Powrót

Strzelanina między ukraińskimi służbami w Kijowie i dymisje

W Kijowie doszło do wymiany ognia między oficerami dwóch ukraińskich służb specjalnych - cywilnej SBU i wojskowego wywiadu HUR. Co najmniej trzy osoby zostały ranne. Prezydent Wołodymyr Zełenski zdymisjonował wiceszefów obu instytucji, jednak wiele wskazuje, że skandal wykracza daleko poza sam incydent i odsłania głęboki konflikt wewnątrz aparatu władzy.

Początkiem sprawy było zniknięcie Siergieja Kapłunowa, zastępcy dowódcy batalionu RDK - Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego, złożonego z Rosjan walczących po stronie Ukrainy. Formacja działa pod auspicjami wywiadu wojskowego, konkurencyjnego wobec SBU. Kapłunow zniknął 1 września, a dowództwo korpusu ogłosiło, że został porwany przez nieznanych sprawców.

Dzień później, 2 września, doszło do strzelaniny na ulicach Kijowa. SBU początkowo podała, że udaremniła próbę zamachu terrorystycznego wymierzonego w rosyjskiego opozycjonistę. Ta wersja szybko się rozpadła. Głos zabrał adwokat Kapłunowa, według którego jego klient został najpierw porwany przez samą SBU, a następnie uwolniony i przebywa w nieznanym miejscu.

Bitwa zamiast rywalizacji

Rywalizacja między służbami cywilnymi a wojskowymi zdarza się w wielu państwach. Mówi się nawet o wewnętrznych „wojnach” wywiadowczych. Rzadko jednak dochodzi do regularnej wymiany ognia na ulicach stolicy. Wszystko wskazuje, że strzelanina w Kijowie nie była udaremnieniem ataku terrorystycznego, lecz próbą odbicia Kapłunowa przez oficerów wywiadu wojskowego z rąk SBU.

Sekwencja późniejszych oświadczeń pogłębiła zamęt. Najpierw na oficjalnej stronie SBU pojawiło się nagranie, na którym Kapłunow przyznał, że od początku był rosyjskim agentem. Twierdził, że przebywał w Ukrainie wyłącznie po to, by werbować ukraińskich żołnierzy na rzecz Rosji, i że pracował dla FSB - Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Jako dowód SBU opublikowała zrzuty ekranu z telefonu, mające potwierdzać kontakty Kapłunowa z oficerami FSB. Według służby Rosjanie oferowali mu konkretne sumy - na przykład 50 tysięcy dolarów - za werbunek określonych osób i inne zadania.

Trzy wersje w kilka dni

Wkrótce Kapłunow wystąpił z drugim nagraniem, w którym odwołał wcześniejsze słowa. Oświadczył, że pierwsze zeznanie wygłosił pod presją oficerów SBU - fizyczną i psychiczną. Zaprzeczył, jakoby był rosyjskim agentem, i utrzymywał, że działał „pod ciśnieniem, pod wymuszeniem” ze strony służby.

Następnie skorygował tę relację po raz trzeci. Wycofał się z zarzutu tortur fizycznych, podtrzymując jednak twierdzenie o naciskach psychicznych. W ciągu zaledwie dwóch-trzech dni jego wersja wydarzeń zmieniła się trzykrotnie, co znacząco utrudnia ocenę wiarygodności którejkolwiek z nich.

Najpoważniejszy zarzut z drugiego oświadczenia dotyczył jednak nie samego Kapłunowa. Twierdził on, że oficerowie SBU próbowali wymusić na nim zeznania obciążające Kyryła Budanowa, byłego szefa wywiadu wojskowego, obecnie szefa kancelarii prezydenta i jednego z najbliższych współpracowników Zełenskiego. Według tej wersji cała operacja miała służyć kompromitacji Budanowa.

Reakcja prezydenta i powrót starych afer

Sprawa wywołała w Ukrainie burzę, obnażając podziały w aparacie bezpieczeństwa. Zełenski „rozdziela ciosy po równo” - zdymisjonował zarówno wiceszefa SBU, jak i wiceszefa wywiadu wojskowego. Kolejność ta budzi wątpliwości: w pierwszej kolejności należałoby zbadać działania oficerów SBU, którzy zatrzymali Kapłunowa i - według jego relacji - wywierali na niego naciski.

Przy okazji odżyły wcześniejsze wątki korupcyjne. Wśród nich afera Midas, w której osoby z otoczenia prezydenta miały tworzyć konsorcjum ściągające nielegalne łapówki, głównie od przedsiębiorstw energetycznych odpowiedzialnych za budowę ochrony przed rosyjskimi atakami.

W tym kontekście pojawia się nazwisko Budanowa. Miał on rzekomo udostępniać środki na kaucję dla byłego ministra Hałuszczenki, przebywającego w areszcie. Wspomina się także o Sensbanku, który Budanow miał przejąć z rekomendacji Minicza - głównego oskarżonego w aferze Midas, nieprzebywającego obecnie w Ukrainie.

Gra o wpływy i satysfakcja Kremla

Wydarzenia układają się w obraz poważnej walki o wpływy w ukraińskiej elicie władzy. Ktoś, jak się wydaje, próbuje osłabić pozycję prezydenta lub jego najbliższego otoczenia. Sprawa dowodzi też, że ukraińskie służby specjalne nie stanowią jedności i działają w rozbieżnych interesach.

Kluczowe pytania pozostają otwarte. Nie wiadomo, czy oskarżenia o szpiegostwo wobec Kapłunowa były prawdziwe, czy - jak twierdził on później - chodziło o skompromitowanie Budanowa. Niepewna jest również przyszłość Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego. Cień, jaki na formację rzuca sprawa jej oficera, może utrudnić jej dalsze funkcjonowanie na dotychczasowych zasadach.

Los samego Kapłunowa również jest niejasny. Jego adwokat twierdzi, że nie zna miejsca pobytu klienta, który ma się ukrywać w obawie o życie. Kapłunow może być osobą zdolną ujawnić wiele na temat wewnętrznych mechanizmów ukraińskich służb.

Kompromitacja Budanowa uderzałaby pośrednio w wizerunek całej Ukrainy. Jest on uważany za organizatora licznych, często skutecznych akcji sabotażowych na terytorium Rosji, a eksperci przypisują mu przekształcenie wywiadu wojskowego w nowoczesną służbę. Nie przesądza to jednak o tym, czy jest uwikłany w afery korupcyjne - tego materiał nie rozstrzyga. Doświadczenie pokazuje zarazem, że znaczna część ukraińskiej elity politycznej bywa wiązana z korupcją i praniem pieniędzy.

Jedno wydaje się pewne. Otwarty konflikt między ukraińskimi służbami, w którym padają strzały, stanowi sytuację korzystną dla Kremla. Wyjaśnienie okoliczności strzelaniny w Kijowie pozostaje sprawą otwartą, a jej przebieg odsłania złożoność i nieprzejrzystość ukraińskiej sceny politycznej w czasie wojny.