Powrót

Wołyń trafił pod obrady Parlamentu Europejskiego przez decyzję Zełenskiego

Kryzys w relacjach polsko-ukraińskich, wywołany decyzją prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o odebraniu polskiego orderu, umiędzynarodowił temat ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach w czasie II wojny światowej - ocenia europoseł Michał Dworczyk. W rozmowie z Kamilą Baranowską dla Kanału Otwartego polityk wskazał, że sprawa, przez trzy dekady traktowana jako spór bilateralny, trafiła na forum Parlamentu Europejskiego i stała się przedmiotem dyskusji posłów z całej Europy.

Kryzys jako funkcja wewnętrznej sytuacji na Ukrainie

Dworczyk nie ma wątpliwości, że relacje polsko-ukraińskie znajdują się w fazie kryzysu, którego dalszego przebiegu nie da się dziś przewidzieć. Choć pojawiły się sygnały deeskalacyjne, napięcie trwa i - jak podkreślił - pozostaje w znacznej mierze pochodną problemów wewnętrznych Ukrainy.

Europoseł powołał się na własne doświadczenie z rozmów z Zełenskim i czołowymi ukraińskimi politykami. Jego zdaniem temat historii nie budzi emocji w kancelarii prezydenta przy ulicy Bankowej, lecz został wykorzystany instrumentalnie.

Chodziło, według Dworczyka, o „efekt flagi” - próbę zjednoczenia społeczeństwa wokół prezydenta borykającego się z wewnętrznymi trudnościami. „Na krótki moment to się udało, ale bardzo szybko to minęło” - stwierdził.

Rozmówca przypomniał, że na Ukrainie doszło do wymiany całego rządu, demonstracji przeciwko odwołaniu popularnego ministra obrony oraz dymisji dowódcy sił zbrojnych, generała Ołeksandra Syrskiego. Wskazał to jako dowód pogłębiającego się kryzysu, którego funkcją są dziś także relacje z Warszawą.

Świadoma, błędna decyzja i orientacja na Berlin

Dworczyk odrzucił hipotezę, że otoczenie Zełenskiego mogło nie przewidzieć skali reakcji w Polsce. Choć - jak zauważył - w polityce często nie docenia się roli przypadku i prostych emocji, w tym przypadku uznał go za mało prawdopodobny.

„Myślę, że raczej była to świadoma decyzja, błędna decyzja, a wynikająca z pewnej strategii, którą przyjęła Ukraina już jakiś czas temu, orientując się na współpracę przede wszystkim z Niemcami i z Brukselą” - powiedział.

Zdaniem europosła u podstaw tej orientacji leży pragmatyzm finansowy. „Takiej waluty jak wdzięczność w polityce międzynarodowej to nie ma” - stwierdził. Ukraina potrzebuje dziś pieniędzy, a te mają Bruksela i Berlin, nie Warszawa.

Dworczyk zwrócił uwagę na dynamiczny rozwój ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego. Według niego jeden ukraiński zakład produkuje rocznie więcej luf artyleryjskich kalibru 155 mm - dziś podstawowego - niż wszystkie kraje Europy razem wzięte.

Jednocześnie ocenił, że długoterminowo taka strategia nie służy Ukrainie. Przypomniał, że w pierwszych tygodniach wojny w 2022 roku Berlin był stolicą, na którą Ukraińcy „na pewno liczyć nie mogli”.

Błędy po polskiej stronie

Rozmówca podkreślił, że kryzys nie jest wyłącznie efektem ukraińskich decyzji. Polska, jego zdaniem, przez lata patrzyła na Ukrainę przez „romantyczne okulary” i była zbyt mało aktywna.

„Byliśmy zbyt mało aktywni i nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie, czego my tak naprawdę chcemy od Ukrainy” - ocenił Dworczyk. Wskazał, że skuteczna polityka wymaga jasno określonego celu, którego Warszawa nie sformułowała.

Problem wiąże także ze słabością polskich instytucji państwowych. Choć - jak zaznaczył - Polska dysponuje bardzo dobrymi dyplomatami, „nie zawsze są wykorzystywani albo są wykorzystywani nie tak jak trzeba”.

Sprawa umiędzynarodowiona

Paradoksalnie, zdaniem Dworczyka, decyzja Zełenskiego przyniosła skutek odwrotny do zamierzonego. „Nikt nie zrobił tyle dla rozpropagowania tematu ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach, co prezydent Zełenski” - stwierdził.

Europoseł opisał długą dyskusję w grupie zajmującej się współpracą z Ukrainą, w której reprezentowane są wszystkie frakcje Parlamentu Europejskiego. Uczestniczyli w niej między innymi Francuzi, Niemcy, Włosi i posłowie z państw bałtyckich. „Wszyscy musieli naprawdę dobrze odrobić lekcje historii” - powiedział.

Dworczyk przypomniał, że przyjęta rezolucja - choć niedoskonała i pozbawiona odrzuconych polskich poprawek - została złożona wspólnie przez polskiego i niemieckiego parlamentarzystę. Krytykowano w niej osobiście Zełenskiego oraz ukraińskich nacjonalistów.

Europoseł wyraził nadzieję, że sprawa zakończy się podobnie jak w przypadku Chorwacji, która musiała odciąć się od dziedzictwa ustaszy. Opowiedział się za powiązaniem rozliczenia historii z akcesją Ukrainy do Unii Europejskiej, zastrzegając, że większość posłów nie chce dziś łączyć tych kwestii.

Banderyzacja i zmiana pokoleniowa

Dworczyk potwierdził tezę o postępującej „banderyzacji” Ukrainy. Wskazał, że kilkanaście lat temu wąska grupa historyków i nacjonalistów podjęła decyzję o oparciu nowej tożsamości ukraińskiej na etosie OUN-UPA, pomijając zbrodnie tych formacji.

W tym kontekście wymienił Wołodymyra Wiatrowycza, byłego prezesa ukraińskiego IPN, którego określił jako człowieka, który „zrobił chyba najwięcej złego w relacjach polsko-ukraińskich”. Przypomniał, że przed 2014 rokiem współtworzył z nim wystawę poświęconą współpracy Piłsudskiego i Petlury.

Europoseł ostrzegł jednak przed uogólnieniami. Opowiadając o żołnierzach z symbolami UPA, których spotykał na froncie, zaznaczył, że wielu z nich było „autentycznie zdziwionych”, słysząc o skali mordów na polskiej ludności cywilnej. Twierdzenie, że „co drugi Ukrainiec ostrzy zęby, żeby zamordować Polaka”, nazwał „wierutnym kłamstwem”.

Ostatnie zapowiedzi Zełenskiego o otwarciu archiwów Dworczyk uznał za manipulację, bo archiwa są dostępne dla badaczy od dawna. Za realny test uznał natomiast deklaracje dotyczące zgód na prace ekshumacyjne, które - jak podkreślił - będą łatwo weryfikowalne.

Kontekst

Michał Dworczyk, europoseł związany z Prawem i Sprawiedliwością, był w 2016 roku inicjatorem i współautorem uchwały ustanawiającej Narodowy Dzień Pamięci Obywateli RP zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Jak przypomniał, wówczas część posłów nie chciała za nią głosować, obawiając się „drażnienia partnerów ukraińskich”.

Europoseł ostrzegł, że temat może zostać wykorzystany w kampaniach wyborczych po obu stronach granicy, i wyraził obawę o bezpieczeństwo najsłabszych - zwłaszcza dzieci. Jednocześnie dostrzega szansę na wymianę ukraińskich elit politycznych, w której coraz większą rolę odgrywać będą ludzie związani z wojną i siłami zbrojnymi.