Powrót

Ukraińskie drony uderzają w rosyjski e-commerce, płoną magazyny Wildberries

Ukraińskie siły zbrojne zmieniły cel ataków dronowych na terytorium Rosji, uderzając w magazyny największej rosyjskiej platformy handlu internetowego Wildberries, w tym w obiekt pod Petersburgiem. Zdaniem Marcina Łuniewskiego, dziennikarza specjalizującego się w tematyce wschodniej, uderzenia mają jednocześnie osłabić najbardziej podatny sektor rosyjskiej gospodarki, zniszczyć łańcuchy logistyczne zaopatrujące front i stanowić odwet za rosyjskie ataki na infrastrukturę cywilną Ukrainy.

Wildberries to rosyjski odpowiednik Amazona, działający w modelu platformy sprzedażowej łączącej dostawców bezpośrednio z klientami. Razem z konkurencyjną firmą Ozon obsługuje - według Łuniewskiego - od 70 do 80 procent rosyjskiego rynku wysyłek internetowych. Roczne zyski przedsiębiorstwa liczone są w miliardach dolarów.

Dla milionów Rosjan, zwłaszcza z regionów oddalonych od centrum, platforma stanowi często jedyną szybką możliwość zakupu odzieży, mebli, elektroniki czy artykułów spożywczych. Wystawiają się na niej także miliony małych i średnich przedsiębiorców, dla których transakcje przez Wildberries generują znaczną część dochodów.

Uderzenie w najczulszy sektor

Właśnie ten sektor Łuniewski wskazuje jako główny powód wyboru celu. Małe i średnie firmy najmocniej odczuwają rosyjskie sankcje i podwyżki podatków, a państwo nie oferuje im wsparcia.

„Te duże państwowe molochy czy związane z sektorem zbrojeniowym - Kreml nie dopuści, żeby zbankrutowały. Natomiast małe i średnie firmy to jest ten sektor, który najbardziej się obciąża podwyżkami podatków, kolejnymi daninami dla państwa" - powiedział rozmówca. Jak dodał, rosyjski PKB generuje głównie sprzedaż ropy i gazu, całkowicie kontrolowana przez państwo, dlatego władze nie liczą się z drobnymi przedsiębiorcami tak, jak dzieje się to w Polsce.

Skutki pożarów okazały się dotkliwe. Rosyjski internet zalały nagrania przedsiębiorców, często prowadzących jednoosobowe firmy, którzy stracili towar zgromadzony w magazynach. Władze zapowiedziały, że nie będą wypłacać odszkodowań, a sama firma deklaruje jedynie częściowe pokrycie strat.

„Nawet przytoczono kilka osób, które odebrały sobie życie po tych pożarach, bo straciły majątek całego swojego życia" - relacjonował Łuniewski, odwołując się do doniesień ze strony rosyjskiej.

Drony ukryte w kategorii prezentów

Drugi, mniej widoczny powód ataków dotyczy funkcji logistycznej platformy. Jak wskazuje rozmówca, w wewnętrznej wyszukiwarce Wildberries można odnaleźć produkty o zastosowaniu wojskowym, sprytnie ukryte pod niewinnymi opisami.

„Jako drony na uroczystości świąteczne nagle są drony, uchwyty do dronów - niewinnie brzmiące, a tak naprawdę można tam niewielkie ładunki wybuchowe podczepiać" - wyjaśnił. W sekcji odzieży dostępne są kamizelki kuloodporne i szelki taktyczne produkowane przez prywatne firmy. Kupują je żołnierze, których rosyjska armia niedostatecznie wyposaża, oraz tak zwani ochotnicy wysyłający sprzęt na front.

Strona ukraińska twierdzi ponadto, że platforma służyła do importu równoległego - sprowadzania technologii, części do dronów i podzespołów przemysłowych przez Kazachstan, Chiny, Armenię i Kirgistan, który stał się ważnym hubem obchodzenia sankcji.

Łuniewski wskazuje trzeci, ludzki wymiar operacji: odwet. „Rosjanie też bombardują magazyny poczty ukraińskiej, masowo je niszczą, o czym się u nas mniej mówi" - zauważył.

Wizerunkowa porażka Kremla przed wyborami

Ataki na magazyny są, według rozmówcy, stosunkowo łatwym celem, ponieważ obiekty handlowe - w odróżnieniu od instalacji wojskowych - nie są utajniane na mapach. To pozwala Ukraińcom wyznaczać cele z wykorzystaniem ogólnodostępnych źródeł.

Uderzenia zbiegają się z zaplanowanymi na wrzesień wyborami do Dumy. Choć w Rosji nie są to wybory demokratyczne, stanowią dla władzy test mobilizacji najwierniejszego elektoratu. Łuniewski przypomniał, że pierwotny cel wyborczy dla partii Jedna Rosja ustalono na poziomie 50-55 procent, jednak - jak podał, powołując się na doniesienia - obniżono go następnie do 45 procent.

„To pokazuje, że Kreml musi urealniać swoje plany, mimo całego aparatu państwowego do fałszowania i wpływania na wynik" - ocenił dziennikarz. Zaznaczył jednak, że od zmęczenia wojną do sprzeciwu wobec Putina jest wciąż „lata świetlne", a Rosjanie w większości nie chcą kończyć wojny na warunkach oddania Ukrainie zajętych terytoriów.

