Powrót

MSWiA zapłaciło 5 mln zł telewizji publicznej za spoty o zagrożeniach

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przekazało Telewizji Polskiej ponad 5 milionów złotych za emisję materiałów edukacyjnych o zachowaniu w sytuacji zagrożenia - wynika z doniesień branżowego magazynu „Press”. Umowa, podpisana 4 września, obejmuje 16 miniaudycji oraz 7 felietonów w ciągu 87 dni. Ujawnienie kontraktu wywołało krytykę, ponieważ TVP jest instytucją publiczną finansowaną z pieniędzy podatników.

Zgodnie z ustaleniami „Press” materiały dotyczyły edukacji obywateli w zakresie reagowania na zagrożenia i były emitowane m.in. w „Pytaniu na śniadanie”. Krytycy zwracają uwagę, że państwowa spółka pobiera dodatkowe wynagrodzenie za treści, które powinna realizować w ramach misji publicznej.

Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka odrzuciła zarzuty. „Nie płacimy TVP za promocję ministra Kierwińskiego. To nie kampania wizerunkowa polityka, to edukacja o tym, co robić, kiedy pojawia się realne zagrożenie” - oświadczyła. W jej ocenie nie jest jasne, co stanowi problem: „Kwota, sama kampania, czy może to, że państwo w ogóle wydaje pieniądze na edukację w tym zakresie?”.

Kontekstem sprawy pozostaje skala finansowania telewizji publicznej. Tegoroczne dotacje z budżetu państwa dla TVP przekroczyły miliard złotych - mimo to kampanię informacyjną sfinansowano dodatkowo z budżetu resortu. Krytycy wskazują, że taki model rodzi ryzyko powielania opłat za realizację zadań publicznych przez kolejne ministerstwa.

Poseł Matecki przez płot, posłanka Kurowska w oblężeniu

Osobnym źródłem kontrowersji stały się wydarzenia wokół Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Matecki, którego nie wpuszczono do budynku uczelni, przeszedł przez ogrodzenie w obecności kamer. Zdarzenie szybko rozeszło się w mediach społecznościowych.

Nie był to pierwszy tego typu incydent z udziałem posła. Około dwóch lat temu Matecki został przyłapany przez Kancelarię Sejmu na spacerze po dachu hotelu poselskiego. Nałożono na niego wówczas karę finansową potrąconą z uposażenia, a Kancelaria opublikowała zdjęcia. Sam poseł tłumaczył, że wszedł na dach, aby sfotografować wschód słońca.

Równolegle rozgrywała się sytuacja wewnątrz budynku Akademii. Posłanka PiS Maria Kurowska zabarykadowała się w placówce, broniąc dostępu do gabinetu rektora, i publikowała stamtąd codzienne relacje. „Jestem dalej w Akademii Sprawiedliwości” - informowała w kolejnych nagraniach, zapowiadając w pewnym momencie także głodówkę.

Protest zakończył się jednak szybko. Według relacji w budynku odcięto prąd, co uniemożliwiło posłance ładowanie telefonu, po czym opuściła placówkę. Prosto stamtąd pojechała do Telewizji Republika, gdzie udzieliła wywiadu.

Sama Kurowska przyznała, że jej działania okazały się bezskuteczne. Profesor Cudak - zdaniem opozycji bezprawnie mianowany rektorem Akademii - miał wejść do bronionego gabinetu przez otwór wykonany w ścianie, omijając pilnowane drzwi.

Premier powołał się na raport CIA, o którym nie wiedzieli ministrowie

Kolejne kontrowersje wywołała wypowiedź premiera Donalda Tuska dotycząca informacji ze służb sojuszniczych. „Otrzymałem w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach” - oświadczył szef rządu.

Zapytany o dokument wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że go nie zna. „Nie, nie widziałem tego raportu” - odpowiedział dziennikarce Polsat News. Odwołał się jednak do posiedzenia Komitetu Bezpieczeństwa: „Rozmawialiśmy z ministrem Siemoniakiem dzisiaj choćby na Komitecie Bezpieczeństwa. To są informacje, które są na bieżąco przekazywane”.

Odmiennie zareagował wiceszef MON Cezary Tomczyk, polityk Koalicji Obywatelskiej. „Ja nie chcę tutaj mówić nic na ten temat. Wszystko, co miałem do powiedzenia, powiedziałem” - stwierdził. Dodał, że „minister Siemoniak przekazał wszystkie najważniejsze informacje premierowi” i że premier jest „dysponentem tych wiadomości”.

Rozbieżność w wypowiedziach członków rządu dotyczy kwestii bezpieczeństwa państwa. Kontekstem są rosnące napięcia - Tomczyk wskazał, że informacje „dotyczą zagrożenia bezpieczeństwa państw bałtyckich, Polski” oraz relacji ze Stanami Zjednoczonymi.

Ceny paliw kontra obietnica z kampanii

Ostatnim tematem tygodnia pozostają ceny paliw. W okresie kampanii wyborczej Donald Tusk zapowiadał, że są one kwestią jednej decyzji. „Wystarczy jedna prosta decyzja, żeby benzyna w Polsce kosztowała nie ponad 6 zł, tylko 5 zł. I to nie są żadne fanaberie” - mówił, powołując się na doświadczenie z okresu, gdy pełnił funkcję premiera.

Obecnie ceny na stacjach sięgają blisko 8 złotych za litr. W momencie składania tamtej obietnicy benzyna kosztowała około 6 złotych. Zestawienia dawnych deklaracji z aktualnymi cenami rozpowszechniają się w mediach społecznościowych.

Rząd tłumaczy sytuację czynnikami zewnętrznymi - sytuacją na Bliskim Wschodzie oraz wojną Rosji z Ukrainą. Wskazuje również na brak współpracy ze strony prezydenta. Argumentacja ta kontrastuje z wcześniejszym przekonaniem, że obniżenie cen jest „kwestią jednej decyzji”.

Sprawa uwydatnia szerszy problem rozliczalności obietnic wyborczych. W dobie mediów społecznościowych dawne wypowiedzi polityków pozostają łatwo dostępne i weryfikowalne, co utrudnia dystansowanie się od wcześniejszych deklaracji. Otwartym pytaniem pozostaje, czy takie rozbieżności realnie wpływają na decyzje wyborców, czy też - wobec silnej polaryzacji sceny politycznej - pozostają bez konsekwencji dla poparcia.