NATO w Ankarze: Europa przejmuje ciężar obrony, Amerykanie redukują obecność
Podczas szczytu NATO w Ankarze sojusznicy zadeklarowali rekordowy wzrost wydatków obronnych i ogłosili nowe programy zbrojeniowe, przygotowując się do przejęcia większej odpowiedzialności za konwencjonalną obronę Europy. Równolegle Stany Zjednoczone sygnalizują dalsze cięcia w swojej obecności wojskowej na kontynencie, co stawia europejskich członków sojuszu przed zadaniem szybkiego wypełnienia luk w zdolnościach - ocenia Piotr Szymański, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich.
Rekordowe wydatki, ale wyzwaniem jest ich przełożenie na zdolności
Wzrost wydatków obronnych sojuszników europejskich w latach 2024-2025 wyniósł 19 procent rok do roku. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte zapewnił Waszyngton, że Europa „robi więcej i wydaje więcej”, a nowe projekty i kontrakty zostały ogłoszone bezpośrednio w Ankarze.
Kluczowym wyzwaniem pozostaje jednak przełożenie deklaracji finansowych na realne zdolności wojskowe. „Proces budowania zdolności wojskowych jest długofalowy i rozłożony w czasie” - podkreśla Szymański. Wymaga skoordynowanego planowania między sojusznikami, by nie powstawały luki osłabiające odstraszanie.
W zeszłym roku państwa NATO uzgodniły zwiększenie wydatków obronnych do 5 procent PKB do 2035 roku, z czego 3,5 procent ma stanowić wydatki stricte obronne, a 1,5 procent - nakłady na infrastrukturę podwójnego zastosowania, obronę cywilną i odporność. Próg 3,5 procent osiąga obecnie pięć państw: kraje bałtyckie, Grecja i Polska. Blisko tego poziomu jest Dania. Litwa i Estonia utworzyły już „klub 5 procent”, wyprzedzając harmonogram NATO.
Nierównomierne rozłożenie ciężaru w Europie
Analiza wydatków obronnych pokazuje wyraźną koncentrację nakładów w regionie nordycko-bałtyckim. Według obliczeń Szymańskiego, państwa graniczące z Rosją - Polska, kraje bałtyckie i nordyckie, Niemcy - wraz z tradycyjnie zaangażowanymi w regionie Wielką Brytanią i Holandią odpowiadają za około 60 procent wszystkich wydatków obronnych europejskiego NATO.
Ta dysproporcja odzwierciedla różnice w percepcji zagrożenia. Państwa wschodniej flanki traktują rosyjską presję jako bezpośrednią i pilną, podczas gdy sojusznicy z południa Europy postrzegają ją jako odleglejszą.
Jedynym państwem NATO, które nadal nie spełnia progu 2 procent PKB uzgodnionego na 2024 rok, jest Słowenia. Kilka innych krajów, w tym Belgia, oscyluje wokół tej granicy.
Amerykańska redukcja i pytania o zastępowalność
Obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych w Europie wynosi obecnie około 75 tysięcy żołnierzy - poziom sprzed pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Ponad 60 tysięcy to obecność stała, głównie w Niemczech; ponad 10 tysięcy stanowią siły rotacyjne. W ostatnich dwóch latach Amerykanie wycofali z Europy dwie brygady rotacyjne, w tym jedną z Polski.
W czerwcu sekretarz obrony Pete Hegseth zapowiedział przegląd amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Ma on ocenić nie tylko liczebność sił, ale także reakcje sojuszników na operację przeciwko Iranowi oraz warunki wykorzystania infrastruktury i przestrzeni powietrznej. Wyniki przeglądu poznamy najpóźniej za sześć miesięcy.
Szymański wskazuje, że Amerykanie mogą również dokonywać przesunięć wewnątrz Europy - z zachodniej części kontynentu na wschodnią flankę. Toczą się rozmowy o stałej bazie amerykańskiej w Polsce. „Jeżeli na przykład zdecydują się na przesunięcie części sił bliżej źródła zagrożeń na wschodnią flankę, będzie można argumentować, że w pewnym sensie to odstraszanie zostało wzmocnione” - zaznacza ekspert OSW.
Część zdolności, które utrzymują Amerykanie, Europa może uzupełnić szybko - i część takich deklaracji już złożono w odpowiedzi na majowe komunikaty Pentagonu. Inne pozostają poza zasięgiem europejskich sojuszników w krótkim horyzoncie: lotnictwo bombowe, okręty nawodne i podwodne, łączność satelitarna, rozpoznanie i targeting. „Kluczowe jest to, żeby Amerykanie utrzymali część tych zdolności na czas naszych inwestycji” - podkreśla Szymański.
Nowe mechanizmy finansowe i przemysłowe
Forum przemysłowe w Ankarze przyniosło konkretne decyzje o wspólnym pozyskiwaniu zdolności, które Stany Zjednoczone mogą wycofać z teatru europejskiego: transportu lotniczego, tankowania samolotów w powietrzu oraz projektów satelitarnych. NATO ogłosiło również zakup do dziesięciu szwedzkich samolotów wczesnego ostrzegania.
Pod egidą Kanady powstaje Bank Obronności, Bezpieczeństwa i Odporności. Polska przystąpiła do inicjatywy z Finlandią, Wielką Brytanią i Holandią, ukierunkowanej na wspólne pozyskiwanie zdolności i finansowanie projektów zbrojeniowych. Napięcia między resortami obrony a ministerstwami finansów narastają w wielu państwach - najświeższym przykładem jest dymisja ministra obrony Wielkiej Brytanii.
70 miliardów euro rocznie dla Ukrainy
Media spekulują, że NATO zobowiąże się do przeznaczania 70 miliardów euro rocznie na pomoc wojskową dla Ukrainy w latach 2026-2027. Propozycja jest niemiecka, wspierana przez państwa nordyckie, które w zeszłym roku dostarczyły - jak wyliczono - jedną trzecią całości natowskiego wsparcia wojskowego dla Kijowa.
Mechanizm ma połączyć bazowe 40 miliardów euro z 30 miliardami z unijnej pożyczki. Uwspólnotowienie środków ma zapewnić bardziej proporcjonalne rozłożenie ciężarów. Od 2025 roku Ukraina nie otrzymuje już bezpośrednich donacji od Stanów Zjednoczonych - to wsparcie zostało wygaszone.
Istotnym elementem jest lista priorytetowych zakupów, w ramach której europejscy sojusznicy kupują amerykański sprzęt dla Ukrainy - głównie pociski PAC-3 do systemów Patriot. Do końca marca do mechanizmu wpłynęło ponad 4 miliardy dolarów, z czego Polska wpłaciła 100 milionów. „Ten mechanizm jest niezwykle istotny dla Ukrainy, bo zapewnia dostawy tych bardzo potrzebnych pocisków do systemów Patriot” - mówi Szymański.
Ekspert OSW zwraca uwagę, że największy ciężar polskiej pomocy przypadł na lata 2022-2023, gdy Warszawa przekazywała czołgi, artylerię i inne systemy z magazynów Sił Zbrojnych RP. Obecnie sojusznicza dyskusja koncentruje się przede wszystkim na obronie powietrznej - w kontekście rosyjskich ataków na Kijów.
NATO wzmacnia się na wschodniej flance i Bałtyku
Od 2023 roku obowiązują nowe regionalne plany obronne sojuszu, w których za region nordycko-bałtycki odpowiadają dowództwa w Norfolk i Brunsum. Z początkiem lipca odpowiedzialność za lądową obronę Łotwy i Estonii przejęło dowództwo korpusu niemiecko-holenderskiego.
W styczniu 2025 roku NATO uruchomiło operację Baltic Sentry - wzmocnioną aktywność na Bałtyku w odpowiedzi na ataki na podwodną infrastrukturę krytyczną. W grudniu 2024 roku statek ciągnący kotwicę przerwał kilka kabli telekomunikacyjnych i kabel energetyczny; wcześniej uszkodzony został gazociąg Baltic Connector.
