Nawrocki podpisał ustawę paliwową i zapowiedział kontrolę w Trybunale
Prezydent Karol Nawrocki w orędziu do narodu ogłosił podpisanie ustawy dotyczącej nadmiarowych zysków koncernów paliwowych, obarczając rząd Donalda Tuska pełną odpowiedzialnością za rekordowe ceny paliw i pogarszającą się sytuację finansów państwa. Jednocześnie zapowiedział skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym, podtrzymując zastrzeżenia co do jej zgodności z konstytucją.
Prezydent wskazał, że ceny paliw osiągnęły najwyższy poziom od lat. Benzyna na stacjach przekracza 8 zł za litr, a olej napędowy - 9 zł. „Cena paliw wpływa na wszystko” - stwierdził Nawrocki, wymieniając chleb dowożony do sklepu, mleko, produkty dla dzieci i materiały budowlane. Podkreślił, że od miesięcy domaga się rozwiązań prowadzących do realnego obniżenia kosztów.
Spór o mechanizmy obniżki cen
Nawrocki przypomniał kampanijne obietnice obecnej większości rządzącej, w tym zapowiedź paliwa „po 5,19” i deklaracje premiera, że wystarczy jedna decyzja - obniżenie podatku VAT. „Dziś jednak tych prostych decyzji jakoś nie może podjąć, a zamiast tego zasłania się ustawą” - ocenił prezydent.
Pierwszą rządową ustawę o nowym podatku paliwowym Nawrocki skierował do kontroli konstytucyjnej. Jak wyjaśnił, oczekiwał od rządu „przedstawienia poważnego projektu, który realnie rozwiązuje problem”. Następnie zaproponował własne rozwiązanie - ustawę obniżającą marże, czyli zyski koncernów paliwowych. Według prezydenta mechanizm ten oznaczałby natychmiastowy spadek ceny paliwa o ponad 2 zł na litrze. Projekt - jak stwierdził - został zamrożony przez marszałka Sejmu.
Prezydent zarzucił rządowi, że na wysokich cenach zarabia. „Olej napędowy po 9 zł to więcej pieniędzy w budżecie z VAT-u i większy zysk dla Orlenu, który potem wypłaci ministrowi finansów solidną dywidendę” - powiedział. Dodał, że rząd mógłby obniżyć ceny na stacjach bez nowych przepisów, tak jak uczynił to w sierpniu i wiosną, a przysłana na jego biurko ustawa nie zawiera mechanizmów przekazania środków z nowego podatku na obniżki.
Ostrzeżenie o stanie finansów państwa
Znaczną część wystąpienia Nawrocki poświęcił kondycji finansów publicznych. Powołał się na obniżenie przez agencję Moody's ratingu Polski - oceny wiarygodności, na którą, jak zaznaczył, kraj „pracował przez 35 lat”. Efektów tej decyzji spodziewa się w postaci droższego pożyczania pieniędzy przez państwo i zagrożenia dla inwestycji.
Prezydent wskazał, że w ciągu ostatnich trzech lat Polska zbliżyła się do progów ostrożnościowych, a część z nich już przekracza. Zwrócił uwagę, że ostrzega przed tym nawet powołana przez większość rządową Rada Fiskalna. Dochody z podatków są niższe od zakładanych, a dziura budżetowa po sierpniu - jak podał - przekracza 150 miliardów złotych.
Według Nawrockiego rząd w ciągu czterech lat zwiększa zadłużenie o ponad bilion złotych, co odpowiada ponad 26 tysiącom złotych długu na każdego Polaka. „Jak mówił, dziecko, które urodziło się dziś w polskiej rodzinie, ma już dopisane przez obecny rząd 26 tysięcy złotych długu.” - stwierdził. Zapowiedział również, że spodziewa się trafienia na swoje biurko propozycji podwyższenia nawet kilkunastu podatków. „Obywatel nie może być zakładnikiem i bankomatem rządzących” - oświadczył.
Oczekiwania wobec rządu i Sejmu
Prezydent sformułował konkretne żądania. Obniżki na stacjach mają nastąpić „od razu” i doprowadzić ceny do poziomu obiecanego w kampanii. „Każda złotówka pozyskana dzięki tej ustawie musi zostać wydana na obniżenie cen paliw. Nie za miesiąc. Nie po następnej politycznej awanturze” - podkreślił. Rozwiązania mają obowiązywać do czasu powrotu cen do poziomu bezpiecznego dla społeczeństwa.
Nawrocki domaga się także zwiększenia zwrotu za paliwo rolnicze do poziomu przywracającego opłacalność produkcji oraz rozpoczęcia przez Sejm prac nad jego projektem ustawy. „Zamiast nieudanej protezy musi powstać system gwarantujący niższe ceny na stacjach” - stwierdził.
Prezydent zaznaczył, że podpisanie ustawy nie oznacza wycofania zarzutów o jej niekonstytucyjność, i zapowiedział wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie jej w trybie następczym. „Rząd ma prawo proponować swoją politykę. Prezydent ma prawo ją oceniać” - powiedział. „Ale rachunku za polityczne błędy nie można po prostu położyć na stole polskiej rodziny”.
W końcowej części orędzia Nawrocki odniósł się do bezpieczeństwa. Przestrzegł, by „nie pomylić trudnego czasu ze słabą Polską”, i ostrzegł przed „dystrybucją strachu, z której cieszą się nasi wrogowie”. Deklarując, że nie chce „Polski nieustannej wojny politycznej”, wyraził przekonanie, że kraj może wyjść z obecnych trudności silniejszy, jeśli rząd „ponownie zajmie się tym, do czego został powołany”.
Wystąpienie wpisuje się w trwający spór między prezydentem a rządem o sposób reakcji na wysokie ceny paliw i kierunek polityki gospodarczej. Nawrocki przedstawił własne propozycje legislacyjne jako alternatywę dla rozwiązań rządowych, a decyzja o podpisaniu ustawy przy jednoczesnym skierowaniu jej do Trybunału Konstytucyjnego oznacza, że ostateczne rozstrzygnięcie co do jej zgodności z ustawą zasadniczą zapadnie poza polem bieżącej debaty politycznej.