Lwów ogłasza rok Szuchewycza. Polska żąda wycofania decyzji
Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła, że rok 2027 będzie rokiem Romana Szuchewycza i Ukraińskiej Powstańczej Armii - dowódcy UPA w czasie rzezi wołyńskiej. Decyzja wywołała silną reakcję polskich władz. Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki zapowiedział, że samorząd - odpowiednik polskiego sejmiku wojewódzkiego - wycofa się z uchwały. O sprawie w Kanale Otwartym rozmawiali dziennikarz Grzegorz Ślubowski i Igor Janke.
Niepewne wycofanie
W chwili nagrania deklaracji nie było już na stronie Rady Obwodowej Lwowskiej. Ślubowski sprawdził jednak profil głównego inicjatora uchwały, Światosława Szeremety, gdzie informacja o roku UPA i Romana Szuchewycza wciąż figurowała.
- Nie wiem, czy on się wycofa, czy się nie wycofa. Raczej to wygląda tak, że jeżeli się wycofa, to pod rzeczywiście ogromnym naciskiem Polski i polskich polityków - ocenił dziennikarz. Jego zdaniem problem nie zniknie, ponieważ nie jest to decyzja odosobniona.
Ślubowski zwrócił uwagę na istotny szczegół. Szeremeta należy do partii Petra Poroszenki, a więc do obozu opozycyjnego wobec prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
- Jeżeli w mediach polskich cały czas się pisze, że Zełenski znowu napluł Polsce w twarz, to tym razem w ogóle nie ma nic wspólnego z Zełenskim - podkreślił. Według niego pokazuje to, że gloryfikacja UPA jest akceptowana w całych ukraińskich elitach, niezależnie od podziałów partyjnych.
Szuchewycz i odpowiedzialność za Wołyń
Rozmówcy przypomnieli, kim był patron planowanego roku. Według Ślubowskiego Szuchewycz osobiście odpowiadał za mordy na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, w których zginęło według szacunków historyków od 80 do 100 tys. osób, i sam wydawał rozkazy.
- On wręcz mówił: należy likwidować Polaków. Polską ludność tam, gdzie jest mieszana, wybierać i likwidować - relacjonował Ślubowski. Celem było zbudowanie państwa jednolitego narodowo poprzez likwidację lub wypędzenie wszystkich, którzy nie byli Ukraińcami.
Dziennikarz zaznaczył, że ukraińska narracja całkowicie pomija ten wątek. W publikacjach UPA przedstawiana jest wyłącznie jako formacja walcząca ze Związkiem Radzieckim. Ślubowski zwrócił też uwagę na długą historię zjawiska: Szuchewycz został uznany za bohatera Ukrainy już w 2007 roku, za prezydentury Wiktora Juszczenki.
Skala upamiętnień jest dziś znaczna. Szuchewycz ma we Lwowie muzeum - zbombardowane, lecz przeznaczone do odbudowy - a w Tarnopolu stadion swojego imienia. Jego nazwisko noszą ulice w Iwano-Frankiwsku i wielu innych miastach. - Pomników Bandery, ulic Szuchewycza, pomników Szuchewycza - tego jest naprawdę mnóstwo. To zabrnęło bardzo, bardzo daleko - stwierdził Ślubowski.
Brak reakcji po stronie ukraińskiej
Obaj rozmówcy zwrócili uwagę na kontrast między reakcjami w obu krajach. W Polsce przeciwko uchwale protestuje cała klasa polityczna - od premiera Donalda Tuska po obóz prezydencki. Na Ukrainie dominuje milczenie.
- Nie ma żadnych informacji z kancelarii prezydenta, od Budanowa czy od samego Zełenskiego, który by to potępił. Ja przejrzałem ukraińskie media - nikt o tym nie pisze - mówił Ślubowski. Jedynym możliwym wyjątkiem, jego zdaniem, jest ewentualna interwencja Poroszenki, który mógł nakłonić swojego współpracownika do chwilowego wycofania decyzji.
