Niemcy, Bruksela i Ukraina: dlaczego Polska nie buduje sojuszy na Bałtyku
Analitycy oceniają, że Polska mimo rosnącego potencjału militarnego i gospodarczego nie potrafi w pełni wykorzystać swojej pozycji do zacieśnienia współpracy z państwami bałtyckimi i regionem Morza Bałtyckiego. W dyskusji, w której udział wzięli między innymi Łukasz Jasina oraz publicysta określany jako "pan Józef", wskazano trzy główne przeszkody: dominację niemieckiego kapitału, rosnącą podmiotowość Brukseli oraz - co uczestnicy podkreślali najmocniej - słabość samej polskiej dyplomacji.
Punktem wyjścia było pytanie, dlaczego Polsce nie udaje się doprowadzić do skuteczniejszej współpracy państw regionu w ramach NATO. Rozmówcy zgodzili się, że pewne postępy nastąpiły, lecz są niewystarczające wobec dostępnych możliwości.
Niemiecki interes jako bariera
Zdaniem Jasiny kluczową przeszkodą pozostaje polityka Berlina. "Niemcy jednak bezpardonowo bronią swojego interesu tych 80 milionów mieszkańców, ich bezpieczeństwa, siły i znaczenia Niemiec" - mówił. Według niego oznacza to, że Berlin "nie może dopuścić do istnienia w Europie rządów, które będą w stanie choćby fragmentarycznie rzucać im wyzwanie".
Jasina zwrócił uwagę na zmianę, jaka miała nastąpić około 2015 roku. Wcześniej - jego zdaniem - Niemcy w wielu sprawach liczyły się z interesem partnerów, świadome, że nie zbudowałyby swojej pozycji gospodarczej bez rynków zbytu w Europie Środkowo-Wschodniej po 1990 roku. Obecnie mają bronić własnego interesu znacznie bardziej stanowczo.
Jako przykład reakcji Berlina na niezależne inicjatywy regionalne rozmówca wskazał Trójmorze. Inicjatywa ta, jak stwierdził, "wymknęła się spod niemieckiej kontroli" i stała się na tyle istotna, że Niemcy - początkowo próbujące ją torpedować - ostatecznie postanowiły stać się jej częścią.
Konsekwencją, według Jasiny, jest to, że państwa regionu - od Danii, Szwecji i Finlandii, przez kraje bałtyckie, po państwa wyszehradzkie - "nie mogą nie liczyć się z relacjami z Niemcami". Decydująca ma być siła niemieckiego kapitału, określonego jako "najsilniejszy kapitał w tym regionie", oraz polityczne znaczenie Berlina.
Rola Brukseli i Waszyngtonu
Odmienny akcent w dyskusji położył drugi z rozmówców, który zwrócił uwagę na rosnącą samodzielność Komisji Europejskiej. "Od jakichś 7-8 lat Bruksela zaczyna grać oddzielną rolę podmiotową w całej Unii Europejskiej, i Niemcy nie zawsze potrafią szybko wymusić na komisji kroki, które by odpowiadały Niemcom" - stwierdził.
Jako aktualny przykład tego napięcia wskazał spór o ceny energii i politykę klimatyczną. Niemiecki przemysł, zwłaszcza motoryzacyjny, ostrzega - według rozmówcy - że wysokie ceny energii grożą mu upadkiem, jednak wynik rozmów Berlina z Komisją pozostaje "remisowy". Przywołano wypowiedź komisarza do spraw energii, który miał oświadczyć, że jedyną drogą dla Europy jest dalsza elektryfikacja oparta przede wszystkim na odnawialnych źródłach energii, ze wspomnieniem energii atomowej jako "ukłonu pod adresem Francji".
Rozmówca rozwinął następnie tezę o roli Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem w interesie Ameryki leży niedopuszczenie do powstania "osi Rosja-Niemcy", a w przyszłości również sojuszu niemiecko-ukraińskiego. "Nie daj Boże, jeżeli Ameryka by się wycofała w ogóle z Europy, to te dwie osie ustanowią trójkąt, którego środku będzie Polska. To będzie dla Polski najgorsza rzecz być może w tym tysiącleciu" - ostrzegł.
W tym kontekście padł zarzut o zaniedbania polskiego lobbingu w Waszyngtonie. Rozmówca przywołał opinię Andrew Michty, według którego stolica USA jest pełna niemieckich fundacji, podczas gdy polskiej obecności praktycznie nie ma. "To jest zaniedbanie absolutne" - ocenił, wzywając do budowy silnego lobbingu propolskiego i prointegracyjnego wobec Międzymorza. Jasina odpowiedział, że jego środowisko, jako Warsaw Freedom Institute, prowadzi takie działania, w tym zorganizowaną w Waszyngtonie konferencję wspólnie z American Enterprise Institute.
Litwa jako obszar realnych wpływów
Uczestnicy zgodzili się, że jedynym państwem regionu, gdzie Polska dysponuje wpływami porównywalnymi z niemieckimi, jest Litwa. Jasina określił to jako "wielki paradoks", wskazując na wieloletnią pracę zarówno polskiej, jak i litewskiej strony. Jako niedawny przykład podał głosowanie w Parlamencie Europejskim, w którym Litwa miała opowiedzieć się "na razie po stronie Polski, nie Ukrainy".
