Kryzys w Kiszyniowie i Bukareszcie. Polska jako punkt odniesienia
Mołdawia i Rumunia zmagają się jednocześnie z poważnymi kryzysami politycznymi. W Kiszyniowie do dymisji podał się premier Alexandru Munteanu po serii afer korupcyjnych i nepotycznych sięgających otoczenia prezydent Mai Sandu. W Bukareszcie od ponad dwóch miesięcy nie udaje się powołać nowego rządu, a kraj tkwi w kryzysie gospodarczym. Sytuację obu państw analizuje Kamil Całus z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Dymisja premiera Mołdawii i afera w Mold ATSA
Alexandru Munteanu ogłosił rezygnację za pośrednictwem mediów społecznościowych, tłumacząc, że nie może dalej wykonywać obowiązków zgodnie z własnymi przekonaniami. Stanowisko piastował zaledwie osiem miesięcy - objął je po wyborach parlamentarnych z września ubiegłego roku.
Oficjalne powody nie zostały ujawnione, ale komentatorzy łączą dymisję z serią skandali. Najgłośniejszy dotyczy Mold ATSA - Mołdawskiego Urzędu Nadzoru Lotniczego. Dziennikarze śledczy „Ziarul de Gardă” ustalili, że jego dyrektor Dumitru Vangheli zarabiał pięcio - lub sześciokrotność średniej krajowej, a jednocześnie sfałszował CV. Twierdził między innymi, że ma uprawnienia pilota i doświadczenie w pilotowaniu samolotów. W rzeczywistości, jak relacjonował znajomy dyrektora, latał wyłącznie na symulatorze Microsoft Flight Simulator, a z lotnictwem miał kontakt jedynie przy obsłudze naziemnej i cateringu.
Vangheli zatrudnił też w spółce swoją partnerkę na pensję wielokrotnie przekraczającą średnią krajową. Tłumaczył, że w momencie zatrudnienia nie była już jego dziewczyną, ponieważ miał inną. Wcześniej podawał się fałszywie za wnuka Spiridona Vangheliego, popularnego autora bajek dla dzieci.
Nepotyzm w otoczeniu prezydent Sandu
Śledztwo ujawniło, że w tej samej spółce pracuje również pani Taburcean - kuzynka prezydent Mai Sandu. Została zatrudniona jako rzeczniczka bez wymaganego konkursu, z pensją siedmio lub ośmiokrotnie przekraczającą średnią krajową.
Uderzenie w wizerunek obozu prozachodniego jest tym silniejsze, że partia PAS uczyniła z walki z korupcją, deoligarchizacji i likwidacji układów rodzinno-korupcyjnych swój sztandar polityczny. Ujawniono również, że sam Vangheli tuż po objęciu stanowiska we wrześniu 2025 roku przekazał 40 tysięcy lejów mołdawskich (około 10 tysięcy złotych) na konto PAS. Do dymisji podał się także szef agencji mienia publicznego odpowiedzialnej za oba konkursy.
Rekomendacji Vangheliemu udzielił Radu Marian, wysoki rangą polityk PAS, do niedawna przewodniczący komisji gospodarki, budżetu i finansów. Jak ustalono, obaj wychowywali się na jednym podwórku.
Drugi front: blokowana reforma fiskalna
Zdaniem Całusa dymisja Munteanu ma prawdopodobnie także drugie źródło. Premier, z zawodu ekonomista i biznesmen z doświadczeniem w Stanach Zjednoczonych oraz na Ukrainie, chciał wprowadzić reformę podatkową: obniżkę PIT z 12 do 7 procent, obniżkę składki zdrowotnej oraz likwidację obniżonych stawek VAT dla produktów wrażliwych społecznie, takich jak chleb, leki i energia.
