Rosja walczy z niedoborami paliw, ale bankructwo pozostaje mitem
Rosja mierzy się z bezprecedensowym kryzysem paliwowym wywołanym ukraińskimi atakami na rafinerie - do połowy 2026 roku odnotowano około 70 uderzeń w infrastrukturę energetyczną, z czego około 50 w obiekty rafineryjne. Jak ocenia dr Szymon Kardaś z Uniwersytetu Warszawskiego i European Council on Foreign Relations, skala szkód jest realna, lecz teza o gospodarczej zapaści kraju to obraz „trochę wykrzywiony”, który należałoby zniuansować.
Bezprecedensowa skala ataków
Ukraińska kampania uderzeń w rosyjski sektor naftowy nasiliła się dramatycznie w porównaniu z rokiem poprzednim. W 2025 roku naliczono łącznie 120 ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną, z czego 81 wymierzonych w rafinerie. W pierwszej połowie 2026 roku - jak wskazuje Kardaś, powołując się na dane Bloomberga, Reutersa i agencji Argus - zidentyfikowano już około 50 uderzeń w obiekty rafineryjne spośród około 70 ataków ogółem.
Uderzenia mają także wymiar jakościowy. Trafionych zostało 24 z 34 dużych rosyjskich rafinerii, w tym te największe. „Właściwie już w tej chwili żadna rafineria w tej części europejskiej, rosyjskiej nie jest bez uderzenia” - relacjonuje ekspert doniesienia mediów. Niektóre obiekty trafiono kilkakrotnie, w odstępie kilku dni.
Według Reutersa około 40 procent rosyjskich mocy rafineryjnych zostanie wyłączonych na co najmniej dwa miesiące. Poziom przetwórstwa szacowany na połowę lipca 2026 roku jest najniższy od 21 lat - od marca 2005 roku. Zaskakująca okazała się skuteczność ataków wobec słabości rosyjskiej obrony. Kardaś zwraca uwagę na kontekst, który bywa pomijany: napadnięta Ukraina, niedysponująca bronią jądrową, „poczyna sobie tak śmiało" i „tak skutecznie” wobec mocarstwa nuklearnego.
Kolejki, racjonowanie i środki antykryzysowe
Skutki widać w europejskiej części Rosji. Powstają wielokilometrowe kolejki na stacjach, a według niektórych doniesień kierowcy czekają na tankowanie trzy lub cztery doby. Pojawiają się sygnały o rosnącym zainteresowaniu zakupem rowerów, a rolnicy - wobec niedoborów paliwa - mają w szerszej skali wracać do wykorzystywania zwierząt pociągowych.
Skala problemu zmusiła najwyższe władze do reakcji. „Przez to, że się do tego odnieśli, możemy wnioskować, że dłużej problemu ze względu na jego skalę po prostu ignorować się nie dało” - zauważa Kardaś, wskazując na wypowiedzi na szczeblu rządowym oraz samego Władimira Putina.
Moskwa sięgnęła po środki nadzwyczajne. W kwietniu wprowadzono zakaz eksportu benzyny, a 8 lipca - zakaz eksportu diesla, na razie do końca miesiąca. Uruchomiono też import produktów naftowych, między innymi z Indii i Białorusi. Pierwszy duży statek z Indii ma dopłynąć do portu bałtyckiego 26 lipca z ładunkiem odpowiadającym mniej więcej jednodniowemu zapotrzebowaniu Rosji na benzynę.
Sam fakt importu od kraju postrzeganego jako gospodarczo i politycznie zależny od Moskwy uderza w wizerunek Kremla. Import z Białorusi wzrósł według niektórych raportów kilkunastokrotnie, a nawet około dwudziestokrotnie - choć, jak zastrzega ekspert, wolumeny pozostają na tyle niewielkie, że nie warto przeceniać skali tej zależności.
„To nie jest gra w statki”
Kardaś przestrzega przed pochopnymi wnioskami o rychłym załamaniu rosyjskiej gospodarki. „Rosja za chwilę będzie stacją benzynową bez benzyny” - cytuje jeden z nagłówków, który uznaje za mylący. Kluczowa jest lekcja 2025 roku.
Wówczas płonące rafinerie również robiły wrażenie na opinii publicznej, a kolejki pojawiały się w części miast. Tymczasem dane podsumowujące ten rok wykazały, że poziom przetwórstwa w rosyjskich rafineriach spadł jedynie o 1,7 procent rok do roku - „prawie nic”. Łączny koszt szkód wyniósł około 13 miliardów dolarów, lecz roczne statystyki przetwórstwa okazały się dalekie od dramatycznych.
W 2026 roku spadek będzie większy. Sbierbank szacuje, że przy dotychczasowej skali uszkodzeń przetwórstwo może obniżyć się o kilkanaście procent. Bank prognozuje spadki od 8 do 15-16 procent w zależności od firmy - dla Rosniefti, Łukoilu i Gazprom Niefti - oraz weryfikuje w dół wskaźnik EBITDA tych spółek o 12 do niemal 20 procent.
Naprawy nie są jednak binarne. „To nie jest tak jak w grze w statki, że rafineria została trafiona i że możemy postawić na niej krzyżyk” - podkreśla ekspert. Czas przywracania obiektów waha się od kilku dni do kilku miesięcy; jedna z dużych rafinerii moskiewskich może pozostać nieczynna co najmniej do końca roku.
Kardaś diagnozuje przy tym problem polskiej debaty. „Większość opinii publicznej w Polsce (…) życzy Rosji źle w tej wojnie” - a to prowadzi do wybierania wyłącznie złych wiadomości i „myślenia życzeniowego”. Wzorce zachowań Rosjan - cierpliwe stanie w kolejkach, przesiadka na rowery - wskazują raczej na adaptację niż na próg buntu społecznego.
Głębsze problemy budżetu i pytanie o czerwone linie
Kryzys paliwowy nakłada się na inne napięcia. Deficyt budżetowy przekroczył założenia: Rosjanie planowali 3,8 biliona rubli na cały rok, tymczasem w połowie roku dziura sięga już niemal 6 bilionów. Narastają problemy rosyjskich banków oraz zadłużenie regionów.
Mimo to państwo wykazało - jak ocenia ekspert - „daleko idącą zdolność do adaptacji”. Po utracie lukratywnego rynku europejskiego Rosja przestawiła eksport ropy na Chiny i Indie. Kosztowało to uruchomienie „floty cieni” omijającej pułap cenowy i sankcje, obniżając wartość eksportu - lecz węglowodory nadal płyną i nadal przynoszą dochód.
Otwarte pozostaje pytanie o społeczne „czerwone linie”. Mimo strat na froncie i pogłębiających się trudności gospodarczych nie wiadomo, co musiałoby nastąpić, by społeczeństwo uznało sytuację za nie do zaakceptowania. „Chyba nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie” - przyznaje Kardaś.
Ukrainę finansuje Zachód, Rosję - własny eksport
Po drugiej stronie frontu sytuacja Ukrainy również jest dramatyczna. Rosjanie od początku bombardują ukraińską infrastrukturę energetyczną - elektroenergetyczną i gazową - a ataki nasilają się przed sezonami grzewczymi. Ostatni sezon był, jak ocenia ekspert, wyjątkowo ciężki.
Zdolność Ukrainy do prowadzenia wojny opiera się „w dużej mierze dzięki (…) wsparciu politycznemu, ekonomicznemu, które uzyskuje z Zachodu, w tym z Unii Europejskiej” - obecnie głównie z UE. Kluczowa okazała się synchronizacja ukraińskiego i mołdawskiego systemu elektroenergetycznego z siecią unijną na początku wojny, co umożliwia eksport prądu w newralgicznych momentach. Rolę odegrała też Polska, m.in. przy dostawach gazu.
Kardaś formułuje syntezę: „Rosja finansuje wojnę sama, a Ukrainie finansuje wojnę w tej chwili tak naprawdę Unia Europejska” - z zastrzeżeniem, że to uproszczenie. Ukraina zachowuje przy tym duży potencjał w energetyce jądrowej i odnawialnej, który mógłby wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Europy, gdyby odzyskała kontrolę nad całym terytorium.
Wojna z Iranem uratowała rosyjskie dochody
Sytuację Rosji odmienił konflikt na Bliskim Wschodzie. Wojna USA, Izraela i Iranu, tocząca się od końca listopada, ograniczyła przepływy przez cieśninę Ormuz, którą transportuje się około 20 procent handlu LNG i około 20 procent ropy przewożonej drogą morską.
Skutki dla rynku były natychmiastowe. Cena ropy Brent, przed wojną poniżej 70 dolarów za baryłkę, dochodziła punktowo do 120 dolarów. W górę poszła też cena rosyjskiego Uralsu, wcześniej dramatycznie obniżona przez amerykańskie sankcje nałożone w październiku 2025 roku na Rosnieft i Łukoil. Waszyngton zaczął ponadto luzować restrykcje, zezwalając na sprzedaż rosyjskiej ropy nie tylko Indiom.
Wyższa cena i przywrócona możliwość sprzedaży poprawiły rosyjskie wpływy naftowo-gazowe, które w pierwszych dwóch miesiącach roku były „bardzo dramatyczne”, a od marca do czerwca wyraźnie się odbiły. „To spadło trochę jak podarunek z nieba” - komentuje ekspert. Dzięki temu problemy 2026 roku nie okazały się tak dotkliwe, jak mogłyby być.
Najwięcej stracili producenci znad Zatoki. Irak, pozbawiony łatwej alternatywy, ucierpiał bardziej niż Arabia Saudyjska, dysponująca ropociągiem wschód-zachód. Największym poszkodowanym w segmencie LNG był Katar, odpowiadający za około 20 procent globalnego handlu - irańskie uderzenia w instalacje skraplające zmusiły go do wstrzymania produkcji i eksportu w ramach siły wyższej. Beneficjentem stały się Stany Zjednoczone, które zwiększyły eksport ropy i LNG, umacniając pozycję lidera.
Rynki energetyczne pozostają nieprzewidywalne
Kryzys obnaża trwałą słabość Europy. Mimo spektakularnego sukcesu - ograniczenia importu rosyjskiego gazu ze 160 miliardów metrów sześciennych w 2021 roku do 37-38 miliardów w 2025 roku - kontynent pozostaje uzależniony od importu paliw kopalnych na poziomie około 90 procent.
Kardaś odrzuca zrównywanie zależności od USA z zależnością od Rosji jako „absurd”, wskazując na fundamentalnie odmienny charakter relacji między administracją amerykańską a firmami energetycznymi. Ostrzega jednak, że utrzymywanie wysokich poziomów zależności naraża Europę na kolejne wstrząsy przy każdym konflikcie w kluczowym regionie.
Dlatego, jak konkluduje, dyskusja o transformacji energetycznej „nie ma w żaden sposób ideologicznego charakteru, tylko ma bardzo pragmatyczny, ekonomiczny charakter”. Rynki energetyczne pozostają nieprzewidywalne, a każdy kryzys oznacza wyższe koszty dla importerów paliw kopalnych - to twarda lekcja płynąca zarówno z rosyjskich rafinerii, jak i z cieśniny Ormuz.