Powrót

Rosyjska ofensywa na Donbas traci impet. Ukraina odbija teren

Rosyjska kampania wiosenno-letnia, której celem było opanowanie linii twierdz w obwodzie donieckim, dobiega końca bez osiągnięcia głównych celów - ocenia pułkownik Piotr Lewandowski w programie „Fronty Świata” na Kanale Otwartym. Mimo największych postępów terytorialnych w całej wojnie Rosjanie nie przełamali ukraińskiej obrony na kluczowych kierunkach, a seria ukraińskich kontrataków zmusiła ich do odwrotu na kilku odcinkach. W tle toczy się druga, niewidoczna bitwa - o dostęp do satelitarnej łączności SpaceX, od której zależy skuteczność ukraińskich systemów obrony.

Niewykorzystane sukcesy i ukraińskie kontruderzenia

Rosyjski plan zakładał nie tylko zajęcie pasa twierdz - Słowiańska, Kramatorska, Drużkiwki i Konstantynówki - lecz również zniszczenie głównych sił ukraińskich rozmieszczonych w tym rejonie. Do realizacji zadania Rosjanie skierowali grupę armii „Centrum”, grupę armii „Południe” oraz część grupy armii „Zachód”, działającą na rozbieżnych kierunkach.

Bilans okazał się mieszany. Rosjanie zdobyli, lecz nie kontrolują w pełni Konstantynówki. Zdaniem Lewandowskiego miasto jest formalnie opanowane, ale pozostaje problemem dla rosyjskiego dowództwa.

„Konstantynówka stanowi w zasadzie problem dla rosyjskiego dowództwa, ponieważ zaczęła generować znaczące siły po to, żeby utrzymać miasto” - mówi analityk. Ukraińskie grupy szturmowe skutecznie przenikają do miasta, a ich obecność potwierdzono nawet w centrum. „Rosyjski sukces, którego nie są w stanie wykorzystać” - podsumowuje.

Podobnie wygląda sytuacja na kierunku Słowiańska. Rosjanie dotarli do Mykołajiwki, oddalonej o siedem-osiem kilometrów od przedmieść miasta, lecz ukraiński Trzeci Korpus przeprowadził serię kontrataków, odpychając siły rosyjskie w kierunku Dońca Siewierskiego. „Obecnie Rosjanie nawet nie to, że dalej zbliżają się do Słowiańska, tylko częściowo utracili inicjatywę” - ocenia pułkownik, zastrzegając, że przewaga ukraińska jest prawdopodobnie chwilowa.

Operacja Vivaldi - najważniejszy ukraiński sukces kampanii

Za największe osiągnięcie operacyjne Ukraińców w tej kampanii Lewandowski uznaje operację „Vivaldi”, przeprowadzoną przez Trzeci Korpus Ogólnowojskowy na kierunku łymańskim. Wojska rosyjskie dotarły wcześniej do Szandryhołowego i Drobyszewego, przygotowując forsowanie Dońca Siewierskiego - manewr o potencjalnie katastrofalnych skutkach dla całego ukraińskiego zgrupowania w pasie twierdz.

Korpus przez kilka tygodni prowadził tak zwane przygotowanie operacyjne rejonu uderzenia, izolując część sił rosyjskich i atakując styk dwóch grup armii - „Południe” i „Zachód”. Granice odpowiedzialności między związkami operacyjnymi zawsze stwarzają problemy z koordynacją, co Ukraińcy wykorzystali.

Uderzenie zmusiło Rosjan do odwrotu na linię Terny-Zariczne-Jampil i za rzekę Żerebiec. „Ten obszar Rosjanie zdobywali przez 18 miesięcy. Utracili go w dwa tygodnie” - relacjonuje analityk. Status części miejscowości wzdłuż rzeki pozostaje sporny: strona ukraińska mówi o pełnej kontroli, rosyjska twierdzi, że jej wojska jedynie dotarły do nich, lecz ich nie zdobyły.

Lewandowski studzi jednak optymizm. Operacja nie miała na celu trwałego przejęcia inicjatywy, lecz poprawę linii obrony. Należy ją traktować jako kontruderzenie w ramach obrony manewrowej - skuteczne, ale ograniczone w swoich założeniach.

Dobropilla przesądzi o bilansie kampanii

Kluczowym punktem całej operacji pozostaje Dobropilla. Grupa armii „Centrum” wyrównała linię frontu, opanowując Chryszczyne, Rodyńske i Biłyćke, i wyszła na skrzydło miasta od strony Sofijiwki. Ukraiński kontratak powstrzymał jednak okrążenie.

Przeciwdziałanie prowadził 1. Korpus Gwardii Narodowej „Azow”, dysponujący brygadami szturmowymi uznawanymi za jedne z najskuteczniejszych jednostek ukraińskich, wzmocniony pułkiem szturmowym „Skała”. „Kontrataki ukraińskie uniemożliwiły okrążenie miasta” - ocenia analityk.

Od wyniku walk o Dobropillę zależy ostateczne podsumowanie kampanii. „Jeżeli Dobropilla znajdzie się pod kontrolą rosyjską, Rosjanie będą mieli bardzo dobrą podstawę wyjściową do rozpoczęcia kolejnej kampanii” - zaznacza pułkownik. Dopiero zakończenie tych starć pozwoli jednoznacznie ocenić obecny etap ofensywy.

Odrębnym zagrożeniem dla Ukrainy stało się możliwe ograniczenie dostępu do satelitarnej łączności SpaceX. Firma - jak wynika z napływających informacji, których strona amerykańska nie potwierdziła - miała ograniczyć działanie terminali Starlink do prędkości 160 kilometrów na godzinę lub niższej.

Konsekwencje dotyczą przede wszystkim dronów. Ukraiński system Hornet, który w końcowej fazie lotu osiąga 200-300 kilometrów na godzinę i wymaga terminala Starlink, uczestniczył w sukcesie operacji „Vivaldi”. Po przekroczeniu nowego limitu prędkości sygnał zanika.

Problem sięga jednak głębiej. Lewandowski wyraźnie oddziela dwa systemy. Starlink jest komercyjny i „może go sobie kupić każdy z nas, w odróżnieniu od Rosjan”. Starshield to natomiast system wojskowy, rozpoznawczy i rządowy - lepiej kodowany i odporniejszy na zakłócanie, obejmujący funkcje rozpoznania i wczesnego ostrzegania.

Na Starshieldzie opiera się w znacznej części ukraiński system dowodzenia i budowy świadomości pola walki „Delta”. To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie dla odpowiedzialności za ewentualne cięcia.

„Jeżeli Starshield obniżył prędkość przesyłu bądź nawet odcina ten przesył danych, to nie zrobił tego Elon Musk, tylko zrobiła to administracja waszyngtońska” - podkreśla analityk. „Elon Musk nie ma wpływu na to, co się dzieje ze Starshieldem”, ponieważ system został całkowicie przekazany pod kontrolę rządu Stanów Zjednoczonych.

Problem potęguje brak alternatywy. SpaceX umieścił na orbicie ponad 11 tysięcy satelitów, z czego ponad 10 tysięcy jest sprawnych, przy planach rozbudowy do 42 tysięcy. Rosyjski system „Rasswiet” docelowo ma liczyć 900 satelitów, a europejski - około 600, przy czym jego budowę zaplanowano na dwa-trzy lata.

Rosyjski arsenał powietrzny rośnie, ukraińska obrona słabnie

Lewandowski zwraca uwagę na rosnącą skuteczność rosyjskich uderzeń powietrznych. Ukraina praktycznie utraciła zdolność zestrzeliwania pocisków balistycznych, choć pociski manewrujące nadal zwalcza - tu dobrze sprawdzają się samoloty F-16.

Wobec ograniczonej produkcji klasycznych pocisków manewrujących Rosja rozwija tanie środki odrzutowe. Dron Geran-5, wywodzący się z irańskich konstrukcji, osiąga prędkość 600 kilometrów na godzinę i kosztuje około 100 tysięcy dolarów - przy cenie pocisku CH-101 rzędu dwóch milionów. Jego słabością jest głowica ważąca zaledwie 90 kilogramów wobec półtonowej głowicy CH-101.

