Powrót

Nawrocki złamał wolę Kaczyńskiego. Prawica podzielona sporem o Wałęsę

Prezydent Karol Nawrocki wręczył nominację na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego sędziemu Zbigniewowi Kapińskiemu, ignorując publiczny sprzeciw Jarosława Kaczyńskiego. Decyzja z ostatnich dni wywołała najostrzejszy od miesięcy konflikt na prawicy - z jednej strony między Pałacem Prezydenckim a kierownictwem PiS, z drugiej między prezydentem a środowiskiem Telewizji Republika i profesorem Sławomirem Cenckiewiczem.

Kandydatura, która podzieliła prawicę

Zgromadzenie ogólne sędziów Sądu Najwyższego pod koniec lutego wyłoniło pięciu kandydatów na następcę Małgorzaty Manowskiej, której kadencja upływała 26 maja. Wśród nich znaleźli się Paweł Czubik, Tomasz Demendecki, Zbigniew Kapiński, Aleksander Stępkowski i Mariusz Załucki. Kapiński otrzymał najsilniejsze poparcie sędziów - 18 głosów.

W miarę zbliżania się końca kadencji Manowskiej w mediach pojawiały się doniesienia o zabiegach na rzecz kandydatury Kapińskiego. Za jego wyborem mieli lobbować u prezydenta między innymi Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki, Julia Przyłębska oraz sama Małgorzata Manowska.

Wpis Kaczyńskiego i decyzja prezydenta

Trzy dni przed końcem kadencji Manowskiej głos zabrał publicznie Jarosław Kaczyński. Prezes PiS napisał w serwisie X: „26 lat, jakie dzielą nas od pseudoprocesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, i 18 lat od wydania książki IPN, która opisała nie tylko sprawy agenturalnej przeszłości Wałęsy, ale również sądową lustrację z 2000 roku. Nie wyobrażam sobie, aby sędzia, który brał w tym udział, został pierwszym prezesem Sądu Najwyższego”.

Wpis był jednoznacznym sygnałem dla prezydenta, aby zrezygnował z tej kandydatury. Nawrocki postąpił jednak inaczej - wręczył Kapińskiemu nominację na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego.

W Pałacu Prezydenckim nie ma wątpliwości, że stanowisko Kaczyńskiego było efektem rozmowy ze Sławomirem Cenckiewiczem. 23 kwietnia doszło do spotkania obu polityków - sam Cenckiewicz opublikował wówczas zdjęcie z podpisem: „To był dobry dzień. Walczymy. Dziękuję prezesie za rozmowę”. Zdaniem osób znających prezydenta presja mogła przynieść skutek odwrotny do zamierzonego i utwardzić jego stanowisko.

Spór o sprawę Wałęsy

Zarzuty wobec Kapińskiego dotyczą jego udziału w postępowaniu lustracyjnym Lecha Wałęsy z 2000 roku, zakończonego stwierdzeniem, że były prezydent złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Cenckiewicz, autor książki „SB a Lech Wałęsa”, twierdzi, że sąd dysponował wówczas dowodami wystarczającymi do uznania Wałęsy za agenta, a Kapiński mógł złożyć zdanie odrębne, czego nie zrobił.

„Karolu, popełniłeś straszny błąd i nawet to, kto i w jaki sposób cię do tego namówił, nie tłumaczy tego błędu” - napisał Cenckiewicz po ogłoszeniu nominacji. W innym wpisie stwierdził, że Polska nie może mieć pierwszego prezesa, który „dopuścił się takiego kłamstwa”. Były szef BBN dodał: „Sprawa Wałęsy, jego sądowych pomagierów jest tyleż publiczna, co moja”.

Pałac Prezydencki odpiera zarzuty. Rzecznik Rafał Leśkiewicz przypomniał, że w sierpniu 2000 roku sąd apelacyjny nie dysponował wszystkimi dokumentami komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, które są znane dzisiaj. Sam Kapiński w wywiadzie dla Polski 24 stwierdził: „Czyni mi się zarzut wręcz taki poważny, że to była manipulacja, że to była wręcz zbrodnia sądowa w 2000 roku. Jestem tym zdumiony. To jest bardzo niesprawiedliwa opinia”. Podkreślił, że kluczowe dokumenty znajdowały się w szafie Kiszczaka i stały się jawne znacznie później.

Frontalny atak Telewizji Republika

Środowisko Telewizji Republika przyłączyło się do krytyki prezydenta w sposób bezprecedensowy. Na paskach informacyjnych Karol Nawrocki przestał być tytułowany jako prezydent - pojawiał się w kontekstach sugerujących „recydywę postkomunistycznej kasty sędziowskiej”. Grafiki towarzyszące programom pokazywały Nawrockiego obok uśmiechniętego Wałęsy, a w innej wersji także Morawieckiego.

Część publicystów Republiki sugerowała, że nominacja Kapińskiego to zapowiedź budowy nowego, bardziej umiarkowanego centrum politycznego, oddalającego się od twardego nurtu prawicy. W komentarzach padają zarzuty, że prezydent odcina się od środowisk, które go wspierały.

Reakcja widzów okazała się jednak dla stacji zaskakująca. W mediach społecznościowych narasta fala krytyki wobec Republiki - z sugestiami, że rolą dziennikarzy jest informowanie i komentowanie, a nie kreowanie polityki ani piętnowanie prezydenta.

Podziały wewnątrz PiS

Politycy Prawa i Sprawiedliwości są głęboko podzieleni. Część z nich uważa, że publiczne zignorowanie Kaczyńskiego przez Nawrockiego rzuci trwały cień na relacje między Nowogrodzką a Pałacem Prezydenckim. „Jarosław Karolowi tego nie zapomni” - mówi jeden z polityków znający obie strony. Pojawiają się porównania do erozji relacji Kaczyńskiego z Andrzejem Dudą.

Inny rozmówca określił decyzję prezydenta jako „koszmarny błąd”, argumentując, że dla ideowej prawicy to „nóż w plecy”, bo wyborcy głosowali na Nawrockiego, „aby zmienił system, a nie się z nim dogadywał”.

Zwolennicy prezydenta przypominają natomiast, że Kapiński niedawno był chwalony na prawicy za udział w orzeczeniu korzystnym dla Dariusza Barskiego, uznającym jego odwołanie z funkcji prokuratora krajowego za prawnie wadliwe. Podnoszą też, że prezydent kierował się dobrem sądownictwa, a nie interesem partii.

Test siły na prawicy

To już druga sytuacja w krótkim czasie, gdy autorytet Kaczyńskiego zostaje publicznie zakwestionowany - wcześniej uczynił to Mateusz Morawiecki. W kuluarach PiS coraz częściej mówi się, że pozycja prezesa słabnie, a część polityków prawicy zaczyna orientować się na ośrodek prezydencki.

Spór dotyczy nie tylko personaliów, lecz kierunku, w jakim pójdzie obóz prawicy - czy postawi na przekaz radykalny i ideowy, czy na umiarkowany, otwarty na budowanie mostów. Publicysta Rafał Ziemkiewicz ocenił, że opozycja marnuje kolejny polityczny moment, „urządzając nagle inbę przeciwko prezydentowi, który jako jedyny ma szansę to skłócone tałatajstwo ogarnąć”. Nominacja Kapińskiego stała się symbolem walki o znacznie wyższą stawkę niż jedno stanowisko w Sądzie Najwyższym.