Powrót

Historyk stawia tezę: Rosja nie jest częścią cywilizacji Zachodu

Publicysta i historyk Piotr Gursztyn w książce „Dlaczego Rosjanie są inni?" dowodzi, że rosyjska państwowość od końca XV wieku świadomie rozwijała się w izolacji od Zachodu, a jej fundamentem stała się nieograniczona władza jednostki i brak zapisanych reguł. W rozmowie o książce autor tłumaczy, że odmienność Rosji nie wynika z prawosławia ani z „jarzma tatarskiego", lecz z decyzji kolejnych władców - a jej skutki widać do dziś, także w przebiegu wojny z Ukrainą.

Teza: hybryda, która nie jest Zachodem

Gursztyn zastrzega, że pisał jako historyk i nie występuje w roli eksperta od współczesnej Rosji. Jego główna teza brzmi jednak jednoznacznie: Rosja nie jest częścią cywilizacji zachodniej. „Oczywiście wykazują ileś wspólnych cech, to jest taki system można powiedzieć hybrydowy" - mówi autor, wskazując na wspólny chrześcijański rodowód, białą ludność i indoeuropejski język. „Ale jednak coś jest nie tak."

Ilustruje to anegdotą norweskiego konsula z czasów, gdy sam mieszkał w Petersburgu: „Wyglądają tak jak my, zachowują się tak jak my, no ale w głowie mają coś innego niż my." Autor przywołuje też koncepcję Samuela Huntingtona, który wyodrębnił cywilizację prawosławną. Zdaniem Gursztyna podział ten jest nieprecyzyjny, ponieważ mniejsze narody prawosławne - Grecy, Rumuni - „bardziej orbitują w tym naszym kręgu". Odmienność Rosji nie wynika więc z religii, lecz ze „świadomej decyzji gasudarów rosyjskich od końca XV wieku".

Autor odrzuca również popularną w Polsce teorię turańską Feliksa Konecznego, wiążącą charakter Rosji z podległością Złotej Ordzie. Jako kontrargument wskazuje Chanat Krymski, najbliższego spadkobiercę Ordy. „Gdybym miał żyć w XVI, XVII wieku i wybierać, czy żyć w państwie moskiewskim, czy w Chanacie Krymskim, to ja bym wybrał Chanat Krymski" - mówi. Tatarzy byli bowiem ludźmi wolnymi, mieli własność, a chan był ograniczony Koranem i prawem plemiennym. Cara natomiast, w jego ocenie, „w zasadzie nie ograniczało nic".

Władza bez ograniczników

Kluczową cechą rosyjskiego modelu jest, według Gursztyna, brak reguł krępujących władcę. Porównuje panowanie Iwana Groźnego z rządami angielskiego Henryka VIII. Obaj byli okrutni, lecz angielski król - nawet skazując Tomasza Morusa - musiał przeprowadzić proces. „On nie musiał się namęczyć. To jest ta różnica" - mówi autor o rosyjskim carze, przypominając, że młody Iwan IV jedną z pierwszych decyzji rzucił bojarów psom na rozszarpanie, bez cienia procedury sądowej.

Ten sam mechanizm autor odnajduje we współczesnej gospodarce. Powołuje się na czytaną w oryginale książkę o rosyjskiej ekonomii, której autor wielokrotnie wraca do jednej diagnozy: „problemem Rosji w życiu gospodarczym, ale też społecznym jest brak zapisanych reguł". Reformy - od Aleksandra II i Piotra Stołypina, przez NEP, po Michaiła Gorbaczowa, Borysa Jelcyna i Władimira Putina - do pewnego momentu idą nieźle, po czym naruszają istotę rosyjskiego życia: załatwianie spraw „na gębę". Ani lider, ani elity nie chcą być ograniczani przepisami, które wiązałyby także ich.

Odmienność Rosji potwierdzają, zdaniem autora, świadectwa historyczne, w tym relacje markiza de Custine'a z połowy XIX wieku. Francuski konserwatysta i przeciwnik demokratyzacji Zachodu przyjechał do Rosji szukać argumentów za silną monarchią, a wrócił jako jej krytyk. Rosjanie do dziś reagują na jego zapiski nerwowo, co - jak zauważa Gursztyn - świadczy o trafności części obserwacji, mimo pobieżności kilkumiesięcznego pobytu.

Trzeci Rzym i „święta Ruś"

Gursztyn wiąże rosyjskie poczucie wyjątkowości z ideą Trzeciego Rzymu, sformułowaną na początku XVI wieku przez mnicha Fiłofieja z Pskowa. Pierwotnie miała ona wydźwięk pesymistyczny - po Rosji miał nastąpić koniec świata - lecz z czasem rozbudziła mesjanizm i przekonanie o powinności ekspansji.

Z tym łączy się koncept „świętej Rusi", który autor uznaje za heretycki z punktu widzenia teologii chrześcijańskiej. „Nie ma ziem świętych, cała ziemia jest święta w tym sensie, że Bóg ją stworzył" - mówi, wskazując, że jedyną Ziemią Świętą jest Palestyna, po której chodził Jezus. Uważa, że Rosja zapożyczyła ten schemat ze świata islamu, z jego podziałem na „dom pokoju" i „dom wojny". Ziemie zajęte przez Rosję stają się czyste, reszta pozostaje nieczysta. Charakterystyczne, że Rosjanie „nigdy nie podbijają, tylko robią prisajedinienie, czyli przyłączenie".

