Szpitalny VIP-room dla polityków KO i młody radny milioner. Kto zyska, a kto straci na tej aferze?
Afera szpitalna w Warszawie. Politolog: największym beneficjentem może być Braun
Ujawniona przez kanał Zero sprawa Szpitala Południowego w Warszawie, w którym radny Koalicji Obywatelskiej miał stworzyć szybką ścieżkę leczenia dla polityków rządzącej formacji, wstrząsnęła sceną polityczną. Zdaniem Łukasza Pawłowskiego z Ogólnopolskiej Grupy Badawczej skala uderzenia w sondaże może być jednak mniejsza, niż sugerują porównania do afery podsłuchowej z 2014 roku - a politycznym zwycięzcą całej sytuacji może okazać się Grzegorz Braun.
W rozmowie z Kamilą Baranowską w „Kanale Otwartym" politolog ocenił, że choć temat jest nośny i bulwersujący, mechanika dzisiejszej polityki różni się od tej sprzed dekady. „Jesteśmy tak mocno złączeni tą polaryzacją i tak bardzo podzieleni na obozy, że jeżeli ktoś się spodziewa nagłych ruchów w sondażach, tych ruchów nie będzie aż tak dużo" - stwierdził Pawłowski.
Salonik VIP groźniejszy niż artykuł
Według eksperta najsilniejszym elementem całej historii nie jest sam tekst dziennikarski, lecz fotografia szpitalnego saloniku dla polityków. „Lubimy funkcjonować w obrazkach. Każdy, kto czekał na SOR-ze swoją kolej te godziny i widzi ten salonik z kanapą, z telewizją i pewnie z ekspresem do kawy, zastanawia się, czy żyjemy w tej samej Polsce" - mówił Pawłowski.
Analityk zwrócił uwagę, że sprawa wpisuje się w narrację, która zaważyła na porażce Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich - w podział na „lud i elity". To, jego zdaniem, jest groźniejsze niż sam stan służby zdrowia, do którego Polacy zdążyli się przyzwyczaić i w którego naprawę przestali wierzyć. Dodatkowym ciężarem jest fakt, że publiczna placówka podlega miastu zarządzanemu przez Rafała Trzaskowskiego, a w centrum afery stoi 28-letni radny zarabiający ponad 130 tysięcy złotych miesięcznie.
Spóźniona reakcja Tuska
Pawłowski ocenił, że reakcja premiera jest opóźniona, podobnie jak w przypadku krakowskich struktur Koalicji Obywatelskiej czy sprawy senatora Tomasza Lenza. „To nie jest refleks Donalda Tuska sprzed lat, który potrafił reagować niemal następnego dnia" - zauważył. Jednocześnie politolog odrzucił tezę o słabości premiera: „Donald Tusk jest najsilniejszy politycznie w całej swojej historii - i w koalicji rządzącej, i we własnej partii".
Źródła opóźnienia ekspert upatruje w zmianie obiegu informacji. Afery toczą się dziś w internecie, a nie w głównych mediach tradycyjnych, jak to było przy aferze hazardowej czy podsłuchowej. „Wydaje mi się, że Donald Tusk aż tak dobrze tych mediów nie czuje, więc czeka i obserwuje, jak się rozwinie ta sytuacja" - tłumaczył Pawłowski. Przewiduje on jednak ostrzejsze działania premiera w kolejnych dniach, podobnie jak w przypadku rozwiązania struktur w Małopolsce.
Obecna reakcja rządu polega na przerzuceniu ciężaru sprawy na środowisko medyczne - zapowiedziano rejestr zarobków lekarzy i kontrolę kontraktów. Warstwa odpowiedzialności politycznej pozostaje na razie nietknięta, choć radny będący bohaterem doniesień opuścił już Koalicję Obywatelską.
Dlaczego porównanie z „ośmiorniczkami" jest mylące
Pawłowski przestrzega przed automatycznym zestawianiem obecnej afery z aferą taśmową z 2014 roku, która poprzedziła upadek rządu Platformy Obywatelskiej i PSL. Wskazuje, że już przed publikacją taśm w tygodniku „Wprost" Koalicja Obywatelska remisowała z Prawem i Sprawiedliwością w wyborach europejskich. „Wybuch tej afery był tylko przypieczętowaniem sytuacji" - podkreślił.
Dziś, jak zauważa, sytuacja jest odwrotna: scena polityczna jest bardziej spolaryzowana, przepływy między partiami coraz mniejsze, a opozycja podzielona i skupiona na konkurencji wewnątrz własnego obozu. Prawo i Sprawiedliwość, zdaniem politologa, koncentruje się obecnie na sprawie pobitego w Berlinie Roberta Bąkiewicza, ponieważ rywalizuje o tego samego wyborcę z Konfederacją.
Braun jako główny beneficjent
W ocenie Pawłowskiego największym wygranym afery może być Grzegorz Braun. „On gromadzi wokół siebie ludzi zmęczonych absolutnie polityką. To kolejny przykład tego, że politycy odlecieli nam do innego wymiaru, nie mają kontaktu z bazą" - argumentował.
Z badań Ogólnopolskiej Grupy Badawczej wynika, że do elektoratu Brauna dołączają wyborcy deklarujący brak sprecyzowanych poglądów politycznych - zniesmaczeni klasą polityczną, choć na co dzień polityką się nieinteresujący. „To są czasy dobre dla populistów, a politycy partii rządzącej dostarczają tego paliwa populistom, żeby byli jeszcze bardziej popularni" - podsumował ekspert, wskazując jako przykład sukces AfD w Niemczech.
PiS bez perspektywy 35 procent
Politolog odniósł się również do deklaracji Jacka Sasina, który w „Kanale Otwartym" zapowiadał, że PiS w kampanii dobije do 35 procent poparcia. „Ciekawe jest podejście Jacka Sasina, bo te 35 procent to była porażka w 2023 roku, a dzisiaj to jest szczyt marzeń" - skomentował Pawłowski. Średnia sondażowa partii za ostatni miesiąc wynosi 24,6 procent.
Według eksperta problemy PiS-u są wizerunkowe, nie programowe - wyborcy są zmęczeni tymi samymi twarzami. Postawienie na Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera nie odnawia tego wizerunku. Pawłowski nie spodziewa się, by partia odzyskała wyborców utraconych zarówno na rzecz Konfederacji Mentzena i Bosaka, jak i ugrupowania Brauna.
Zagrożenie dla Tuska po liberalnej stronie
Realnym ryzykiem dla premiera byłoby - zdaniem politologa - powstanie nowej partii liberalnej i centrowej, odwołującej się do oderwania rządzących od rzeczywistości. „Nie będzie to tak łatwy przeciwnik jak Ryszard Petru, który tworzy kolejną partię znowu bardziej dla elit niż dla zwykłego człowieka" - zastrzegł. Na razie jednak nic nie wskazuje, by taka formacja powstała - specjaliści wskazują, że optymalny czas na jej budowę to od dziewięciu do sześciu miesięcy przed wyborami.
Pawłowski prognozuje, że do wyborów w 2027 roku polska scena polityczna pozostanie w obecnym kształcie, a do prawdziwego przemeblowania dojdzie dopiero po nich - jeśli żadna ze stron nie uzyska stabilnej większości. „Jeżeli Grzegorz Braun wprowadzi reprezentację do Sejmu - powiedzmy 40, 50 posłów — arytmetycznie będzie to oznaczać, że ani prawa, ani lewa strona nie jest w stanie stworzyć większości bez tego Brauna" - ocenił. A współpracy z nim, jak przypomniał, wyklucza dziś nawet Jarosław Kaczyński, porównując lidera Korony Polskiej niekorzystnie do Andrzeja Leppera i Romana Giertycha.