Powrót

Kryzys polsko-ukraiński narasta. Bogucki na liście Mirotworca, Kuleba wzywa do izolacji Polski

Na dwa dni przed 82. rocznicą apogeum rzezi wołyńskiej stosunki między Warszawą a Kijowem osiągnęły najgłębszy kryzys od wybuchu wojny. Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryło Budanow zapowiedział, że spodziewa się „eskalacji ze strony Polski”, szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki trafił na listę Mirotworca, a były minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba wezwał w telewizji do dyplomatycznej izolacji Polski. O skali napięcia i jego przyczynach dyskutowali dziennikarze Igor Janke i Grzegorz Ślubowski.

Budanow stawia Polskę w jednym rzędzie z Rosją

W wywiadzie, do którego odnieśli się publicyści, Budanow - dziś szef kancelarii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego - porównał Polskę do Rosji. Jego przekaz sprowadzał się do tezy, że skoro Rosja nie zdołała narzucić Ukrainie swojej woli, tym bardziej nie zrobi tego słabsza od niej Polska.

„Znaczy, że my jesteśmy też jako kraj wrogi. Tak, tak to można chyba odczytać” - komentował Janke. Ślubowski określił wypowiedź ukraińskiego generała jako „kuriozum”, wskazując, że pochodzi ona od człowieka stojącego na czele kluczowej instytucji państwa ukraińskiego.

Wypowiedź Budanowa nie jest odosobniona. Według rozmówców w ukraińskiej debacie publicznej narasta ostra antypolska narracja, prowadzona zarówno przez czynnych, jak i byłych wysokich urzędników państwowych.

Bogucki na liście Mirotworca

Za najpoważniejszy sygnał eskalacji dziennikarze uznali wpisanie ministra Zbigniewa Boguckiego, szefa Kancelarii Prezydenta RP, na listę Mirotworca - kontrowersyjnej ukraińskiej bazy określanej mianem „listy wrogów Ukrainy”.

„To jest skandal” - ocenił Ślubowski. Jak wyjaśnił, Mirotworec formalnie nie podlega ukraińskiemu rządowi i funkcjonuje jako inicjatywa społeczna zapoczątkowana przez jednego z deputowanych. W praktyce jednak wpis na nią oznacza realne konsekwencje: „to są ludzie, którzy później mają problemy z wjazdem na Ukrainę”. Na liście dominują Rosjanie oraz Ukraińcy oskarżani o kolaborację z Rosją.

Ślubowski przypomniał, że Bogucki od początku wojny osobiście angażował się w pomoc Ukrainie i publikował zdjęcia z transportów sprzętu. „To już nie jest tak, że te emocje gdzieś tam samoczynnie działają, tylko to jest moim zdaniem celowe działanie” - podkreślił.

Kontekstem wydarzeń jest decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu orderu ukraińskiemu ambasadorowi Wasylowi Bodnarowi oraz kolejnym urzędnikom. Zdaniem Jankego reakcja strony ukraińskiej była zawczasu przygotowana: „Nawrocki zapowiedział to dwa tygodnie wcześniej. Także oni sobie przygotowali tę odpowiedź”.

Kułeba: celem powinna być izolacja Polski

Kolejnym elementem układanki jest wywiad byłego szefa ukraińskiej dyplomacji Dmytra Kułeby. Jak relacjonował Ślubowski, były minister spraw zagranicznych Ukrainy w czasie wojny stwierdził w ukraińskiej telewizji, że polityka Kijowa powinna zmierzać do izolacji Polski przez zawieranie porozumień z Niemcami, Holandią i innymi państwami europejskimi, aby móc naciskać na Warszawę.

„Kolejny wysoki, no były już wysoki urzędnik państwowy, który pokazuje, że Polska dla niego jest dzisiaj krajem wrogim” - komentował Ślubowski.

Janke wskazał także na skoordynowaną aktywność w mediach społecznościowych. Jak relacjonował, obserwowane przez niego wcześniej konta ukraińskich publicystów działających w Stanach Zjednoczonych - dotąd rzetelnie relacjonujących wojnę - „nagle zaczęły straszną antypolską jazdę”. Zdaniem publicysty świadczy to o sprawnej sieci wpływu: „Widać, jak oni mają zorganizowaną tę sieć, jaką ilość influencerów”.

Punkt zwrotny: patronat „Bohatera UPA”

Dziennikarze próbowali zrekonstruować moment, w którym doszło do przełomu. Powołując się na relacje reportera Mateusza Lachowskiego, Janke przypomniał, że kryzys mógł zostać wywołany decyzją Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych nazwy „Bohatera UPA”. Zdaniem Lachowskiego prezydent Ukrainy miał podpisać dokument bez pełnej świadomości jego politycznych konsekwencji, po czym - w obliczu polskiej reakcji - zdecydował się na eskalację.

Ślubowski przywołał także szerszą tendencję: „popularność UPA na Ukrainie bardzo wzrosła w czasie wojny”. Jako przykład podał odwołanie we Lwowie koncertu pianistycznego imienia Ignacego Jana Paderewskiego, którego organizatorzy uznali za polityka odmawiającego Ukrainie niepodległości w 1918 roku. Wskazał również na wywieszenie banderowskiej flagi przed siedzibą mera Lwowa Andrija Sadowego.

Zdaniem Ślubowskiego chodzi o proces głębszy niż spór polityczny: „Ukraińcy, którzy głównie orientowali się przeciwko Rosji, budowali swoją państwowość, określając się w przeciwieństwie do Polski”. W tej narracji - szczególnie silnej na zachodzie Ukrainy - historia I i II Rzeczypospolitej opisywana jest jako opowieść „o kolonizacji, o dyskryminacji, o tym, jak byli uciskani”.