Łuniewski opisał wewnętrzną sprzeczność kampanii Jednej Rosji. Partia po raz pierwszy od 2003 roku wzięła Putina „na sztandary", umieszczając jego wizerunek na plakatach. „Nie można być partią Putina i nie popierać wojny, bo Putin żyje tą wojną" - stwierdził, wskazując na jednoczesną próbę wyciszania nastrojów wojennych w komunikacji do wyborców. Listy partyjne otwiera minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, a w pierwszej piątce znalazł się mer Moskwy Siergiej Sobianin.

Cel władz - jak podsumował - polega na tym, by przeciętny Rosjanin „w ogóle nie wiedział, kiedy są wybory", a do urn poszli wyłącznie zmobilizowani przez pracodawców i aparat państwowy. Utrzymywanie fasadowego systemu parlamentarnego służy zaś legitymizacji: „To ciągle listek figowy, który ma przykryć autorytaryzm - pokazać, że Putin i Jedna Rosja zostali wybrani, a Zełenski wyborów nie robi".

Alijew gra na nosie Putinowi

Drugim wątkiem rozmowy była rosnąca niezależność Azerbejdżanu wobec Moskwy. Prezydent Ilham Alijew publicznie zadeklarował - po rosyjsku - poparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy.

„To pozycja Azerbejdżanu, to moja pozycja jako człowieka. Woli narodów nie można zniszczyć. Nie można pokonać narodu, który dąży do niezależności, do zachowania swojej tożsamości" - powiedział Alijew w przytoczonym nagraniu.

Łuniewski zwrócił uwagę na źródła tej pewności siebie. Azerbejdżan wygrał wojnę o Górski Karabach, odbijając terytorium w 2023 roku, a Rosja nie pomogła Armenii. Baku ma silnego sojusznika w Turcji, dysponuje własnymi złożami gazu i leży na skrzyżowaniu dwóch kluczowych szlaków handlowych - korytarza kaspijskiego łączącego Chiny z Europą z pominięciem Rosji oraz proponowanego korytarza przez Armenię.

Rozmówca podkreślił jednak konieczność dostrzegania „odcieni szarości". Alijew wznowił loty azerskich linii do rosyjskich miast, zawieszone po zestrzeleniu azerskiego samolotu przez rosyjską obronę. „On upokorzył Putina, zmusił Rosjan do przyznania się i zapłaty odszkodowania" - ocenił Łuniewski, dodając, że mimo to Alijew publicznie deklaruje dobre relacje z Rosją, a niedawna wizyta ministerialna dotyczyła współpracy na Morzu Kaspijskim.

Granice deklaracji gazowych

Łuniewski ostudził oczekiwania wobec azerskiego gazu. W tym roku Niemcy podpisały pierwsze kontrakty na dostawy z Azerbejdżanu w miejsce surowca rosyjskiego, a zainteresowanie wyraża również Austria. Alijew zapewnia, że dostarczy tyle gazu, ile Europa zechce.

Eksperci rynku energetycznego wskazują jednak, że przepustowość azerska nie jest tak duża, jak obiecuje prezydent. „Potrzebne są gigantyczne pieniądze, żeby rozwijać infrastrukturę i pola gazowe. Dopóki tego nie zrobi, Azerbejdżan nie zastąpi Rosji" - zaznaczył rozmówca, wskazując, że inwestora najpewniej musiałaby dostarczyć Europa.

Wojna gospodarcza z Moskwą przybiera formę embarg - Rosja wprowadzała je na azerskie i armeńskie owoce, koniak, wodę oraz produkty mleczne. Wobec Azerbejdżanu narzędzie to jednak słabnie, ponieważ kraj jest mniej uzależniony od Rosji niż Armenia czy Białoruś. Roczne obroty handlowe między Rosją a Azerbejdżanem Łuniewski oszacował na około pięć miliardów dolarów.

Azja Centralna szuka dystansu

Podobne procesy zachodzą w Azji Centralnej, gdzie Kazachstan i Uzbekistan przyspieszyły odchodzenie od cyrylicy na rzecz alfabetu łacińskiego. Rozmówca, który odwiedził Uzbekistan, potwierdził, że większość napisów jest już zapisywana łacinką.

Także tutaj obraz jest niejednoznaczny. Przedstawiciele państw regionu pojawili się na moskiewskiej paradzie 9 maja. Kazachstan wydaje Rosji osoby uznawane za zagrożenie terrorystyczne, często mniej znanych opozycjonistów i krytyków wojny. Kirgistan stał się natomiast - jak podają niezależne media rosyjskie - ważnym pośrednikiem w handlu kryptowalutami, co pomaga Rosji obchodzić sankcje.

Łuniewski opisał niepisany podział wpływów: Rosja pozostaje polityczno-kulturową metropolią regionu, podczas gdy Chiny - dysponujące silniejszą gospodarką - eksploatują go ekonomicznie. Zdaniem cytowanych przez niego ekspertów Zachód powinien traktować państwa Azji Centralnej jako niezależne podmioty z własną kulturą, nie zaś jako „bliską zagranicę Rosji" lub pole rywalizacji z Chinami.

Paradoks polega na tym, że imperialna polityka Putina, której celem było rozszerzenie rosyjskich wpływów, przyspiesza uniezależnianie się dawnych republik radzieckich. Kreml wierzy jednak, że proces ten jest przejściowy. „Jest takie myślenie na Kremlu, że wrócimy - że nawet jeśli tymczasowo obniżamy naszą kontrolę, to nie na zawsze" - podsumował Łuniewski. Owe „tymczasowe problemy" trwają jednak już długo, a ich końca nie widać.