Jednocześnie rozmówca zastrzegł, że nie należy obwiniać Estończyków, Litwinów czy Łotyszy, ponieważ "oni podejmują decyzję ze swojego punktu widzenia i punktu narodowego". Podkreślił, że w porównaniu z sytuacją sprzed dekady polska dyplomacja nauczyła się inwestować w relacje z regionem, a Łotwa i Estonia "prawie dla nas nie istniały mentalnie do roku 2016".
Mimo to, jak stwierdził, Polska wykorzystuje swój potencjał w niewielkim stopniu. "To jest winą naszą, że my nie umiemy grać skutecznie, że nie umiemy skutecznie budować koalicji i że nie prowadzimy wystarczająco proaktywnej polityki" - ocenił, wskazując na "słomiane zapały" jako trwałą słabość polskiej polityki zagranicznej.
Ukraina jako partner i rywal
Druga część rozmowy dotyczyła relacji z Ukrainą, w tym decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia nawiązującego do UPA. Rozmówcy różnili się w ocenie, czy był to element przemyślanej strategii, czy raczej decyzja podjęta niejako przy okazji.
"Pan Józef" przedstawił tezę, że ukraińskie elity mogą dążyć do budowy osi militarnej i gospodarczej z Niemcami. Zwrócił uwagę na oddolnie zbudowany, zdecentralizowany ukraiński przemysł dronowy i zbrojeniowy, który - jak stwierdził - poza obroną przeciwrakietową i przeciwlotniczą wystarcza dziś Ukrainie do prowadzenia wojny. "Ukraina ma szansę być innowatorem na skalę europejską, bo Niemcy nim nie są" - powiedział, ostrzegając, że w efekcie "Polsce wyrośnie następny rywal, także gospodarczy".
Rozmówca wysunął również hipotezę, że w interesie obecnej ekipy w Kijowie nie leży pełne członkostwo w Unii i NATO, lecz status kraju stowarzyszonego z dostępem do wspólnego rynku oraz faktyczna, nieformalna obecność w strukturach sojuszu. W takim scenariuszu Ukraina miałaby stać się rywalem Polski w roli lidera wschodniej flanki NATO i Trójmorza.
Jasina częściowo zgodził się z tą oceną. "Ukraina w wielu sprawach już jest naszym rywalem i będzie nim w wielu sprawach jeszcze" - stwierdził, dodając, że Zełenski uważa się za jednego z najważniejszych polityków świata i traktuje Polskę jako mniej istotnego partnera. Zaznaczył, że po demobilizacji Ukrainy Polska stanie przed wyzwaniem kontroli granicy i przepływu ludności, co może wymagać rozwiązań na granicy prawa europejskiego.
Spór historyczny i brak zaufania między elitami
Rozmówcy podkreślili, że konflikt polsko-ukraiński skupił się w ostatnich tygodniach na kwestiach symboliczno-historycznych. Jasina uznał to za paradoksalnie korzystne, porównując sytuację do trwającej od dekad symbolicznej rywalizacji Japonii i Korei Południowej, która nie przeszkodziła współpracy gospodarczej. "Im bardziej będzie się to do historii ograniczało (…), tym to będzie lepsze" - argumentował, o ile spory symboliczne nie zablokują współpracy wojskowej i gospodarczej.
Zastrzegł jednak, że warunkiem takiego scenariusza jest chłodna, robocza współpraca elit, której obecnie brakuje. "Między polskimi elitami rządowymi a ukraińskimi obecnie nie ma zrozumienia, zaufania i współpracy" - ocenił, wskazując na zerwane kanały kontaktu. Zwrócił też uwagę, że Polska nie ostrzegła Kijowa przed kontrowersyjną decyzją, mimo spotkania ministrów obu krajów zaledwie dzień wcześniej.
W ocenie Jasiny w sporze historycznym Polska po raz pierwszy nie jest stroną bardziej ulegającą emocjom, a bieżący stan relacji określił jako "remis ze wskazaniem na nas". Przywołał również stanowisko generała Wałerija Załużnego, który miał wskazać, że Ukraina potrzebuje partnerskich relacji z Polską i że relacje te nie mogą abstrahować od rozliczenia historycznego.
Kontekst
Dyskusja wpisuje się w szerszy spór o miejsce Polski w architekturze bezpieczeństwa i gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej. Rozmówcy zgodzili się, że rywalizacja między państwami jest naturalna, a wyzwaniem pozostaje umiejętne prowadzenie tej gry oraz budowanie sojuszy.
"Pan Józef" ostrzegł na zakończenie, że sojusz Niemiec z Ukrainą mógłby posłużyć Berlinowi do dalszej, jak to ujął, "kolonizacji" regionu i budowy scentralizowanego państwa europejskiego, co groziłoby ograniczeniem polskiej suwerenności. Jasina, mimo krytyki polskiej polityki, wyraził przekonanie, że utrzymanie amerykańskiej obecności wojskowej - choćby symbolicznej - pozostaje kluczowym zabezpieczeniem wobec ryzyka powstania osi Rosja-Niemcy lub Rosja-Ukraina.