Historyk: Wielka Lechia to mit, nie historia ziem polskich
Nie istnieją żadne dowody naukowe potwierdzające istnienie Wielkiej Lechii - słowiańskiego mocarstwa, które miałoby poprzedzać państwo Mieszka I. Tak twierdzi prof. Gościwit Malinowski z Uniwersytetu Ignatianum, gość programu Kanału Otwartego. W rozmowie poświęconej dziejom ziem polskich sprzed X wieku historyk zaklasyfikował koncepcję lechickiego imperium jako zjawisko z pogranicza literatury i mitologii, a nie nauki.
„Wielka Lechia jest tematem z zakresu literaturoznawstwa i mitoznawstwa, natomiast z całą pewnością nie ma to nic wspólnego z historią, tak jak ją znamy ze źródeł” - stwierdził Malinowski. Jak wyjaśnił, Słowianie w swojej naturze byli ludem wielkim, ale zarazem anarchicznym i demokratycznym, który nie tworzył imperiów, a niekiedy miał wręcz trudności z budową państwa.
Brak dowodów pisanych i archeologicznych
Historyk odwołał się do najstarszych źródeł opisujących Słowian, w tym do relacji Prokopiusza z VI wieku. Bizantyjski autor podkreślał, że Słowianie kierowali się „za dom demokracji” - rządami ludu - co w epoce pozbawionej rozwiniętej technologii praktycznie wykluczało powstanie scentralizowanego imperium.
Zdaniem Malinowskiego koncepcja Wielkiej Lechii uformowała się dopiero pod koniec XX wieku, w wyobraźni osób odczytujących późne źródła lub prace historyków wczesnonowożytnych. Część z nich - jak zaznaczył - postanowiła na tej koncepcji zbudować biznes. „To, co jest tutaj naganne, to jest to, że ta fikcja udaje prawdę” - ocenił.
Równie kategorycznie historyk odniósł się do dowodów materialnych. Na pytanie o źródła archeologiczne, które mogłyby choćby pośrednio potwierdzać teorię, odpowiedział jednoznacznie: nie ma. Każde imperium - argumentował - pozostawia po sobie ślady: monumentalne budowle wznoszone przymusem albo systemy fortyfikacji świadczące o obronie przed najazdami.
Jako przykład kompletnego rozpoznania archeologicznego nieznanych ze źródeł pisanych imperiów Malinowski wskazał starożytne Peru, gdzie odkryto wielkie miasta i monumentalne zabytki. Na ziemiach polskich nic porównywalnego nie występuje. Jedyne monumenty to kopce krakowskie, które historyk określił jednak jako zabytek co najwyżej regionalnej, a nie imperialnej skali.
Mapy Lechii zapożyczone od Hunów
Kopce krakowskie pochodzą z czasów awarskich i nie mają odpowiedników na pozostałych ziemiach polskich ani w reszcie Słowiańszczyzny. Przypominają raczej kurhany koczowników stepowych oraz podobne konstrukcje z okolic Uppsali w Szwecji, dawnej stolicy tego kraju.
Jedynym rzeczywistym imperium obejmującym przez pewien czas ziemie polskie było - według Malinowskiego - imperium Hunów. Pojawili się oni w Europie około 370 roku i podbili północne Barbaricum, po czym po śmierci Attyli ich państwo się rozpadło. Historyk zwrócił uwagę na charakterystyczny mechanizm: „Pojawiają się bardzo często mapy Wielkiej Lechii wzięte z różnych atlasów. I to najczęściej są mapy imperium Attyli, tyle że wymazane jest tam imperium Hunów, a wpisane jest imperium lechickie”.
Biskupin i spór o etniczność
Znacznie starsze od czasów huńskich jest osiedle obronne w Biskupinie, o niemal tysiąc lat poprzedzające Attylę. Stanowi ono część kultury łużyckiej - jednej z najdłużej trwających na ziemiach polskich, obok kultury przeworskiej. Rozwijała się mniej więcej od 1300-1200 roku p.n.e. aż do czasów celtyckich, do około III wieku p.n.e., przez niemal tysiąc lat.
Kultura łużycka wprowadziła na ziemie polskie zwyczaj kremacji zwłok, który Malinowski nazwał „bardzo mocno przeklinanym” przez współczesnych genetyków. Palenie ciał powoduje nieodwracalne zniszczenie ludzkiego DNA, przez co niemal przez dwa tysiące lat nie da się badać materiału genetycznego dawnych mieszkańców - z wyjątkiem obcych przybyszów oraz przypadkowo zachowanych szczątków.
