Jerzy Hausner: Polska może stracić przewagę przez błędy polityków
Profesor Jerzy Hausner, ekonomista i były wicepremier w rządzie SLD, w rozmowie z Igorem Janke na Kanale Otwartym ostrzegł, że mimo spektakularnego sukcesu ostatnich 35 lat Polska ryzykuje utratę dynamiki rozwojowej, jeśli politycy będą podporządkowywać gospodarkę doraźnym interesom partyjnym. Twórca konferencji Open Eyes Economy Summit wskazał węgierski scenariusz jako ostrzeżenie oraz nakreślił warunki drugiego skoku cywilizacyjnego.
Węgry jako ostrzeżenie
Hausner odrzucił tezę, że polskiej gospodarce grozi załamanie. „Przepaść nie, żadne przesłanki na to nie wskazują” - stwierdził, zastrzegając jedynie, że sytuację zmieniłaby wojna wywołana przez Rosję.
Jako punkt odniesienia wskazał Węgry. Zespół ekspertów oceniający wiarygodność ekonomiczną Polski porównuje dziesięć krajów, w tym kraj Viktora Orbána. Zdaniem Hausnera punkt startu obu państw około 2010 roku był podobny, lecz punkt dojścia w 2026 roku jest „diametralnie różny pod wszystkimi względami”.
Profesor opisał to jako regres cywilizacyjny będący konsekwencją rządów autorytarnych. „Rządy autorytarne, które przejęły kontrolę nad wszystkimi elementami państwa, doprowadziły do pojawienia się własnej krajowej oligarchii, której nie było” - mówił. Ta oligarchia, jak zaznaczył, „nie szła od gospodarki, szła od władzy politycznej do gospodarki”, osłabiając węgierską małą i średnią przedsiębiorczość.
Hausner, autor książki o Orbánie ukończonej w 2011 roku, przyznał, że pierwotnie postrzegał węgierskiego polityka jako „wielkiego stratega”, który rozumiał mechanizmy gospodarki. Po 2010 roku dostrzegł jednak „zanik konkurencyjności”. Choć węgierskie wybory przyniosły nową władzę, profesor studzi optymizm: bez kontroli obywatelskiej „te zjawiska będą się utrzymywały tylko z innymi twarzami”.
Dlaczego Polska uniknęła scenariusza oligarchicznego
Janke zapytał, dlaczego w Polsce po upadku komunizmu nie powstała dominująca oligarchia, mimo podejmowanych prób. Hausner wskazał na konsekwentne reformy rynkowe.
„Jeśli zostały dokonane konsekwentne reformy rynkowe, czyli rynek został uruchomiony, to ci, którzy nawet przyjęli jakieś składniki tego majątku, nie byli w stanie zbudować bez własnego kapitału, bez odpowiednich kompetencji i relacji międzynarodowych takich swoich wielkich struktur gospodarczych” - wyjaśnił.
Profesor odróżnił model polski od czeskiej prywatyzacji kuponowej oraz od rosyjskiej, które jego zdaniem doprowadziły do przejęcia majątku państwowego przez nowych oligarchów. Osoby takie jak Kulczyk czy Krauze „nigdy nie zdominowały polskiej gospodarki”, choć korzystały z relacji z kolejnymi ekipami władzy. Polski kapitał, jak ocenił, „ruszył organicznie”.
Niebezpieczeństwo pojawia się - według Hausnera - gdy państwo faworyzuje wielkie spółki Skarbu Państwa narzucające warunki sektorowi prywatnemu. Zarzuty wobec Orlenu dotyczą nie działalności gospodarczej, lecz przejmowania mediów: „Orlen zaczął przejmować prasę, media, co już nic nie miało wspólnego z biznesem”. Profesor był przeciwny połączeniu Lotosu z Orlenem, argumentując, że dwie konkurujące firmy paliwowe w domenie państwowej byłyby bezpieczniejszym rozwiązaniem.
Hausner podkreślił, że sam Orlen, jeśli konkuruje rynkowo i zwiększa wartość majątku, „nie jest żadnym zagrożeniem”. „Zagrożeniem jest monopolista, zagrożeniem jest hegemon, i nieważne, z którą władzą polityczną będzie powiązany” - zaznaczył.
