokracji Polskiej z ułamkiem procenta.
Słodko-gorzki wynik PiS
Rezultat Drewnickiego opisano jako ambiwalentny dla Prawa i Sprawiedliwości. Z jednej strony przedwyborcze sondaże dawały mu wyniki znacznie gorsze - w okolicach 9-12 procent - więc 17,5 procent oznaczało uniknięcie zapowiadanej katastrofy. Z drugiej strony to najsłabszy w historii wynik kandydata PiS w Krakowie.
Baranowska przypomniała wcześniejsze rezultaty: Łukasz Kmita w ostatnich wyborach uzyskał ponad 19 procent, Ryszard Terlecki notował 26, a Andrzej Duda około 22 procent. „Wszyscy mieli dużo więcej” - podkreśliła. Dodatkowy kontekst stanowi nieobecność kandydata Konfederacji, który proceduralnie nie zdołał zarejestrować się w wyścigu.
Duże miasta nigdy nie były terenem sprzyjającym Prawu i Sprawiedliwości, co zdaniem rozmówców tłumaczy część słabego wyniku. Kraków przez lata pozostawał ośrodkiem, w którym rządził prezydent Jacek Majchrowski - „symbol establishmentu”, jak określono go w programie. Jego kontynuatorem miał być Miszalski, oceniony jako „zupełnie nieudany eksperyment”, który - według relacji - był „za mało krakowski” i popełnił szereg lokalnych błędów, między innymi w sprawie strefy czystego transportu.
Poparcie Tuska pod znakiem zapytania
Monikę Piątkowską poparł osobiście premier Donald Tusk, który przyjechał do Krakowa w czwartek przed weekendowym głosowaniem. Kandydatkę przedstawiał również wcześniej - w Warszawie, wspólnie z liderem PSL-u Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.
Mimo tego wsparcia Baranowska uznała jego skuteczność za otwartą kwestię: „Czy na finiszu tej kampanii to wsparcie Donalda Tuska bardziej jej pomogło, czy bardziej zaszkodziło?”. Przywołała spekulacje, według których w wewnętrznych sondażach Platformy Piątkowska wypadała jeszcze słabiej, a decyzję o przyjeździe premiera podjęto, by zapobiec kompromitacji.
Janke odczytał ten dylemat jako oznakę problemu obecnego establishmentu. Kandydatka dwóch partii koalicyjnych o największym łącznym poparciu, wsparta przez premiera i wicepremiera, nie zdołała wygrać z politykiem bez zaplecza żadnej z dużych sił. „Wygrał człowiek, który nie ma ani poparcia PiS, ani Platformy” - zauważył.
Kim jest Łukasz Gibała
Gibała, wcześniej związany z Platformą Obywatelską, a następnie z Ruchem Palikota, prowadził kampanię skoncentrowaną na sprawach lokalnych. Zwracał się bezpośrednio do mieszkańców, zapowiadał „pogonienie establishmentu” i oddłużenie Krakowa - dziś, jak przypomniano, najbardziej zadłużonego miasta w Polsce.
Jego siłą okazała się wiarygodność krytyki. Od lat atakował najpierw Majchrowskiego, później Miszalskiego, z którym przegrał poprzednie wybory. Po odwołaniu Miszalskiego mógł powołać się na wcześniejsze ostrzeżenia i zażądać szansy na rządzenie.
W programie zwrócono uwagę na jego strategię wobec drugiej tury. Według relacji, jeden ze współpracowników Gibały odrzucił pomysł zabiegania o formalne poparcie liderów Partii Razem czy PiS, argumentując, że wyborcy „to nie są ludzie, których przynosi się gdzieś w teczce”. Zamiast tego kandydat zwraca się bezpośrednio do elektoratów tych ugrupowań.
Możliwy kordon wokół kandydatki KO
Analiza arytmetyczna wskazuje na trudną sytuację Piątkowskiej. Głosy wyborców Drewnickiego i Owcy mogą w większości zasilić Gibałę, co rodzi scenariusz „kordonu sanitarnego” - sojuszu od prawa do lewa przeciwko kandydatce Koalicji Obywatelskiej. Gibała, jak zaznaczono, jest „dla wszystkich do przełknięcia, bo nie jest ani pisowski, ani lewicowy”.
Tuż przed emisją programu Janke odnotował doniesienie, że sześciu radnych Koalicji Obywatelskiej zadeklarowało gotowość współpracy z Gibałą - zastrzegł jednak, że nie jest w stanie zweryfikować wiarygodności tej informacji.
Rozmówcy przewidują, że w drugiej turze przeciwnicy Gibały będą budować narrację o jego domniemanym porozumieniu z PiS. Baranowska zauważyła równocześnie, że w Krakowie nie działa mechanizm ogólnopolskiej mobilizacji anty-PiS: „Łukasz Gibała, no to nie jest pisowiec. Nawet nie był w tym PiS-ie nigdy”. Przy wyższej frekwencji Piątkowska może liczyć na dodatkową mobilizację wyborców Platformy, choć - jak podkreślono - układ arytmetyczny pozostaje dla niej niekorzystny.
Sygnał dla rywalizacji na lewicy
Wynik ujawnił też przetasowanie po lewej stronie. Aleksandra Owca z Partii Razem wyprzedziła Darię Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy - powtórzenie wzorca z wyborów prezydenckich, w których Adrian Zandberg uzyskał lepszy rezultat niż Magdalena Biejat.
Baranowska uznała to za drugi argument dla Zandberga, by w wyborach parlamentarnych startować osobno, a nie na wspólnej liście lewicy. Taki scenariusz komplikowałby koncepcję przypisywaną Tuskowi: jedną dużą listę Platformy, PSL-u i resztek Trzeciej Drogi oraz drugą - zjednoczonej lewicy. Wynik na poziomie niespełna 7 procent w Krakowie może utwierdzać Partię Razem w przekonaniu o samodzielnym potencjale.
Kontekst i implikacje
Rozmówcy ostrożnie podchodzili do przekładania wyniku na skalę krajową. Zwrócili uwagę, że słaby rezultat kandydata Konfederacji Korony Polskiej w Krakowie nie oznacza marginalizacji Grzegorza Brauna, którego elektorat koncentruje się w mniejszych miejscowościach i wschodnich regionach kraju, a ogólnopolskie sondaże pozostają dla niego korzystne.
Głównym wnioskiem programu było osłabienie wszystkich dużych graczy przy jednoczesnym braku ich rozpadu. „W zasadzie wszyscy trochę dostali po pysku” - podsumowano. PiS zmaga się z rozdrobnieniem prawicy, w której w 2027 roku rywalizować mają Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego oraz dwie Konfederacje. Koalicja Obywatelska, mimo utrzymywanego poparcia w okolicach 30 procent, boryka się z brakiem koalicjantów.
Baranowska nakreśliła perspektywę powtórki lat 2005-2007: prawica zdolna zebrać wystarczającą liczbę głosów, lecz skazana na niestabilny rząd o „egzotycznym” składzie. Na pytanie o alternatywę dla zmęczonego wyborcy rozmówcy nie znaleźli jednoznacznej odpowiedzi - Rozwój Plus obciąża twarz Morawieckiego kojarzonego z PiS, a po sukcesie Trzeciej Drogi z 2023 roku nie widać wyrazistego następcy.
Druga tura wyborów w Krakowie odbędzie się 11 października. Jej rozstrzygnięcie może stać się wskazówką, na ile zmęczenie „partyjniactwem” obserwowane w skali lokalnej zapowiada trwalszą zmianę w polskiej polityce.