Koniec łatwego wzrostu. Polsce kurczą się zasoby pracy
Polska gospodarka traci dwa fundamenty dotychczasowego rozwoju: rezerwy surowcowe oraz zasoby pracy. Jak ocenił w programie „Biznes Otwarty” na Kanale Otwartym Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, w rozmowie z Pawłem Blajerem, liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie z 21,5 mln do 13 mln, a nowe przepisy o umowach B2B obowiązujące od lipca mogą dodatkowo zniechęcić pracodawców do zatrudniania. Eksperci ostrzegają, że bez wzrostu inwestycji i wydajności pracy kraj nie utrzyma tempa wzrostu gospodarczego.
Wyczerpana rezerwa demograficzna
Przez ostatnie dwie dekady polska gospodarka rozwijała się w dużej mierze dzięki rosnącej liczbie pracujących. Z przeciętnego wzrostu rzędu 3-4 proc. rocznie około jednego punktu procentowego - od jednej czwartej do jednej trzeciej całości - wynikało z tego, że pracę podejmowało coraz więcej ludzi.
Źródłem tej dynamiki była ogromna niewykorzystana rezerwa. W 2004 roku bezrobocie według metodologii BAEL wynosiło 20 procent, dziś spadło do około 3 procent. Jednocześnie na rynek pracy wchodziły wyjątkowo liczne roczniki.
- W latach 1982-1984 rodziło się ponad 700 tys. dzieci. Dzisiaj rodzi się niecałe 240 tys. - zwraca uwagę Sobolewski. Te roczniki wchodziły na rynek pracy mniej więcej w momencie akcesji do Unii Europejskiej, tworząc rezerwę, która napędzała produkcję.
Ta rezerwa została już wyczerpana. - Wycisnęliśmy jak cytrynę do dnia dzisiejszego - podsumowuje ekonomista. W efekcie Polska nie dysponuje dziś prostymi rezerwami na rynku pracy, a jej surowce - miedź, gaz ziemny czy węgiel - nie wystarczą, by zbudować potęgę na wzór krajów Zatoki Perskiej.
Inwestycje jako akt kalkulacji
Odpowiedzią na kurczące się zasoby ma być wzrost inwestycji i wydajności pracy. Sobolewski podkreśla jednak, że inwestycje nie ruszają „z magicznych powodów”.
- To nie jest akt odwagi w firmach. To jest akt kalkulacji - mówi. Decyzje zapadają tam, gdzie zwrot z projektu przekracza koszt jego finansowania z określoną pewnością biznesową. Gdy regulacje, koszty i dostępność zasobów pozostają niepewne, a stopy procentowe zmieniają się skokowo - „wczoraj 7, dzisiaj 3, za chwilę nie wiadomo ile” - firmy się wstrzymują.
Problem w tym, że Polska buduje z głębokiego dołka. Dziś w wieku produkcyjnym jest 21,5 mln osób, w szczycie było 22 mln, a prognozowany poziom to 13 mln. Przy takim spadku produkcja musi oprzeć się na wzroście wydajności pracy.
Rozmówca wskazuje dwie drogi. Pierwsza to intensywne inwestycje w kapitał, automatyzację i roboty zastępujące kurczącą się siłę roboczą - model, który od dekad realizuje Japonia, lider automatyzacji, utrzymujący PKB na stabilnym poziomie mimo kurczącej się liczby pracowników.
Pracochłonna struktura gospodarki
Polska nie jest w idealnym punkcie wyjścia do technologicznego przełomu. - Nie jesteśmy krajem, który rozwija technologie na granicy technologicznej - zauważa ekspert. Przez lata ton w automatyzacji przemysłowej nadawały Japonia i Niemcy, czyli kraje odczuwające niedobór pracowników.
Polska struktura przemysłu i usług opiera się na branżach pracochłonnych: stolarce, meblach, oknach i drzwiach, a nie na półprzewodnikach czy telefonach komórkowych. Do tego dochodzi duże rolnictwo i przetwórstwo spożywcze.
- Pewnie stopniowo Polska z tego jakoś wyjdzie, ale nam to zajmie 30 albo 40 lat - prognozuje rozmówca. Zmiana z pozycji montowni i pracochłonnego kraju usługowego w regionalny hub finansowy czy technologiczny nie wydarzy się z dnia na dzień.
