Powrót

Janke o podziałach w PiS: nowa jakość czy taktyczna gra?

Publicysta Igor Janke w komentarzu dla swojego kanału ocenił, że doniesienia o wewnętrznych podziałach w Prawie i Sprawiedliwości mają znaczenie dla Polski tylko wówczas, jeśli zapowiadają realną zmianę jakości polityki, a nie przetasowanie personalne wśród liderów prawicy. Wystąpienie odnosiło się do napięć w partii oraz sygnałów o możliwym odejściu części polityków skupionych wokół Mateusza Morawieckiego.

Janke postawił trzy pytania porządkujące jego analizę: czy obecne wydarzenia to gra o władzę wewnątrz PiS, gra o przywództwo na prawicy, czy gra o kształt i jakość polskiej polityki. W jego ocenie tylko trzeci wariant ma wagę wykraczającą poza bieżącą rywalizację partyjną.

Personalna rywalizacja bez znaczenia dla kraju

Zdaniem publicysty spory o to, kto zyska większy wpływ w partii - Morawiecki, Jacek Sasin czy Jarosław Kaczyński - są interesujące dla obserwatorów polityki, lecz nie mają większego znaczenia dla państwa. „To, czy będzie sześć ugrupowań prawicowych zamiast pięciu, czy tam pięć zamiast czterech, nie ma wielkiego znaczenia dla Polski" - stwierdził. „Ma znaczenie dla poszczególnych środowisk, ale dla Polski tak naprawdę nie ma."

Janke przypomniał wejście Morawieckiego do polityki w 2015 roku, gdy wielu wiązało z nim nadzieje na zmianę stylu rządzenia. „Morawiecki wszedł do PiS-u i stał się bardziej PiS-owski niż większość PiS-owców, a miał być trochę inny" - ocenił. Nie odmówił mu sukcesów gospodarczych, lecz wskazał obszary, które według niego pozostały nierozwiązane: wymiar sprawiedliwości, media, nepotyzm w aparacie państwa i spółkach Skarbu Państwa. Zastrzegł, że obecny rząd również tych problemów nie usunął.

Publicysta uznał, że polityk z otoczenia Morawieckiego ma teraz nową szansę, ale postawił warunek. Jeśli osoby rozważające odejście z PiS deklarują, że chciałyby pozostać w partii i kontynuować dotychczasową linię, to - jak stwierdził - „nie ma o czym gadać". Wartość ma jego zdaniem wyłącznie wprowadzenie nowej jakości i przyciągnięcie ludzi z różnych środowisk.

Szanse i zagrożenia „złotego wieku"

Janke umieścił swój komentarz w szerszym kontekście, który określił jako historyczny moment. „Nigdy w Polsce, w naszej historii nie było tak dobrze" - powiedział, odwołując się do formuły „złotego wieku" ekonomisty Marcina Piątkowskiego. Przywołał też własną książkę „Siła Polski" sprzed trzech lat, w której zapowiadał, że kraj może dokonać „drugiego wielkiego skoku" i stać się jednym z europejskich liderów.

Publicysta zwrócił uwagę na korzystną sytuację geopolityczną. Wskazał, że Rosja - którą nazwał największym wrogiem Polski - jest systematycznie osłabiana, a walkę tę prowadzą Ukraińcy, w dużej mierze finansowani przez inne państwa. „To Ukraińcy walczą, to ich żołnierze tam giną" - zaznaczył. Przypomniał, że Polska poniosła znaczne koszty w pierwszych latach wojny, lecz obecnie ciężar przesunął się na innych.

Jednocześnie ostrzegł przed lekceważeniem zagrożenia. Według niego wystarczy eskalacja konfliktu, by gospodarcza koniunktura się załamała. „Wystarczy, że spadnie parę bomb tutaj, że Putin zwariuje i nawet jeśli nie wjedzie do Polski, to ta gospodarcza hossa się skończy" - powiedział. Dlatego, jak argumentował, konieczne są przemyślane inwestycje w armię i otwarta debata o zakupach z udziałem specjalistów.

Katalog spraw ponad podziałami

Janke wyliczył obszary wymagające zmian: infrastrukturę, naukę, edukację, system ochrony zdrowia oraz demografię, którą nazwał problemem „gigantycznym" i „bardzo trudnym do rozwiązania". Osobno wskazał na dyplomację, którą - jak stwierdził - ostatnie rządy „kompletnie zdewastowały". Zauważył, że Polska nie ma ambasadorów w kilkudziesięciu krajach, i wezwał, by zamiast szukać winnych, skupić się na rozwiązaniu problemu.

W jego ocenie żadnej z tych spraw nie da się przeprowadzić, gdy główni gracze polityczni wzajemnie się blokują. Postulował wspólny katalog podstawowych ustaleń - dotyczących obronności, edukacji, rozwoju i dyplomacji - który wspierałby również prezydent.

Publicysta wskazał, że oczekiwanie zmiany jest szeroko obecne w różnych środowiskach. Wymienił nowe inicjatywy: zapowiadane przez profesora Marcina Matczaka środowisko po stronie liberalnej oraz działania Macieja Wilka, szefa ruchu „Tak dla CPK". Odwołał się także do współtworzonej przez siebie Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności, gdzie - jak mówił - spotyka menedżerów, przedsiębiorców i samorządowców oczekujących „wielkiej zmiany".

Wróg gdzie indziej

Janke podkreślił, że odpowiedzialność za wynik obecnych wydarzeń spoczywa na politykach opuszczających PiS. „Na tych ludziach, którzy odchodzą dzisiaj z PiS-u, spoczywa wielka odpowiedzialność" - stwierdził, dodając, że kluczowe jest, czy zaproponują nową jakość, czy jedynie taktyczne przetasowanie, które pozwoli obsadzić więcej stanowisk.

Publicysta zdefiniował, kogo uważa za rzeczywiste zagrożenie. „Wrogiem Polski nie jest Donald Tusk ani wrogiem Polski nie jest Jarosław Kaczyński. Wrogiem Polski jest Władimir Putin i wrogiem Polski jest nasza plemienność" - powiedział. Zaznaczył przy tym, że Tusk i Kaczyński ten konflikt nakręcają.

Jako przykład możliwej zmiany politycznej przywołał Węgry, gdzie - jak ocenił - pozycja Viktora Orbána wydawała się nienaruszalna, a jednak doszło do dużego przesunięcia. Zastrzegł, że nie ocenia jego skutków. „Zmiany w polityce mogą następować, jeśli tylko muszą być gracze, którzy na rzecz tego działają" - dodał.

Na koniec zadeklarował neutralność swojego kanału wobec konkretnych ugrupowań. „Nie jesteśmy od tego, żeby wspierać ugrupowanie A, B, C czy D" - oświadczył, zapowiadając wspieranie „wszystkich spraw, które naprawdę służą Polsce". Jako cel wskazał „silniejszą, bezpieczniejszą i nowocześniejszą Polskę", a nie zwycięstwo jednego obozu nad drugim.

Wystąpienie miało charakter komentarza publicystycznego i odnosiło się do bieżących doniesień o napięciach w PiS. Janke zastrzegł, że nie wierzy w gwałtowną transformację, lecz wyraził nadzieję, że obserwowane wydarzenia mogą okazać się początkiem szerszej zmiany.