Świadectwa Polaków pomagających Ukrainie

O skali zmiany nastrojów świadczą relacje osób osobiście zaangażowanych w pomoc Ukrainie. Janke zacytował wpis znajomego, który od początku wojny dostarczył na Ukrainę ponad 350 samochodów terenowych:

„Przez ponad cztery lata na Ukrainie nie spotkałem ani jednej osoby wrogo nastawionej do Polski i do Polaków. Wręcz przeciwnie, ogromna większość jest do nas bardzo pozytywnie nastawiona (…). Jestem w szoku”.

Zdaniem Janke zjawisko ma wymiar psychospołeczny - długotrwałe zmęczenie wojną i skumulowane emocje spowodowały gwałtowne przestawienie nastrojów po obu stronach granicy. Publicysta zwrócił uwagę, że mechanizm działa symetrycznie: politycy w Warszawie i Kijowie licytują się w twardym języku, bo widzą, jak zmieniają się sondaże.

Interes strategiczny kontra polityczna koniunktura

Obaj dziennikarze zgodzili się, że obecny kurs jest sprzeczny ze strategicznymi interesami obu państw. „Nie przeniesiemy Ukrainy do Ameryki Południowej. To będzie nasz sąsiad, a my będziemy sąsiadem Ukrainy” - podkreślił Janke.

Publicysta zwrócił uwagę, że asymetria zależności działa na niekorzyść Kijowa: „My sobie damy radę bez Ukrainy. Ale Ukraina bez Polski (…) - każda decyzja, która będzie zapadać w świecie zachodnim dotycząca Ukrainy, będzie jakoś z Polską konsultowana”. Odbudowa powojenna, inwestycje i pomoc zachodnia w znacznej części będą przechodzić przez polskie terytorium.

Ślubowski zgodził się z tezą o strategicznym znaczeniu współpracy, ale wskazał na ograniczenia demokracji: „W kraju demokratycznym nie można budować strategii wbrew społecznym emocjom”. Jego zdaniem polscy politycy - od premiera Donalda Tuska po prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego - „płyną z wiatrem”, dostosowując retorykę do sondaży.

Spór o aktualność doktryny Giedroycia

Rozmowa przeszła w polemikę wokół założeń polskiej polityki wschodniej. Janke bronił aktualności doktryny Jerzego Giedroycia i Juliusza Mieroszewskiego - tezy, że nie ma bezpiecznej Polski bez wolnej i niezależnej Ukrainy, Białorusi i Litwy.

„W naszym interesie jest, żeby między Polską a Rosją był bufor, który normalnie funkcjonuje, który jest trudny do najechania” - argumentował. Wskazał także na konieczność aktywnej polityki wobec Białorusi: „Historia się nie kończy. Białoruś jeszcze powinna być polem walki”.

Ślubowski wyraził wątpliwości: „Może ten pomysł jest nierealny do zrealizowania, dlatego że powstająca Ukraina, która jest państwem sięgającym po tradycje nacjonalistyczne, automatycznie obraca się przeciwko Polsce”. Dziennikarz przywołał alternatywną - piastowską - koncepcję Romana Dmowskiego, opartą na zwartym państwie narodowym opierającym bezpieczeństwo na sojuszu z Zachodem, przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi.

Bilans 30 lat polskiej polityki wschodniej

Janke ocenił, że przez trzy dekady Polska nie zbudowała realnego wpływu na ukraińskie elity: „Nie otwieraliśmy think tanków, nie wprowadzaliśmy swoich ludzi na uniwersytety, nie wydawaliśmy książek, nie opowiedzieliśmy Ukraińcom historii o Wołyniu, licząc na to, że oni sami sobie ją opowiedzą”.

Publicysta porównał polską pasywność z niemiecką ekspansją miękkiej siły w Polsce po 1990 roku: „Oni wpłynęli, zbudowali sobie tutaj dużą część przyjaznych polskich elit”. Za pozytywne wyjątki uznał politykę prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego, zwłaszcza w okresie pomarańczowej rewolucji, „tylko za tym nie szły następne kroki”.

Rozmówcy zgodzili się, że w obliczu obecnego kryzysu Polska powinna reagować twardo - nie ustępować symbolicznie, lecz stosować realne instrumenty nacisku, w tym w ramach Unii Europejskiej. Janke zastrzegł jednocześnie, że pomoc wojskowa dla Ukrainy nie powinna być wstrzymywana, ponieważ leży to w interesie Polski.

Kontekst: rocznica, która wzmocni napięcie

Kryzys narasta w cieniu zbliżającej się 11 lipca 82. rocznicy krwawej niedzieli - apogeum ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na ludności polskiej Wołynia w 1943 roku. W wielu polskich miastach zapowiedziane są obchody, według rozmówców „tak spektakularne jak nigdy dotąd”.

Za dwa dni Polska i Ukraina staną wobec testu, w którym historyczna pamięć zderzy się z aktualną polityką. Sygnały płynące z Kijowa - wypowiedź Budanowa, wpisanie Boguckiego na Mirotworca, apel Kułeby o izolację Polski oraz rosnąca popularność banderowskiej ikonografii - wskazują, że strona ukraińska nie zamierza łagodzić napięcia. Pytanie, czy w Warszawie i Kijowie znajdą się politycy zdolni myśleć w perspektywie dłuższej niż najbliższy sondaż, pozostaje otwarte.