Kancelaria Prezydenta oskarża rząd o siłowe przejęcie Trybunału
Minister w Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki oskarżył rząd Donalda Tuska o "siłowe, brutalne przejęcie" Trybunału Konstytucyjnego, do którego miało dojść w nocy z 30 na 31 października. Na konferencji prasowej przedstawił opinie prawne, które - według Kancelarii - jednoznacznie wskazują na bezprawność działań władzy wykonawczej. Rząd i część środowisk prawniczych przedstawiają jednak odmienną ocenę sytuacji.
"Batalia o polską demokrację"
Bogucki już na wstępie odrzucił medialne określenie "bitwa o Trybunał". Jego zdaniem stawka jest znacznie wyższa. "To nie jest bitwa o Trybunał, tylko dzisiaj w Rzeczypospolitej toczy się batalia o polską demokrację" - oświadczył. Spór dotyczy, jak argumentował, tego, czy władza wykonawcza będzie podlegać kontroli niezależnych organów, czy też uzyska "władzę nieograniczoną, niekontrolowaną".
Minister zakwestionował pogląd, że "prawda leży pośrodku", a cały konflikt to zwykły spór polityczny. "Prawda leży tam, gdzie są fakty. Prawda leży tam, gdzie jest prawo zapisane w Konstytucji" - podkreślił, odrzucając to, co nazwał "zupełnie absurdalnymi interpretacjami tworzonymi na potrzeby chwili".
Według relacji Boguckiego do przejęcia Trybunału doszło w szczególnych okolicznościach. Funkcjonariusze policji mieli wejść do siedziby instytucji, uniemożliwiając wiceprezesowi wejście do budynku. Osoby, które Bogucki określił jako "sędziów elektów" - wybranych przez Sejm, lecz nieposiadających, jego zdaniem, statusu orzeczniczego - miały zostać wprowadzone bocznymi drzwiami od strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Działo się to, jak zaznaczył, "pod osłoną nocy", gdy Polacy odwiedzali groby bliskich, a prezydent Karol Nawrocki leciał z wizytą do Senegalu.
Opinie prawne i stanowiska sądów
Kancelaria Prezydenta dysponuje - jak poinformował Bogucki - dwiema pełnymi opiniami pisemnymi profesorów Ryszarda Piotrowskiego i Jacka Zaleśnego oraz tezami profesor Anny Łabno; oczekuje też na opinię profesor Genowefy Grabowskiej. Wszystkie dotychczasowe stanowiska Bogucki określił jako jednoznaczne: działania osób przebywających w Trybunale są "całkowicie bezprawne".
Minister przytoczył stanowisko pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. "Z najwyższym oburzeniem i stanowczym sprzeciwem przyjmuję informacje o działaniach podjętych dzisiaj" - cytował komunikat, w którym mowa o skierowaniu funkcjonariuszy policji do siedziby Trybunału i uniemożliwieniu wiceprezesowi wejścia do budynku. "W demokratycznym państwie prawnym policja nie może być narzędziem urzeczywistniania woli politycznej aktualnie rządzących" - przywołał dalszy fragment.
Podobne stanowisko zajął, według Boguckiego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego. "Granice podejmowanych przez organy władzy działań stanowią zasady konstytucyjne oraz poszanowanie ludzkiej godności. Granice te zostały przekroczone" - zacytował minister. Podkreślił, że to "nie są słowa polityka", lecz pisemne stanowisko najwyższych przedstawicieli władzy sądowniczej.
Centralnym punktem sporu jest wydane przez Annę Korwin-Piotrowską zarządzenie o przerwie w czynnościach służbowych prezesa i wiceprezesa Trybunału. Bogucki, powołując się na opinię profesora Piotrowskiego, argumentował, że podstawa prawna - artykuł 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych - dotyczy sędziów sądów powszechnych, a kompetencję do zarządzenia takiej przerwy ma wyłącznie prezes sądu lub minister sprawiedliwości. "Pani Korwin-Piotrowska chyba już nie jest prezesem sądu powszechnego, na pewno nie jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego (…) nie jest także ministrem sprawiedliwości" - stwierdził.
Zarzut odpowiedzialności karnej
Minister wskazał, że sędziowie Trybunału podlegają wyłącznie Konstytucji, a minister sprawiedliwości nie sprawuje wobec Trybunału nadzoru administracyjnego. Dopuszczenie stosowania przepisów o sądach powszechnych do sędziów Trybunału byłoby - według cytowanej opinii - niezgodne z zasadą podziału władz i pozbawiałoby Trybunał zdolności wykonywania jego zadań.
Bogucki przywołał również fragment opinii dotyczący możliwej odpowiedzialności karnej. Podjęcie czynności zastrzeżonych dla organów Trybunału przez osobę nieposiadającą statusu sędziego może, jak cytował, stanowić podstawę odpowiedzialności, w tym z artykułu 227 Kodeksu karnego, dotyczącego podawania się za funkcjonariusza publicznego. Minister wspomniał też o możliwości rozważenia dalej idących sankcji z artykułu 128 Kodeksu karnego.
