PiS postawi weto wejściu Ukrainy do UE. Dlaczego nie chce rządzić z Braunem - Jacek Sasin
Sasin: PiS zawetuje wejście Ukrainy do UE bez rozliczenia banderyzmu
Prezes stowarzyszenia "Po pierwsze Polska" i były wicepremier Jacek Sasin zapowiedział, że rząd Prawa i Sprawiedliwości - jeśli powstanie po wyborach w 2027 roku — zablokuje akcesję Ukrainy do Unii Europejskiej, jeśli Kijów nie rozliczy się z banderyzmem, nie zgodzi się na ekshumację ofiar ludobójstwa na Wołyniu i nie uwzględni polskich interesów gospodarczych. W rozmowie z Kamilą Baranowską w "Kanale Otwartym" Sasin odniósł się także do afery w warszawskim Szpitalu Południowym, sporów wewnątrz PiS oraz wykluczył koalicję z Grzegorzem Braunem.
Afera w Szpitalu Południowym: "To problem koalicji obywatelskiej"
Punktem wyjścia rozmowy była sprawa opisana przez Patryka Słowika w portalu Wirtualnej Polski, dotycząca lekarza Łukasza Kacprzyka z warszawskiego Szpitala Południowego. Według dokumentacji medyk miał pracować średnio po jedenaście godzin dziennie przez wszystkie dni roku, prowadząc równocześnie aktywność publiczną i odbywając specjalizację. Sasin oskarża go o tworzenie "szybkiej ścieżki" dla polityków Koalicji Obywatelskiej.
Były wicepremier zdecydowanie odrzucił tezę premiera Donalda Tuska, że wynaturzenia w służbie zdrowia "nie mają koloru jednej partii". - To takie typowe tuskowe gadanie. Jak Koalicja Obywatelska jest złapana na jakiejś aferze, to jest próba mówienia, że to jest wina systemu - stwierdził. Wskazał, że odpowiedzialność polityczną ponoszą konkretni działacze: prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, szef struktur i burmistrz Ursynowa Jacek Kierwiński, który zasiadał w radzie nadzorczej szpitala, a także kierownictwo placówki powiązane z Platformą Obywatelską.
Zapytany, czy za rządów PiS do podobnych sytuacji nie dochodziło, Sasin odpowiedział wymijająco: - Oczywiście, że nie dam sobie ręki uciąć. Zastrzegł jednak, że nie jest to problem systemowy, lecz kwestia "przyzwolenia władzy" i braku mechanizmów wyławiania nadużyć. Przywołał też doniesienia medialne o lekarzu, który miał zarobić ponad trzy miliony złotych w szpitalach w Grójcu i Nowym Mieście nad Pilicą, zarządzanych przez powiat kierowany przez PSL.
Propozycje systemowe PiS dla ochrony zdrowia
Sasin przedstawił dwa filary proponowanych przez PiS zmian. Pierwszy to rozdzielenie publicznej i prywatnej służby zdrowia, by wyeliminować sytuacje, w których pacjent płaci dwukrotnie za tę samą usługę - najpierw w prywatnym gabinecie, by potem trafić do tego samego lekarza w placówce publicznej. Drugi to ujednolicenie nadzoru nad szpitalami w rękach wojewody jako reprezentanta rządu.
- Dzisiaj jest wielu różnych właścicieli, to powoduje, że nie da się tym zarządzać w sposób racjonalny - argumentował. Wskazał, że obecny model rozproszonej własności (powiaty, marszałkowie województw, uniwersytety, resorty) prowadzi do konkurencji płacowej między placówkami i windowania kosztów osobowych do 80 procent budżetów szpitali.
Były wicepremier przyznał, że samorządowcy - także z PiS - nie będą zadowoleni z odebrania im wpływów. - Nie dam sobie ręki ani głowy położyć, że w szpitalach powiatowych zarządzanych przez polityków PiS wszystko jest super - zastrzegł. Zarazem bronił poziomu zarobków lekarzy: - Nie róbmy nagonki na lekarzy. Nie wracajmy do stalinowskiej sprawy lekarzy.
Program "21 punktów" i wewnętrzne napięcia w PiS
Sasin tłumaczył strategię ujawniania programu PiS w siedmiu transzach po trzy punkty. - To jest kwestia marketingu politycznego. Chcemy podtrzymać zainteresowanie kampanią - wyjaśnił. W pierwszej konwencji w Kaliszu zaprezentowano trzy pierwsze punkty z planowanych dwudziestu jeden. Punkt poświęcony służbie zdrowia ma znaleźć się w pakiecie.
Pytany o równoległą prezentację programowych propozycji przez Mateusza Morawieckiego, Sasin bagatelizował napięcie. - W aktywności poszczególnych polityków nie ma nic złego. Jak pan premier Morawiecki coś przedstawia, od razu jest wpisywane w kontekst wewnętrznej rywalizacji, ale gdyby to samo powiedział ktoś inny, nikt by tego nie zauważył.
Zaskakująco brzmiało jego stanowisko wobec stowarzyszeń wewnątrzpartyjnych. Sasin, kierujący stowarzyszeniem "Po pierwsze Polska", przyznał: - Uważam, że te stowarzyszenia są kompletnie niepotrzebne. Wyjaśnił, że jego stowarzyszenie powstało jako odpowiedź na założenie przez środowisko Morawieckiego stowarzyszenia "Rozwój Plus" - wbrew apelom prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Według koncepcji "dwóch płuc" PiS, frakcja Morawieckiego ma być bardziej liberalna i wielkomiejska, frakcja Sasina - bardziej konserwatywna, zwrócona ku wyborcom, którzy odeszli do Konfederacji.
Diagnoza utraty wyborców
Sasin ujawnił, że PiS prowadzi badania wśród byłych wyborców. Najsilniej rezonującym zarzutem jest "uległość wobec Unii Europejskiej", choć on sam się z tą oceną nie zgadza. - Z sądami wyborców się nie dyskutuje - przyznał. Wśród innych powodów odpływu poparcia wskazał kwestię ukraińską.
Były wicepremier prognozuje, że PiS osiągnie w wyborach 2027 roku co najmniej 35 procent. Powołuje się na średnią sondażową w okolicach 29-30 procent oraz porównanie z sytuacją sprzed wyborów 2015 roku. Tłumaczył, że poparcie Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich nie przełożyło się bezpośrednio na PiS, ponieważ Nawrocki zjednoczył cały elektorat prawicowy, w tym wyborców Konfederacji, korony, a nawet części wyborców lewicy.
Stanowcze "nie" wobec Grzegorza Brauna
Sasin jednoznacznie wykluczył koalicję z Grzegorzem Braunem. - Mamy swoje doświadczenia z rządami z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. To się dla nas źle skończyło - przypomniał. - Jaki dobry polski rząd można by było zrobić z Grzegorzem Braunem? To są jacyś wariaci albo jacyś ruscy agenci.
Naszym celem jest tak budować poparcie, żeby odsunięcie Tuska od władzy nie wymagało rozważania współpracy z Braunem - zadeklarował. Sceptycznie ocenił też możliwość paktu senackiego z Konfederacją, wskazując na jej retorykę "PiSO" zrównującą oba ugrupowania. Otwarcie liczy na rolę prezydenta Nawrockiego jako mediatora w budowie "patriotycznej koalicji".
Sprawa Bąkiewicza i ostry kurs wobec Niemiec
Sasin domagał się reakcji MSZ na zatrzymanie i - jak to ujął - "spałowanie" przez niemiecką policję Roberta Bąkiewicza i grupy Polaków, którzy próbowali postawić krzyż obok pomnika upamiętniającego polskie ofiary niemieckich zbrodni w Berlinie. - Mnie jako Polaka to boli, oburza i uderza w moją godność - mówił.
Domagał się wezwania ambasadora Niemiec "na dywanik", żądania przeprosin i symbolicznych gestów. Skrytykował też wystąpienie wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza w Sejmie: - Zamiast wyjść i powiedzieć, że będziemy bronić polskich obywateli, atakuje tych polskich obywateli i usprawiedliwia tę niemiecką policję. Sprawę osadził w szerszym kontekście relacji polsko-niemieckich, krytykując "zrzeczenie się reparacji" przez rząd Tuska.
Weto dla Ukrainy w UE
Najmocniejsza deklaracja padła w kontekście pytania o odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego - sugestii prezydenta Nawrockiego. Sasin poparł kierunek, choć dostrzega potrzebę rozwagi ze względu na wojnę. Przyznał, że Polska powinna nadal wspierać Ukrainę militarnie, ponieważ "Rosja jest naszym śmiertelnym wrogiem", a Ukraina - nie.
Zarazem ostro skrytykował stronę ukraińską. - Strona ukraińska nie zrobiła nic w sprawie ekshumacji ofiar Wołynia - oświadczył. Opisał reakcję Zełenskiego podczas wąskiego spotkania w Warszawie, w którym uczestniczył jako członek rządu, jako "zadziwiająco emocjonalnie negatywną".
Stąd jednoznaczna zapowiedź: - Jeśli my będziemy rządzić w Polsce, to Ukraina bez odrzucenia banderyzmu, bez rozliczenia się z historią, bez ekshumacji polskich ofiar, likwidacji symboli banderyzmu - zawetujemy wejście Ukrainy do Unii Europejskiej. Sasin dodał, że warunkiem jest też uznanie polskich interesów gospodarczych, w tym ograniczenia w handlu produktami rolnymi. - Takiej Ukrainy w Unii Europejskiej nie chcemy.
Kontekst
Wypowiedzi Sasina wpisują się w wyraźny zwrot retoryczny PiS, który po przegranych wyborach 2023 roku próbuje odzyskać wyborców utraconych na rzecz Konfederacji. Zapowiedź weta dla akcesji Ukrainy jest jednym z najtwardszych stanowisk wyartykułowanych dotąd przez polityka tej partii i może zaostrzyć debatę o przyszłej polityce wschodniej Polski. Jednocześnie afera w Szpitalu Południowym staje się testem zdolności opozycji do przekucia bieżących skandali w trwały wzrost poparcia - co, jak przyznaje sam Sasin, dotychczas nie znalazło wyraźnego odzwierciedlenia w sondażach.