Janke uznał całą sytuację za niezrozumiałą z dwóch powodów. Pierwszym jest wiedza historyczna sprawców. - Jeśli to się dzieje we Lwowie, to decyzje podejmują tamtejsi politycy, którzy bardzo dobrze wiedzą, muszą wiedzieć - zaznaczył, odróżniając ich od żołnierzy ze wschodniej Ukrainy, którzy o UPA nie uczyli się w szkołach
Drugim jest brak instynktu samozachowawczego. Janke przypomniał wcześniejszą decyzję Zełenskiego o nadaniu jednej z brygad imienia bohaterów UPA i falę protestów, jaką wywołała. - Wydawało się, że oni to przemyśleli, że zrozumieli, że drażnienie Polski nie jest w ich interesie. A teraz okazuje się, że dzieje się to dalej - powiedział.
Przeciwskuteczność z punktu widzenia Ukrainy
Rozmówcy zgodzili się, że działania te szkodzą samej Ukrainie. - Jeżeli chcą potwierdzać rosyjską narrację o tym, że na Ukrainie panuje faszyzm, to jest jeden z tych elementów - ocenił Ślubowski, przypominając, że UPA była zbrojnym ramieniem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
Janke podkreślił, że Ukraina dysponuje alternatywnymi symbolami. - Mogli sobie wybrać innych bohaterów, chociażby bohaterów tej wojny. Jest masa fantastycznych dowódców, żołnierzy, którzy zginęli, którzy mogli być dzisiaj wielkimi symbolami nowej Ukrainy - mówił. Zamiast tego sięgają po postacie najbardziej kontrowersyjne.
Obaj rozmówcy przyznali się do początkowej naiwności. - Ja to widziałem, byłem tam, ale wydawało się, że to jest margines, coś, co raczej będzie maleć - powiedział Janke. Ślubowski wskazał, że polska klasa polityczna, w tym prezydent Andrzej Duda, przyjęła na początku wojny strategię przemilczania tematu, która okazała się nieskuteczna.
Postulat twardej polityki
Rozmówcy sformułowali konkretne żądania wobec władz. Ślubowski opowiedział się za sankcjami wobec pojedynczych polityków podtrzymujących taką narrację. - Ten pan Szeremeta powinien mieć sankcje, zakaz wjazdu do Polski - stwierdził, postulując również zerwanie partnerskich więzi z miastem Lwów.
Dziennikarz zwrócił uwagę na dwuznaczność sytuacji: na stronie Lwowskiej Rady Obwodowej znajduje się wiele projektów realizowanych wspólnie z Polską. - Albo jedno, albo drugie. Do tej pory było tak i tak, a teraz już się nie da - podsumował.
Obaj odnieśli się do oświadczenia prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka, potępiającego decyzję. Uznali je za zbyt łagodne. - Powinniśmy stawiać ultimatum: albo się z tego wycofujecie, albo zrywamy kontakty - mówił Janke, zaznaczając, że sankcje nie powinny dotyczyć pomocy wojskowej, ponieważ osłabianie Ukrainy nie leży w polskim interesie.
Rozmówcy odwołali się do wcześniejszego precedensu. Silna reakcja Polski na nadanie jednostce imienia bohaterów UPA najpierw wywołała kontrreakcję - odsyłanie orderów - lecz potem skłoniła Zełenskiego do gestów pojednawczych. - Ten język siły twardy może skutkować i powinniśmy niestety tak działać - ocenił Janke.
Ślubowski przytoczył kolejne przykłady, w których ukraińscy politycy, jego zdaniem, działają w oderwaniu od realiów. Wśród nich wskazał wypowiedzi Zełenskiego na forum ONZ dotyczące blokowania zboża oraz ujawnienie informacji o północnokoreańskich jeńcach przekazanych Korei Południowej. - Ukraina nie mogłaby tej wojny prowadzić, gdyby nie pomoc międzynarodowa, głównie z Polski i z Unii Europejskiej - przypomniał.
Kontekst
Sprawa pojawia się w szczególnym momencie. Jak zauważyli rozmówcy, toczą się rozmowy pokojowe z udziałem administracji amerykańskiej, a na Zełenskiego wywierane są naciski, by zaakceptował plan przedstawiony przez Donalda Trumpa.
Rozmówcy podkreślili, że polskie wsparcie dla wysiłku zbrojnego Ukrainy pozostaje w interesie Polski - niezależnie od sporu o historię. Ich zdaniem oba wymiary należy jednak rozdzielić: pomoc militarna powinna trwać, lecz gloryfikacja sprawców zbrodni wołyńskiej wymaga stanowczej, egzekwowalnej reakcji politycznej.