Na poparcie swojej tezy Bogucki powołał się na wypowiedzi osób, których - jak zaznaczył - "trudno posądzić o sympatie wobec obozu prawicy". Przytoczył słowa profesora Marcina Matczaka: "Uważam Bogdana Święczkowskiego za najgorszą osobę do pełnienia funkcji prezesa TK, ale nie ma żadnych podstaw prawnych, żeby zarządzić przerwę w jego czynnościach czy zawieszać go". Odwołał się także do stanowiska Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysława Rosatiego, według którego "w świetle prawa prezesem Trybunału Konstytucyjnego pozostaje Bogdan Święczkowski".
Sporne wejście prezydenta do Trybunału
Bogucki bronił obecności prezydenta Nawrockiego w siedzibie Trybunału. Według jego relacji głowa państwa po powrocie do kraju skonsultowała sytuację z pierwszym prezesem Sądu Najwyższego oraz sędziami Trybunału, a następnie udała się na miejsce, by umożliwić wejście wiceprezesowi. "To była próba (…) umożliwienia organowi Trybunału (…) wykonywania swoich czynności" - stwierdził, odrzucając określenie "wtargnięcie".
Minister opisał również przyjazd do Trybunału, już w nocy, prokuratora w towarzystwie - jak twierdził - nieumundurowanych funkcjonariuszy w kominiarkach, wezwanego telefonicznie przez Macieja Berka. "Czy tak wygląda państwo prawa?" - pytał.
Bogucki zwrócił uwagę na sytuację pięciu sędziów, których określił jako legalnie wybranych i którzy - według niego - nie są wpuszczani do Trybunału. Przytoczył też wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli rządu, w tym słowa premiera: "muszę we wrześniu mieć pewność, że nasi sędziowie wejdą do tego gmachu". Zdaniem ministra świadczą one o wcześniej zaplanowanej akcji. Donalda Tuska nazwał "bezpośrednio odpowiedzialnym" i porównał do "podpalacza, który wzywa do gaszenia pożaru".
Stanowisko strony rządowej i spór o wyjście z kryzysu
Podczas części pytań dziennikarze przedstawili odmienną interpretację wydarzeń. Jeden z reporterów wskazał, że sędziowie zostali wybrani przez - jak określił - "demokratyczny Sejm", oraz że istniejący wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego prezydent mógł wycofać. Bogucki odpowiedział, że dopóki wniosek pozostaje nierozstrzygnięty, prezydent z mocy artykułu 86 ustawy o Trybunale "nie może podejmować czynności dotyczących ślubowania".
Na pytanie o propozycję rozwiązania kryzysu minister wskazał na sobotnie konsultacje prezydenta z klubami i kołami parlamentarnymi. Jak zaznaczył, premier Tusk nie zgłosił chęci rozmowy, a Lewica odmówiła udziału. Bogucki opowiedział się za uchwaleniem ustawy przewidującej wybór sędziów Trybunału większością kwalifikowaną oraz za "uzdrowieniem" instytucji.
Pojawił się również zarzut ze strony klubu Centrum dotyczący "nieuprawnionego wkroczenia" pracowników Kancelarii Prezydenta na teren Trybunału oraz pytania o ewentualne naruszenie nietykalności sędziów. Bogucki konsekwentnie utrzymywał, że to osoby przebywające w budynku działały bezprawnie. Zapytany o zapowiadane zawiadomienie do prokuratury, stwierdził, że sprawa jest "głęboko analizowana", a prokuratura powinna działać z urzędu.
Kontekst dyplomatyczny i szersze tło
Do konferencji dołączył minister Marcin Przydacz, który poinformował o rezygnacji - jak podał - trzeciego ambasadora w ramach protestu: stałego przedstawiciela RP przy ONZ, a wcześniej ambasadorów Jakuba Kumocha i Pawła Solocha. Przydacz ocenił, że wydarzenia wokół Trybunału odbijają się szerokim echem w mediach międzynarodowych i szkodzą wizerunkowi Polski.
Odnosząc się do zarzutów ministra Radosława Sikorskiego, jakoby prezydent naciskał na ambasadorów, Przydacz zacytował zaprzeczenie Kumocha: "to była moja decyzja, nigdy nie rozmawiałem o tym z prezydentem Rzeczypospolitej, nikt na mnie nie naciskał".
W odpowiedziach na dalsze pytania Bogucki nie potwierdził doniesień o możliwym wprowadzeniu stanu wyjątkowego ani o ewentualnym orzeczeniu przerwy w sprawowaniu urzędu przez prezydenta. Zaznaczył jednak, że "żadnego scenariusza przy tym rządzie wykluczyć nie można". Pytany o spotkanie z Grzegorzem Braunem, bronił zasady rozmów ze wszystkimi ugrupowaniami posiadającymi "legitymację demokratyczną".
Konferencja ujawniła głęboki spór ustrojowy, w którym obie strony - Kancelaria Prezydenta oraz rząd - przypisują sobie nawzajem naruszenie prawa i Konstytucji. Kancelaria opiera swoje stanowisko na opiniach prawnych i stanowiskach prezesów najwyższych sądów; strona rządowa, reprezentowana w pytaniach dziennikarzy, powołuje się na demokratyczną legitymację wyboru sędziów przez Sejm oraz na istniejące procedury. Rozstrzygnięcie sporu - w tym kwestia statusu prezesa Trybunału i ślubowania sędziów - pozostaje otwarte.