Krzysztof Wojczal: Polska musi zbudować armię zdolną bronić całego regionu
Analityk geopolityczny Krzysztof Wojczal ostrzega, że Polska może w przyszłości zostać pozbawiona wsparcia najsilniejszych państw Zachodu i powinna już teraz budować potencjał militarny zdolny do odstraszania Rosji poza własnymi granicami. W rozmowie opublikowanej na Kanale Otwartym autor książek „Trzecia dekada” i „Polska do potęgi” wskazał, że priorytetem powinno być powszechne szkolenie wojskowe, silna rezerwa oraz strategiczne partnerstwa regionalne - zwłaszcza z Rumunią i Ukrainą.
Narzędzie militarne jako priorytet
Zapytany, co dziś jest najważniejsze dla bezpieczeństwa Polski, Wojczal zastrzegł, że kraj nie jest mocarstwem. „Nie jesteśmy państwem sprawczym, nie jesteśmy mocarstwem, jesteśmy państwem średnim, które w dużej mierze zależy od uwarunkowań zewnętrznych” - stwierdził. Jego zdaniem nie istnieje jedna strategia, która samodzielnie zmieni położenie kraju, ponieważ to środowisko geopolityczne warunkuje możliwości działania.
Mimo to Polska może budować narzędzia. Najważniejszym z nich, według analityka, jest potencjał militarny. „Na razie ponosimy bardzo duże koszty, ale może nam procentować jako inwestycja w naszą politykę zagraniczną” - ocenił. Wojczal podkreślił, że dobrze zorganizowane siły zbrojne będą atutem nie tylko wobec zagrożenia ze strony Rosji, ale także w sytuacji ewentualnej przegranej Moskwy na Ukrainie, gdy pojawią się „przyszłe ewentualne okazje polityczne”.
Analityk zaznaczył, że wojny prowadzą nie armie, lecz państwa. Jako najlepszy przykład wskazał Ukrainę. Dodał jednak, że charakter konfliktu zależy od celów przeciwnika: wojna o przejęcie kontroli nad całym państwem oznacza walkę na wyczerpanie, inaczej niż konflikt technologiczny prowadzony na odległość. „Nie mamy tej informacji, jaką wojnę będziemy prowadzić” - stwierdził, wskazując na konieczność posiadania uniwersalnej armii gotowej na różne scenariusze.
Powszechne szkolenie i spór o decyzję polityczną
Wojczal od lat postuluje wprowadzenie powszechnego szkolenia wojskowego. Przedstawił dwutorowy model: ścieżkę wojskową dla mężczyzn z kategorią zdrowia A oraz obowiązkową służbę cywilną - w administracji, szpitalach i innych instytucjach - dla kobiet i osób niezdolnych do służby wojskowej. Celem jest zbudowanie zaplecza umożliwiającego funkcjonowanie państwa w czasie konfliktu.
System miałby być wdrażany stopniowo, w dwóch etapach. Pierwszy, podstawowy, można przeprowadzić szybko, nawet z udziałem sektora prywatnego, byłych wojskowych czy żołnierzy WOT. Drugi, specjalistyczny - obsługa dronów, cyberbezpieczeństwo - wymaga rozłożenia w czasie. „To nie może być tak, że człowiek jest wyciągany ze swojego życia czy ze swojej pracy na rok czy dwa” - zaznaczył, proponując elastyczny grafik szkoleń rozłożonych na kilka lat.
Analityk powiązał szkolenie z systemem obowiązków i gratyfikacji, na przykład uzależnieniem dostępu do pracy w sektorze publicznym od odbycia kursu. Kluczowy jest także przekaz do obywateli: „Jeśli wybuchnie wojna (…) będziesz walczył, będziesz w tym samym okopie, co zawodowy żołnierz. Różnica będzie polegać tylko na tym, że jego szansa na przeżycie jest dużo większa niż twoja, bo on będzie wyszkolony, a ty nie”.
Wojczal podkreślił, że liczna, dobrze zagospodarowana rezerwa - rzędu 500-600 tysięcy ludzi - pełni funkcję odstraszającą. Pokazuje przeciwnikowi, że państwo jest zdolne do ciągłego stawiania oporu, a nie walki przez dwa tygodnie. Przyszłe konflikty, jego zdaniem, będą masowe, co potwierdza Ukraina, a armie zawodowe bez rezerw nie spełnią zakładanej roli.