Reformie sprzeciwiała się część PAS. „Opór przeciwko tej potrzebnej reformie sprawił, że Munteanu po prostu postanowił odejść” - ocenia analityk. Mołdawska gospodarka od kilku lat pozostaje w stagnacji; w ubiegłym roku odnotowała wzrost na poziomie niecałych 3 procent, a budżet państwa funkcjonuje przede wszystkim dzięki wsparciu Zachodu.
Całus nie spodziewa się przedterminowych wyborów. PAS zachowuje większość, a nowy premier zostanie prawdopodobnie mianowany w ciągu najbliższych tygodni. Wśród kandydatów wymieniany jest biznesmen Vasile Tofan o poglądach libertariańskich. Wewnątrz partii narastają jednak podziały - część działaczy krytykuje umiarkowanie demokratyczny model podejmowania decyzji w wąskim gronie zbliżonym do prezydent Sandu, nazywanym przez nich „zakonem”.
Rumunia bez rządu i bez wyjścia
Równolegle Rumunia trwa w kryzysie politycznym od kwietnia. Rząd upadł na początku maja, a od 1 lipca do 31 sierpnia obowiązują wakacje parlamentarne, co dodatkowo hamuje negocjacje koalicyjne.
Kraj zmaga się z inflacją utrzymującą się od roku na poziomie 10 procent w skali miesięcznej. Rumunii grozi utrata 8,5 miliarda euro z KPO, ponieważ dysfunkcjonalny rząd nie jest w stanie przyjmować ustaw spełniających kamienie milowe. Wprowadzone reformy fiskalne - zamrożenie części pensji, podniesienie VAT, likwidacja ulg i tarcz energetycznych - pogłębiły niezadowolenie społeczne.
Wszystko to wzmacnia siły antyestablishmentowe, przede wszystkim eurosceptyczną i radykalną partię AUR George’a Simiona. Prezydent Nicușor Dan, wybrany w maju, cieszy się dziś poparciem na poziomie 20-30 procent. Rozczarowanie budzą również nieprzedstawione dotąd dowody na rosyjskie sfałszowanie zeszłorocznych wyborów prezydenckich, których pierwsza tura została unieważniona po zwycięstwie Călina Georgescu. „Nie mamy na to żadnych mocnych dowodów” - mówi Całus, wskazując, że unieważnienie było prawdopodobnie nerwową reakcją elit na niespodziewany wynik.
Polska jako punkt odniesienia
W obu stolicach - Kiszyniowie i Bukareszcie - Polska pozostaje wzorem transformacyjnym. Rumuni, jak wskazuje analityk, uważają lata 90. za „utraconą dekadę”, w której władzę utrzymali postkomuniści wywodzący się z tej samej partii co Nicolae Ceaușescu. Reformy administracyjne, kluczowe dla późniejszej absorpcji funduszy unijnych, w Polsce przeprowadzono szybko. Rumunia nadal podzielona jest na ponad 40 „județów”, czyli mniejszych i biedniejszych odpowiedników województw.
Statystycznie PKB w parytecie siły nabywczej sugeruje zbliżony standard życia, ale różnice między miastami a wsią pozostają dramatyczne. Bukareszt, Kluż, Jassy czy Konstanca oferują poziom życia porównywalny z dużymi polskimi miastami. W wielu rumuńskich wsiach nie ma jednak nie tylko kanalizacji, lecz nawet toalet w domach, a infrastruktura drogowa nie była remontowana od lat siedemdziesiątych.
Podobne wyzwanie stoi przed Mołdawią, gdzie w tym roku ma zostać wdrożona reforma podziału administracyjnego. Kraj o populacji 2,4 miliona osób podzielony jest na ponad tysiąc gmin - niektóre liczą po 50-150 mieszkańców, a znaczną część ich budżetów pochłaniają wynagrodzenia lokalnych urzędników. Utrzymywanie rozdrobnionej administracji, jak zauważa Całus, służy głównie partiom głównego nurtu jako instrument kontroli politycznej. To ta sama logika, która przez lata blokowała reformy w Rumunii i której Polska - mimo błędów - zdołała uniknąć.