Po wrześniowym naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony aktywowano Eastern Sentry - mechanizm wzmacniający ochronę przestrzeni powietrznej wschodniej flanki, do którego swoje siły alokowały Wielka Brytania, Dania, Niemcy i Turcja. Oba narzędzia są uruchamiane przez naczelnego dowódcę sił sojuszniczych w Europie bez konieczności uzyskiwania jednomyślności Rady Północnoatlantyckiej.
Polska i państwa wschodniej flanki nadal zabiegają o rozbudowę natowskiego systemu rurociągów paliwowych, którego rdzeń znajduje się w krajach Beneluksu, Niemczech i Francji. Postulat wciąż napotyka opór części sojuszników.
Rosnąca rola Niemiec i współpraca regionalna
Niemiecki budżet obronny ma w 2029 roku przekroczyć 150 miliardów euro. Berlin buduje stałą brygadę na Litwie, angażuje siły na Atlantyku i w Skandynawii, prowadzi patrole samolotów zwalczania okrętów podwodnych na Islandii. „Niemcy będą się stawały coraz bardziej państwem wschodniej flanki” - ocenia Szymański.
Polscy żołnierze - w tym artyleria i wojska powietrznodesantowe - ćwiczyli w ostatnich latach w fińskiej Laponii, a przede wszystkim obronę Bornholmu i Gotlandii. Umowa o zakupie okrętów podwodnych ze Szwecją to element strategicznego partnerstwa w regionie.
Grupa Wschodniej Flanki wypracowała w Unii Europejskiej inicjatywę Eastern Flank Watch, ukierunkowaną na wzmocnienie granicy zewnętrznej UE, między innymi przeciwko zagrożeniom dronowym. Podczas polskiej prezydencji w Radzie Państw Morza Bałtyckiego, zakończonej 30 czerwca, na porządku znalazły się ewakuacja ludności, schrony, bezpieczeństwo podwodnej infrastruktury krytycznej, przeciwdziałanie rosyjskiej flocie cieni i zagłuszaniu sygnału GPS.
Parasol nuklearny pozostaje, ale otwiera się dyskusja
Grupa Planowania Nuklearnego NATO wydała w czerwcu pierwszy od 2019 roku komunikat. Amerykański parasol nuklearny dla Europy pozostaje na miejscu, co jest sygnałem w stronę Moskwy. Szymański nie wyklucza jednak, że europejscy sojusznicy zaczną domagać się dostosowania odstraszania nuklearnego - na przykład rozmieszczenia dodatkowych taktycznych pocisków w Europie, ściślejszej współpracy z Wielką Brytanią i Francją lub rozszerzenia programu Nuclear Sharing na wschodnią flankę.
NATO w nowym wydaniu
Główny przekaz ze szczytu w Ankarze, według eksperta OSW, brzmi: powstaje silny europejski filar NATO, a sam sojusz pozostaje główną organizacją obrony zbiorowej obszaru euroatlantyckiego. „NATO się nie rozpada, NATO jest nadal głównym integratorem współpracy wojskowej” - podkreśla Szymański. Zmienia się jednak podział ról: większa część odpowiedzialności za konwencjonalną obronę Europy spocznie na sojusznikach europejskich, a Amerykanie dołożą kluczowe zdolności i utrzymają odstraszanie nuklearne.
Otwarte pozostaje pytanie o długofalową motywację europejskich rządów, zwłaszcza w scenariuszu zawieszenia broni między Rosją a Ukrainą. Sojusznicy wiedzą, jakie zdolności mają rozwijać; kluczowe będzie utrzymanie finansowania i zapewnienie, by okres przekształcenia NATO nie osłabił odstraszania. Ankara - zdaniem eksperta OSW - postawiła kropkę nad „i” w wielu programach zbrojeniowych, a przegląd wdrażania zobowiązań wypadł pomyślnie dla większości państw.