To przekonanie o wyjątkowości przekłada się, według autora, na izolacjonizm zauważalny nawet w codziennym zachowaniu. W latach 90. z byłego ZSRR wyjeżdżali do pracy Ukraińcy, Białorusini, Gruzini i mieszkańcy Azji Środkowej - ale nie Rosjanie, mimo panującej biedy. Jedynym większym wyjątkiem w historii emigracji etnicznych Rosjan byli, jak zauważa Gursztyn, starowiercy uciekający przed prześladowaniami - grupa, która na obczyźnie radziła sobie bardzo dobrze.

Piotr I i „wewnętrzny kolonializm"

Autor celowo ani razu nie napisał w książce „Piotr Wielki". Modernizację cara ocenia krytycznie, wskazując, że dokonała się kosztem własnego społeczeństwa. Za jego panowania liczba ludności Rosji spadła, mimo że wojny toczyły się poza etnicznie rosyjskim terytorium.

Gursztyn nazywa ten mechanizm „wewnętrznym kolonializmem" i zestawia go z epokami Iwana Groźnego oraz Józefa Stalina w czasie II wojny światowej - trzema, jego zdaniem, analogicznymi sytuacjami, w których ekspansja opierała się na terrorze i eksploatacji własnych ludzi. Paradoksalnie to europeizacja pogłębiła los chłopów: monetaryzacja gospodarki, podatki i pobór rekruta sprawiły, że rosyjskie poddaństwo przybrało najbardziej okrutny wymiar dopiero w XVIII wieku.

Struktury ludu i cerkiew bez podmiotowości

Autor podkreśla, że o odmienności Rosji zadecydowały nie tylko elity, ale przede wszystkim struktury życia ludu. W przeciwieństwie do polskiego czy ukraińskiego chłopa, który znał swój kawałek ziemi, rosyjski chłop żył w obszczinie - wspólnocie bez własności prywatnej. Reformy Stołypina, próbujące rozbić te wspólnoty, napotkały opór, a łatwość późniejszej kolektywizacji Gursztyn wiąże właśnie z pamięcią o życiu „w kupie".

Słabość dotyczyła też cerkwi. W 1917 roku, zdaniem autora, prawosławie było „wydmuszką" - zbiorem rytuałów, a więź przeciętnego ludu z cerkwią była bardzo słaba. Duchowieństwo parafialne było biedne, obciążone rodzinami i słabo wykształcone, a praca duszpasterska niemal nie istniała. Gursztyn zestawia to z zachodnimi i środkowoeuropejskimi „księżmi budzicielami" XIX wieku oraz z greckokatolickimi księżmi w Galicji Wschodniej, którzy zbudowali rozległą strukturę spółdzielczą i narodową. Po drugiej stronie rzeki Zbrucz, wśród tej samej ludności ukraińskiej, takich duchownych „nie uświadczy".

Związek Radziecki jako restytucja starej Rosji

Bolszewizm Gursztyn interpretuje nie jako przeszczep zachodniego marksizmu, lecz jako „restytucję Rosji tej przedpiotrowej" w nowym kształcie. Argumentuje, że przywódcy rewolucji nie znali realnie Zachodu - Lenin w Szwajcarii żył między biblioteką a domem, Stalin spędził w Wiedniu zaledwie kilka dni i nie znał języków.

Autor sprzeciwia się tezie Aleksandra Sołżenicyna, jakoby Rosja była okupowana przez bolszewików. „Bolszewizm był w wielkiej masie Rosjan i stalinizm również był popularny" - mówi. Ludzie zgłaszali się chętnie do struktur siłowych i robili w nich kariery. Znamienne, że najsilniejszy opór wobec bolszewików stawiały te regiony, w których nie było pańszczyzny: Syberia, okolice Archangielska, Kozacy dońscy. To - zdaniem autora - dowód, że odmienność nie jest cechą genetyczną, lecz skutkiem kultury politycznej.

Wojna widziana z perspektywy rosyjskiej

Gursztyn dzieli się obserwacjami z rosyjskiego portalu wojskowo-ekonomicznego, który śledzi na co dzień. Komentarze pod artykułami - jego zdaniem niezmanipulowane - odzwierciedlają poglądy ważnego segmentu społeczeństwa: weteranów, zawodowych żołnierzy i osób zainteresowanych obronnością.

Za kryzys paliwowy, wywołany ukraińskimi atakami dronów na instalacje naftowe, ta grupa obwinia bardziej Ukraińców niż Putina. W rosyjskim internecie mocno obecny jest też wątek „amerykańskich paluszków" - przekonanie, że bez amerykańskiej technologii Starshield ukraińska kampania byłaby niemożliwa. Autor zauważa u Rosjan trwałą antyzachodnią „urazę", którą określa formułą love-hate, „ale dużo jest więcej hejtu niż tego love".

Kontekst i perspektywa

Gursztyn nie traktuje rosyjskiej historii jako prostej linii, lecz jako skutek „wolontaryzmu carów" - decyzji, które nie musiały zapaść. Przykładem alternatywy jest Nowogród Wielki: piśmienna republika kupiecka pod wpływem Hanzy, którą Moskwa spacyfikowała, po czym mieszkańcy w ciągu stu lat utracili umiejętność pisania.

Mimo krytycznej diagnozy autor dostrzega perspektywę zmiany. Wskazuje Japonię, Turcję, Tajwan i Indie jako kraje, które wyszły ze starych paradygmatów. „Rosja zaczyna być anomalią" - mówi, przekonując, że model „zamordyzmu na gębę" jest antymodernizacyjny i antyrozwojowy, a dodatkowo dotykają go te same patologie co Zachód, bez płynących stamtąd korzyści. Zmiana jest więc, jego zdaniem, możliwa - „tylko może nie za naszego życia".