Policja w centrum sporu o Trybunał. „Politycy sieją wiatr”
Awantura pod Trybunałem Konstytucyjnym postawiła policję w centrum konfliktu politycznego, w którym - zdaniem byłego rzecznika komendanta głównego Mariusza Sokołowskiego - formacja pełni rolę „najsłabszego ogniwa”, obarczanego odpowiedzialnością za decyzje polityków. W rozmowie z Kamilą Baranowską na Kanale Otwartym inspektor w stanie spoczynku ocenił kulisy piątkowej interwencji, sporne pismo o uzbrojeniu prewencji oraz ryzyka związane z nadchodzącym 11 listopada.
„Policja zbiera burzę, którą sieją politycy”
Sokołowski od początku rozmowy oddzielił działanie policyjne od politycznego. „Jest takie stare powiedzenie: kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Tutaj jest trochę inaczej. Politycy sieją wiatr, a policja zbiera tę burzę, która jest nad jej głowami” - powiedział.
Jego zdaniem funkcjonariusze stojący pod Trybunałem wykonywali jedno z najtrudniejszych zadań: utrzymanie porządku między zwaśnionymi grupami. „Nie jest rolą policji wchodzenie w politykę, nie jest rolą policji rozwiązywanie tego sporu. Rolą policji jest zapewnienie porządku i niedopuszczenie do tego, żeby komukolwiek coś się stało” - podkreślił.
Były rzecznik zwrócił uwagę na powtarzalność zarzutów. „Ta policja dzisiaj Tuska jeszcze kilka lat temu była policją Jarosława Kaczyńskiego. Te same zarzuty padały wobec często tych samych funkcjonariuszy” - zaznaczył, dodając, że zapowiedzi „wyciągania konsekwencji” wobec umundurowanych, najczęściej młodych ludzi są „wyrazem nieodpowiedzialności” tych, którzy do sytuacji doprowadzili.
Prezydent przed kordonem. „Złamano procedury”
Najmocniejsze emocje budzi obraz prezydenta niewpuszczanego przez policjantów. Sokołowski przyznał, że patrzy na to „z zaniepokojeniem”, lecz odpowiedzialnością obarczył sposób zorganizowania wizyty, a nie funkcjonariuszy.
„Wszelkie procedury dotyczące wizyty prezydenta w takim miejscu zostały złamane” - ocenił. Jego zdaniem tego typu obecność powinna zostać uzgodniona wcześniej między Służbą Ochrony Państwa a policją. „Ja z przerażeniem patrzę, jak prezydent przeciska się czy to przez policjantów, czy przez sędziów Trybunału. Przecież on powinien mieć utorowaną drogę, a jego wizyta powinna być dograna od początku do końca”.
Były rzecznik wskazał na dylemat funkcjonariuszy, którzy otrzymali polecenie niewpuszczania nikogo. „Jeżeli policjanci dostają odcinek do zabezpieczenia i mają informację: nie wpuszczamy nikogo, stoicie - to nikogo nie mają wpuścić”. Prezydent - zaznaczył - dysponuje „olbrzymim wachlarzem możliwości” wejścia na dany teren, ale nie powinien przeszkadzać policjantom w wykonywaniu zadań, zwłaszcza że wprowadzanie osób „za plecy” kordonu narusza taktykę i bezpieczeństwo samych funkcjonariuszy.
Sokołowski wskazał głębsze źródło kryzysu - brak zaufania między stronami. Prezydent, będący „w kontrze do tego rządu”, mógł nie chcieć uzgadniać wjazdu z ministrem spraw wewnętrznych, obawiając się odmowy. „Rozmawiamy o policji, a policja ma za to oberwać w takiej sytuacji, że oni się nie dogadują. To policja będzie tym najsłabszym ogniwem tej całej sytuacji” - stwierdził.
Spór o uzbrojenie prewencji
Rozmowa dotknęła pisma zastępcy komendanta głównego Tomasza Michułki z 29 października, opisanego przez „Rzeczpospolitą”. Dokument miał nakazywać utrzymanie oddziałów prewencji w gotowości od 2 do 8 listopada, z wyposażeniem obejmującym m.in. pistolety maszynowe, broń gładkolufową oraz sprzęt noktowizyjny i termowizyjny.
Sokołowski stanowczo oddzielił ten dokument od wydarzeń pod Trybunałem. „Ja w ogóle nie łączyłbym tego pisma z wydarzeniami przed Trybunałem Konstytucyjnym” - powiedział. Argumentował, że gdyby sprzęt miał służyć planowanej operacji, polecenie wydano by natychmiast, a nie z datą obowiązywania od 2 listopada. „Policja nie używa takiego sprzętu do manifestacji, do zgromadzeń. To nie jest potrzebne”.
Były rzecznik przypomniał, że broń długa od lat znajduje się w magazynach oddziałów prewencji na wypadek sytuacji szczególnych. „Sam pamiętam, będąc studentem Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie, że mieliśmy na wyposażeniu broń długą, ale ona była tylko na ćwiczenia zabierana, na ściśle określone sytuacje”. Jako możliwy kontekst wskazał zagrożenie zewnętrzne: „Cały czas jesteśmy w sytuacji, kiedy za naszą wschodnią granicą toczy się wojna”.
Odnosząc się do anonimowych relacji policjantów, według których uzbrojenie miało przygotować służby na „poważne działania pododdziałów zwartych” i duże protesty, Sokołowski zakwestionował ich wiarygodność. „To ja już widzę w tym politykę, a nie działanie policyjne” - ocenił, zwracając uwagę, że prewencja nigdy nie zajmowała się dywersją, choć broń długą posiada. Przyznał zarazem, że część informacji może pozostawać niejawna ze względów bezpieczeństwa, co „sprzyja spekulacjom”.
