Narwa: rosyjskojęzyczne miasto na wschodniej granicy NATO
W Narwie, najdalej na wschód wysuniętym mieście Estonii, około 90 procent mieszkańców posługuje się na co dzień językiem rosyjskim, a wielu z nich nie mówi po estońsku. Miasto oddzielone od Rosji jedynie rzeką stało się areną cichej rywalizacji o pamięć historyczną i tożsamość, budząc obawy, że to właśnie tutaj Rosja mogłaby rozpocząć działania destabilizujące - od pojawienia się „zielonych ludzików” po ogłoszenie separatystycznego tworu. Reporterzy programu „Misja Bałtyk” odwiedzili Narwę, by opisać sytuację na wschodniej granicy Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Symbolicznym punktem miasta jest Most Przyjaźni, łączący Narwę z rosyjskim Iwangorodem. „Ta nazwa ciągle pozostała” - mówią autorzy reportażu, wskazując, że most, choć nazywany mostem przyjaźni, faktycznie oddziela świat zachodni od wschodniego. Przejść przez niego można wyłącznie pieszo i z odpowiednimi dokumentami. W dniu wizyty reporterzy zastali długą kolejkę osób oczekujących na przekroczenie granicy do Rosji.
Rozmowy w kolejce na granicy
W kolejce reporterzy rozmawiali z osobami zmierzającymi do Rosji, między innymi do Petersburga. Część rozmówców deklarowała, że jedzie „po prostu pospacerować”, i zapewniała, że w Rosji „żyje się dobrze, bardzo dobrze”. Na pytania o wojnę na Ukrainie odpowiadali wymijająco. Jeden z nich stwierdził, że winni konfliktu są „ci, którzy przyjechali na Ukrainę”, a inny odsuwał odpowiedzialność Rosji, twierdząc, że „konflikt zaczął się w 2014 roku”.
Rozmowy ujawniły charakterystyczne napięcie. Gdy reporterzy zauważyli, że sami nie mogą pojechać do Rosji, bo „nie puszczają”, jeden z rozmówców odparł, że „to znaczy, że mają problemy”. Na uwagę o trwającej wojnie padła odpowiedź: „Na Ukrainie jest świetnie, ale my się nie wtrącamy”.
Miasto rosyjskie w antyrosyjskim państwie
Narwa funkcjonuje w swoistym rozdwojeniu. Napisy w przestrzeni publicznej są wyłącznie estońskie, ale język, który słychać na ulicach, to rosyjski. Nawet Estończycy przebywający w mieście często od razu zwracają się po rosyjsku, zakładając, że inaczej nie zostaną zrozumiani.
Reporterów oprowadzał Siergiej, przedstawiciel narewskiego towarzystwa ochrony dziedzictwa, związany z Domem Ingri - miejscem spotkań Rosjan, którzy uciekli z Rosji i sprzeciwiają się polityce Władimira Putina. Wyjaśnił on genezę obecnej struktury ludnościowej miasta. W 1944 roku, gdy Niemcy wycofywali się przed nacierającą Armią Czerwoną, dawni mieszkańcy Narwy opuścili miasto lub zostali z niego usunięci. Po wkroczeniu wojsk radzieckich władze zabroniły im powrotu.
Na ich miejsce sprowadzono ludność z głębi Rosji. „Nie do końca wiadomo, dlaczego tak się stało” - zaznaczył Siergiej, wskazując jako możliwą przyczynę wydobycie uranu w pobliżu i istnienie zamkniętych miast. Zdaniem jego rozmówcy problemem nie jest brak dostępu do nauki estońskiego - języka tego uczono nawet w czasach radzieckich - lecz „psychologia okupantów”. „Oni uznają, że po prostu nie muszą uczyć się estońskiego” - stwierdził.
Siergiej dostrzega jednak powolną zmianę po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę. Estoński można dziś usłyszeć w kilku miejscach - w kolegium Uniwersytetu w Tartu, gdzie znajomość języka jest warunkiem uzyskania dyplomu, w otwartym dwa lata temu estońskim gimnazjum oraz w irlandzkim pubie odwiedzanym przez przyjezdnych z Tallina.
Spór o czołg i koncerty zza rzeki
Najbardziej wymownym przykładem podziału jest historia radzieckiego czołgu T-34, który do 2022 roku stał w Narwie zwrócony lufą w stronę Estonii. Dla części mieszkańców był symbolem obecności Rosji - fotografowano się przy nim między innymi podczas wesel.
Po wybuchu wojny estońskie władze postanowiły usunąć pomnik. Część miejscowych deputowanych chciała przenieść czołg na teren prywatny i utworzyć wokół niego muzeum, poza zasięgiem państwa. Narewskie towarzystwo, które reprezentuje Siergiej, wystosowało wówczas pismo do ministra spraw wewnętrznych. Posiedzenie rady miejskiej odwołano, a następnego dnia - 16 sierpnia - władze republikańskie, przy wsparciu policji i wojska, przewiozły czołg do muzeum wojskowego w Wimsi pod Tallinem.
Reakcja padła z drugiego brzegu rzeki. Według relacji Siergieja Rosjanie ustawili w Iwangorodzie podobny czołg, zapowiadając, że gdy „przyjdzie czas”, przeniosą go na estońską stronę. We wrześniu 2022 roku pojazd podjechał na gąsienicach nad samą granicę i oddał serię ślepych strzałów w kierunku Narwy.
W mieście przebywało wtedy około 500 uchodźców z Ukrainy, w tym z Mariupola, którzy - jak relacjonował Siergiej - bali się tych wystrzałów. On sam obserwował scenę ze wzniesienia. „Ludzie radośnie krzyczeli, pokazywali swoim dzieciom, że tam jest nasz czołg” - wspominał. Dodał, że część zgromadzonych cieszyła się nawet z tego, że pojazd strzelał, mimo że kierował ogień w ich stronę.
Rosja regularnie oddziałuje na mieszkańców także za pomocą koncertów. Na drugim brzegu, szczególnie 9 maja w Dzień Zwycięstwa, ustawiane są sceny i wielkie ekrany, a patriotyczne pieśni kierowane są ku estońskiej stronie rzeki. Według Siergieja w tym roku frekwencja na obchodach 9 maja była większa niż rok wcześniej. Rosjanie zaczęli też organizować dodatkowe wydarzenia, jak Dzień Obwodu Leningradzkiego.
Widmo separatystycznej republiki
Szefowa Domu Ingri, Jekateryna Kuzniecowa, przedstawicielka rosyjskiej opozycji przy Radzie Europy, dopuszcza scenariusz rozpadu Rosji podobnego do rozpadu Związku Radzieckiego. W jej wizji na obszarze dzisiejszego Petersburga mogłaby powstać Republika Ingria, mająca już własną nazwę, symbole i historię.
Reporterzy zwracają uwagę na precedens historyczny. W 1918 roku bolszewicy przybyli z Petersburga do Narwy, zajęli miejscową cerkiew i wspólnie z lokalnymi komunistami ogłosili powstanie Narewskiej Republiki Ludowej, która zażądała przyłączenia do Rosji Radzieckiej. Następstwem były aresztowania i rozstrzeliwania przeciwników komunizmu.
Autorzy podkreślają, że powtórzenie tego scenariusza w niezmienionej formie jest mało prawdopodobne, ale nie wykluczają wykorzystania go jako gotowego „know-how”. Chodziłoby o ogłoszenie tworu politycznego oderwanego od rzeczywistości i przedstawienie go jako wyrazu woli większości mieszkańców.
Wojna o pamięć na Błękitnych Wzgórzach
Reportaż pokazuje również, jak głęboki jest podział wokół oceny II wojny światowej. Na Błękitnych Wzgórzach pod Narwą znajduje się memoriał żołnierzy Dywizji Grenadierów SS, złożonej głównie z Estończyków, którzy latem 1944 roku przez dwa miesiące bronili dostępu do Tallina przed Armią Czerwoną.
Dla wielu Estończyków byli to bohaterowie - opóźnienie ofensywy pozwoliło części ludności uciec na emigrację. Autorzy przypominają kontekst: po zajęciu Estonii przez Sowietów na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow doszło do wywózek, wywłaszczeń i likwidacji cerkwi, co skłoniło część Estończyków do opowiedzenia się po stronie Niemiec jako mniejszego zła.
Miejscowi Rosjanie oceniają tych żołnierzy przeciwnie - jako zbrodniarzy, a za bohaterów uznają żołnierzy radzieckich. Ta rozbieżność pamięci historycznej, jak konkludują reporterzy, jest tak sprzeczna i wzajemnie wroga, że połączenie obu społeczności wydaje się dziś praktycznie niemożliwe.
Narwa pozostaje więc miejscem, w którym granica NATO i Unii Europejskiej przebiega nie tylko wzdłuż rzeki, lecz także przez tożsamość, język i pamięć jej mieszkańców. Zdaniem Siergieja polaryzacja będzie się pogłębiać wraz z rosnącym napięciem między Estonią a Rosją oraz coraz silniejszymi oczekiwaniami wobec rosyjskojęzycznej ludności, by uczyła się estońskiego.