Masowe użycie tych środków, lot na niskiej wysokości i zdolności manewrowe stanowią poważne wyzwanie dla ukraińskiej obrony. Zwalczanie dronów odrzutowych wymaga tanich systemów rakietowych albo zaawansowanych dronów myśliwskich, które Ukraina dopiero wdraża do produkcji - a które z kolei zależą od łączności SpaceX.

Do obrony mostów w Kijowie przed pociskami Banderol Ukraińcy rozmieścili dwanaście stanowisk systemu Sky Sentinel - wielkokalibrowych karabinów maszynowych kal. 12,7 mm sterowanej przez systemy namierzania z uczeniem maszynowym. Skuteczność tego rozwiązania dopiero się okaże.

Sytuacja na pozostałych odcinkach frontu

Na kierunku charkowskim grupa armii „Zachód” nie zdołała zlikwidować ukraińskiej obecności na wschodnim brzegu rzeki Oskił. Najcięższe walki toczyły się pod Borową, gdzie ukraińskie kontrataki ustabilizowały obronę. W rejonie Kupiańska znaczna część miasta stanowi szarą strefę, lecz - zdaniem analityka - stroną dominującą pozostaje Ukraina.

W najbardziej wysuniętej na północny wschód części obwodu charkowskiego Rosjanie od dłuższego czasu mówią o okrążeniu ukraińskich sił w kilku kotłach. Lewandowski wyraża wątpliwości: brak informacji o znaczącej liczbie jeńców przeczy tej wersji. „Gdybyśmy mieli do czynienia z kilkoma kotłami, mielibyśmy z pewnością ukraińskich jeńców i z pewnością Rosjanie tymi jeńcami by się pochwalili”. Niezależnie od tego Ukraińcy prawdopodobnie utracą kontrolę nad tą częścią obwodu.

W obwodzie zaporoskim nagłe załamanie obrony pozwoliło Rosjanom wedrzeć się do Orichiwa i wyjść na tyły wojsk ukraińskich. Sytuację odwróciły kontrataki Siódmego Korpusu, zwanego Korpusem Szybkiego Reagowania, złożonego z brygad powietrznodesantowych i aeromobilnych. Na kierunku Hulajpola, gdzie rosyjska 127. Dywizja osiągnęła największe postępy, ukraińskie wojska szturmowe ustabilizowały obronę, a Rosjanie zaniechali prób przełamania.

Niemal cały zajęty przez Rosjan fragment obwodu dniepropetrowskiego Ukraińcy odbili w trwającej ponad dwa miesiące operacji znad rzeki Wowcza. Pod względem powierzchni wyzwolonego terenu było to najskuteczniejsze ukraińskie uderzenie kampanii, choć na kierunku pomocniczym.

Kampania bez rozstrzygnięcia, zima bez przerwy

W latach 2022-2023 Rosja nie zdołała opanować Donbasu mimo deklarowanego celu „wyzwolenia” jego mieszkańców - uderzenie poszło na Kijów, Charków, Chersoń i inne obwody. Dopiero w 2024 i 2025 roku, po mobilizacji z 2022 roku i rozwinięciu systemu naboru ochotniczego, Rosjanie odnieśli największe postępy, przechodząc do taktyki przenikania niewielkich grup szturmowych przez rozproszoną ukraińską obronę.

Obecna kampania traci jednak impet. Rosjanie nie kontrolują w pełni Konstantynówki, a Drużkiwka, Słowiańsk i Kramatorsk pozostają pod ukraińską kontrolą. „Szanse, że w czasie tej kampanii coś się istotnie zmieni, są zerowe” - ocenia Lewandowski.

Ukraińskie kontrataki uniemożliwiają Rosjanom wygodną przerwę operacyjną między kampaniami - moment, który w poprzednich latach pozwalał im odtwarzać zdolności bojowe. Przy całkowitej rosyjskiej przewadze strategicznej i operacyjnej pytaniem pozostaje, jak długo Ukraina utrzyma tę presję przed nadchodzącą kampanią jesienno-zimową.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter