Powrót

Spotkanie Wadephula z Ławrowem obnaża zwrot w polityce Berlina

Spotkanie ministra spraw zagranicznych Niemiec Johanna Wadephula z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem w Nowym Jorku zakończyło się bez żadnych ustaleń, lecz zdaniem Aleksandry Rybińskiej, publicystki zajmującej się Niemcami, odsłoniło głębszy proces: gotowość niemieckiego mainstreamu do powrotu do normalizacji relacji z Moskwą. W rozmowie emitowanej na Kanale Otwartym Rybińska oceniła, że dla Berlina rozmowy z Rosją pozostają narzędziem budowania pozycji na arenie międzynarodowej, a sam Wadephul „się skompromitował”, dając Ławrowowi okazję do kpin.

Spotkanie bez rezultatu

Do bezpośredniego kontaktu na szczeblu ministerialnym doszło po raz pierwszy od wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Oficjalne stanowisko niemieckiego rządu od 2022 roku głosiło, że z Rosją rozmawiać nie należy, a kontakty utrzymywano co najwyżej nieformalnie, poza poziomem ministerialnym.

Według Rybińskiej spotkanie było „nieprzemyślane i niezbyt mądre”. Ławrow wykorzystał je natychmiast, twierdząc, że to strona niemiecka zabiegała o rozmowę. Ani niemieckie MSZ, ani Urząd Kanclerski nie potwierdziły ani nie zaprzeczyły tej wersji.

Na spotkaniu nie zapadły żadne ustalenia. „Każdy mówił swoje” - podsumowała analityczka. Ławrow miał drwić, że jeśli Wadephul chciał wygłosić deklarację, mógł po prostu zadzwonić.

Wadephul tłumaczył inicjatywę naciskami innych państw, w tym Egiptu i krajów afrykańskich, zaniepokojonych zakłóceniami w dostawach zboża przez Morze Czarne. Poruszył też sprawę drona z ładunkiem wybuchowym, który pojawił się na lotnisku w Lipsku. Zdaniem Rybińskiej argumentacja ta była naiwna: zakłócanie pomocy dla Ukrainy leży w bezpośrednim interesie Rosji, a niemiecki minister nie miał nic do zaoferowania w zamian.

Źródła niemieckiego zwrotu

Rybińska odrzuciła tezę niemieckich ekspertów, że inicjatywa była próbą odebrania wyborców prorosyjskiej Alternatywie dla Niemiec (AfD). „AfD to jest takie coś, co się zawsze wskazuje w niemieckiej polityce, jak trzeba uzasadnić coś” - stwierdziła.

Rzeczywistych źródeł upatruje w utrwalonym przekonaniu o roli Niemiec w świecie. Jak przypomniała, Angela Merkel wielokrotnie - także na konferencji bezpieczeństwa w Monachium - podkreślała, że globalna pozycja Niemiec zależy od ich udziału w rozstrzygnięciach takich jak negocjacje wokół wojny na Ukrainie. Najgorszym scenariuszem dla Berlina było, jej zdaniem, ustalanie czegokolwiek „nad głowami Niemiec”.

To przekonanie legło u podstaw polityki „Russia first”. Rosja była lewarem, który pozwalał Niemcom występować w roli pośrednika utrzymującego dobre relacje z Moskwą - w odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych, gdzie napięcia były trwałe. „Grały powyżej swoich możliwości, bo są średnim państwem” - oceniła Rybińska.

Zdaniem analityczki Berlin próbował „wepchnąć się” do negocjacji pokojowych prowadzonych przez Donalda Trumpa, z których wykluczona jest Europa. Inicjatywę podjęto bez Francji i Wielkiej Brytanii, czyli bez trzonu koalicji chętnych - jako samodzielną próbę sięgnięcia po europejskie przywództwo. Próbę nieudaną.

Sprzeczności w przekazie

Rybińska wskazała na niespójność niemieckiej polityki. Z jednej strony kanclerz Friedrich Merz zapowiada twardszy kurs wobec Rosji i wzmożone wsparcie dla Ukrainy, z drugiej - ministerstwo podejmuje rozmowy skazane z góry na niepowodzenie, bo Rosja jest zdeterminowana, by wojnę kontynuować.

Problemem pozostaje brak realnych środków nacisku. Kolejny pakiet sankcji objął, według analityczki, około trzech tysięcy nazwisk, lecz Francja wynegocjowała wyłączenie z listy jednego oligarchy. Rosyjska flota cieni, początkowo ścigana pod różnymi banderami, zaczęła ponownie pływać pod rosyjską flagą, co utrudnia egzekwowanie obostrzeń.

Rybińska zwróciła uwagę na rozbieżność przekazu w samej Europie. Gdy minister Radosław Sikorski deklaruje, że pewne działania Rosji nie będą tolerowane, „wyskakuje pan Wadephul”, pokazując Moskwie, że Europa jest podzielona. Jak dodała, właśnie na tym podziale zależy Rosji.

Kolejnym źródłem niespójności jest proces przeciwko Ukraińcom oskarżanym o wysadzenie gazociągu Nord Stream. Jeden z podejrzanych, który przebywał w Polsce i nie został wydany, trafił w ręce Niemiec po zatrzymaniu w Chorwacji. Rybińska krytykuje definiowanie gazociągu jako infrastruktury cywilnej, wyjętej z kontekstu wojennego: „Ordnung muss sein - porządek musi być”. Na tej sprzeczności, jej zdaniem, skorzysta wyłącznie Rosja.

Mainstream wraca do normalizacji

Analityczka ocenia, że obecne otwarcie wobec Rosji nie jest reakcją na sukcesy opozycji w wyborach regionalnych, lecz wyrazem głębszej gotowości niemieckiego mainstreamu do normalizacji. Politykę „zmiany przez zbliżenie” prowadziły SPD i chadecja przez dekady, od czasów Ostpolitik Willy’ego Brandta.

Założenie, że przyciągnięcie Rosji uczyni ją bardziej liberalną, Rybińska uznała za obalone. Przypomniała, że prezydent Frank-Walter Steinmeier zapowiadał, iż wraz z gazem i ropą do Rosji przenikną wartości demokratyczne - co się nie wydarzyło.

Mimo to, zdaniem analityczki, w Berlinie utrzymuje się przekonanie, że Putin nie wygra wojny i że jego reżim w końcu upadnie, ustępując miejsca „nowej Rosji”, z którą będzie można współpracować. „My w Polsce patrzymy na to inaczej. Rosja się nie zmienia, niezależnie od tego, kto jest jej przywódcą” - zaznaczyła.

Alternatywy Berlin nie znalazł. Próba zastąpienia Rosji Chinami okazała się równie ryzykowna, a w niemieckiej strategii wobec Pekinu zapisano wprost, że Chiny stały się rywalem - także dla przemysłu samochodowego.

Kraj w głębokiej przebudowie

Rybińska opisała rosnącą wewnętrzną niestabilność Niemiec. W latach 90. SPD i CDU zdobywały razem 80-90 procent głosów; dziś wynik CDU na poziomie 25 procent uchodzi za dobry, a SPD oscyluje wokół 12 procent. Poparcie przesuwa się ku skrajnościom - AfD oraz skrajnie lewicowej Die Linke, która wygrała wybory w Berlinie.

Źródłem tej polaryzacji jest, według analityczki, głęboki brak zaufania do dotychczasowych elit. Kanclerz Merz cieszy się - jak podała - poparciem na poziomie kilkunastu procent, niższym niż jego poprzednik Olaf Scholz. Do tego dochodzą obawy o dobrobyt, emerytury i system socjalny oraz debata o „obrazie miejskim” (Stadtbild), czyli wyglądzie niemieckich miast.

Rybińska przywołała dane o pochodzeniu migranckim osób do 16. roku życia. W części zachodnich Niemiec grupa ta przekracza 50 procent, co - przy kryzysie demograficznym - ma konsekwencje także dla obronności. Młodzież z rodzin imigranckich, jak zauważyła, nie czuje się odpowiedzialna za zbrodnie II wojny światowej, a jej wiedza na ten temat bywa znikoma.

Projekt budowy największej armii lądowej Europy, liczącej do 300 tysięcy żołnierzy, napotyka - zdaniem analityczki - barierę demograficzną i problemy z pozyskaniem rekrutów. Trudności widać już przy brygadzie na Litwie. Sama Bundeswehra jest, jej zdaniem, źle zarządzana od lat, a dodatkowe fundusze przeznaczano na pensje i emerytury. Budowa sprawnej armii wymagałaby, jak oceniła, 10-20 lat - podczas gdy Rosja prowadzi działania hybrydowe już teraz.

Konsekwencje dla Polski

Rybińska przewiduje, że skupione na własnych problemach Niemcy będą miały mniej uwagi dla Polski, lecz będą próbowały przerzucać na partnerów koszty swojej polityki. Jako przykład wskazała pakt migracyjny: orzeczenia Trybunału w Karlsruhe nakazują zapewnienie podstawowego utrzymania każdemu przebywającemu w Niemczech, co czyni z zasiłków magnes dla migrantów i generuje koszty obciążające innych.

W kwestiach historycznych analityczka nie spodziewa się zmiany. AfD przejęła środowiska wypędzonych, dawniej obsługiwane przez prawicowe skrzydło CDU i Erikę Steinbach, i głosi narrację rewizjonistyczną - przykładem są zawyżane przez Björna Höckego liczby ofiar nalotów na Drezno. Jednocześnie w młodym pokoleniu narasta potrzeba odcięcia się od przeszłości, a politykę pamięci sprowadzono - zdaniem Rybińskiej - do „zestawu rytuałów pozbawionych treści”.

Jako symbol przemian analityczka przytoczyła sytuację w Berlinie, gdzie Die Linke zabiega o koalicję z SPD i Zielonymi, a jej politykom zarzuca się powiązania z libańskimi klanami przestępczymi. „Mamy zupełnie inne Niemcy” - podsumowała, porównując zjawisko do procesów we Francji. Jej wniosek końcowy: Niemcy wkroczyły w wielką przebudowę, która potrwa długo i której finał pozostaje nieznany.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter