Powrót

Indie na drodze do trzeciego miejsca w światowej gospodarce

Indie w ciągu dwóch, trzech lat wyprzedzą Niemcy pod względem produktu krajowego brutto i zajmą trzecie miejsce na świecie - ocenia w rozmowie na Kanale Otwartym politolog Adam Burakowski, były ambasador RP w Indiach i autora książki „Trzecia potęga świata". To skokowy awans kraju, który jeszcze w latach osiemdziesiątych zaliczano do trzeciego świata, a dziś jest najludniejszym państwem globu i rosnącym graczem w rozgrywce między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

Awans gospodarczy i źródła wzrostu

Przewaga demograficzna Indii nie ulega wątpliwości. W 2023 roku kraj prześcignął Chiny pod względem liczby ludności, a różnica się powiększa. Chiny weszły w fazę spadającej demografii, podczas gdy w Indiach - mimo dzietności, która spadła poniżej progu zastępowalności pokoleń (2,1) - liczba ludności wciąż rośnie dzięki wydłużającej się długości życia. Obraz nie jest jednak jednolity: północ kraju notuje dodatni przyrost naturalny, południe - ujemny.

Przełom gospodarczy nastąpił w konkretnym momencie. W 1991 roku, na krawędzi bankructwa, Indie porzuciły model gospodarki silnie państwowej i w porozumieniu z Międzynarodowym Funduszem Walutowym ogłosiły pakiet reform. „Indie miały tydzień, dwa do tego, żeby ogłosić bankructwo, ale zanim to zrobiły, po prostu ogłosiły pakiet reform gospodarczych" - relacjonuje Burakowski. Efekt: przez ostatnie 35 lat kraj rozwija się w tempie 6-7 procent rocznie, a czasami przekraczającym 10, z wyjątkiem roku pandemicznego.

Burakowski stawia jednak tezę o dwoistości tego sukcesu. Indie plasują się obecnie w grupie państw rywalizujących o trzecie miejsce - obok Niemiec, Wielkiej Brytanii, Japonii, Francji i Włoch - lecz pod względem potencjału ludnościowego, jak podkreśla, „to w ogóle jest nie ta liga". Z Chinami i Stanami Zjednoczonymi Indie jeszcze nie konkurują bezpośrednio.

Kontrasty i cena awansu

Szybki wzrost pogłębił rozwarstwienie. Indie to - zdaniem analityka - jeden z najbardziej rozwarstwionych krajów świata, zarówno pod względem majątku, jak i całej struktury społecznej. Socjalizm, który niwelował różnice i podkreślał rolę „człowieka pracy”, zastąpiła po 1991 roku ideologia dorabiania się i ekspansji.

Obszary biedy są rozległe i widoczne, natomiast bogactwo pozostaje ukryte. „Ważne rzeczy gospodarcze i polityczne nie dzieją się na ulicy. One się dzieją w zamkniętych miejscach" - wyjaśnia Burakowski. Pod Delhi rosną zamknięte osiedla klasy wyższej z basenami i siłowniami, do których turysta nie ma dostępu.

Presja awansu bywa dramatyczna. Od czerwca tego roku w Indiach trwa seria protestów młodzieży, która nie może dostać się na najlepsze uniwersytety - przyjmują one około jednego procenta kandydatów. Rozmówca przywołał przypadek, w którym w krótkim czasie samobójstwo popełniło od 20 do 30 kandydatów. „Całe rodziny się składają na to, żeby zapewnić edukację jednej osobie najbardziej obiecującej" - tłumaczy rozmówca mechanizm, w którym porażka jednostki oznacza dramat całej rodziny.

Modi i kondycja władzy

Premier Narendra Modi, rządzący od 2014 roku, łączy głęboką religijność z nastawieniem probiznesowym. Cała polityka państwa podporządkowana jest wzrostowi gospodarczemu. Po 12 latach władzy część komentatorów pyta jednak, czy obecna ekipa zdoła dalej napędzać kraj - sam system „zaczął trochę buksować". Burakowski dostrzega w rządzie „pewne pokłady jeszcze takiej energii", choć rozstrzygnięcie dopiero przed Indiami.

Indie mają długą tradycję stabilnej władzy. Indyjski Kongres Narodowy rządził od uzyskania niepodległości w 1947 roku i po raz pierwszy oddał władzę dopiero w 1977, a trwałą zmianę przyniósł rok 2014.

Pragmatyzm w polityce zagranicznej

Relacje z Rosją - dawniej ze Związkiem Sowieckim - łączą sentyment i kalkulację. Sentyment sięga 1971 roku, gdy w czasie kryzysu wokół Bangladeszu Sowieci udzielili Indiom pomocy, a Amerykanie próbowali temu zapobiec. Pragmatyzm wynika z uzależnienia indyjskiego uzbrojenia od sprzętu sowieckiego, postsowieckiego i rosyjskiego, choć ten stan powoli zmienia produkcja europejska, głównie francuska.

