Marek Jurek premierem? Morawiecki złożył propozycję zmiany rządu
Były marszałek Sejmu Marek Jurek potwierdził, że Mateusz Morawiecki zaproponował jego kandydaturę na premiera przejściowego rządu, który miałby powstać w wyniku konstruktywnego wotum nieufności wobec gabinetu Donalda Tuska. W rozmowie z Igorem Janke na Kanale Otwartym Jurek przedstawił warunki takiego rozwiązania, jednocześnie oceniając, że propozycja wygasa, ponieważ nie została podjęta przez liderów partii opozycyjnych.
Diagnoza: konflikt rządu z prezydentem jako rozpad państwa
Jurek rozpoczął od ostrej diagnozy stanu polskiego państwa. Jego zdaniem kryzys nie ogranicza się do Trybunału Konstytucyjnego, lecz wynika z fundamentalnej postawy obozu rządzącego.
„Takim pierwszym przykładem rozpadu instytucji państwa to jest permanentna kampania premiera Tuska przeciwko wyborowi prezydenta Nawrockiego" - stwierdził. Były marszałek przekonywał, że kwestionowanie wyniku wyborów zostało zapowiedziane przez Tuska jeszcze przed przejęciem władzy, co ilustrował odwołaniem do książki „Wybór" Anne Applebaum.
Według Jurka rząd traktuje konfrontację z prezydentem jako swoją misję, a to prowadzi do rozpadu władzy zwierzchniej. „Suwerenność w ścisłym tego słowa znaczeniu to jest władza zwierzchnia państwa" - wyjaśniał, wskazując, że najwyższym reprezentantem tej władzy jest prezydent. Jeśli cała polityka rządu zwrócona jest na walkę z głową państwa, „to jest tak naprawdę rozpad państwa, a Trybunał Konstytucyjny jest takim konkretnym przykładem, polem tego rozpadu".
Jurek ostrzegał, że kraj może wkrótce mieć „być może dwa trybunały", skoro już funkcjonują dwie większości kwalifikowane w zgromadzeniu plenarnym. Nazwał tę sytuację „drogą donikąd".
Krytyka obu stron: PiS i opozycja
Rozmówca nie zwolnił z odpowiedzialności własnego obozu politycznego. Przyznał, że był „zdecydowanie przeciwny temu, co zrobił PiS, kwestionując wybór tych trzech sędziów w 2015 roku".
Jurek przypomniał, że Prawo i Sprawiedliwość słusznie zaskarżyło do Trybunału wybór dwóch sędziów-antycypantów przez parlament kończącej się kadencji, lecz następnie wycofało wniosek i zakwestionowało pięć wyborów. „To wszystko jest tego efektem. Za tym stało takie przekonanie, że trzeba generalnie zreformować sądownictwo" - oceniał, dodając jednak, że nie usprawiedliwia to działań ówczesnej władzy.
Równocześnie zarzucił opozycji brak jakiejkolwiek próby kompromisu w latach 2019-2023. Sam - jak twierdzi - proponował wówczas rozwiązanie: by PiS przez trzy kolejne wybory sędziów nie zgłaszał własnych kandydatów, pozwalając opozycji wyrównać skład. „Polityką opozycji była bez przerwy ta propaganda, neosędziowie, dublerstwo i tak dalej. Bez żadnej próby zawarcia kompromisu".
Szczególnie krytycznie odniósł się do bojkotu wyborów do Trybunału przez część opozycji. Przywołał słowa byłego marszałka Szymona Hołowni, który - jak relacjonował Jurek - przyznał, że jego klub nie wystawiał kandydatów, „bo by byli w mniejszości". Zdaniem byłego marszałka jest to „kwestionowanie parlamentaryzmu".
Propozycja kandydatury i jej warunki
Centralnym wątkiem rozmowy była propozycja Mateusza Morawieckiego. Jurek wyjaśnił, że rozmawiał z nim w piątek, zaraz po wydarzeniach wokół Trybunału, zachęcając Rozwój Plus do działań na rzecz konstruktywnego wotum nieufności.
Zastrzegł przy tym charakter tej inicjatywy: „To nie jest kandydatura, to jest propozycja kandydatury". Była to - jak podkreślił - przede wszystkim propozycja dyskusji o konstruktywnym wotum nieufności, co odnotował również Rozwój Plus w swojej uchwale.
Jurek określił warunki ewentualnego rządu pod jego kierownictwem. „Gdybym miał zostać premierem, to jestem gotów zagwarantować, że to będzie rząd przejściowy i otwarty" - deklarował. Byłby to gabinet techniczny, którego rolą byłoby doprowadzenie w atmosferze spokoju społecznego do przyszłych wyborów za rok.
Taki rząd miałby powstać „na bazie prawicy, PSL-u i ludzi, którzy poprą taką zmianę" - a zatem Rozwoju Plus, PiS, Konfederacji oraz PSL, gdyby ten zdecydował się dołączyć. Jurek zaznaczył jednak, że sam proponował inne kandydatury, choć odmówił ich ujawnienia. Jego zdaniem premierem powinien zostać polityk z aktualnym zapleczem, „jeden z liderów, który daje najlepsze gwarancje współpracy".
„Propozycja wygasająca"
Po upływie ponad stu godzin od zgłoszenia propozycji Jurek ocenił ją jako wygasającą. „Ona w istocie rzeczy nie została podjęta. Nikt tego nie zakwestionował (…), ale przez liderów politycznych to nie zostało podjęte i w takiej sytuacji to nie ma sensu".
Były marszałek przerzucił odpowiedzialność na przywódców partii. „Piłka jest na połowie liderów partyjnych" - stwierdził, wskazując, że liderzy Rozwoju Plus, PiS i Konfederacji powinni rozmawiać z PSL-em i doprowadzić do konstruktywnego wotum nieufności.
Jurek zadeklarował jednak dalszą gotowość do wsparcia takiego projektu. „Jestem gotów służyć mediacjom, czy wspierać go w jakikolwiek inny sposób (…), ten rząd powinien powstać". Jego celem byłoby nie doprowadzenie prawicy do władzy, lecz „zagwarantowanie istnienia rządu, który będzie współpracował z prezydentem".
Dodał, że nie odnotował wyraźnej pozytywnej reakcji przywódców innych ugrupowań, choć - jak zaznaczył - „usłyszał wiele miłych głosów".
Zadania rządu przejściowego i wątek geopolityczny
Zapytany o najważniejsze zadania ewentualnego gabinetu, Jurek na pierwszym miejscu stawiał „wznowienie współpracy z prezydentem" oraz zagwarantowanie, że rola prezydenta w procesie ustawodawczym będzie szanowana, a rząd nie będzie zgłaszał „prowokacyjnych ustaw".
Wskazał również obszary wymagające pilnych działań: edukację oraz służbę zdrowia. W kontekście tej drugiej przypomniał kryzys związany z warszawskim Szpitalem Południowym, który - w jego ocenie - zapoczątkował radykalizację Donalda Tuska.
Osobny blok Jurek poświęcił polityce zagranicznej i bezpieczeństwu. Nawiązując do zapowiadanych na 10 listopada rozmów w Abu Zabi, ostrzegał, że powstaje „nowy koncert mocarstw", w którym Polska musi mieć własną agendę interesów.
„Status militarny Królewca jest dla nas o wiele ważniejszy niż status językowy Sewastopola" - stwierdził, podkreślając, że dla Polski kluczowe jest oddalenie wojsk rosyjskich od granicy. Postulował zgłoszenie demilitaryzacji obwodu królewieckiego bez złudzeń co do natychmiastowej realizacji, lecz z myślą o budowaniu długofalowej strategii. Za „wielką porażkę" uznał politykę wobec Białorusi.
Diagnoza ustrojowa i rola prezydenta
Jurek osadził bieżący konflikt w szerszej diagnozie kryzysu demokracji liberalnej na Zachodzie - wskazując na przykłady Francji, Bułgarii i Brazylii. Posłużył się parafrazą Clausewitza: „Polityka państwa jest dalszym ciągiem kampanii wyborczej przy wykorzystaniu władzy państwowej przez cztery lata".
Jako wzór odpowiedzialności przywołał polityków emigracyjnych z lat 1939-1940, którzy mimo sporów o legalność konstytucji kwietniowej doszli do porozumienia dla zachowania ciągłości państwa. „Przy dobrej woli tak zwanej klasy politycznej można wszystko rozwiązać. Tylko tamta klasa polityczna miała zupełnie inną moralną jakość niż dzisiaj".
Słabość partii politycznych i „bardzo silnych bossów partyjnych" Jurek wiązał z niską aktywnością obywatelską Polaków, którą tłumaczył dziedzictwem komunizmu. Jako konkretny krok w stronę rozwiązania kryzysu wokół Trybunału zaproponował weryfikację mandatu sędziego Berka poprzez sprawdzenie, czy przez dziesięć lat praktykował zawód radcy prawnego.
W odniesieniu do prezydenta Jurek wyraził nadzieję, że Karol Nawrocki „stanie trochę ponad sporem politycznym". Przyznał zarazem, że prezydent znalazł się w trudnej sytuacji - „był bardzo brutalnie atakowany" w kampanii, podobnie jak jego rodzina. Jurek wycofał się w trakcie rozmowy z wcześniejszej sugestii, jakoby Nawrocki zapowiadał dążenie do zmiany rządu, po sprawdzeniu, że takich deklaracji nie składał.
Ostrzeżenie przed eskalacją
Jurek zakończył ostrzeżeniem przed dalszą eskalacją. Jego zdaniem wydarzenia na alei Szucha to „nie punkt finałowy tej konfrontacji, tylko punkt etapowy".
Przewidywał, że Donald Tusk, wobec utraty poparcia, będzie szukał swojej nadziei „w konfrontacji, być może w neutralizowaniu części opinii, w zmniejszeniu frekwencji wyborczej". Były marszałek z aprobatą przywołał apele biskupów przestrzegających przed przemocą oraz wypowiedzi polityków dawnej koalicji rządowej.
Szczególnie krytycznie ocenił wykorzystywanie policji „do rozstrzygania sporów politycznych", co nazwał „deprawowaniem tych młodych ludzi", którzy chcieli reprezentować państwo polskie, a są „używani do porachunków partyjnych".
Rozmowa Marka Jurka na Kanale Otwartym wpisuje się w debatę wywołaną propozycją Mateusza Morawieckiego dotyczącą konstruktywnego wotum nieufności z kandydaturą byłego marszałka na premiera rządu przejściowego. Sam Jurek traktuje tę propozycję jako wygasającą, a los ewentualnej zmiany rządu uzależnia od porozumienia liderów partii opozycyjnych z PSL-em - podkreślając, że bez niego Polska wejdzie w kampanię wyborczą „w warunkach konfrontacji".