Powrót

Szumowski ostrzega: system ochrony zdrowia zmierza ku zapaści finansowej

Były minister zdrowia Łukasz Szumowski w rozmowie z Kamilą Baranowską w kanale Otwartym ocenił, że polska ochrona zdrowia stoi przed rekordowym deficytem NFZ, a decyzje resortu - od cięć finansowania radiologii po zamykanie porodówek - pogłębiają kryzys zamiast go rozwiązywać. Kardiolog wskazał również, że mimo dramatycznej sytuacji finansowej środowisko medyczne pozostaje w niespotykanym wcześniej milczeniu.

Rekordowy budżet i rekordowy deficyt

Szumowski przypomniał, że w 2021 roku sytuacja finansowa Narodowego Funduszu Zdrowia była stabilna, a nawet występowały nadwyżki. Prognozy na 2026 rok mówią natomiast o luce sięgającej 20 miliardów złotych, a według niektórych szacunków nawet 23 miliardów.

- To jest dosyć przerażające dla mnie jako dla człowieka, który może się leczyć, ale też dla lekarza, bo to znaczy, że po prostu nie ma pieniędzy na służbę zdrowia - powiedział były minister. Zwrócił uwagę na paradoks: budżet NFZ wynosi rekordowe 221 miliardów złotych, a jednocześnie system generuje rekordowy deficyt.

Szumowski wskazał, że problem nie leży wyłącznie w wysokości nakładów, ale przede wszystkim w sposobie zarządzania. - Nie ma czegoś takiego w polityce, że nie ma pieniędzy. Jeżeli nie ma pieniędzy, to znaczy, że priorytetem nie jest w tej chwili zdrowie - stwierdził.

Cięcia w radiologii jako błąd długofalowy

Były minister szczególnie krytycznie ocenił ograniczenie finansowania tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego. Jego zdaniem to decyzja, której skutki odczujemy za kilka lat w postaci nowotworów wykrywanych w bardziej zaawansowanych stadiach.

- Po to wprowadzaliśmy te nielimity, żeby pacjent, który ma jakieś dolegliwości, miał szybko diagnostykę - przypomniał Szumowski. Wskazał, że wiele nowotworów wykrywa się przypadkowo podczas badań wykonywanych z innych przyczyn, na przykład tomografii serca i naczyń.

Zdaniem kardiologa proste cięcie finansowania przypomina ściskanie żelka: pieniądze "wypłyną z każdej innej strony". - Za chwilę okaże się, że będziemy hospitalizowali pacjentów, żeby zrobić im tomografię, czyli koszty będą jeszcze większe - ostrzegł. Zamiast obcinania środków proponuje kontrolę powtórzonych badań u tego samego pacjenta - narzędzie, którym NFZ dysponuje dzięki dostępnym danym.

Wydłużające się kolejki i słabnąca profilaktyka

Szumowski potwierdził, że między 2021 a 2025 rokiem wydłużył się czas oczekiwania do specjalistów, na diagnostykę i świadczenia. Zabrakło również pieniędzy na zapłatę nadwykonań, co uderza szczególnie w szpitale powiatowe.

Były minister uznał za mit twierdzenie ministerstwa, że programy profilaktyczne działają wzorowo. - To nie jest profilaktyka, jeżeli ktoś już ma krwawienie z przewodu pokarmowego. To jest diagnostyka konkretnego stanu chorobowego - wyjaśnił. Wskazał, że odsetek Polaków korzystających z badań profilaktycznych to zaledwie kilka procent, podczas gdy w Skandynawii sięga on 90 procent w przypadku mammografii i kolonoskopii.

Rozwiązaniem, jego zdaniem, mogłoby być powiązanie wynagrodzenia lekarzy POZ z realizacją celów profilaktycznych - na wzór systemów zagranicznych, w których medyk rodzinny otrzymuje dodatki za odsetek zaszczepionych pacjentów lub wykonanych kolonoskopii.

