Powrót

Niemcy podzielone głębiej niż Polska. Relacja z wiecu AfD w Magdeburgu

W ostatnich godzinach kampanii przed wyborami w Saksonii-Anhalt delegacja Ośrodka Studiów Wschodnich śledziła w Magdeburgu wiec Alternatywy dla Niemiec. Anna Kwiatkowska, szefowa zespołu niemieckiego OSW, opisała społeczeństwo rozdarte na dwie wykluczające się połowy - z euforią po stronie zwolenników AfD i frustracją po stronie ich przeciwników. Zdaniem analityczki polaryzacja w Niemczech jest dziś miejscami ostrzejsza niż w Polsce.

Rozmowa, nagrana przed dniem głosowania, toczyła się na terenie festynu AfD, gdzie na scenie pojawiło się nazwisko Alice Weidel, a między demonstracjami rozdzielonymi kordonem policji śpiewano antyafedowskie hasła. Kwiatkowska relacjonowała kilkudniową podróż po landzie liczącym nieco ponad dwa miliony wyborców - dawnym NRD, w którym AfD prowadziła w sondażach z wynikiem przekraczającym 40 procent.

Euforia kontra frustracja

Najsilniejszym wrażeniem z podróży był kontrast nastrojów. „Uderzyło nas takie niesamowite przygnębienie, brak nadziei, frustracja po stronie tych, którzy nie lubią AfD i którzy będą głosować przeciwko” - mówiła Kwiatkowska, wskazując na urzędników, polityków, nauczycieli i dziennikarzy. Po przeciwnej stronie panowała „naprawdę euforia wśród wyborców AfD” pod hasłem kampanii: wszystko jest możliwe.

Zwolennicy partii wierzą, że po raz pierwszy mogą zdobyć władzę w landzie, a potem „pójdzie szybko i sprawnie”. Kwiatkowska oceniła to przekonanie jako nierealne, ale odnotowała utrzymujący się „nastrój przełomu” i oczekiwanie, że „w końcu coś wielkiego po naszej myśli się stanie”.

Analityczka podkreśliła, że Magdeburg jest miastem bezpiecznym i odrestaurowanym, a badania wskazują, iż mieszkańcom powodzi się osobiście dobrze. Odmienne doświadczenie przyniosła wizyta w dzielnicy Neustadt w Halle - z pustostanami, zniszczonymi blokami i licznymi imigrantami. „Jak ktoś by mi pokazał ileś lat temu, że to są Niemcy, to bym w życiu w to nie uwierzył” - przyznała.

Lęk przed utratą

Kluczem do nastrojów wyborców jest, według Kwiatkowskiej, obawa przed utratą tego, co udało się odbudować po transformacji - we wschodnich landach szczególnie dotkliwej. Bezrobocie sięga tam około ośmiu procent, więc nie ono napędza niepokój, lecz lęk o edukację, gospodarkę i poczucie bezpieczeństwa, w tym kwestię migracji.

Ten sam strach prowadzi do przeciwstawnych decyzji. Część wyborców rozumuje: „Dałem szansę wszystkim innym, nikt nie zapewnił mi bezpieczeństwa i dobrobytu, więc będę głosował na AfD”. Inni oczekują zmiany, lecz odrzucają ofertę partii. Kwiatkowska przytoczyła słowa jednego z rozmówców, dla którego program AfD „urąga inteligencji” i który nie zamierza na nią głosować, bo partia „nie ma żadnej prawdziwej recepty”, a jedynie obiecuje zmianę.

Dwa światy, które się wykluczają

Zdaniem analityczki podział ma charakter egzystencjalny. Wykluczanie wyborców AfD, traktowanie ich „jako wrogów, nie oponentów politycznych”, budzi po ich stronie opór i wrogość. „To o politykach, których się nie podaje ręki. To o rodzinie, z którą się nie spotyka w czasie świąt” - opisywała, oceniając linię podziału jako bardzo głęboką.

Za najważniejsze zadanie dla przyszłych rządzących - kimkolwiek będą - Kwiatkowska uznała scalenie społeczeństwa. „Musi być powrót do polityki kłótni, wymiany zdań i argumentów, ale nie może być tak, że traktujemy się jako wrogów śmiertelnych i chcemy jeden drugiego unicestwić, nie tylko politycznie” - mówiła.

Analityczka wskazała jednocześnie na enklawy dawnej kultury politycznej. Debaty w telewizji publicznej pozostają, jej zdaniem, „na dużo wyższym poziomie niż u nas”, bez przekrzykiwania się. „Ale gdzie indziej ten podział jest na ulicy - bardzo, bardzo ostry, momentami ostrzejszy nawet niż u nas” - dodała.

Agresja na ulicy i kordon policji

Ilustracją ostrego języka były plakaty. Na materiałach Zielonych pojawiało się hasło: jeśli nie chcesz, by rządzili naziści, głosuj na nas. Przed wejściem na festyn stał autobus lewicowych przeciwników, z którego przy operowej muzyce powtarzano obraźliwe hasło pod adresem AfD. „Takie inteligenckie twarze - dla mnie to było przerażające” - komentowała Kwiatkowska. Za najostrzejsze uznała plakaty Sahry Wagenknecht z wykrzywionymi twarzami Merza i Zełenskiego, kojarzące się jej z przedwojenną propagandą.

Demonstracje obu stron rozdzielono. Do landu ściągnięto siły policyjne z innych krajów związkowych, a wejście na wiec wiązało się z kontrolą. „Wszyscy przygotowują się na bardzo ostre starcia, łącznie z walkami ulicznymi” - relacjonowała analityczka, zaznaczając, że taki scenariusz nie jest przesądzony, lecz wynika z wcześniejszych doświadczeń.

Metoda AfD: od festynu do polityki

Kwiatkowska ostrzegała przed uproszczeniem, jakoby AfD była fenomenem wyłącznie wschodnim. W dawnym NRD mieszka około 20 procent ludności Niemiec, co przekłada się na większą liczebność działaczy i wyborców partii, choć jej pozycja rośnie także na zachodzie i na poziomie federalnym.

Wśród wyborców i części polityków AfD analityczka widzi „normalnych ludzi”, którzy chcą rozwiązać realne problemy: dostęp do lekarzy specjalistów, transport poza dużymi miastami, koszty życia i opiekę zdrowotną. Szczególnym wstrząsem dla Magdeburga był zamach na jarmarku bożonarodzeniowym - sprawca popierał AfD, ale w debacie liczyło się przede wszystkim to, że był migrantem.

Siłą partii jest zakorzenienie lokalne. Jej działacze „nie są tak, że są wybory i przyjeżdżają” - organizują mecze sportowe i festyny rodzinne, pomagają w lekcjach, pamiętają nazwiska i twarze. „Idziesz do nich z meczem piłki nożnej, a potem ich polityzujesz. To jest ich droga” - tłumaczyła Kwiatkowska. Główny kandydat w landzie, trzydziestopięciolatek, „nie ma żadnego negatywnego elektoratu”, bo stara się zjednać wszystkich.

Jednocześnie analityczka wskazała skrzydło, którego się obawia. To ludzie „grający symbolami dawnej epoki”, wychwalający Bismarcka i bagatelizujący okres neonazizmu. Stylistykę tego nurtu odnalazła w młodzieżówce partii. Wielu wyborców uznaje jednak radykałów za margines i powtarza: „Musi być zmiana, dajmy im szansę”, skoro AfD „jeszcze nie rządziła”.

Delegalizacja, kordon i „teflonowość”

Dotychczasowe metody powstrzymywania partii, zdaniem Kwiatkowskiej, przyniosły efekt odwrotny. Kordon sanitarny sprawił, że AfD rośnie, a wykluczanie z mediów mainstreamowych pchnęło ją do dominacji w internecie - na TikToku, Instagramie i Facebooku. Wróciła też idea delegalizacji: apel w tej sprawie mieli podpisać Boris Pistorius i lider Zielonych Cem Özdemir. Analityczka opisała również przypadki, w których niewybieralne komisje decydowały, kto może w ogóle startować w wyborach lokalnych - co oceniła jako niebezpieczne dla demokracji.

Kwiatkowska zwracała uwagę na paradoks „teflonowości”, znany także z Austrii: nawet gdy AfD współrządzi na poziomie gmin i nie sprawdza się lepiej od innych, wyborcy nadal na nią głosują. „W zasadzie wypadałoby im dać porządzić” - oceniła, dodając, że każdy scenariusz po wyborach gra na korzyść partii. Albo powstanie pierwszy rząd AfD w landzie, albo kolejna koalicja „przeciwko AfD”, która utrwali wśród obywateli poczucie, że nie dopuszcza się ich do władzy mimo wysokiego wyniku.

Prorosyjskość jako oś sporu

Osobnym wątkiem jest stosunek do Rosji i Ukrainy. Działacze AfD, z którymi rozmawiała Kwiatkowska, zapewniali, że nie są prorosyjscy, lecz zarazem opowiadali się za odbudową Nord Stream i zniesieniem sankcji, uzasadniając to potrzebą taniej energii. Postulują też wstrzymanie pomocy dla Ukrainy i przeznaczenie środków na darmowe posiłki dla dzieci w szkołach.

Ideolodzy partii, według analityczki, przekonują, że Rosja to „przyjaciel”, a współpraca z nią zawsze przynosiła Europie spokój. Choć przyznają, że wojnę zaczął Putin, dodają natychmiast, że „NATO go zmusiło”. To właśnie prorosyjskość i antyukraińskość łączą AfD z partią Sahry Wagenknecht, walczącą o przekroczenie progu z poparciem na poziomie kilku procent.

Rozmowa odbyła się w trakcie kampanii przed wyborami w Saksonii-Anhalt, gdzie AfD prowadziła z wynikiem ponad 40 procent wobec około 22 procent rządzącej od 24 lat partii. Kwiatkowska umieściła to głosowanie w szerszym cyklu - z kolejnymi wyborami w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim - oraz w kontekście słabości rządu Friedricha Merza na poziomie federalnym. Dla Polski, jak podkreśliła, transformacja polityczna u zachodniego sąsiada ma znaczenie gospodarcze, historyczne i dla bezpieczeństwa, dlatego wymaga uważnej obserwacji.