Timing interwencji i brak przygotowania
Prowadząca zwróciła uwagę, że akcja pod Trybunałem na dzień przed okresem wzmożonej gotowości mogła nie być najlepiej dobrana w czasie. Sokołowski uznał ten argument za kolejny dowód braku wcześniejszego planowania.
Wskazał, że przełom października i listopada to czas najintensywniejszej pracy funkcjonariuszy przy cmentarzach. „Ci policjanci z oddziału prewencji byli już zadaniowani do określonych miejsc. I nagle jest informacja, że ich się nie wykorzysta - to dla poszczególnych komend jest mega problem”.
Za argument przeciw tezie o przygotowanej operacji uznał również warunki, w jakich stali funkcjonariusze - wielogodzinną służbę, problemy z dostępem do jedzenia i wody, przypadki omdleń. „To znowu są argumenty za tym, że ta akcja nie była przygotowana w żaden sposób. Że nagle tych ludzi w trybie alarmowym trzeba było ściągnąć na miejsce”.
Dokumentacja poleceń i granice odmowy rozkazu
Sokołowski odniósł się do krążących w sieci wzorów oświadczeń, którymi funkcjonariusze mieliby domagać się poleceń na piśmie. Uznał to za próbę destabilizacji formacji. „Naprawdę wielu osobom zależy na tym, żeby zdestabilizować tę formację, żeby ta formacja nie wykonywała zadań”.
Wyjaśnił, że dokumentowanie poleceń odbywa się systemowo. „Dokumentacja takich poleceń jest zbierana w trakcie całej operacji. To jest wszystko nagrywane od początku do końca. I tu nie ma potrzeby, żeby ktoś biegał z oświadczeniem: podpisz mi jedno czy drugie”.
Policjant może odmówić wykonania rozkazu wyłącznie wtedy, gdy stanowi on przestępstwo. W sytuacji zgłoszenia o zagrożeniu życia lub zdrowia - jak przy Trybunale, gdzie wpłynęły pisma sędzi deklarującej przejęcie kierowania oraz prokuratora generalnego - rola prewencyjna policji nakazuje obecność na miejscu. Pytany, czy pamięta przypadek odmowy wykonania rozkazu w sprawie publicznej, odparł: „Nie, nie przypominam sobie takiej sytuacji”.
Interwencja przy cmentarzu i zasady legitymowania
Osobnym wątkiem była interwencja wobec męża dziennikarki, zakończona skuciem i powaleniem na ziemię. Sokołowski, zastrzegając brak dostępu do dokumentacji, przypomniał mechanizm eskalacji. „Za naruszenie zakazu ruchu się nie skuwa. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś nie poddaje się poleceniom policyjnym”.
Wyjaśnił, że bierny opór - odmowa podania danych i współpracy - daje podstawę do doprowadzenia do jednostki i zastosowania środków przymusu, w tym kajdanek. „Gdyby ta osoba się wylegitymowała, zakończyłoby się spisaniem danych i prawdopodobnie mandatem. I koniec interwencji”.
Były rzecznik zaapelował o stosowanie się do poleceń funkcjonariuszy, a ewentualne zastrzeżenia zgłaszanie w skardze lub zawiadomieniu. Jednocześnie prowadząca zwróciła uwagę, że eskalacja bywa obustronna i część sytuacji dałoby się rozładować „przy odrobinie dobrej woli, pewnie też ze strony policji”.
11 listopada i kryzys zaufania
Pytany o Marsz Niepodległości, Sokołowski nie krył obaw. „Z niepokojem patrzę na 11 listopada, a to dlatego, że słucham wypowiedzi polityków, którzy podgrzewają atmosferę”. Odniósł się do słów jednego z posłów PiS o konieczności „walki o niepodległość”: „My nie musimy walczyć. Można manifestować w sposób, który pokaże siłę, a jednocześnie nie będzie wiązał się z łamaniem prawa”.
Teorię o „prowokacji policyjnej” nazwał „głupotą”. „Proszę mi pokazać jedną sytuację, która dotyczyła prowokacji policyjnej, gdzie policjanci eskalowaliby zachowanie tłumu. Nazywanie rzeczy po imieniu - czyli zachowanie chuligańskie jest zachowaniem chuligańskim, a nie prowokacją ze strony policji”.
Odnosząc się do zaufania do formacji, wskazał na głęboką polaryzację. Jak zauważył, ci, którzy niedawno powtarzali hasło „murem za polskim mundurem”, dziś mówią to samo, „ale z wyjątkami”. Zaznaczył jednak, że w ostatnich latach ocena pracy policji oraz zainteresowanie służbą rosły, po wcześniejszej zapaści kadrowej wywołanej - jego zdaniem - upolitycznieniem. Wyraził obawę, że obecne wydarzenia mogą ponownie zniechęcić młodych kandydatów: „Po co mi nadstawiać głowę?”.
Rozmowa wpisuje się w szerszy spór o status Trybunału Konstytucyjnego, w którym obie strony konfliktu - prezes Bogdan Święczkowski oraz sędzia deklarująca przejęcie kierowania instytucją - rościły sobie prawo do ochrony. Sokołowski konsekwentnie apelował o pełne, choć wymagające czasu, wyjaśnienie decyzji dowódczych oraz o docelowe uniezależnienie policji od wpływów politycznych: „Chrońmy tę policję od działań polityków. Za jakiś czas dowiemy się, kto i jaką decyzję podjął”.