Milczenie środowiska medycznego

Były minister z zaskoczeniem odnotowuje brak protestów pracowników ochrony zdrowia mimo pogarszającej się sytuacji finansowej placówek. - Gdzie są koledzy rezydenci, gdzie jest Naczelna Rada Lekarska, gdzie są izby lekarskie? Gdzie jest Związek Pielęgniarek i Położnych, z którym negocjowałem wielokrotnie godzinami? - pytał retorycznie.

Odbywał się protest szpitali powiatowych, jednak - jak zauważył Szumowski - nie widać "czarnych worków pod ministerstwem". - Chyba się świetnie dzieje, tylko nie wiem komu - skomentował ironicznie. Sugerował, że milczenie może mieć podłoże polityczne, choć zastrzegł, że nie należy ani do izby lekarskiej, ani do związku zawodowego.

Zarobki lekarzy i dwa sektory

Były minister przyznaje, że pojawiające się w mediach przypadki bardzo wysokich wynagrodzeń w medycynie budzą uzasadnione oburzenie, jednak są to sytuacje jednostkowe. Średnie pensje lekarskie kształtują się jego zdaniem na poziomie 20–30 tysięcy złotych. Jako profesor "belwederski" otrzymuje pensję 14 tysięcy złotych brutto - kwotę, której nie uznaje za wygórowaną.

Szumowski postuluje otwarcie debaty o rozdzieleniu praktyki publicznej i prywatnej. Wskazuje modele zagraniczne, między innymi harvardzki, w którym uczelnia pobierała odsetek od prywatnego przychodu lekarza, dopuszczając ograniczoną praktykę prywatną. - Można prowadzić prywatną praktykę po godzinach w tych samych jednostkach ochrony zdrowia. Tych rozwiązań jest multum, ale warto o nich zacząć rozmawiać - mówił.

Kluczowe, jego zdaniem, jest ograniczenie sytuacji, w których lekarze rozgrywają między sobą kilku pracodawców. - Powinno być tak, że lekarz pracuje w tym jednym miejscu tyle czasu, żeby wydajnie pomógł pacjentom, a nie równolegle w trzech innych - stwierdził.

Porodówki, szpitale powiatowe i mapa potrzeb

Szumowski krytycznie ocenił sposób prowadzenia dyskusji o zamykaniu porodówek. Przypomniał, że jeszcze podczas jego kadencji przygotowana została mapa potrzeb zdrowotnych w położnictwie uwzględniająca geografię, drogi dojazdowe i liczbę porodów. Za rozsądny próg uznano wtedy odległość 40 kilometrów. - Nie tak, że 100 kilometrów w Bieszczadach. Na Boga, trochę zdrowego rozsądku w tym wszystkim - komentował.

Były minister opowiada się za wprowadzeniem jednego systemu właścicielskiego szpitali na poziomie województwa. Obecnie powiaty prowadzące własne placówki często absurdalnie ze sobą konkurują. Zdaniem Szumowskiego każdy szpital powiatowy powinien pełnić sprofilowaną funkcję - jeden mógłby specjalizować się w chirurgii, inny w opiece długoterminowej, jeszcze inny w internie.

Były minister sceptycznie odniósł się do pomysłu wprowadzania konkurencji dla NFZ. Przypomniał, że funkcjonujące niegdyś kasy chorych ostatecznie zostały ujednolicone, a on sam nie wierzy w "uzdrawiającą moc" konkurencji w obecnej sytuacji.

Niewyciągnięte lekcje z pandemii

Szumowski przyznał, że Europa nie wyciągnęła wniosków z pandemii COVID-19. - Zaskakuje mnie, że nie ma dostępnych analiz i raportów dotyczących reakcji poszczególnych krajów, żeby wyciągnąć wnioski i stworzyć jakiś jeden model - mówił.

Szczególnie niepokojące, w jego ocenie, jest pogłębienie zależności Unii Europejskiej od dostaw z zewnątrz. Uzależnienie od środków ochrony osobistej wzrosło po pandemii z 50 do 70 procent, a większość substancji czynnych do produkcji leków pochodzi z Chin i Indii.

Były minister przywołał przykład szczepionek na HPV, które przez rok lub dwa były niedostępne w Europie, ponieważ Chiny wykupiły cały nakład. - To pokazuje, jak drastyczne mogą być fluktuacje na rynku farmakologicznym - ostrzegł. W scenariuszu globalnego konfliktu Europa mogłaby zostać pozbawiona dostępu do substancji czynnych. Politycy unijni, z którymi rozmawiał na spotkaniach ministrów zdrowia, nie chcą jednak podejmować decyzji o przywróceniu produkcji na kontynencie, bo oznaczałaby ona wzrost cen leków.

Gotowość na sytuacje kryzysowe

Szumowski wyraził wątpliwość, czy Polska jest gotowa na kryzysowe scenariusze - od uderzenia drona w blok mieszkalny po szerszy konflikt zbrojny. Docenił ideę korpusu medycznego, jednak ocenił, że rola medyków na wypadek godziny "W" nie jest wystarczająco jasno określona i nie funkcjonuje w powszechnej świadomości.

Za pozytywny przykład podał kraje skandynawskie, w których społeczeństwo jest instruowane, gdzie się przemieszczać, którędy przekraczać rzeki, gdzie znajdują się schrony. - Warto, żeby to funkcjonowało na poziomie lokalnych społeczności - gmin, powiatów, miast - postulował.

Współodpowiedzialność zamiast utopii

Zapytany o istnienie idealnego systemu ochrony zdrowia, Szumowski odpowiedział, że taki model nie istnieje. Amerykański uważa za "dramatycznie niefunkcjonalny", brytyjski za niewydolny - pacjenci przyjeżdżający stamtąd do Polski wskazują, że na kardiologa czeka się w Wielkiej Brytanii dwa do czterech razy dłużej. Za dobry uznaje system belgijski, który jednak także mierzy się z brakiem środków.

Były minister proponuje wprowadzenie mechanizmów współodpowiedzialności pacjentów - na przykład zniżek w składce zdrowotnej dla osób regularnie wykonujących badania profilaktyczne. Postuluje także wystawianie pacjentom rachunków za pobyt w szpitalu, by zwiększyć świadomość rzeczywistych kosztów leczenia.

Krytycznie ocenia rynek prywatnych abonamentów medycznych. - Prywatne pakiety nie załatwią poważnych spraw. Pacjent i tak jest odsyłany do publicznego sektora z nowotworem, z problemem operacji poważnej - stwierdził. Zauważył, że Polacy wydają ogromne kwoty na suplementy diety, które starczyłyby na sfinansowanie realnych interwencji medycznych o udowodnionej skuteczności.

Bilans, kropka i pytanie o powrót

Broniąc dorobku swojej kadencji, Szumowski wymienił wprowadzenie ustawy o 6 procent PKB na zdrowie, e-recepty, e-zwolnienia, uruchomienie platformy P1, programu 75 plus, rozszerzenie listy leków refundowanych oraz sfinansowanie leczenia SMA. - Proszę mi wymienić pięć takich działań w ciągu ostatnich dwóch lat - rzucił wyzwanie obecnym rządzącym.

Wśród pozytywnych inicjatyw obecnego rządu wskazał ustawę wymierzoną w "hochsztaplerów" oraz próbę ograniczenia sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych, choć ta ostatnia nie została wdrożona.

Zapytany, czy wróciłby na stanowisko ministra zdrowia, odpowiedział jednoznacznie negatywnie. - Moja żona powiedziała, że wystarczającą ilość stresu przeżyła - wyjaśnił. Przyznał, że rodzina wspomina okres pandemii jako traumę. Wyraził jednak przekonanie, że gdyby nie COVID, "nikt by nawet nie znał nazwiska ministra zdrowia" z tamtego okresu. Ochrona zdrowia - zdaniem byłego szefa resortu - powinna wrócić do politycznej debaty jako temat priorytetowy, ale wymaga to od wyborców rozliczania polityków z obietnic, a nie tylko wysłuchiwania ich w kampaniach.