Nepotyzm i koalicyjne spółki
Profesor nie ukrywał krytyki wobec obsadzania spółek Skarbu Państwa według kluczy politycznych. „Wszystkie kolejne rządy obsadzały swoimi ludźmi” - przyznał, podając przykład Tauronu, w którym za rządów PiS prezesów zmieniano „mniej więcej z częstotliwością raz na rok”.
Obecny rząd koalicyjny przyniósł jego zdaniem inną odmianę tej patologii. „Ta choroba, że tworzymy koalicyjne spółki Skarbu Państwa, jest tak samo silna i negatywna, jak gdy tworzymy koalicyjne ministerstwa” - ocenił. Konsekwencją są zmiany w zarządach przy każdym przetasowaniu wewnątrz koalicji, co „wyklucza długofalowe myślenie i inwestowanie”.
W kwestii mediów publicznych Hausner za „kompletnie absurdalny” uznał pomysł, by ustawę dla telewizji i radia opracowali dziennikarze. Zaproponował model korporacji prawa publicznego, wzorowany na rozwiązaniach II Rzeczypospolitej, w którym władze wybierałyby zespoły fachowe, a nie bezpośrednio politycy. Zastrzegł, że dotyczy to wyłącznie wybranych instytucji - ZUS, radia, telewizji - nie zaś całości państwa, bo „na tym polega demokracja parlamentarna”.
Zabezpieczenia polskiej demokracji
Janke zasugerował, że Polacy mają instynkt odsuwania od władzy ugrupowań, które „idą za daleko” - co dotknęło kolejno SLD, Platformę i PiS. Hausner przyjął tę tezę: „Jeśli ten mechanizm będzie działał, czyli będzie obywatelski refleks polityczny, to nas także zabezpiecza”.
Profesor wskazał, że kluczową barierą był brak większości konstytucyjnej. „Póki nie będzie większości konstytucyjnej, zagrożenie będzie umiarkowane, co nie znaczy, że go nie ma” - stwierdził. Ocenił, że rządy PiS nie poszły „nawet w małym procencie tak daleko jak Orbán”, częściowo dlatego, że „Kaczyński kompletnie nie ma tego instynktu myślenia o gospodarce, który miał Viktor Orbán”.
Filary polskiego sukcesu
Hausner odrzucił hasło „gospodarki w ruinie” jako „bzdurę”. Podkreślił, że do sukcesu „przyczyniły się kolejne rządy, a nie jeden rząd”, a Polska nigdy nie doświadczyła gwałtownego załamania - nawet pandemia oznaczała „krótką, płytką recesję”.
Na pytanie, czy sukces zawdzięczamy przede wszystkim przedsiębiorcom, a nie rządom, profesor odpowiedział twierdząco. Wymienił trzy filary: przedsiębiorczość i zaradność Polaków, instytucje chroniące rozwój - jak system bankowy i nadzór finansowy - oraz wejście do Unii Europejskiej.
Zastrzegł jednak, że środki unijne na inwestycje „to nie są pieniądze na utrzymanie tych inwestycji”, więc Polska musi coraz bardziej polegać na własnym potencjale. Jako słabość wskazał niedostateczną innowacyjność.
Energia zamiast energetyki
Hausner zaapelował o zmianę sposobu myślenia. „My dyskutujemy o energetyce, a powinniśmy dyskutować o energii. My dyskutujemy o rolnictwie, a powinniśmy dyskutować o żywności” - mówił. Istotne jest, zdaniem profesora, produktywne wykorzystanie posiadanych zasobów, a nie wyłącznie spór o miks energetyczny.
W edukacji odrzucił zarówno skrajny krytycyzm, jak i bezkrytyczny optymizm. Wskazał na dobre wyniki badań PISA, lecz zarzucił polskiej szkole brak równowagi między transmisją wiedzy a budowaniem doświadczenia. „Edukacja nie jest tylko przekazem wiedzy, edukacja jest zbiorowym doświadczeniem” - stwierdził, zwracając uwagę na starzenie się zawodu nauczyciela i spory ideowe wokół szkoły.