Rozmówcy zgodzili się, że głównym hamulcem jest polityka. Decydenci obawiają się utraty głosów młodszych wyborców. „Jesteśmy wszyscy przekonani, że to należy wprowadzić, tylko musimy mieć decyzję polityczną, a politycy tego nie zrobią, dopóki nie będą zmuszeni” - zacytował Wojczal opinię jednego z czołowych wojskowych. Analityk zwrócił uwagę, że sondaże wskazują rosnącą akceptację: ponad połowa badanych popiera powszechne przeszkolenie, choć najmłodsi pozostają sceptyczni. Kluczowa jest komunikacja - przedstawienie służby jako okazji do zdobycia kwalifikacji, korzyści finansowych i rozwoju fizycznego, a nie powrotu do patologii z czasów PRL.
Scenariusz, w którym Polska zostaje sama
Wojczal nakreślił niepewne tło międzynarodowe. Ostrzegł, że narastające problemy społeczne w Europie Zachodniej, związane z niekontrolowaną migracją z początku XXI wieku, mogą doprowadzić do konfliktów wewnętrznych i wzrostu znaczenia partii sceptycznych wobec Ukrainy i spójności Unii Europejskiej. Wskazał tu głównie Francję, Wielką Brytanię i Niemcy - państwa o największym potencjale pomocy Polsce.
„Możemy jutro się obudzić z Europą Zachodnią, która będzie sceptyczna w zakresie gwarancji natowskich” - stwierdził. Analityk ocenił, że francuscy narodowcy prędzej czy później dojdą do władzy, a niemiecka AfD, rosnąca w siłę, „ma totalnie sprzeczne interesy z interesami polskimi” i opowiada się za wstrzymaniem pomocy Ukrainie.
Równocześnie Stany Zjednoczone zamierzają ograniczać obecność w Europie, przesuwając potencjał na inne teatry działań. Z tego wynika wniosek analityka: Polska musi się liczyć z przyszłością, w której będzie zdana wyłącznie na siebie i najbliższych, słabszych sąsiadów. W tej konfiguracji to Polska jest naturalnym liderem regionu.
Stąd teza o konieczności budowy komponentu zdolnego operować poza granicami kraju i być rozmieszczanym u sojuszników. „Musimy mieć potencjał do odstraszania przeciwnika na nieswoim terenie” - podkreślił Wojczal. Krytycznie odniósł się do hasła „to nie jest nasza wojna”, powtarzanego w kontekście Ukrainy czy państw bałtyckich, uznając je za szkodliwe w każdym przypadku. Za „żenujące i szkodliwe” uznał też wątpliwości polityków dotyczące wysłania polskich wojsk na Litwę, Łotwę i do Estonii.
Analityk rozróżnił dwie funkcje sił zbrojnych. Rezerwa służy obronie terytorium, natomiast komponent zawodowy ma zapobiegać wojnie na polskiej ziemi, działając tam, gdzie przeszkadza to przeciwnikowi - na terytorium państw bałtyckich, na Ukrainie, a w przyszłości być może na Białorusi. Jeśli Rosja osłabnie, do jej odstraszenia mogą wystarczyć „trzy brygady z dobrymi zdolnościami uderzenia w głębokie zaplecze”.
Partnerzy regionalni: od Szwecji po Turcję
Rozmowa objęła analizę możliwych sojuszników. Wojczal ocenił współpracę wojskową z państwami nordyckimi jako zaawansowaną - przywołał lądowanie polskich żołnierzy na Gotlandii i szwedzkie samoloty patrolujące wschodnią flankę. Zastrzegł jednak, że odbywa się ona w ramach NATO i nie należy liczyć na dwustronne gwarancje. Szwecja, historycznie ostrożna, weszła do Sojuszu z poczucia zagrożenia, a nie by bronić innych. „Każdy, który przystępował, przystępował po to, żeby realizować swoje interesy” - przypomniał.
