Słowiańskie narody, które zniknęły z mapy Europy
Znaczna część dzisiejszych wschodnich Niemiec była we wczesnym średniowieczu zamieszkana przez Słowian - Wieletów, Obodrytów, Stodoran i innych. Ich państwa, języki i wierzenia zniknęły w wyniku podboju, chrystianizacji i niemieckiej kolonizacji. O tych zaginionych etnosach opowiedział w podcaście „Interpretacje" prof. Gościwit Malinowski z Uniwersytetu Ignatianum, kreśląc obraz słowiańszczyzny znacznie bardziej złożonej niż podział na Polaków, Czechów i Rusów.
Zdaniem badacza granica osadnictwa Słowian zachodnich sięgała w średniowieczu daleko na zachód od dzisiejszej linii Odry i Nysy. „Słowianie zachodni swoją granicę osiedlenia mieli w średniowieczu dużo bardziej przesuniętą na zachód, niż jest to dzisiaj" - mówił profesor. Obecna granica jest według niego przede wszystkim rezultatem II wojny światowej, a nie polskiego osadnictwa.
Germania Slavica
Malinowski przypomniał, że współcześni badacze niemieccy używają określenia Germania Slavica - Germania Słowiańska - przez analogię do Germania Romana, czyli obszarów pod wpływem rzymskim. Osadnictwo słowiańskie sięgało za Łabę i rzekę Soławę, a nawet do górnego biegu Menu.
Do samego Frankfurtu nad Menem Słowianie nie dotarli, ale - jak zaznaczył - „jakieś sto kilometrów od Frankfurtu już zaczynało się osadnictwo słowiańskie". Pas ziem zasiedlonych wyłącznie przez Germanów był w pewnym momencie dosyć wąski.
Nasi zachodni sąsiedzi dzielili się na dwie grupy. Na południu żyli Serbołużyczanie, których potomkowie istnieją do dziś. Na północy mieszkała ludność posługująca się językami lechickimi - takimi samymi, jakimi mówili Polacy oraz Pomorzanie, których pozostałością są dziś Kaszubi.
Sytuacja Serbołużyczan pozostaje trudna. Profesor wskazał, że są pod silną presją języka i kultury niemieckiej, bo kariera dla młodych ludzi jest możliwa głównie po niemiecku. Paradoksalnie do rozproszenia tej społeczności przyczyniła się NRD, która z jednej strony wspierała kultywowanie języka i tradycji, z drugiej lokowała na terenach zwartego osadnictwa łużyckiego kopalnie odkrywkowe węgla brunatnego, wymuszając wysiedlenia.
Obodryci i Wieleci - dwie drogi
Malinowski szczegółowo omówił dwa najważniejsze ludy połabskie, które nazwał wręcz „tworami protonarodowymi", ponieważ zdołały utworzyć własne państwa. Ich losy potoczyły się jednak odmiennie.
Obodryci, wysunięci najdalej na zachód, mieszkali w pobliżu dzisiejszego Hamburga. Ich dzieje to nieustanne wahadło: „chrystianizacja, reakcja pogańska, chrystianizacja, reakcja pogańska" - jak ujął to profesor. Zawsze istniała wśród nich frakcja sympatyzująca z chrześcijaństwem.
Wieleci, przeciwnie, nie wykształcili silnej monarchii. Ich zasadniczą strukturą ustrojową była demokracja oparta na wiecu i uzgadnianiu poglądów przez przedstawicieli różnych plemion. Byli też nadzwyczaj mocno przywiązani do rodzimej religii słowiańskiej.
Ich wrogość wobec chrześcijaństwa mogła - według Malinowskiego - wynikać bardziej z niechęci do chrześcijańskich już wówczas Polaków niż do Niemców. Ostatecznie jednak to Niemcy zniszczyli państwo Wieletów. Nie utworzono po chrystianizacji nowego organizmu, a ziemie przejęli bezpośrednio feudałowie niemieccy - podobnie jak w przypadku Serbołużyczan.
Chrześcijaństwo nie uratowało tożsamości
Na pytanie, czy przyjęcie chrześcijaństwa mogło ocalić te ludy - tak jak ocaliło Polskę i Czechy - profesor odpowiedział przecząco. „Przyjęcie chrześcijaństwa tych akurat ludów nie uchroniło przed germanizacją i utratą swojej tożsamości i języka słowiańskiego" - stwierdził.
Kluczowym dowodem są losy Obodrytów. Po klęsce ich księcia Niklota, który wcześniej rozgromił krucjatę, jego syn Przybysław uległ Henrykowi Lwu i przyjął chrzest. Henryk Lew przywrócił mu jednak państwo - księstwo Meklemburgii, nazwane od największego grodu, Weligradu. Jak wyjaśnił profesor, Meklemburgia to przekład słowiańskiego „wielkiego grodu" na ówczesny język germański.
Formalnie Meklemburgia startowała jako słowiańskie państwo chrześcijańskie, podobnie jak księstwo pomorskie. O jej losach przesądziła jednak presja demograficzna kolonizacji niemieckiej - ruchu, który Malinowski nazwał Ostsiedlung. Objął on także Polskę, Czechy, a nawet Ruś, gdzie zakładano miasta, zanim Ruś Czerwoną przyłączył Kazimierz Wielki.
Kiedy dokładnie wygasł język słowiański nad Bałtykiem, trudno ustalić. Niemcy twierdzą, że już w XIV wieku prawie nim nie mówiono. Profesor przytoczył jednak relację greckiego podróżnika, który stwierdził, że na całym wybrzeżu Bałtyku, od Gdańska po Lubekę, mówi się tym samym językiem, co na Peloponezie. Sugeruje to, że w XV wieku słowiańszczyzna nad Bałtykiem jeszcze istniała.
Wrogowie mimo pokrewieństwa
Malinowski podkreślał, że bliskość językowa nie oznaczała dobrych relacji politycznych. Dla państwa pierwszych Piastów Słowianie połabscy nie stanowili strategicznej osłony - Wielkopolska graniczyła bezpośrednio z potężną marchią wschodnią margrabiego Gerona, który podczas uczty miał otruć kilkudziesięciu słowiańskich wodzów.
Znaczenie ziem połabskich polegało na czym innym: były wyjściem państwa Piastów na Bałtyk i strefę handlu. „To byli dla Polski pobratymcy językowo, ale politycznie to byli chyba najbardziej wrodzy wówczas ludzie" - ocenił profesor. Polacy mieli się Wieletom odpłacić, lansując nową, pejoratywną nazwę - Lucice, tłumaczoną jako „ludzie źli, okrutni".
W krucjacie wendyjskiej z 1147 roku, zorganizowanej równolegle do wypraw do Palestyny i Hiszpanii, wzięli udział także polscy książęta, w tym młody wówczas Mieszko Stary.
Zagadka Nowogrodu
Osobny wątek rozmowy dotyczył Nowogrodu Wielkiego. Profesor zwrócił uwagę, że tamtejsza ludność słowiańska była językowo bliższa Słowianom zachodnim niż innym grupom wschodniosłowiańskim. Odkrycie tej odrębności umożliwiły wykopaliska archeologiczne.
Chodzi o tak zwane gramoty - teksty zapisywane na korze brzozowej. Znaleziono ich już ponad tysiąc, a odnajdywane są kolejne. „To było też unikalne środowisko, przynajmniej tak jak to dzisiaj wiemy, które stosowało w codziennym życiu pismo" - zaznaczył Malinowski. Dokumenty te ujawniły autentyczny język mówiony, odmienny od cerkiewnosłowiańskiego znanego z latopisów.
Analiza tego języka skłoniła część badaczy do wniosku, że Słowian tej epoki należy dzielić nie na trzy, lecz cztery gałęzie - dodając archaiczną grupę północną. Język staronowogrodzki wykazuje elementy podobne do połabskiego. Dowodem archaiczności jest choćby nazwa Stargard, zachowująca pierwotną formę „gard", zanim przekształciła się w „gród", „gorod" czy „grad".
Ludność ta przybyła do Nowogrodu drogą lądową z pogranicza dzisiejszej Białorusi i Ukrainy, przebijając się przez osadnictwo Bałtów wschodnich. Nosiła ogólne miano Słowien. Malinowski przypomniał, że Nestor zaliczył do ludów lechickich także Radymiczów i Wiatyczów - co sugeruje, że pierwotny podział słowiańszczyzny mógł biec ukośnie, a nie prostą osią wschód-zachód.
Słowianie na południu Europy
Profesor przypomniał, że we wczesnym średniowieczu cała kontynentalna Grecja była słowiańska - świadectwa toponimiczne zachowały się nawet na Krecie. Na Peloponezie do dziś istnieją nazwy takie jak Gardenica, mimo że Grecy od stu lat je hellenizują.
Słowianie tworzyli tam tzw. sklawinie - obszary niepaństwowe, porównywalne z plemionami czy opolami. Nigdy nie stworzyli własnego państwa; organizm polityczny na tym obszarze zbudował koczowniczy lud Bułgarów, przybyły znad stepów pontyjskich. Część Słowian trafiała nawet jako żołnierze cesarstwa wschodniorzymskiego na front z muzułmanami w Bityni.
Poczucie wspólnoty
Mimo wewnętrznych walk Słowianie - zdaniem profesora - mieli poczucie wspólnoty, opartej przede wszystkim na wspólnym języku. Dowodem jest samo używanie nazwy „Słowianie" tam, gdzie stykali się z obcymi ludami: w Nowogrodzie wobec ludności fińskiej, na Pomorzu wobec osadnictwa niemieckiego.
Wzajemne zrozumienie utrzymywało się długo. Jeszcze w XVI wieku Polacy porozumiewali się bez większych trudności z Czechami, Rusinami czy Słowianami południowymi. Franciszkanin Benedykt Polak towarzyszył wyprawie legata papieskiego do Mongolii właśnie dlatego, że mówił po słowiańsku i mógł rozmawiać z Rusinami.
Historia Słowian połabskich, nowogrodzkich i południowych pokazuje, że wczesnośredniowieczna słowiańszczyzna była znacznie bardziej złożona etnicznie i językowo, niż sugeruje dzisiejszy podział na trzy gałęzie. Wiele z tych ludów, mimo demograficznej siły, zniknęło bez śladu - pochłonięte przez podbój, handel niewolnikami i kolonizację. Pozostały po nich nazwy miejscowości, teksty na korze brzozowej i pamięć o państwach, których granice dawno zatarła historia.