Litwa wobec sporu Polska-Ukraina: między lojalnością a mediacją
Głosowanie w Parlamencie Europejskim nad rezolucją dotyczącą Ukrainy wywołało w miniony weekend gorącą dyskusję o rzekomym antypolskim froncie Wilna i Kijowa. Bartosz Chmielewski z Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie w Kanale Otwartym tłumaczy, że emocje w polskich mediach społecznościowych zdecydowanie przerosły skalę incydentu, a oficjalnie Litwa traktuje spór między Warszawą a Kijowem jako destrukcyjne wyzwanie dla polityki regionalnej, nie zaś okazję do wyboru strony.
Co naprawdę wydarzyło się w europarlamencie
Punktem zapalnym stały się wpisy w mediach społecznościowych - między innymi Krzysztofa Bosaka i Sławomira Dębskiego - wskazujące, że część europosłów z państw bałtyckich, głównie z Litwy, nie zgadzała się z niektórymi zapisami rezolucji Parlamentu Europejskiego. Chodziło przede wszystkim o bardziej stanowcze sformułowania dotyczące warunkowania procesu akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej.
Ostatecznie europosłowie z państw bałtyckich, w tym z Litwy, poparli finalną wersję dokumentu. Znane są dwa nazwiska litewskich polityków, którzy zabierali głos przeciwko ostrzejszym zapisom: Rasa Juknevičienė ze Związku Ojczyzny - Litewskich Chrześcijańskich Demokratów, należącego do Europejskiej Partii Ludowej, oraz Petras Gražulis, europoseł wybrany z ugrupowania skrajnie prawicowego.
Chmielewski zwraca uwagę na proporcje. - Ta cała dyskusja, która wydarzyła się w mediach społecznościowych, była charakterystyczna dla tego środowiska, czyli został nam pewien nadmiar ostrych tez i apokaliptycznych wizji - mówi analityk OSW. - Trudno tutaj mówić o jakimś jednoznacznym froncie litewsko-ukraińskim przeciwko Polsce.
Litwa boi się sporu, a nie chce w nim uczestniczyć
Oficjalne stanowisko Wilna wobec konfliktu między Kijowem a Warszawą jest jednoznaczne: Litwa się go obawia. Zarówno Ukraina, jak i Polska są dla niej ważnymi regionalnymi partnerami, a ich pogorszone relacje osłabiają cały region.
Prezydent Litwy zadeklarował, że jeśli obie stolice wyrażą zgodę, jest gotów odegrać rolę mediatora. - Ten konflikt między Warszawą a Kijowem jest dla Litwinów raczej wyzwaniem, a nie tym, że Litwa staje po którejś ze stron - wyjaśnia Chmielewski. - Ten spór jest traktowany jak coś destrukcyjnego dla stosunków w regionie.
Juknevičienė w artykule opublikowanym w litewskich mediach publicznych wezwała do rozładowania emocji i porównała spór polsko-ukraiński do dawnych sporów polsko-litewskich, sugerując, że Litwa ma doświadczenie w ich wygaszaniu. Chmielewski zastrzega jednak, że mechanika obu konfliktów jest zupełnie odmienna - polsko-litewskie kontrowersje nie dotyczyły ludobójstwa i ofiar cywilnych.
Dlaczego Wilno rozumie narrację ukraińską
Litewska percepcja rzezi wołyńskiej różni się od polskiej - nie z powodu bagatelizowania faktów, lecz odmiennej wrażliwości historycznej. - Fakty co do wydarzeń na Ukrainie, co do rzezi wołyńskiej, na Litwie są znane. Natomiast polska percepcja tych wydarzeń jest raczej niezrozumiała - mówi Chmielewski.
Kluczem jest litewska narracja o „leśnych braciach" - partyzantach walczących z sowiecką okupacją w drugiej połowie lat 40. aż do około 1953 roku. To narracja emancypacyjna, antykolonialna, oparta na walce z Rosją, strukturalnie zbliżona do sposobu, w jaki Ukraińcy przedstawiają UPA. W litewskiej publicystyce pojawiają się wręcz opisy spotkań litewskich i ukraińskich partyzantów w sowieckich obozach.
Analityk proponuje odwrotną perspektywę porównawczą. Skala 100 tysięcy ofiar Wołynia nie rezonuje w społeczeństwie litewskim tak jak w polskim, podobnie jak w Polsce nie budzi analogicznych emocji fakt, że w 1949 roku w ciągu trzech dni władze sowieckie deportowały na Syberię 90 tysięcy Litwinów, Łotyszy i Estończyków. - Trudno zakładać, że Litwini będą mieli tę samą emocję, którą my mamy - konkluduje.
Do tłumaczenia polskiej wrażliwości Chmielewski sugeruje analogię z niedawnym sporem litewsko-białoruskim o dziedzictwo Wielkiego Księstwa Litewskiego, zakończonym wyjazdem Swiatłany Cichanouskiej z Wilna do Warszawy. - Na poziomie emocji to jest coś podobnego - zaznacza, chociaż w tamtym sporze nie było ofiar w ludziach.
Wielowektorowa polityka bezpieczeństwa
Zarzuty, jakoby Litwa próbowała „dogadywać się" z Niemcami ponad Polską, Chmielewski uważa za uproszczenie. Wilno prowadzi politykę bezpieczeństwa wielotorowo, a Berlin jest państwem ramowym natowskiej obecności sojuszniczej na Litwie i głównym partnerem w zakupach zbrojeniowych od ponad dekady.
W hierarchii partnerów bezpieczeństwa Litwy najważniejsze miejsce zajmują Stany Zjednoczone i Niemcy, następnie państwa nordyckie oraz Polska. - To nie jest tak, że wybiera się czarne albo białe - mówi analityk. - W kuluarach litewskich ekspertów słyszy się takie zdanie, że cokolwiek się wydarzy, to Polska i tak będzie pierwszym dostawcą bezpieczeństwa na Litwie. Wszelkie szlaki logistyczne, pomoc doraźna i bieżąca będzie musiała iść przez terytorium Polski.
Ukraiński wątek pojawił się ostatnio w kontekście umów podpisywanych przez państwa bałtyckie na współpracę w sektorze produkcji dronów. Chmielewski wiąże to również z incydentami z wiosny, gdy ukraińskie drony atakujące północną Rosję traciły łączność z GPS-em i spadały na terytorium państw bałtyckich, powodując alarmy i zagrożenie dla ludności cywilnej. Ukraińska oferta antydronowa ma być, w jego interpretacji, formą rekompensaty.
O żadnych nieformalnych propozycjach ukraińskich gwarancji bezpieczeństwa dla państw bałtyckich analityk nie słyszał. - Dla Bałtów główną gwarancją jest sojusz północnoatlantycki i solidarność dużych państw zachodnich na wypadek konfliktu - podkreśla. - Trudno sobie wyobrazić, żeby Ukraina bez polskiej zgody wysyłała jednostki twarde na Bałtyk.
Życie w cieniu Rosji
W litewskim społeczeństwie zagrożenie ze strony Rosji jest codziennym elementem debaty publicznej - podobnie jak w Polsce. Różnicę zrobiły wiosenne incydenty dronowe. - Nie mieliśmy w Polsce takiej sytuacji, kiedy w stolicy państwa trzeba było ogłaszać alarm, ludzie chowali się w schronach, a miasto zamarło na kilka godzin - zaznacza Chmielewski.
Estonia buduje linię umocnień wzdłuż południowo-wschodniej granicy z Rosją i właśnie ogłosiła start budowy bazy wojskowej w samej Narwie, z miasteczkiem kontenerowym dla żołnierzy w mieście granicznym. We wszystkich trzech państwach bałtyckich trwa dyskusja o budowie schronów. - Będąc w Wilnie, cały czas widziałem w centrum tabliczki informacyjne wskazujące schrony - relacjonuje analityk.