Analityk zwrócił uwagę na paradoks wynikający z rozszerzenia NATO. Dopóki Szwecja była neutralna, polskim atutem była możliwość zablokowania rosyjskiej floty w drodze z Bałtijska. Po akcesji Sztokholmu to Polska stała się państwem pierwszego kontaktu. „My w tej chwili na liście priorytetów (…) weszliśmy wyżej niż Szwedzi” - ocenił. Dodał, że Szwedzi, mając wyższe technologie i preferując zaplecze, chętniej współpracują z Niemcami.
Wojczal podkreślił konieczność trzeźwej oceny interesów partnerów. „Funkcjonujemy w konkurencyjnym środowisku, w którym dodatkowo każdy ma swoje polityczne interesy” - stwierdził, dodając, że bliskość geograficzna rodzi nie tylko wspólne, lecz także rozbieżne interesy.
Turcję analityk uznał za partnera jeszcze trudniejszego. Ankara nie traktuje Rosji jako zagrożenia pierwszorzędnego i koncentruje się na własnym regionie - konfliktach z Grecją, Iranem, na Bliskim Wschodzie i z Kurdami. Z polskiej perspektywy możliwa jest doraźna współpraca zbrojeniowa, czego przykładem są drony Bayraktar, ale nie strategiczne wiązanie.
Rumunia kluczem do Ukrainy
Za najważniejszego przyszłego partnera Wojczal uznał Rumunię - jedyne państwo w regionie, które dzieli z Polską zagrożenia i nie jest jej konkurentem. „Rumunia to jest państwo, które samo siebie nie docenia” - ocenił. Oba kraje graniczą z Ukrainą i stanowią jej bramy do Unii Europejskiej i NATO, co daje im silniejszą pozycję wobec Kijowa.
Analityk nie krył sceptycyzmu wobec partnerstwa polsko-ukraińskiego. „Nie uzyskamy tego partnerstwa, bo z Ukraińcami się nie da. Oni to już udowodnili wielokrotnie” - stwierdził, wskazując, że Ukraina będzie orientować się na Niemcy i traktować sąsiadów z pozycji siły. Jego zdaniem jedynym sposobem zbudowania współpracy jest zgromadzenie przewagi, a tę Polska może osiągnąć wspólnie z Rumunią. „Rumunia jest kluczem do Ukrainy” - podsumował.
Wojczal wymienił obszary możliwej współpracy z Bukaresztem: inwestycje kapitałowe, wspólny rozwój nowoczesnych i tanich technologii, koordynacja polityki wobec Kijowa i Budapesztu oraz zarządzanie migracją. Przeszkodą pozostaje brak wspólnej granicy - oba kraje oddzielają Słowacja i Węgry oraz silna orientacja Rumunii na Francję. Analityk postulował też wspólne występowanie państw flanki wschodniej - Finlandii, państw bałtyckich, Polski i Rumunii - wobec Waszyngtonu. Żałował braku wspólnej inicjatywy prezydentów Finlandii i Polski, którzy utrzymują dobre relacje z prezydentem USA.
Powrót do podstaw
W podsumowaniu Wojczal wezwał do budowy potencjału wewnętrznego krok po kroku. „Wracajmy do podstaw” - zaapelował, wymieniając inwestycje w energetykę, edukację, nowoczesne technologie, siły zbrojne i państwo obywatelskie. Zastrzegł, że efekty tej pracy będą widoczne za 15-20 lat, ale rozpocząć ją trzeba dziś.
Analityk ostrzegł przed liczeniem na jedną wybitną postać, która samodzielnie poprowadzi kraj. Przypomniał, że sama wojna na Ukrainie wywindowała pozycję polityczną Polski wyżej, niż wynikałoby to z jej potencjału. Jednocześnie zaznaczył, że nie zachęca do bierności - budowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę koalicji państw dostarczających Ukrainie czołgi i samoloty było przykładem skutecznej, aktywnej polityki w kluczowym momencie.
Takie momenty, zdaniem Wojczala, trzeba wykorzystywać, ale bezpieczeństwo państwa należy opierać na solidnych, codziennie budowanych fundamentach. Analityk zaapelował również do obywateli o samokształcenie w sprawach publicznych - od logistyki po armię. Rozmowa prowadzona na Kanale Otwartym zakończyła się zapowiedzią kontynuacji.