Po napaści Rosji na Ukrainę Indie zostały dużym nabywcą rosyjskiej ropy - na preferencyjnych warunkach, rozliczanych w rupiach. Mimo krytyki Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych Delhi nie potępiło agresji i nie zrezygnuje z zakupów, dopóki będą się opłacać. „To jest czysty pragmatyzm po prostu" - podsumowuje Burakowski. Wymiana z Rosją poza ropą sięga około 10 mld dolarów i opiera się głównie na uzbrojeniu.

Jednocześnie Indie prowadzą - jak ujmuje to analityk - grę „na wielu fortepianach". Utrzymują dobre relacje ze Stanami, mimo napięć wokół ceł, rozbudowują flotę i współpracują z państwami Azji Południowo-Wschodniej, by równoważyć wpływy chińskie. Firmy amerykańskie, z Apple i jego tajwańskim podwykonawcą Foxconnem na czele, powoli przenoszą produkcję z Chin do Indii.

Chiny pozostają głównym rywalem, lecz nie wrogiem. Burakowski porównuje te relacje do stosunków między Francją a Wielką Brytanią, z zastrzeżeniem o tysiącleciach wspólnej historii i granicy biegnącej przez Himalaje. Największym problemem jest nieuregulowana granica, o której Modi rozmawiał z Xi Jinpingiem podczas niedawnego szczytu BRICS.

Odrębną kategorią jest Pakistan - przeciwnik od 1947 roku i źródło napięcia w Kaszmirze. Obie strony dysponują bronią nuklearną, ale konflikt - zdaniem analityka - „umieją obsługiwać”, eskalować i deeskalować, odczytując wzajemne sygnały. Około dekady temu nastąpiło przewartościowanie: Pakistan przestał być problemem numer jeden, a Delhi postanowiło aktywizować politykę zagraniczną niezależnie od tego konfliktu.

Polska wśród nowych partnerów

Zainteresowanie Indiami w Polsce jest - jak ocenia Burakowski - najsilniejsze od lat. Zapowiadana jest wizyta premiera Donalda Tuska, pierwsza od 2010 roku, a kilka tygodni temu po raz pierwszy od ponad dekady zebrała się polsko-indyjska grupa robocza ds. współpracy obronnej. Podczas wizyty mają się odbyć fora biznesowe w Delhi i Bengaluru.

Obecna wymiana gospodarcza sięga około 6 miliardów dolarów; ministrowie spraw zagranicznych Radosław Sikorski i Subrahmanyam Jaishankar zadeklarowali dążenie do 10 miliardów. Skalę dystansu pokazuje jednak liczba firm: niemieckich działa w Indiach około dwóch tysięcy, polskich - kilkanaście. Kluczowe znaczenie będzie mieć umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a Indiami, której negocjacje zakończono w styczniu. Dokument liczący ponad 2,5 tysiąca stron ma wejść w życie w połowie przyszłego roku i stanowi - według analityka - największe otwarcie rynku indyjskiego od 1947 roku.

Relacje opierają się też na historii. W czasie II wojny światowej dwóch maharadżów przyjęło polskich uchodźców ze Związku Sowieckiego: w Dźamnagarze zorganizowano obóz dla 800 sierot, a w Kolhapurze - największe polskie osiedle w Indiach - dla około 5 tys. osób. Rewanżem stała się operacja „Ganga" z 2022 roku, gdy przez Polskę ewakuowano kilka tysięcy indyjskich studentów z Ukrainy. „Polska jest wielkim maharadżą" - tak, według Burakowskiego, podsumowali to niektórzy indyjscy analitycy.

Mocarstwo wciąż słabo znane

Indie są dziś największym na świecie dostawcą pracowników - ich diaspora liczy około 35 milionów osób, z czego ponad 5 milionów w Stanach Zjednoczonych, gdzie stanowi najlepiej zarabiającą i najlepiej wykształconą grupę etniczną. Mediana wieku wynosi 29 lat. Wbrew stereotypom kraj nie jest turystyczny - przyjeżdża do niego około 15 milionów gości rocznie - a język angielski dobrze zna zaledwie około procenta ludności, komunikatywnie - około 10 procent.

Burakowski zwraca uwagę na dysproporcję w wiedzy: o rosnących Chinach wiemy więcej niż o Indiach, choć ich znaczenie będzie rosło. „Warto się dowiedzieć więcej o tym państwie, o cywilizacji, o kulturze, bo to będzie do nas docierać w ten czy w inny sposób coraz bardziej" - konkluduje autor.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter