Powrót

Sillamäe: atomowe miasto Stalina, którego nie było na mapie

W północno-wschodniej Estonii, około dwudziestu kilometrów od granicy z Rosją, leży Sillamäe - miasto zaprojektowane na początku lat 50. na osobiste zlecenie Józefa Stalina i Ławrientija Berii. Powstało po to, by przetwarzać uran z miejscowych łupków bitumicznych na potrzeby radzieckiego programu broni jądrowej. Przez dziesięciolecia było utajnione, nie figurowało na żadnych mapach, a dostęp do niego mieli wyłącznie wybrani. Dziś, po upadku komunizmu i wybuchu wojny w Ukrainie, opustoszałe miasto szuka nowej tożsamości.

Decyzja o budowie fabryki uranu zapadła w 1945 roku. Podstawą były badania geologiczne z lat 1946-1947, które wykazały, że w czarnych łupkach na tym terenie znajduje się tlenek uranu. Ponieważ Związek Radziecki potrzebował surowca do produkcji bomby jądrowej, zdecydowano o wzniesieniu w tym miejscu zakładu przetwórczego i całkowicie nowego miasta.

Projekt architektoniczny i urbanistyczny przygotowano błyskawicznie. Stalin i Beria osobiście akceptowali i nadzorowali plany. Efektem był spójny, starannie zaplanowany organizm miejski, utrzymany w reprezentacyjnej stalinowskiej estetyce, z domami kultury, obiektami sportowymi i dobrze zaopatrzonymi sklepami.

Miasto, które oficjalnie nie istniało

Od chwili powstania Sillamäe stało się miastem zamkniętym i głęboko utajnionym. Nie widniało na mapach, a sama nazwa nie była używana. W obiegu funkcjonowały kryptonimy - najczęściej „Skrzynka Pocztowa” lub „Skrzynka Pocztowa 22”.

Zasady utajnienia relacjonuje w miejscowym muzeum Anatolij, jeden z rozmówców. „To znaczyło, że po pierwsze, nie było go na mapach jako miejscowości. Po drugie, słowo Sillamäe nie było używane, ponieważ nazywano je skrzynką pocztową, obiektem i wieloma innymi nazwami” - wyjaśnia.

Miasto nie było ogrodzone drutem kolczastym ani zamknięte bramami. Kontrolę zapewniały nieustanne patrole i sprawdzanie dokumentów. Każda obca osoba była natychmiast legitymowana, a wjazd wymagał specjalnego pozwolenia. Ten reżim obowiązywał aż do ogłoszenia niepodległości przez Estonię. „Do momentu, kiedy Estonia ogłosiła niezależność, miasto pozostawało zamknięte” - mówi Anatolij, choć zaznacza, że pod koniec lat 80. i na początku 90. kontrole były już luźniejsze.

Miasto wzniesiono rękami jeńców wojennych, żołnierzy i więźniów. Początkowo pracowało tu około 18 tysięcy takich osób. Dopiero później zasiedlili je naukowcy, inżynierowie i eksperci, którzy mieli prowadzić prace nad wydobyciem i przetworzeniem uranu.

Radziecki raj dla wybranych

Sillamäe zbudowano według jednego, spójnego projektu i wzniesiono w ciągu zaledwie kilku lat. Za plany odpowiadał leningradzki instytut urbanistyczny, co widać w architekturze nawiązującej do Petersburga. W centrum zachowały się elementy stalinowskiej ornamentyki - sierp i młot, dekoracyjne gniazda, a na jednej z kamienic data budowy: 1955 rok.

Jak podkreśla Anatolij, w 1955 roku radziecki rząd wydał postanowienie „o przezwyciężeniu nadmiaru w architekturze”, co zakończyło epokę budowy tak ozdobnych domów. Sillamäe zdążyło powstać wcześniej i dlatego zachowało wyjątkowy charakter. „Miasto jest naprawdę piękne, a jego unikalność polega przede wszystkim na tym, że przetrwało w takim kształcie, w jakim je stworzono” - mówi.

Standard życia znacznie przewyższał resztę kraju. „Życie tu było oczywiście lepsze niż w pozostałym Związku Radzieckim” - zaznacza Anatolij. Mieszkańcy mieli dostęp do sportu, kultury, lepszego zaopatrzenia i wyższych płac. Pracy nie dostawał tu każdy - możliwość zamieszkania traktowano jako nagrodę dla wybranych.

Ponieważ produkcja miała charakter zaawansowany technologicznie, do miasta ściągali specjaliści z całego Związku Radzieckiego. „Przyjeżdżali ludzie z bardzo dobrym wykształceniem z całego kraju - geografia zasiedlenia obejmowała cały Związek Radziecki” - relacjonuje Anatolij. Wielu z nich jechało do zamkniętego miasta, nie znając wcześniej dokładnego celu podróży.

W muzeum odtworzono mieszkanie z lat 50., z oryginalnymi meblami i przedmiotami codziennego użytku z tamtego okresu. Za datę narodzin miasta uznaje się rok 1957.

Podwójny kryzys i nowa ludność

Otwarcie miasta po odzyskaniu niepodległości przez Estonię otworzyło nowy rozdział, ale i uruchomiło ciąg kryzysów. Radzieccy specjaliści z czasem wyjechali. Później w mieszkania i apartamenty inwestowali Rosjanie - częściowo na własny użytek, częściowo na wynajem.

Rosyjska agresja na Ukrainę odcięła jednak Sillamäe od tych inwestorów, którzy nie mogą już tu przyjeżdżać. Drugim ciosem stały się sankcje. Miejscowy port, do 2022 roku pełniący ważną rolę w transporcie towarów do Rosji, przestał funkcjonować.

Skutki widać w statystykach. Z 22 tysięcy mieszkańców pozostało niecałe 10 tysięcy. W środku wakacyjnego dnia miasto sprawia wrażenie opustoszałego kurortu - z zadbaną promenadą nad Bałtykiem, nielicznymi turystami i pojedynczymi mieszkańcami. Na budynkach pojawiają się ogłoszenia o sprzedaży.

Krajobraz ludnościowy zaczynają zmieniać imigranci z Indii i Pakistanu, którzy podejmują tu pracę, między innymi w restauracjach. W dawnym mieście Stalina spotkać dziś można starszych mieszkańców, garstkę turystów i przybyszów z odległych krajów szukających zarobku.

Sillamäe pozostaje przy tym miejscem wyraźnie rosyjskim - 97 procent ludności mówi po rosyjsku. W rozmowach z mieszkańcami nie słychać ostrej krytyki Związku Radzieckiego. Otwartej pochwały również nie, lecz wyczuwalny jest sentyment do czasów, którym miasto zawdzięcza swoje istnienie.

Fabryka, która zmieniła front

Ślady przeszłości są tu liczne. W centrum, naprzeciwko budynku rady miejskiej, w zadbanym parku wciąż stoi pomnik upamiętniający rewolucję październikową, wzniesiony w 1987 roku, w schyłkowym okresie komunizmu. Nikt nie próbował go usunąć ani zasłonić.

Symbolem zmiany stała się dawna fabryka uranu. Przejęli ją Kanadyjczycy i przestawili na produkcję metali ziem rzadkich. Zakład wciąż działa i pełni istotną rolę gospodarczą.

Historia Sillamäe zamyka się w wyrazistym paradoksie. Miasto zbudowane przez jeńców i więźniów zamieszkali później uprzywilejowani obywatele Związku Radzieckiego. Upadek komunizmu je opróżnił, a wojna w Ukrainie i sankcje pogłębiły kryzys. Zakład, który miał pracować na rzecz radzieckiego arsenału jądrowego, dziś wspiera gospodarkę niepodległej Estonii - a w dawnym mieście Stalina osiedlają się przybysze z Azji Południowej.