Bierni zawodowo i osoby po pięćdziesiątce
Niskie bezrobocie rejestrowane nie oddaje całego obrazu rynku. Z badania BAEL wynika, że aktywnych zawodowo jest 17,8 mln osób: 17,2 mln pracujących i 574 tys. bezrobotnych w drugim kwartale. Poza tą grupą pozostaje 12,5 mln osób biernych zawodowo w wieku 15-89 lat.
W tej grupie są przede wszystkim uczniowie i emeryci, ale też osoby, które z różnych przyczyn nie szukają pracy. Jak zaznacza ekspert, osoby utrzymujące się z dochodów bez konieczności pracy stanowią margines.
Szczególnym problemem pozostaje sytuacja osób po pięćdziesiątce. - Spotykam bardzo często osoby 50+, które mówią, że chciałyby jeszcze dłużej pracować, ale pracodawca je zwolnił przed okresem ochronnym - relacjonuje rozmówczyni. Jej zdaniem sam mechanizm ochronny działa odwrotnie do zamierzeń: - On nie chroni, tylko stygmatyzuje. Pracodawcy obawiają się zatrudniać osoby zbliżające się do wieku ochronnego, bo tracą możliwość rezygnacji z nich.
Dyskusja o aktywnym starzeniu się, zapoczątkowana w 2002 roku przez profesora Jerzego Hausnera i kontynuowana później przez ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza, została - według rozmówczyni - zahamowana przez kryzysy i pandemię. - To nie jest dobre - ocenia.
Demografia jest nieubłagana, choć zmiany zachodzą stopniowo. - Z dekady na dekadę te zmiany są po prostu ogromne - podkreśla ekspertka. Pracodawcy wciąż zakładają, że za zwolnionego pracownika łatwo znajdą następcę, podczas gdy młodych na rynku jest coraz mniej.
Rynek IT w fazie wzrostu
W sektorze technologicznym rozmówcy dostrzegają sygnały ożywienia. Po spadkach i stagnacji liczba ogłoszeń rekrutacyjnych rośnie - ogółem o około 4 proc., a w IT o około 9 proc. W czerwcu na wszystkich portalach pracy pojawiło się 257 tys. nowych ofert.
Polscy programiści, zwłaszcza specjaliści od backendu, są cenieni za poziom wykształcenia i znajomość języka angielskiego. Rosnące koszty pracy skłaniają jednak część firm do poszukiwania alternatyw - wymieniane są Rumunia, Indie, a ostatnio Egipt. - Są tacy, którzy wracają, kiedy sprawdzą kompetencje i opłacalność - zastrzega rozmówca. Brakuje natomiast rodzimych firm produktowych, tworzących własne produkty zamiast pracy na zlecenie podmiotów zagranicznych.
Obawy wokół przepisów o B2B
Najwięcej niepokoju budzą przepisy obowiązujące od lipca, zakładające współpracę Państwowej Inspekcji Pracy z ZUS, KAS i systemem KSeF. - Nie uwierzę, aż dotknę w to, że będzie lepiej - mówi jeden z rozmówców, przewidując nasilenie kontroli.
Dostęp do danych z KSeF i JPK pozwala łatwo wytypować firmy wystawiające po jednej fakturze lub podmioty obsługiwane przez wielu jednoosobowych wykonawców. - Najbardziej boję się, że za rok, jeśli rzeczywiście uderzą tymi kontrolami, to sparaliżuje pracodawców przed zatrudnianiem - ostrzega. Niektóre firmy już się wycofały.
Przekształcenie umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę rodzi ryzyko nadużyć. Prawnik tłumaczy, że przepisy wprost zabraniają rozwiązania tak ustalonej umowy z powodu działań pracownika lub inspekcji. Pracodawca może jednak wskazać inną przyczynę - redukcję etatów czy spóźnienia.
- Będziemy badać to, co rzeczywiście stało za decyzją o rozwiązaniu umowy - zaznacza. Jeśli pracownik wykaże, że prawdziwym powodem było przekształcenie na mocy decyzji PIP, zostanie przywrócony do pracy lub otrzyma odszkodowanie.
Obraz, jaki wyłania się z rozmowy, łączy wyzwanie strukturalne z regulacyjnym. Kurcząca się populacja w wieku produkcyjnym wymusza przejście z modelu opartego na liczbie pracujących na model oparty na wydajności i inwestycjach. Jednocześnie niepewność prawna - od stóp procentowych po egzekwowanie przepisów o B2B - pozostaje głównym hamulcem decyzji, które miałyby tę transformację sfinansować.