W XX wieku Biskupin stał się przedmiotem sporu wykraczającego poza naukę. Ponieważ zasięg kultury łużyckiej pokrywał się z obszarem dzisiejszej Polski, pytanie o etniczność jej mieszkańców - protosłowiańską czy protogermańską - nabrało wymiaru patriotycznego zarówno dla Polaków, jak i Niemców. Dziś, zdaniem Malinowskiego, najwięcej wskazuje na to, że ludność Biskupina była powiązana nie z Germanami ani Słowianami, lecz z obszarem naddunajskim i kręgiem kultury pól popielnicowych, który można ostrożnie nazwać kręgiem paraceltyckim.
Kultury archeologiczne to nie etnosy
Historyk poświęcił znaczną część rozmowy metodologicznemu ostrzeżeniu: kultury archeologiczne nie są tożsame z narodami. Pojęcie kultury wykształciło się dopiero na przełomie XIX i XX wieku, gdy archeolodzy zaczęli porządkować zabytki według materiałów i stylów. Nazwy - łużycka, przeworska, wielbarska - pochodzą zwykle od miejsc pierwszych odkryć, nie od nazw ludów.
Malinowski przywołał postać niemieckiego archeologa Gustafa Kossinny, z pochodzenia Mazura, który zakładał, że jedna kultura archeologiczna odpowiada jednemu etnosowi. „Dzisiaj myślę, że żaden rozsądny archeolog nie zakłada, że możemy łączyć w jakiś sposób zabytki bezpośrednio z etnosem” - stwierdził. Jak wyjaśnił, jedną kulturę mogły tworzyć ludy mówiące różnymi językami, zamieszkujące ten sam obszar „w szachownicę”, podobnie jak dzisiejsza ludność Amazonii.
Los mieszkańców i dwie teorie o Słowianach
Ludność kultury łużyckiej nie wyemigrowała. Od VI wieku p.n.e. padła ofiarą najazdów ludów stepowych - Scytów lub ludów pobratymczych - nadciągających przez Bramę Morawską. Grody, jak ten w Wicinie nad Odrą, zostały splądrowane, a z Biskupina zachowały się świadectwa kanibalizmu o charakterze prawdopodobnie rytualnym.
Wokół pochodzenia Słowian historyk zrekonstruował dwie konkurencyjne teorie ukształtowane przez XIX-wieczny spór polsko-niemiecki. Teoria allochtoniczna głosi, że Słowianie przybyli na ziemie polskie dopiero we wczesnym średniowieczu - na co wskazuje zastąpienie rozbudowanej kultury przeworskiej przez prostą kulturę praską oraz duże podobieństwo języków słowiańskich, które musiały uformować się na niewielkim terytorium.
Teoria autochtoniczna zakłada natomiast ciągłość osadnictwa sięgającą kultury ceramiki sznurowej sprzed pięciu tysięcy lat. Malinowski przywołał argument genetyczny: geny z epoki brązu, sprzed okresu kremacji, są zbliżone do genów ludności piastowskiej. Historyk opowiedział się za stanowiskiem zrównoważonym - genetyka wykluczyła skrajną wersję allochtoniczną, wedle której Słowianie mieliby przybyć znad Wołgi dopiero w VI wieku.
Wenedowie, czyli Słowianie w źródłach rzymskich
Późne pojawienie się Słowian w źródłach historyk tłumaczył zjawiskiem zmiany nazw etnosów - tak jak Grecy funkcjonowali pod nazwami Hellenów, Achajów czy Jonów. Słowian znano też pod nazwą Wenedów, identyczną z germańskim „Wenden”. Wzmianki o Wenedach sięgają czasów cesarza Augusta, a historyk Jordanes z VI wieku jednoznacznie utożsamił Wenedów ze Słowianami.
Prostotę kultury praskiej Malinowski powiązał z najazdem Hunów i katastrofalnym wybuchem wulkanu w 536 roku, który wywołał wieloletnią zimę wulkaniczną. W warunkach niestabilności premiowane były kultury proste, zapewniające przetrwanie. „Ten fenomen słowiański” polegał na tym, że styl życia Słowian pozwalał wyciągnąć maksimum z ziemi w trudnych czasach - dlatego przyjmowali go także potomkowie Germanów i Celtów.
Odnosząc się do wierzeń, historyk odrzucił tezę o ubóstwie religijnym Słowian. Jako lud indoeuropejski czcili boga nieba i pioruna - Peruna - a system religijny zapożyczyli częściowo od ludów irańskich, o czym świadczy słowo „bóg”, wywodzące się z irańskiego „bhaga”. „Nie ma żadnej społeczności ludzkiej, która istniałaby bez wyobrażeń religijnych” - podsumował Malinowski, wskazując, że wiele dawnych wierzeń przetrwało w ludowym chrześcijaństwie.