Powrót

Gonciarz po Pandora Gate: "Idę z tym na wojnę". Dziesięć procesów i nowa narracja o pomówieniach

Krzysztof Gonciarz, jeden z pionierów polskiego YouTube'a, prowadzi równolegle od ośmiu do dwunastu spraw sądowych przeciwko osobom, które oskarżyły go w kontekście afery Pandora Gate z września 2023 roku. W rozmowie w kanale Otwartym twórca opowiedział o strategii prawnej, kosztach społecznych pomówienia oraz o tym, jak jego seria dokumentalna Perseusz stała się narzędziem rekonstrukcji faktów w przestrzeni publicznej.

Dziesięć frontów jednocześnie

Gonciarz przyznaje, że sam nie jest w stanie podać dokładnej liczby toczących się postępowań. - Spraw jest szereg. Ja zapytany, ile mam spraw w sądzie, sam nie jestem w stanie powiedzieć. To jest między 8 a 12 na ten moment - mówi twórca. Do tego dochodzą postępowania prokuratorskie i policyjne oraz procedura ograniczenia kontaktu zainicjowana w Stanach Zjednoczonych przez jego byłą wspólniczkę Katarzynę Macieńską.

Jedna z osób zaangażowanych w spór wycofała się już z kontrataków prawnych. - Po prostu złożyła broń, powiedziała, że nie ma na to siły, co jest taką ładną parafrazą tego, że dostała w tyłek, jeśli chodzi o grunt prawny - relacjonuje Gonciarz. Zaznacza jednocześnie, że sam pozwał tę osobę, więc tamto postępowanie wciąż trwa.

Twórca opisuje też niedawny incydent związany z jawną rozprawą dotyczącą Hanny Zagulskiej. Według jego relacji kilka godzin przed posiedzeniem do policji wpłynęło zawiadomienie alarmujące o rzekomym zagrożeniu linczem ze strony agresywnego tłumu pod sądem. - Policja przyjechała, była na miejscu. Ja nie wiedziałem, że oni są do nas, a oni chyba nie wiedzieli, że też są do nas - mówi. Sprawa została następnie utajniona.

Od pomówienia do dokumentu

Gonciarz tłumaczy, że konflikt narastał wielowątkowo. Początkowo była to - w jego ocenie - historia o pomówieniach i o tym, jak kobiety krzywdzą mężczyznę. - W drugim rzucie myślę, że ta historia stała się historią też o przemocy kobiet wobec kobiet, o takich naruszeniach siostrzeństwa i nadużyciach feminizmu, nadużywaniu haseł feministycznych przez złych ludzi - twierdzi twórca.

Jako pierwotną przyczynę eskalacji wskazuje spór finansowy z wieloletnią wspólniczką. - Ponieważ moja wspólniczka nie chciała się rozliczyć z zaległości finansowej. To jest bardzo prosta odpowiedź, taka wulgarnie kawa na ławę - mówi. Według niego to udział rozpoznawalnej influencerki nadał oskarżeniom wiarygodność, której nie miałyby same w sobie.

Z perspektywy roku Gonciarz odczytuje swoją sytuację także jako sygnał ostrzegawczy dla bezrefleksyjnego utożsamiania się z modnymi nurtami światopoglądowymi. - Facet, który jest bezrefleksyjnym feministą i wspieraczem kobiet, jednocześnie sam na siebie skręci pętlę na szyję - komentuje. Twórca podkreśla jednak, że nie zamierza migrować w stronę manosfery: - Rozpracowałem to na tyle, żeby dostrzec, że kobiety są różne.

Pułapka mediów społecznościowych

Gonciarz szczególnie ostro ocenia reakcję części środowiska lewicowego oraz mediów głównego nurtu w pierwszych dniach po publikacjach. Wspomina post Marii Anny Żukowskiej, która - według niego - dzień po publikacji Darii Dąbrowskiej gratulowała autorce odwagi, używając słowa "grooming". - Nie wiem, czy ona wie, czym jest grooming, ale to jest to słowo, którego ani Daria Dąbrowska nie użyła, ani też myślę, że nie przystające do sytuacji - komentuje. Zapowiada przeciwko posłance pozew cywilny.

Twórca opisuje także moment, w którym jego dotychczasowa identyfikacja polityczna uległa załamaniu. - Pomyślałem sobie: okej, dobra, to jest ten moment, w którym moja lewicowość została rozpierdzielona w pył. Tak mi się odwdzięczacie za nadstawianie karku - mówi, odnosząc się do swojego wcześniejszego zaangażowania w strajk kobiet i projekty artystyczne wspierające środowisko LGBT.

Gonciarz formułuje przy tym szerszą diagnozę: według niego współczesne środowiska radykalnie lewicowe stają się "zarządcami linczu" bardziej niż działaczami społecznymi, a aktywizm w mediach społecznościowych zbyt często przechodzi od pomagania do publicznej chłosty. - Wielu ludziom się myli, kto jest czarownicą, a kto jest inkwizytorem - mówi.

Strategia: nie odpuszczać

Twórca twierdzi, że kluczową decyzją było odrzucenie strategii biernego oczekiwania na wyroki. - Jeśli ktoś jest w takiej sytuacji, to proszę się inspirować. To jest moja rada dla ludzi: trzeba po prostu bić w bęben i iść z tym na wojnę - mówi. Jako przykład odwrotnego scenariusza wskazuje konflikt Sylwestra Wardęgi z Marcinem Dubielem, w którym milcząca strona ostatecznie wygrała w sądzie, ale opinia publiczna nie była w stanie tego przyjąć.