Presja migracyjna sterowana przez Białoruś przeniosła się z pogranicza polsko i litewsko-białoruskiego na granicę łotewsko-białoruską. W litewskich mediach rozpoczęła się debata o wzmocnieniu kontroli na granicy z Łotwą, ponieważ nieregularni migranci przekraczają unijną granicę na Łotwie, a następnie z pomocą przemytników przedostają się na południe, w tym na polską Suwalszczyznę.
Polska w oczach Litwy
Chmielewski opisuje aktualne stosunki polsko-litewskie jako dobre. Polska jest obecnie najważniejszym partnerem gospodarczym Litwy w wymianie handlowej i utrzymuje tę pozycję od około czterech lat. Historyczne konflikty - jeśli nie zostały rozwiązane, to zostały wygaszone i nie funkcjonują w bieżącej agendzie dwustronnej.
Symptomatyczna jest ewolucja litewskiej narracji o Józefie Piłsudskim. - Jak spojrzymy w publicystykę historyczną ostatnich pięciu lat, przeczytamy, że Piłsudski był starolitwinem - mówi analityk. Na Litwie stanął już pierwszy pomnik Piłsudskich - braci Bronisława i Józefa. Litewscy politycy prawicy potrafią złożyć wieniec pod pomnikiem Matki i Serca Syna na wileńskiej Rossie.
Perspektywy rozszerzenia współpracy widać przede wszystkim w gospodarce - od sektora rolno-spożywczego po biotechnologię i sztuczną inteligencję. Litewskie media publiczne informowały niedawno o wspólnym polsko-litewskim projekcie „gigafabryki AI". Na obecność wojskową Chmielewski patrzy sceptycznie: - Po stronie litewskiej nie ma przestrzeni infrastrukturalnej, żeby przyjąć na stałe większą liczbę wojsk niż ta, która teraz jest.
Region nordycko-bałtycki i miejsce Polski
Format nordycko-bałtyckiej ósemki (NB8) państwa nordyckie i bałtyckie traktują jako ekskluzywny klub państw małych, oparty na zasadzie równości. Polska - jako duże państwo - pojawia się w formule NB8+1, ale nie jako pełnoprawny członek. -Nordycy traktują te formaty jako rodzaj ekskluzywnej współpracy państw mniejszych z warunkowym dopuszczaniem sąsiadów z południa - wyjaśnia analityk.
Jednocześnie po 2022 roku i wraz ze wzrostem polskich wydatków na obronność rola Warszawy w regionie wyraźnie się umocniła. Widać to w otwarciu szwedzko-polskim ostatnich dwóch lat, w polskiej obecności wojskowej na Łotwie oraz w tym, że estońskie firmy zbrojeniowe - jak Frankenburg Technologies, produkujący rakiety antydronowe - wchodzą na polski rynek szukając skali niedostępnej w rodzimych krajach.
Burza bez rzeczywistych konsekwencji
Weekendowa awantura wokół głosowania w europarlamencie była, zdaniem Chmielewskiego, wartym odnotowania incydentem, ale nie sygnałem realnego kryzysu. - Nie rzutuje ona na stosunki między Wilnem a Warszawą w żaden poważny sposób - podsumowuje. - W większości ważnych sektorów te stosunki są dobre i nadal się rozwijają. Nie powinniśmy generować sporu i szukać go na kierunku litewskim.
Prawdziwym wyzwaniem dla Wilna pozostaje sam spór polsko-ukraiński. - Zerwanie więzi między Warszawą a Kijowem jest teraz jednym z najważniejszych wyzwań w polityce regionalnej - mówi analityk OSW. Litwa, dla której obie stolice są równie istotnymi partnerami, ma interes w wygaszaniu, a nie eskalowaniu konfliktu - i to przez ten pryzmat należy odczytywać jej dyplomatyczne ruchy, także te w Parlamencie Europejskim.