Za fundament dobrych usług publicznych uznał gminę. „Gmina jest podstawą, fundamentem naszego państwa” - podkreślił, ostrzegając przed tendencjami do sprowadzania samorządu do roli wykonawcy decyzji centralnych. „Im dalej będą partie polityczne od tego podstawowego samorządu, tym lepiej dla obywateli”.
Krakowski przykład i ucieczka kapitału
Hausner opisał los globalnych usług biznesowych w Krakowie, gdzie zatrudnienie znalazło 150 tysięcy osób. Dziś obserwuje regres i redukcje. Na spotkaniu z około trzydziestoma młodymi pracownikami zapytał, kto podlega zwolnieniom - „połowa podniosła rękę”.
Błędem, zdaniem profesora, było niezakorzenienie tego kapitału. Należało postawić warunki: tworzenie centrów badawczych i współpracę z uczelniami. Przytoczył rozmowę z szefem firmy, który zapowiadał, że za kilka lat będzie potrzebował mniej, ale inaczej wykwalifikowanych ludzi, których sam nie wykształci ani nie przywiezie.
Problemem polskich firm technologicznych jest brak rynku kapitałowego. „Wszystkie tak zwane jednorożce, które powstawały w Europie, jak Spotify, przeniosły się do Ameryki, dlatego że jest tam dużo większy rynek kapitałowy” - wyjaśnił. Spotify zachował wprawdzie siedzibę w Sztokholmie, ale na giełdę wszedł w Nowym Jorku. Jako rozwiązanie Hausner zaproponował strategię mieszaną: finansowanie częściowo z polskiego systemu bankowego, częściowo ze środków państwa, zawsze warunkowe - „rozwijasz tę aplikację, a nie uciekasz, nie sprzedajesz”.
Zbrojenia jako dźwignia nowoczesności
Odnosząc się do finansów publicznych, Hausner uznał poziom zadłużenia za „już groźny”, lecz zastrzegł, że problemem jest nie sama relacja długu do PKB, ale tempo jej wzrostu. „Nie możemy wydawać więcej, niż rośnie dynamika PKB” - stwierdził, przenosząc akcent z pytania „na co wydajemy” na pytanie, czy wydajemy gospodarnie.
Przy wydatkach na obronność sięgających blisko 5 procent PKB profesor wskazał, że tylko 30 procent tego, co decyduje o odporności militarnej, to zbrojenia, a 70 procent stanowi logistyka, informatyka i kompetencje ludzi. „Koncepcja, że będziemy zbroili się na kredyt zagraniczny, nie daje nam żadnych szans” - ostrzegł, przywołując amerykańską agencję DARPA jako model łączenia wydatków zbrojeniowych z rozwojem technologii.
„Nie boję się tego słowa, że musimy częściowo zmilitaryzować gospodarkę, ale to nie ma być gospodarka wojenna” - podkreślił. Zwrócił uwagę na przykłady krajów, które militaryzując gospodarkę, „na końcu gospodarczo poległy”. Krytykował też roczny, budżetowy tryb finansowania - np. obrony cywilnej, na którą gminy dostają środki dopiero jesienią, czy gospodarki wodnej - który uniemożliwia długoterminowe planowanie.
Kontekst
Rozmowa wpisuje się w szerszą diagnozę Hausnera, który łączy doświadczenie akademickie, polityczne i działalność ruchu ekspercko-obywatelskiego Open Eyes Economy Summit. Jego centralną ideą jest „ekonomia wartości” - przekonanie, że „nie można wszystkiego, co ważne w gospodarce, sprowadzić do ceny i do opłacalności”.
Profesor wyraził ostrożny optymizm wobec młodego pokolenia menedżerów i przedsiębiorców, którzy - niezależnie od poglądów - „rozumieją wszystkie bolączki państwa”. Zapytany, czy przyjąłby stanowisko wicepremiera w hipotetycznym prorozwojowym rządzie, odpowiedział: „Ja swoje odrobiłem. To już dla młodszych”.