Ultimatum Kaczyńskiego wobec Morawieckiego. Czwartek przesądzi o losie PiS
Prawo i Sprawiedliwość stoi przed najpoważniejszym kryzysem wewnętrznym od lat. Jarosław Kaczyński postawił Mateuszowi Morawieckiemu ultimatum, którego termin upływa w czwartek o północy. Na przyszły tydzień zwołano komitet polityczny - organ władny podejmujący decyzje o wykluczeniu z partii. Stawką jest nie tylko członkostwo byłego premiera w PiS, lecz przywództwo na całej polskiej prawicy. Sytuację analizowali w kanale otwartym dziennikarze Kamila Baranowska i Grzegorz Ślubowski.
Ultimatum, którego nie da się spełnić
Warunek postawiony Morawieckiemu był - zdaniem Baranowskiej - niemożliwy do przyjęcia od samego początku. Kaczyński zażądał zawieszenia stowarzyszenia założonego przez byłego premiera oraz odwołania planowanej na koniec lipca konferencji programowej połączonej z grillem.
„On nie może zawiesić stowarzyszenia ani nie może odwołać tego słynnego grilla, na którego już zdążył zaprosić poważnych ludzi, poważne nazwiska” - mówiła dziennikarka. Wszyscy, którzy usłyszeli o ultimatum, mieli świadomość, że jest ono nie do spełnienia z perspektywy Morawieckiego.
To rodzi pytanie, dlaczego prezes PiS zdecydował się na tak stanowczy krok, nie zostawiając sobie furtki do odwrotu. „Jeśli teraz Jarosław Kaczyński nie wyrzuci Mateusza Morawieckiego, to moim zdaniem straci twarz, ale przede wszystkim straci bardzo posłuch w samej partii” - oceniła Baranowska.
Nastroje po weekendzie: od 80 do 20, po 50 na 50
Wedle relacji dziennikarki jeszcze w weekend jeden z polityków PiS oceniał szanse na rozłam w proporcji 80 do 20 - na korzyść wyrzucenia grupy Morawieckiego. W poniedziałek wieczorem ten sam rozmówca zmienił szacunek na 50 na 50.
„Prezes zaczyna się łamać i prezes zaczyna dostrzegać, że chyba to wszystko trochę za daleko zaszło” - tak Baranowska streściła zmianę nastawienia Kaczyńskiego. Rzecznik PiS Rafał Bochenek we wtorkowe popołudnie zapowiedział na platformie X zwołanie komitetu politycznego, który podejmie decyzje statutowe wobec parlamentarzystów. „Stowarzyszenie albo partia, tylko w jedności możemy walczyć o dobrą przyszłość naszej ojczyzny” - napisał.
Weekend przyniósł apogeum konfliktu. Politycy dwóch skłóconych frakcji - otoczenia Morawieckiego oraz grupy określanej mianem „maślarzy” - przenieśli spory do przestrzeni publicznej. Baranowska wskazała na wymianę zdań między Szymonem Szynkowskim vel Sękiem, kojarzonym z obozem byłego premiera, a Patrykiem Jakim, jednym z liderów Suwerennej Polski. Osobno starli się Marcin Chorała i Kacper Płażyński - ten drugi zapowiedział pozew za, jak twierdzi, fałszywe oskarżenia.
Dlaczego wycofanie się może osłabić prezesa
Paradoks sytuacji polega na tym, że ewentualne odstąpienie od ultimatum uderzyłoby w pozycję Kaczyńskiego. Politycy z otoczenia „maślarzy” przekonują, że w konkurencyjnym stowarzyszeniu firmowanym przez Jacka Sasina zapisało się około stu osób. Wszyscy oni lojalnie wykonali polecenia prezesa - złożyli oświadczenia i wycofali dokumenty z sądu rejestracyjnego.
„Dla nich to też będzie upokarzające, że oni to wszystko, co prezes nakazał zrobić, zrobili. Druga strona nie zrobiła, a właściwie nie poniosła żadnych tego konsekwencji” - relacjonowała Baranowska. Taki scenariusz - zdaniem jej rozmówców - potwierdziłby słabość, a nie siłę lidera partii.
Baranowska przypomniała, że Morawiecki już raz przetrwał próbę usunięcia. Po „siedmiogodzinnej kolacji u Adama Bielana” sprawy odwróciły się i były premier pozostał w partii. Gdyby ustał również ten kryzys, kolejne przesilenie mogłoby zgromadzić wokół niego jeszcze więcej posłów. „Wtedy za Morawieckim stanie 80 osób, a nie 45” - cytowała opinie polityków PiS. Mechanizm jest prosty: w partiach politycznych ludzie orientują się na silniejszego.
Dwie diagnozy, jedna partia
Konflikt ma - według dziennikarki - dwa źródła. Pierwsze to czynnik personalno-ambicjonalny. Drugie to realna różnica w diagnozie sytuacji politycznej.
Środowisko skupione wokół Przemysława Czarnka, Jacka Sasina i Patryka Jakiego uwierzyło, że receptą na odzyskanie władzy jest „mówienie językiem Konfederacji, licytowanie Konfederacji” i odzyskanie utraconych na jej rzecz wyborców. Morawiecki reprezentuje odmienne stanowisko. „PiS musi mówić swoim własnym językiem prorozwojowym, aspiracyjnym i zbierać tych wyborców, którzy są być może bliżej centrum” - tak Baranowska zrekonstruowała jego linię.
Te wizje są, w jej ocenie, „nie do pogodzenia”. Pogodzenie wymagałoby cofnięcia się obu stron i poskromienia ambicji, które - jak zaznaczyła - również buzują. Sam Morawiecki mówi o „dwóch płucach” i „wspólnym namiocie”, jednak realny kompromis wydaje się dziś odległy.
Erozja autorytetu prezesa
Spoiwem PiS był autorytet Kaczyńskiego. Baranowska opisała jego dotychczasową metodę zarządzania frakcjami: prezes pozwalał politykom „pochodzić po mediach”, obserwował, kto do kogo donosi i co przecieka do prasy, po czym „tupnął nogą” i wszyscy wracali do szeregu.
Ten mechanizm przestał działać, gdy Morawiecki „przestał prezesa na pewnym etapie słuchać”. Uznał - jak twierdzą jego współpracownicy - że uległość zepchnęłaby go do roli szeregowego posła. „Działając tak naprawdę w defensywie, musiał przejść do ofensywy, żeby nie dać się zmarginalizować” - przytoczyła Baranowska stanowisko obozu byłego premiera.
Efektem jest topnienie autorytetu prezesa. „Dzisiaj jego słowa po prostu znaczą mniej. I dlatego ten test i to ultimatum jest tak ważne” - oceniła dziennikarka. Jeśli Kaczyński się wycofa, Morawiecki stanie się pierwszym w kolejce do sukcesji i przywództwa na prawicy. Jeśli były premier zostanie wyrzucony, jest szansa na jego marginalizację i „zepchnięcie pod próg”.
Arytmetyka podziału: nikt nie wygrywa
Baranowska nie wierzy w wielki sukces potencjalnej partii Morawieckiego, ale przytoczyła dwa skrajne sondaże. W badaniu Instytutu Pollster dla „Super Expressu” jego formacja uzyskała 2,33 procent, zaś w sondażu IBRiS dla Wirtualnej Polski - niespełna siedem procent. Jeden wynik jest pod progiem, drugi nad nim.
Niezależnie od tych rozbieżności podział oznacza stratę. „Przy tym przeliczaniu metodą d'Hondta PiS po prostu na podziale traci. I wie o tym Jarosław Kaczyński, i wie o tym Mateusz Morawiecki” - podkreśliła dziennikarka.
Pod listem poparcia dla Morawieckiego podpisało się 45 osób, w tym część europosłów. Jego otoczenie szacuje, że wraz z nim odejść może około czterdziestu parlamentarzystów. Gdyby tak się stało, PiS przestałby być największym klubem w Sejmie - miejsce to zajęłaby Koalicja Obywatelska. Wiążą się z tym miejsca w komisjach, funkcje przewodniczących oraz pomieszczenia sejmowe. Baranowska uważa, że trudno wyobrazić sobie, by w takiej sytuacji marszałek Włodzimierz Czarzasty nie wyprowadził polityków PiS z zajmowanych gabinetów.
Głos z zewnątrz i widmo demobilizacji
Wpis w tej sprawie zamieścił Krzysztof Bosak. Wzywał do zakończenia sporu na wzór rozstania Konfederacji z Grzegorzem Braunem, które przebiegło szybko i bez wzajemnych ataków. „Nie kłóćcie się, przytnijcie tę sytuację po męsku” - parafrazowała jego apel Baranowska, dodając, że polityk Konfederacji ostrzega przed szkodą dla całej prawicy.
Dziennikarka zwróciła uwagę na możliwy skutek uboczny konfliktu - demobilizację wyborców. W mediach społecznościowych najczęstszą reakcją elektoratu prawicy jest zdegustowanie i apel „przestańcie się kłócić”. „Demobilizacja wyborców prawicy uderza w całą prawicę i odsuwa możliwość przejęcia władzy po Donaldzie Tusku” - oceniła.
Zapytana o współpracę Morawieckiego z obecną koalicją rządzącą, Baranowska uznała ją za mało prawdopodobną. Były premier będzie raczej celował w wyborców Trzeciej Drogi niż w jej polityków, bo sojusz z dawnymi współpracownikami Tuska obciążyłby go w oczach prawicowego elektoratu. „Nie wydaje mi się, żeby po tym wszystkim Mateusz Morawiecki mógł usiąść do jednego stołu z Donaldem Tuskiem” - dodała, przypominając, że prokuratura prowadzi śledztwa wobec jego najbliższych współpracowników.
Tło: sprawa Czarnka i wybory prezydenckie jako precedens
Baranowska przywołała alternatywną interpretację, którą przypisuje obozowi Morawieckiego. Zgodnie z nią zaostrzenie sporu miało przykryć wypowiedź Przemysława Czarnka o Ukrainie, za którą Kaczyński miał go publicznie prostować. Konferencja programowa Morawieckiego, planowana od miesięcy, dopiero w ostatnim tygodniu stała się „zarzutem numer jeden” o budowanie własnej partii.
Prezesa niepokoi też - jak relacjonuje dziennikarka - fakt, że Morawiecki buduje wpływy w terenie, pozyskując skłóconych z partią działaczy. W przyszłym roku odbędą się wybory parlamentarne, a spór o miejsca na listach staje się realny. Były premier zabezpiecza się na wypadek, gdyby jego ludzie byli z tych list wycinani.
Baranowska wskazała precedens z wyborów prezydenckich. Wahający się między frakcjami Kaczyński postawił wówczas na Karola Nawrockiego - kandydata z zewnątrz, który pogodził zwaśnione strony. Politycy PiS liczą, że i tym razem prezes znajdzie podobne wyjście, choćby przez zmianę kandydata na premiera. Pojawiają się spekulacje o próbie przekonania Nawrockiego, by uwolnił Zbigniewa Boguckiego. Termin ultimatum upływa w czwartek o północy, a zwołanie komitetu politycznego na przyszły tydzień świadczy, że sprawa jest poważna.