Gonciarz przyznaje, że żałuje tylko jednego wczesnego kroku - pierwszego, zbyt miękkiego oświadczenia z dnia wybuchu afery. - To była ludzka reakcja na torturach, gdzie chcesz trochę podpisać taki glejt na torturach, żeby ci ludzie dali spokój - tłumaczy.

Twórca podkreśla, że przestępstwo pomówienia jest dziś z perspektywy sprawcy "wykalkulowanym, opłacalnym ryzykiem", ponieważ widmo konsekwencji jest niewspółmierne do skali szkód. - Pomówienie jest w stanie zmieść z powierzchni ziemi w ciągu 12 godzin. A dochodzenie do tego, czy było to pomówienie, w sądzie zajmie powiedzmy cztery lata - wylicza. Pomówienie jest przestępstwem prywatnoskargowym, co oznacza, że ofiara musi sama wejść w rolę prokuratora - gromadzić dowody, świadków i dokumentację.

Perseusz jako metoda

Seria Perseusz, którą Gonciarz prowadzi wspólnie ze współtwórczynią o pseudonimie Rzekotka, jest zdaniem twórcy nie tylko obroną osobistą, ale i propozycją metodologiczną. - Nasza metoda polega na tym, żeby jak najprecyzyjniej odtwarzać stan faktyczny poprzez ślady pozostawione w mediach społecznościowych - wyjaśnia.

Twórca relacjonuje, że dostaje wiadomości od osób, których nie zna, z prośbą o radę w analogicznych sytuacjach. - Jest to mniej więcej fifty-fifty pomiędzy mężczyznami a kobietami - zaznacza. Według niego skala międzyludzkich intryg opartych na nadużyciu mediów społecznościowych jest znacznie większa, niż przypuszczał, i dotyczy ludzi z różnych grup społecznych - od osób bardzo zamożnych po zarabiających najniższą krajową.

Gonciarz zapowiada, że metodologia Perseusza może w przyszłości zostać zebrana w formie książki lub usługi konsultingowej. - Książkę trzeba wydać w odpowiednim momencie, gdzie będzie wiadomo, do czego ona doprowadzi - zastrzega.

Długa forma kontra TikTok

W rozmowie twórca odniósł się też do ewolucji polskiego YouTube'a, którego był jednym z pionierów od 2011 roku. Za istotny sygnał uznaje to, że Perseusz - wielogodzinna, skomplikowana seria - utrzymuje uwagę widzów. - Wydawało mi się, że media społecznościowe zmierzają do minimalizacji. Dziesięciosekundowe filmiki, z których nic nie wynika. To, co robi TikTok ludziom, jest na pograniczu prania mózgu - mówi.

Twórca pozytywnie ocenia fenomen Łatwo Ganga i organizowanych przez niego zbiórek, traktując je jako przeciwwagę dla negatywnej energii afer typu Pandora Gate. Jednocześnie zwraca uwagę na ryzyko związane z rozwojem sztucznej inteligencji i archiwizacją danych. - Za naszego życia współczesne algorytmy szyfrowania zostaną rozkodowane. Rzeczy, które dziś są prywatne, w przyszłości będą jawne - przewiduje.

Gonciarz przyznaje, że jego prywatność została już naruszona do tego stopnia, iż perspektywa powszechnego "odtajnienia" cyfrowych śladów nie robi na nim wrażenia. - Może los, który mnie czeka, czeka też wiele innych osób. Wszystkich ludzi na świecie nie da się skancelować - mówi.

Kontekst i perspektywa

Afera Pandora Gate wybuchła pod koniec września 2023 roku i dotyczyła oskarżeń wobec kilku polskich twórców internetowych, w tym zarzutów wobec Stuarta Bartona. Gonciarz, którego nazwisko zostało zestawione z innymi w nagłówkach mediów, twierdzi, że padł ofiarą "medialnego okrucieństwa" polegającego na wrzucaniu do jednego wora osób, wobec których padały zupełnie różne zarzuty.

Twórca wystąpi w najbliższą sobotę na Kongresie Kanału Zero w panelu poświęconym kryzysom wizerunkowym. Zapowiada, że Perseusz będzie kontynuowany do zakończenia procesów sądowych, a jego docelowym sensem jest odstraszenie kolejnego pokolenia od traktowania pomówienia jako narzędzia rozliczenia osobistych konfliktów. - Chcę, żeby na bazie tej mojej sytuacji całe pokolenie ludzi, którym może wpaść do głowy skrzywdzić kogoś w ten sposób, uznało: kurczę, może to nie jest taki dobry pomysł - mówi.

Sprawa Gonciarza wpisuje się w szerszy spór o granice odpowiedzialności w mediach społecznościowych, relację między ochroną ofiar przemocy a ryzykiem fałszywych oskarżeń oraz rolę długiej formy dokumentalnej w rekonstrukcji faktów. Jak ujmuje to sam twórca: - Kłamcy z czasem słabną. A prawda z czasem rośnie na sile. Nie wiem, czy tak jest zawsze, ale tak jest w moim uniwersum na pewno.